Europa kontra reszta świata

Europa kontra reszta świata

Nadal jest największą gospodarką globu, ale drugimi Stanami Zjednoczonymi – nie. O wyzwaniach, zagrożeniach, możliwościach i potencjale Europy debatuje czworo ekspertów.
Ile dziś mamy gospodarczych biegunów na świecie i gdzie właściwie są rozmieszczone? Czym w tym układzie jest Europa – obserwatorem czy może jednak motorem? W czym tkwi jej siła, a gdzie są słabości?
 Henryka Bochniarz, prezydent PKPP Lewiatan: Nowy, rosnący w siłę biegun to przede wszystkim Azja. W ciągu 15 lat co drugi mieszkaniec Ziemi będzie Azjatą, a w Europie i Stanach Zjednoczonych będzie mieszkał zaledwie co dziesiąty. Krajami o największym potencjale rozwoju oprócz Chin i Indii są Brazylia i Rosja. Brazylia ze względu na zwiększenie udziału w rynku energii, uelastycznienie gospodarki oraz rosnącą stabilność polityczną. Tempo rozwoju Indii i Rosji jest niepewne z powodu czynników wewnętrznych.

Znaczącym graczem regionalnym, a w niektórych sprawach ponadregionalnym, będzie Turcja. Już dziś z punktu widzenia dywersyfikacji źródeł energii ten kraj ma strategiczne znaczenie dla Europy. To z tego powodu zaprosiliśmy delegację Turcji na tegoroczne EFNI. Rosnące aspiracje rozwojowe ma też Afryka.

Europa ma nadal największą gospodarkę świata, jest największym eksporterem i inwestorem globalnym. Finansuje ponad połowę światowej pomocy rozwojowej (49 mld euro rocznie). Oferuje model współpracy wielostronnej, który zainspirował powstanie takich organizacji jak Unia Afrykańska, ASEAN i Mercosur. UE jest też liderem ustanawiania światowych regulacji i standardów. Mimo kryzysu politycznego oraz poważnych kłopotów finansowych nadal dysponuje miękką siłą – atrakcyjnym modelem społecznym, politycznym i gospodarczym. Kontynent jest bardziej stabilny, bezpieczny i kulturowo zróżnicowany niż inne części świata. Z tych powodów kolejne kraje zabiegają o członkostwo w UE, a Europa pozostaje celem emigracji. Przypominam to, bo w kryzysie często o tym zapominamy.
 Andrzej Klesyk, prezes PZU: Do dotychczasowych największych gospodarek świata reprezentujących szeroko rozumiany Zachód dołączyły najbardziej dynamiczne gospodarki na wszystkich kontynentach: Chiny, Indie, Indonezja, Korea Południowa, Australia, RPA, Arabia Saudyjska, Turcja, Argentyna, Brazylia i Meksyk, a uzupełniła to gremium UE jako całość. Jest to zalążek światowego zarządzania – nawet mniejsze państwa i porozumienia między nimi mogą blokować największe potęgi. Jest to marsz władzy z Zachodu na Wschód, od Atlantyku do Pacyfiku. Proces ten jednak nadal trwa – nie wytworzyła się jeszcze nowa architektura światowa, dlatego mówi się nawet o zerobiegunowości czy G-Zero.

Obserwujemy dziś przesunięcie punktu ciężkości od kwestii konstytucyjnych do przyszłych globalnych wyzwań. Powstaje wrażenie, że Europa nie reaguje wystarczająco szybko na te zmiany, a im dłużej zwleka, tym bardziej słabnie jej pozycja. Mówi się nawet, że staje się „Grecją świata”. Słabą stroną Unii Europejskiej jest jej deficyt demokracji. Choć Wspólnota jest związkiem państw demokratycznych i demokracja jest dla niej sztandarową wartością, to kolejne etapy integracji dokonują się ponad głowami obywateli. W efekcie mamy obecnie też kryzys wiary w Unię jako instytucję. Słabą stroną jest także deficyt realizmu. Zamiast możliwych do osiągnięcia celów i precyzyjnych planów zwolennicy integracji proponują rozwiązania, które w praktyce mogą być nie do zrealizowania. Zawiodło też myślenie strategiczne – choroba ta dotknęła wiele krajów Europy.

Jednocześnie Europa to miejsce, które pozwala swoim obywatelom tworzyć wartość dodaną w sposób, jaki oni uznają za najlepszy dla siebie. Pozwala na różnorodność, dopuszcza wielość poglądów, różne ścieżki rozwoju. W efekcie gospodarka Unii ma zdolność do wypracowywania dojrzałych, spójnych schematów działania, tworzenia nowych modeli biznesowych, design thinking, a także myślenia systemowego uwzględniającego złożoność świata.
Witold Orłowski, doradca ekonomiczny PwC: Bieguny są oczywiście trzy – Europa, USA, Chiny. Wypada z gry Japonia, powoli wchodzą Indie. Europa jest na papierze potęgą – jej główną słabością jest brak zdolności do działania razem. To nie jest ani jeden rynek, ani jedna gospodarka, więc nie może się równać z pozostałymi. Siłą jest różnorodność i jakość kapitału ludzkiego, słabością – brak współpracy i nierynkowe przyzwyczajenia ludzi (państwo nadopiekuńcze).
Maciej Owczarek, prezes zarządu Enea: Dziś nie można tworzyć ani realizować strategii biznesowych bez analizy sytuacji nie tylko u najbliższych sąsiadów i europejskich liderów, lecz także w najbardziej odległych częściach globu. Jednak to nie pytanie o bieguny gospodarcze jest najważniejsze. Kluczową kwestią są globalne wyzwania dla gospodarki światowej, gdyż sposoby i metody ich rozwiązywania będą pozycjonować względem siebie bieguny gospodarczei społeczne. Największym wyzwaniem będzie zapewnienie stabilnego rozwoju 7 mld ludzi. Inna rola przypadnie tu Stanom Zjednoczonym i Europie, inna Japonii i Korei, a jeszcze inna Chinom i Indiom, Rosji i surowcowym krajom arabskim. Również Afryka czeka na wyłonienie swoich liderów. Siła Europy tkwi w inteligentnych i innowacyjnych rozwiązaniach i Europa już tą drogą podąża.

Jaka powinna być rola Europy w zmieniającym się gospodarczo świecie i jaką powinna obrać drogę, by wyjść z kłopotów i przejść wreszcie do ofensywy? Jakie perspektywy rysują się przed europejskim biznesem, jakie największe wyzwania stają przed nim i czy jest w stanie im sprostać?

H.B.: Szansą dla europejskiej gospodarki na zdobycie przewagi konkurencyjnej jest ucieczka do przodu, czyli trzecia rewolucja przemysłowa związana z powstaniem społeczeństwa informacyjnego i zmianami klimatycznymi. Zastosowanie wysokich technologii i kultury pracy stworzy możliwość powrotu na kontynent przynajmniej części przedsiębiorstw, które przeniosły produkcję na Wschód. Np. szacuje się, że od 10 do 30 proc. towarów produkowanych przez amerykańskie firmy w Chinach jeszcze przed 2020 r. może być ponownie wytwarzanych w USA. Podobne prognozy są dla Europy. Już kilka międzynarodowych koncernów będących członkami Lewiatana sygnalizowało mi zamiar przeniesienia produkcji z powrotem do Polski.

A.K.: Europa jest przeciążona sztywnymi przepisami regulującymi prawo pracy i rynek, co uniemożliwia mobilność, ogranicza konkurencję, utrudnia innowacje i zniechęca do podejmowania ryzyka w przedsiębiorstwach. W efekcie wydajność w Europie rośnie obecnie o 1 pkt proc. wolniej niż przed dziesięcioma laty, zanim w pełni dało się odczuć wpływ ostatniej fazy globalizacji. Europejska strategia przejścia z kryzysu na ścieżkę wzrostu musi być oparta na restrykcyjnej polityce budżetowej, ale jej głównym celem musi być innowacja i elastyczność, a nie regulacja. Europa i jej firmy rywalizują na zatłoczonych rynkach, gdzie konkurencja jest zażarta, a przewagi konkurencyjne – nietrwałe i szybko kopiowane przez innych. Zamiast więc koncentrować energię na odkrywaniu nowych przewag, Unia powinna mocniej się zastanowić nad tym, w jaki sposób wygrywać w takich właśnie warunkach.

W.O.: Po pierwsze, zintegrować się. Po drugie, zreformować państwo nadopiekuńcze. Po trzecie, nie bać się wolności gospodarczej – i odpowiednio do tego kształcić młodzież. M.O.: Przed Europą została postawiona kwestia przedefiniowania priorytetów. Czy jej się to podoba, czy nie. Obecny kryzys pokazuje, że stary model się wyczerpał. Nowego jeszcze nie ma. Ale to normalne w cyklach rozwoju. Szansą dla Europy jest twórcze podejście do wyzwań przyszłości i szybkie zaadaptowanie się do zmieniających się warunków gospodarczych i społecznych. Jeżeli to się uda, to inne wielkie gospodarki będą czerpać z Europy zarówno technologie, jak i modele społeczne. To może tylko wzmocnić globalną pozycję Europy.

Czy osłabiona swoim kryzysem Europa w ogóle ma jeszcze szansę stać się liderem i zacząć skutecznie konkurować z takimi gigantami jak Chiny, Indie czy USA?

H.B.: Europejska gospodarka wciąż ma wysoki potencjał. Trzeba tylko – i aż – dokończyć budowę wspólnego rynku, w tym jednolitego rynku cyfrowego i energii, zmniejszyć koszty pracy, znieść resztę barier w swobodnym przemieszczaniu się pracowników. Nieuniknione jest podniesienie wieku emerytalnego we wszystkich krajach członkowskich. Kluczowe jest także zwiększenie zachęt do pracy i akumulacji kapitału, reforma przepisów o konkurencji, likwidacja barier wejścia i wyjścia z rynku, konsekwentne zmniejszanie wydatków na rolnictwo i ich zwiększenie na edukację oraz badania i rozwój.

A.K.: Obawy, że przeniesienie przez amerykańskie firmy części produkcji do Chin drastycznie osłabi gospodarkę USA, nie sprawdziły się. Amerykanie zostawili w kraju usługi o największej wartości dodanej, a prostsze usługi ulokowali tam, gdzie koszty ich wykonania są mniejsze. W podobny sposób Chiny miały osłabić europejską gospodarkę. Nadal jednak gospodarka Europy, a przynajmniej jej część, która potrafiła nadążyć za trendami globalizacji, zachowała konkurencyjność. Np. niemiecka inżynieria zachowuje swoją przewagę konkurencyjną i odgrywa dziś rolę czołowego dostawcy technologii do krajów rozwijających się.
W.O.: Każdy kryzys można rozwiązać, atuty Europy są ogromne. Europa ma wiele przewag – kapitał ludzki, przywiązanie do wolności. Chiny i USA są inne, mają inne walory, ale jest miejsce i dla mocarstwowej Europy.
 M.O.: Konkurencja gospodarczo-polityczna zawsze będzie trwać w różnym natężeniu, bez względu na sojusze gospodarcze, zaawansowanie technologiczne, migracje zasobów ludzkich. Problemów globalnych nie da się jednak rozwiązać w pojedynkę. Nowe rozwiązania wymagają ogromnych nakładów i muszą zostać wdrożone w skali ogólnoświatowej. A to jest możliwe jest do osiągnięcia tylko przez współpracę. Musimy zatem zmienić globalny sposób myślenia z konkurencyjnego na kooperacyjny, bo te największe wyzwania dotyczą w perspektywie długofalowej wszystkich gospodarek.

Jaką strategię powinna w tym wszystkim obrać Polska?

H.B.: Potencjał gospodarczy i handlowy Polski nie jest wystarczający do prowadzenia bilateralnej polityki handlowej z krajami rozwijającymi się, dlatego powinniśmy współpracować w tym zakresie z UE. Nasz rząd powinien też wspierać taką konstrukcję perspektywy finansowej w latach 2014- -2020, aby możliwie jak najbardziej zwiększać inwestycje w kapitał intelektualny oraz badania i rozwój.
A.K.: Naszym największym kapitałem jest potencjał ludzki. Dlatego musimy inwestować w szkolnictwo wyższe, przeprowadzić reformę uniwersytetów, aby absolwenci nie tylko dysponowali encyklopedyczną wiedzą, lecz także mieli kompetencje poszukiwane przez pracodawców. Są trzy zadania, które nasze państwo powinno zacząć realizować w pierwszej kolejności, aby zwiększyć konkurencyjność Polski na międzynarodowym rynku. Zadaniem numer jeden jest przeformułowanie strategii edukacyjnej. Musimy wyposażyć młodych ludzi w narzędzia intelektualnej obróbki informacji. Z ich znalezieniem poradzą sobie sami. Państwo powinno też wspomagać wykształcenie techniczne i applied science, bo coraz bardziej brakuje nam inżynierów, specjalistów od technologii i badań. Są nam oni potrzebni do budowania gospodarki opartej na wiedzy. Drugim obszarem jest reforma administracji, która obecnie przejada zbyt dużą część budżetu państwa, a swoimi procedurami krępuje działalność przedsiębiorców. Nowoczesne rozwiązania informatyczne dla urzędów są kosztowne, ale to inwestycja, na której nie można oszczędzać nawet w kryzysie. Trzecim zadaniem jest uproszczenie przepisów dotyczących biznesu. Na przerost regulacji unijnych mamy mały wpływ, zajmijmy się więc tym, co od nas zależy.
W.O.: Zależnie od rozwoju sytuacji w Europie. Jeśli nastąpi ruch w stronę głębszej integracji, powinniśmy w nim uczestniczyć. Jeśli nie, trzeba się rozejrzeć za alternatywami – na pewno dla nas gorszymi.
M.O.: Polska musi znać odpowiedź na pytania: czy chce być liderem w regionie za 10, 20 lat i czy chce stać w jednym rzędzie w największymi gospodarkami kontynentu. Nie ma dziś jednoznacznej strategii w tym obszarze i w zasadzie to nie może jej być ze względu na brak w Polsce poważnej debaty na ten temat. To utrudnia podjęcie strategicznych decyzji gospodarczych i politycznych. Jednak czy jesteśmy gotowi na taką debatę, gdy widmo kryzysu gospodarczego coraz śmielej zagląda nad Wisłę? Niektórzy eksperci sugerują, że jesteśmy w sytuacji, w której bardziej powinniśmy się skoncentrowaćna obronie niż na ataku. A może właśnie teraz jest najlepszy czas, by o tym rozmawiać i wyznaczać ambitne cele? Wydaje się, że obecna strategia kładąca coraz silniejszy nacisk na wiedzę i kompetencje jest słuszna i przynosi dobre efekty. Ale zmiany zachodzą wciąż zbyt wolno. Brakuje silnych ośrodków naukowych, które kształtowałyby nie tylko wysokiej jakości kadry, stymulowały rozwój technologiczny, ale również przekonały społeczeństwo, że ma ogromne możliwości i potencjał do wykorzystania. Krótko mówiąc, potrzebny jest mocniejszy sojusz biznesu i nauki.
Jaką strategię powinien obrać polski biznes, szczególnie działający na rynkach europejskich, w tak trudnych czasach jak obecnie? Przed jakimi stoi szansami i jakie czyhają na niego zagrożenia?
H.B.: Dla większości polskich firm rynki innych krajów unijnych upodabniają się do rynku krajowego. Oczywiście, zwyczaje handlowe czy poziom konkurencji mogą się różnić, jednak żyjemy już w tym samym obszarze prawnym. Unia Europejska to nasz podstawowy i nadal przyszłościowy partner pomimo przedłużającego się kryzysu strefy euro. Nawet w najbliżej położonych krajach – Niemczech, Czechach czy Skandynawii – jest wiele okazji rynkowych: producenci i handel właśnie teraz poszukują tańszych dostawców dotrzymujących jakości i terminów dostaw.
A.K.: Kryzys gospodarczy jest trudną lekcją dla polskiego biznesu. Zweryfikował on rzeczywistą wartość firm, słabi go nie przetrwali, najlepsi wyjdą z niego wzmocnieni. W trudnych warunkach sprawdza się rzeczywista wartość lidera. Gdy mnożą się zamówienia, a bilans wykazuje nadwyżkę, wydaje się, że firma mogłaby działać sama. Jednak gdy jej pozycja zaczyna być zagrożona, na nowo zaczyna się dostrzegać rolę prezesa i oczekiwać od niego, że wyprowadzi organizację z trudnego położenia. Presja wzrasta, a szef nie może pokazać dręczących go wątpliwości. Odpowiedzią na pytanie, jak działać w kryzysie, jest powrót do klasycznych cnót przywódcy. Odwaga, pracowitość i pokora muszą leżeć u podstaw kryzysowej strategii. Próba pójścia drogą na skróty w ostatecznym rozrachunku zawsze się zemści na firmie. Tak jak w czasie prosperity pułapką są zbytni optymizm i rozluźnienie dyscypliny budżetowej, tak w czasie kryzysu błędem może się stać nadmierne cięcie kosztów. Trzeba pamiętać, że firmy nie stać na utratę najlepszych pracowników, ponieważ wraz z ich odejściem traci cenne informacje, kompetencje i metody rozwiązywania problemów, których zgromadzenie zajęło wiele lat. Kluczem jest dyscyplina finansowa i racjonalizacja wydatków, ale nie kompromis w kwestii jakości.
W.O.: Koniec końców żaden kraj nie rozwinie się bez własnych prężnych firm – otwartych na konkurencję, wykorzystujących atuty kraju, rozwijających działalność w skali świata. Musimy rozwinąć własny kapitał, własne marki, własne ponadnarodowe koncerny. Świata nie wolno się bać, trzeba wykorzystywać globalne szanse.
M.O.: Nie możemy myśleć wyłącznie w kategoriach rynek polski a reszta świata. Dziś rynki krajowe to elementy rynków światowych ze wszelkimi tego konsekwencjami. Musimy proponować swoje rozwiązania i produkty. Kreować intensywność i dynamikę rynków, w których polski biznes będzie obecny. To wymaga przede wszystkim zmiany mentalności, wyzbycia się kompleksów. Mamy świetnych menedżerów, mamy pomysły, potrafimy pozyskać kapitał. Razem składa się to na znaczny potencjał. Nie bez znaczenia jest też rola systemu edukacji, wymaga przedefiniowania, by te zmiany w mentalności mogły się zaczynać jak najwcześniej.
Okładka tygodnika WPROST: 39/2012
Więcej możesz przeczytać w 39/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0