Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Donald Trump rozpoczął 2026 rok z impetem, od pojmania wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro i jego żony. To sukces czy początek problemów, które zaważą na globalnym postrzeganiu USA?
Prof. Tomasz Płudowski: Według mnie to osobisty sukces wizerunkowy otwierający puszkę Pandory i wprawiający sojuszników w zakłopotanie, a wrogów w podziw lub trwogę. Sądząc po słowach sekretarza obrony Pete'a Hegsetha: „Welcome to 2026, America is back”, administracji zależało na rozpoczęciu roku z wielkim przytupem. Chodziło o stworzenie wrażenia, że USA znów są pierwszoplanowym mocarstwem, a prezydent Trump przejmuje inicjatywę. Ponieważ nie udało mu się przekonać Putina do szybkiego zakończenia wojny na Ukrainie, uderzył tam, gdzie mógł wywołać natychmiastowy efekt – w Wenezuelę. To był cios wymierzony w interesy Chin i Rosji. I zabolało.
Wenezuela stanowiła przyczółek państw autorytarnych na kontynencie amerykańskim.
Trump jednym ruchem odciągnął uwagę od słabnących sondaży i problemów wewnętrznych w USA, a jednocześnie odciął Pekin od taniej ropy. To działanie celowe, choć wciąż nie wiemy, jaki jest docelowy plan polityczny dla Caracas, choć ma zostać rozpoczęty przez dotychczasową wiceprezydent poprzedniego reżimu.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
