Pomysł ministra infrastruktury w samym założeniu był zły. Winiety obowiązują w całej Europie, ale w odróżnieniu od naszego kraju, tam kierowcy płacą za użytkowanie istniejących autostrad. W Polsce mieliby płacić za autostrady, które powstaną lub nie. Dlaczego miałyby nie powstać? Ponieważ według ostatniej wersji ministerstwa infrastruktury przychody z winiet miałyby wynieść 800 mln zł. Jedną czwartą tej kwoty miałby pochłonąć VAT, kolejne 180 mln zł koszt druku winiet, a 1,3 mld zł rekompensaty dla konsorcjów, które już dostały koncesje na budowę płatnych autostrad. Bilans wynosi... minus 760 mln zł.
Ministerstwo Infrastruktury mogłoby wprawdzie zrezygnować z rekompensat dla konsorcjów, ale wtedy my musielibyśmy płacić potrójnie: za przejazd autostradą, za winiety i podatek drogowy wliczony w cenę paliwa. Miliony kierowców nie pogodziłyby się z tym łatwo. Podobnie jak Trybunał Konstytucyjny.
Po raz drugi w ostatnim tygodniu szczęście uśmiechnęło się do kierowców. Pełnie szczęścia osiągną po definitywnym pożegnaniu z winietami i ich pomysłodawcą Markiem Polem.
Sergiusz Sachno