Choroba TV

Choroba TV

Gwiazdy o swoich nowotworach mówią otwarcie. Choroba przeżywana na oczach milionów to misja społeczna czy dźwignia promocji?

Ostatnio Anna Przybylska okupowała czołówki nie tylko plotkarskich portali i tabloidów. Za sprawą choroby. Nie, nie nazywano jej rakiem. Padały mniej przerażające określenia. Najczęściej pisano o guzkach. Tak czy inaczej, czytelnicy, którzy już przywykli do zdrowotnych rewelacji na temat celebrytów, wiedzieli, że jeśli piszą, to musi być rak. Większość komentarzy była pozytywna, ale zdarzały się też inne, świadczące o znużeniu publiczności tego typu sensacjami. Pewien dziennikarz na swym facebookowym profilu napisał: „No więc razem z całą Polską przyjmujemy zakłady, czy Ania Przybylska umrze (nie czy w ogóle, tylko czy zaraz). Ja twardo obstawiam, że żyć będzie i że to w ogóle się okaże jakaś kosmetycznie niepoważna historia, jakieś zapalne guzki, żaden kancer. Ale gdyby nie, to jako Chewra Kadisza karnie zapie…lam na pogrzeb i nawet kupię kwiaty”. To tylko początek długiego i prześmiewczego tekstu o medialnej chorobie. Okropny? Bezduszny? Być może, ale przede wszystkim świadczący o lekkim znużeniu tematem i dostrzeganiu w nim wyłącznie zabiegu marketingowego, nie prywatnej tragedii.

Brać fanów na ciężki poród i raka


Szkoda, że padło na Przybylską, bo ona jako jedna z nielicznych znanych i lubianych na ekshibicjonistycznych wyznaniach kariery nie robiła. – Prosimy media o uszanowanie prywatności rodziny – apelowała Małgorzata Rudowska, menedżerka aktorki, kiedy kilka tygodni temu prasa kolorowa w sensacyjnym sosie podała informację o jej chorobie. Przybylska przeszła operację usunięcia guza trzustki, a potem chemioterapię. Teraz jest już w domu i powoli zbiera się do powrotu do pracy. – To szczególny czas, który Ania chce poświęcić rodzinie, a zwłaszcza dzieciakom – mówi Katarzyna

Bujakiewicz, też aktorka, prywatnie przyjaciółka Przybylskiej, i zapewnia, że na wywiady i komentarze przyjdzie czas. Już wkrótce. Przybylska dementuje plotki na temat jej choroby: nie przechodziła chemioterapii, nie miała drugiego zabiegu. – Diagnozowanie mnie i plan dalszego leczenia pozostawmy moim wspaniałym lekarzom – mówi „Wprost” Anna Przybylska. I ciepło apeluje do mediów, by uszanować jej decyzję i nie wypisywać nieprawdy o stanie jej zdrowia.– Nie chcę, by moja córka czytała w gazetach o tym, co rzekomo się ze mną dzieje – tłumaczy. – Chciałam też podziękować wszystkim za słowa wsparcia i otuchy, które docierały do mnie w ostatnim czasie. To było dla mnie bardzo ważne. Dziękuję – dodała.

Jej menedżerka podkreśla: – Ania nigdy nie budowała swojego wizerunku na ustawkach z paparazzi, ciążach i trudnych porodach. Tym razem także jest konsekwentna. Nie zrobi z choroby widowiska – zapewnia Rudowska. I dodaje, że tabloidy i plotkarskie portale, tak chętnie spekulujące o stanie zdrowia aktorki, wkrótce mogą się spodziewać sądowych pozwów. Kilka miesięcy temu wszystkie światowe media informowały o odważnej decyzji Angeliny Jolie, która poddała się podwójnej mastektomii piersi, niwelując w ten sposób ryzyko zachorowania na nowotwór. Z rakiem walczą także Sheryl Crow, Kylie Minogue i Anastacia. Sharon Osbourne i aktorka Christina Applegate. One też poddały się usunięciu obu piersi. Na świecie celebryci już od dawna mówią głośno o walce z nowotworem. Nie wstydzą się. Wierzą, że ich głos jest potrzebny i może pomóc innym chorującym.

Jaki dzielny, jak on walczy i wygrywa

W Polsce chyba jako pierwszy tabu przerwał aktor i reżyser Krzysztof Kolberger, przez lata walczący z nowotworem. Nie tylko otwarcie mówił o swojej chorobie, ale był też honorowym przewodniczącym Stowarzyszenia Chorych na Raka Nerki. Dziesięć dni przed kolejną operacją zdecydował się na rozmowę, wydaną potem w książce „Przypadek, nie – przypadek. Rozmowa między wierszami księdza Jana Twardowskiego”. Nie zyskała wielkiej popularności, w przeciwieństwie do wspomnień walki z rakiem publikowanych nieco później. – Celebryci są po to, żeby łamać tabu. Mają moc i powinni ją wykorzystać, nagłaśniając ważne sprawy – twierdzi Piotr Ostrach, doradca medialny gwiazd. I przyznaje, że postawa polskich celebrytów, którzy walczyli i wygrali z rakiem, a teraz opowiadając o tym, walczą dla dobra sprawy, jest godna uznania.

O tym, że głos ludzi znanych jest bardziej słyszalny, wie dobrze Krystyna Kofta, która przed laty zmagała się z rakiem piersi. Do dziś otwarcie mówi o chorobie i aktywnie angażuje się w kampanię medialną Różowa Wstążka, czynnie wspiera Amazonki. – Traktuję mówienie o profilaktyce jako swój obowiązek. Mówię o tym, co wiem, co przeszłam. Dostałam tyle wsparcia od ludzi, że muszę coś oddać – dziś komentuje pisarka. I dodaje: – Takich głupich jak ja, które się nie badają, jest dużo. Przecież gdybym na badanie zgłosiła się wcześniej, dziś miałabym obie piersi . W 2003 r. wydała książkę „Lewa, wspomnienie prawej”, która szybko stała się bestsellerem i jest uznawana za jedną z najbardziej inspirujących historii walki o życie. – Ja w odróżnieniu od innych osób nie napisałam na ten temat książki. Po prostu wyjęłam prawdę ze swoich dzienników, które prowadzę od 40 lat. Wtedy nie byłam w stanie pisać – opowiada pisarka. Niebawem ukaże się jej nowa książka „Lewa, wspomnienie prawej. Dziesięć lat później”.

Rak, czyli warto rozmawiać

Dlaczego warto mówić o chorobie? – Bo to ludziom pomaga – odpowiedział krótko Jerzy Stuhr w jednym z wywiadów telewizyjnych. Aktor w zeszłym roku chorował na raka przełyku. Niemal od początku leczenia zmagania z chorobą przeżywał wspólnie z widzami i czytelnikami. O postępach terapii, zmianach w jego życiu i emocjach mówił w czasie teraźniejszym, nie wiedząc, jak zakończy się leczenie. – Myślałem, że zamknę się w sobie. Jednak dotarło do mnie, że ludzie czekają na słowo otuchy. Dlatego w soboty podczas przepustki ze szpitala udzielam wywiadów. Chcę to robić – mówił aktor. Wydał książkę „Tak sobie myślę… Dziennik czasu choroby”, która sprzedała się w gigantycznym jak na nasze warunki nakładzie blisko 113 tys. egzemplarzy.

Piotr Ostrach nie widzi nic złego w tym, że przy okazji choroby gwiazdy pozytywnie promują swój wizerunek, a nawet zarabiają na publikacjach. – W przypadku walki z chorobą im więcej się mówi, tym lepiej. Książka to doskonałe źródło dotarcia do opinii publicznej. A jeśli przy okazji coś można na tym zarobić, to świetnie. W końcu długotrwałe leczenie wykańcza również portfele – podkreśla Ostrach.

Jedną z najgłośniejszych w historii naszego szołbizu akcji rakowo-promocyjnych nakręcił Nergal. – Podczas choroby szukałem przykładów zwycięstwa. Drogowskaz dał mi Lance Armstrong i jego biografia „Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie”, gdzie sportowiec opisuje swoje zmagania z nowotworem jąder – wyznaje Adam Darski, Nergal, lider zespołu Behemoth. Trzy lata temu wybuchł prawdziwy medialny wulkan, po tym jak Dorota Rabczewska „Doda”, ówczesna partnerka muzyka, wysłała do wielu SMS informujący, że Nergal ma białaczkę i pilnie szuka dawcy szpiku kostnego. – Nie miałem nic do stracenia, a wszystko do wygrania. Na własnej skórze przekonałem się, jak mała jest świadomość społeczna. Dopóki nie zachorowałem, moja wiedza na temat białaczki była równa zeru – wspomina Nergal. I przyznaje, że razem z Dodą i fundacją DKMS rozdmuchali balon medialny do granic możliwości. Efekt? Ponad 60 tys. Polaków w krótkim czasie zasiliło Bazę Dawców Komórek Macierzystych. – Nie traktuję mojego zaangażowania jako spłaty długu. Jednak choroba zrodziła we mnie potrzebę dzielenia się z innymi trudnym doświadczeniem. Dlatego, jak mówi, wydał „Spowiedź heretyka. Sacrum profanum”. 50 groszy z każdej sprzedanej książki (a sprzedano jej dotąd blisko 40 tys. egzemplarzy) zasili konto fundacji DKMS.

Cała Polska wstrzymała oddech, gdy kilka lat temu prowadzący „Wiadomości” Kamil Durczok poinformował widzów, że ma nowotwór, a jego minimalistyczna fryzura nie jest związana z ekscentrycznym gustem właściciela, ale właśnie z chorobą. „To były najtrudniejsze cztery zdania w moim życiu” – wspomina Durczok w książce „Wygrałem życie”, której do dziś sprzedano 86 tys. egzemplarzy. – Pokutuje przekonanie, że rak to wyrok. Osoby chore wstydzą się swoich cierpień. Boją się przyznać publicznie, że mają raka, bo wiąże się to z pewnego rodzaju wykluczeniem ze społeczności, napiętnowaniem jako osoby skazanej na rychłą śmierć. To fatalna sytuacja, która przysparza chorym wielu cierpień. Tą opowieścią chciałem przełamać mity i stereotypy, które w Polsce związane są z nowotworami – powiedział dziennikarz podczas konferencji prasowej.

Rak i wątłe światło gwiazd

Krzysztof Krauze, który także wygrywa z rakiem, również namawia do szczerości. W „Antyrakowym dekalogu” opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” pisze: „Musisz w leczenie włączyć rodzinę, przyjaciół. Nie ukrywaj swojej choroby. Ludzie, którzy nas otaczają, jeśli mają nam pomóc, muszą wiedzieć, co się dzieje. Jeśli ich wykluczymy, po »ochronnym okresie współczucia« przyjdą zniecierpliwienie, irytacja, gniew”.

Gniew internautów dotknął Michała Wiśniewskiego, lidera grupy Ich Troje. Gdy wokalista zamieścił na Facebooku wpis: „Jestem chory… Jak na razie… rak”, błyskawicznie pojawiły się setki komentarzy. Zarzucano autorowi kłamstwo, przesadne parcie na szkło i chęć promowania się na tragedii. Sam wokalista wkrótce potem dementował i odkręcał swoje pochopne słowa. – Dzisiaj bym o tym nie powiedział. Absolutnie na tym straciłem. Odbudowuję to, jak się da, ale niestety takie informacje działają inaczej, niż było to zamierzone – wyznał w jednym z wywiadów.

– Po wydarzeniu medialnym, jakim było szukanie dawcy szpiku dla Nergala, wielu pozazdrościło mu popularności. Jeszcze przez długie miesiące do różnych redakcji dzwoniły gwiazdy, głównie te świecące wątłym światłem, i sprzedawały nam wyssane z palca sensacje dotyczące ich zdrowia. Chciały publikować plotkę o ciężkiej chorobie tylko po to, żeby później z pozorowanym oburzeniem ją dementować – anonimowo informuje „Wprost” dziennikarka prasy kolorowej. Taka postawa nie dziwi Piotra Ostracha. W końcu najłatwiej w mediach wypłynąć na skandalu, romansie bądź tragedii. Jednak przestrzega, aby niechlubne incydenty nie kładły się cieniem na tym, co ważne. Bo przecież najważniejsze jest to, aby każdy był drogowskazem dla kolejnych pacjentów. ■

Okładka tygodnika WPROST: 35/2013
Więcej możesz przeczytać w 35/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także