Na polskich uczelniach wykładał profesor, który... nie istniał

Na polskich uczelniach wykładał profesor, który... nie istniał

Dodano:   /  Zmieniono: 
Noah Rosenkranz to profesor, który... nigdy nie istniał (fot. Policja)
Noah Rosenkranz doktorat zrobił w Niemczech, habilitację w Izraelu. Wykładał na paru polskich uczelniach i zebrał grono wiernych studentów. Aż szkoda, że nigdy nie istniał.
Mariusz K. vel Rosenkranz ma 46 lat, ale wygląda prawie na 60. Łysiejący, ubrany na czarno, z długą chasydzką brodą i w jarmułce sprawia wrażenie godnego szacunku nauczyciela, chociaż dziś już wiadomo, że był wyjątkowo sprawnym oszustem, który przez rok bezprawnie wykładał prawo na kilku polskich uczelniach, wyciągając z nich ponad 130 tys. zł.

Właśnie poważny wygląd, łagodne usposobienie, ale i fachowość sprawiły, że Mariusz K., przedstawiający się jako żydowski profesor Noah Rosenkranz, od razu zdobywał zaufanie. Nie bez powodu wybierał raczej niewielkie szkoły wyższe: Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach, Uczelnię Łazarskiego w Warszawie, Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Nauk Społecznych w Otwocku, Prywatną Wyższą Szkołę Businessu, Administracji i Technik Komputerowych w Warszawie, a także Wyższą Szkołę Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej w Warszawie. Profesor miał imponujące CV. Prawo obronione na Uniwersytecie Warszawskim, doktorat zrobiony w Niemczech i habilitacja na uczelni w Izraelu.

Być może wykładałby do dzisiaj, gdyby nie dociekliwość pracowników Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach. Podszywający się pod pracownika naukowego mężczyzna został przyjęty do tej uczelni na początku roku akademickiego 2010/2011. – Zacząłem sprawdzać w internecie, gdzie ten pan pracuje. Wyszedł pierwszy etat w Łazarskim, wyszła też jakaś szkoła w Otwocku. Poszedłem do dziekana i powiedziałem, że Rosenkranz pracuje w innych szkołach na pierwszym etacie. Mówiłem, że to mi się nie podoba, bo ustawa wymaga wskazania jednego podstawowego miejsca pracy – opowiada w rozmowie z „Wprost” dr Roman Stec z Instytutu Administracji, Samorządu i Prawa w UPH.

Mariusz K. pracował wtedy na kilku innych polskich uczelniach. Wszędzie scenariusz był ten sam – kserokopie dokumentów i sfałszowane pismo z ministerstwa. – Byłem zaskoczony, kiedy ten cały skandal wyszedł na jaw. Ludzie mają pewne predyspozycje. Gdyby nie był kombinatorem, prawdopodobnie byłby dobrym wykładowcą. To był talent – twierdzi prof. Tadeusz Koźluk, rektor Prywatnej Wyższej Szkole Businessu, Administracji i Technik Komputerowych w Warszawie.

O historii Mariusza K. można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika „Wprost”.

Najnowszy numer "Wprost" od jutra będzie  dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .