Skaner

Skaner

kultura

Afganistan jest w nas

Zrozumiałem, że nie jestem w stanie zdokumentować życia żołnierzy, będąc zewnętrznym obserwatorem. Na szczęście wpuścili mnie do swojego świata – mówi Maksymilian Rigamonti, fotoreporter tygodnika „Wprost”, który pięciokrotnie był w polskich bazach w Afganistanie. Efektem jest wystawa zdjęć w warszawskiej Galerii Studio otwarta od 3 grudnia do 24 stycznia.

świat

Deneuve broni prostytucji

Francja delegalizuje prostytucję. Projekt ustawy, który najpewniej przejdzie przez parlament, przewiduje karę 1,5 tys. euro dla klientów płacących za seks. Nowe prawo zrywa z francuską tradycją, w myśl której prostytucja jest nad Sekwaną legalnym i poważanym zawodem, a prostytutki płacą podatki i składki ubezpieczeniowe. Przeciwnicy delegalizacji protestowali w ostatnich dniach tłumnie na ulicach miast. Wśród sygnatariuszy petycji przeciw zmianom nie brakuje celebrytów, m.in. aktorki Catherine Deneuve. Także 343 znanych mężczyzn deklarujących, że korzystają z usług prostytutek, napisało manifest pod tytułem „Ręce precz od mojej dziwki”. mj

kultura

Pożegnanie Świerzego

„Plakat tworzyli u nas plastycy, a nie absolwenci kursów reklamowych, jak to było na Zachodzie” – mówił Waldemar Świerzy. Jeden z najwybitniejszych polskich grafików umarł w wieku 82 lat w minionym tygodniu. Zostawił po sobie m.in. ponad tysiąc plakatów, ilustracje i znaczki pocztowe. Stara polska szkoła plakatu staje się jednym z naszych głównych towarów eksportowych. Niedawno odbyły się jej wystawy, m.in. na festiwalu w Karlowych Warach, w Muzeum Sztuk Pięknych w Moskwie i Creative City Center w Jokohamie. KK

polityka

Bokser poza SLD

Wiceszef młodzieżówki SLD Paweł Lembas, który pobił swoją partyjną koleżankę, sam zrezygnował z członkostwa w partii.

Jak ujawnił „Wprost”, Lembas pobił Ewę podczas wrześniowego pikniku zachodniopomorskiej SLD. Byli parą, doszło między nimi do sprzeczki. Wtedy chłopak wymierzył jej cios w twarz, a potem dusił ją i kopał. Nikt dziewczynie nie pomógł, choć w spotkaniu brało udział ok. 300 działaczy. Wicemarszałek sejmu Jerzy Wenderlich twierdzi, że o niczym takim nie słyszał. Podobnie Grzegorz Napieralski, szef zachodniopomorskiego SLD. Ewa zawiadomiła prokuraturę, ale ta uznała, że obrażenia nie są tak dotkliwe, by wszcząć sprawę z urzędu. W partii sprawę próbowano zamieść pod dywan. Albin Majkowski, rzecznik prasowy zachodniopomorskiego SLD, twierdził, że pobicie Ewy to żadna polityka: – Jak ktoś komuś daje w mordę, to sprawa jest czysto cywilna – przekonywał. Mimo młodego wieku (25 lat) Lembas jest uważany za wpływowego i zaufanego działacza SLD. Jest wiceprezesem Federacji Młodych Demokratów w województwie i zasiada w radzie powiatowej SLD. Ma też wpływowego ojca, powiatowego radnego Sojuszu i dyrektora miejscowego szpitala. W ubiegłym roku z ramienia miasta Lembas nadzorował pracę więźniów. Wybuchł skandal,bo zamiast sprzątać Nowogard, więźniowie porządkowali jego działkę. Dyrektor więzienia zagroził wtedy zerwaniem współpracy z miastem, w efekcie szef młodzieżówki stracił pracę. Dostał posadę w zakładzie przetwarzania odpadów, którym kierował inny działacz Sojuszu. Lokalni działacze partii sprawą pobicia Ewy zajęli się dopiero po interwencji Joanny Senyszyn. Po ponad dwóch miesiącach sprawa trafiła do sądu partyjnego. Po upublicznieniu jej przez „Wprost” na liderów lokalnego SLD posypały się gromy. Wtedy błyskawicznie wyznaczono termin rozprawy na miniony piątek. Wcześniej, według naszych informacji, Lembas został przymuszony do zawieszenia członkostwa w Sojuszu. Tuż przed posiedzeniem sądu partyjnego opuścił SLD. – Wygląda to na wybieg – tłumaczy jeden ze szczecińskich działaczy. Dzięki temu sprawa pobicia Ewy zostaje definitywnie zamknięta. Zgodnie ze statutem, gdyby sąd wyrzucił go z ugrupowania, przez dwa lata nie miałby prawa powrotu, a tak może wrócić w każdej chwili. „Nie doczekałam się przeprosin” – napisała po partyjnej decyzji w SMS-ie do nas Ewa po rezygnacji Lembasa. Cezary Łazarewicz

polItyka

Grupiński – wyrok odroczony

Rafał Grupiński nie straci na razie stanowiska szefa klubu PO – dowiedział się „Wprost”. Partyjny wyrok na głównym stronniku Grzegorza Schetyny może jednak zapaść w styczniu. Odwołania Grupińskiego głośno domagał się m.in. nowy minister sportu Andrzej Biernat. Jednak dyskusję na ten temat przeciął na razie Donald Tusk na spotkaniu premiera z kierownictwem klubu. – Nie mam wpływu na to, co jakiś idiota z PO albo spoza PO na ten temat mówi. Zmiana nie jest potrzebna – miał uciąć spekulacje szef rządu. Powód? Platformę w tym tygodniu czekają kluczowe głosowania w Sejmie: w sprawie OFE i budżetu. A w połowie grudnia – posiedzenie Rady Krajowej partii, która wybierze nowy zarząd Platformy. – Wiele zależy od tego, czy Grzegorz znajdzie się w zarządzie – słyszymy od jednego z ważnych polityków PO. Sytuacja Grupińskiego może się jednak zmienić w styczniu. Wtedy – jak dowiaduje się „Wprost” – planowane jest wyjazdowe posiedzenie klubu PO. A na nim może wrócić dyskusja o zmianach we władzach klubu. Tym bardziej że przeciwnicy Grupińskiego już poszukują jego potencjalnych następców. Pojawiają się kolejne nazwiska – od Waldego Dzikowskiego przez Tomasza Lenza po Urszulę Augustyn.

polityka

Jak zegarek Nowaka biegły wyceniał

Minister Nowak był o krok od uniknięcia kłopotów związanych ze swoją pasją do drogich zegarków. W maju opisaliśmy we „Wprost”, że polityk nosi zegarek za kilkadziesiąt tysięcy, którego nie wpisał do oświadczenia majątkowego. W wakacje prokuratura poprosiła biegłego, by wycenił szwajcarskiego Ulysse Nardin, z którym pokazuje się minister. Katalogowa cena zegarka w momencie, gdy był kupowany (czyli w marcu 2011 r.), wynosiła 22 950 zł. Tymczasem biegły ocenił, że jego wartość dramatycznie spadła. Do kwoty 9660 zł. To o tyle ważne, że posłowie do oświadczeń majątkowych mają obowiązek wpisywać tylko to, co jest warte więcej niż 10 tys. zł. Gdyby zatem opinia biegłego się utrzymała, Nowak uniknąłby problemów. Śledztwo zostałoby umorzone, nie byłoby też wniosku o uchylenie immunitetu, a on sam zapewne nadal byłby ministrem transportu. Tyle że tuż po wakacjach Radio RMF zdobyło i podało informację o kuriozalnej wycenie. Opinia biegłego stała się natychmiast przedmiotem drwin ze strony dziennikarzy, internautów i opozycyjnych polityków. W tej sytuacji prokuratura poprosiła o kolejne wyceny. I ostatecznie przyjęła, że wartość zegarka należącego do polityka wynosi 17 tys. zł. Ta opinia zaowocowała wnioskiem o uchylenie immunitetu Nowaka i jego dymisją z rządu. „Wprost” dotarł do biegłego, który wycenił zegarek Nowaka na zaledwie 9660 zł. Oto jak tłumaczy całą sprawę.

Rozmowa z inż. Janem Bochenkiem, biegłym sądowym, który wyceniał zegarek ministra Sławomira Nowaka.

Pan jest ekspertem od zegarków?

Nie. Jestem biegłym sądowym od wyceny maszyn i urządzeń technicznych oraz wyceny ruchomości. Najczęściej pracuję przy sprawach cywilnych o podział majątku, przy rozwodach. Jestem już na emeryturze, biegłym jestem trzeci rok.

Ale to prokurator pana poprosił o wycenę tego zegarka?

Tak, bo robię wyceny również dla prokuratur i policji, np. przy kradzieży telefonu albo roweru. Wyceniam też dla komorników. Zajmuję się raczej takimi drobnymi rzeczami. Ja panu powiem, przy wycenie tego zegarka popełniłem pewien błąd. Bo ja, kiedy wyceniam dla prokuratur i sądów, to najczęściej jest przestępstwo jakieś. Nie wiedziałem, czyj to jest zegarek. Myślałem rutynowo, że wyceniam zegarek ukradziony. Miałem certyfikat, że jest oryginalny, i na tej postawie wyceniłem.

Pan nie wiedział, że wycenia zegarek ministra Sławomira Nowaka?

Nie wiedziałem. Nawet nie dostałem tego zegarka. Miałem kolorową fotografię. I opinię rzeczoznawcy, który uznał, że stan zegarka jest średni.

Wcześniej wyceniał pan zegarki?

Tak, raz, ukradzionego roleksa na Marszałkowskiej.

Ile zajęła panu wycena zegarka ministra Nowaka?

Krótko, jakieś 6-8 godz.

Jak pan to zrobił?

Wyceniam na podstawie informacji z rynku. Nie ma żadnej formuły matematycznej. Określam, ile kosztuje podobny zegarek na rynku, na podstawie ofert sprzedaży.

No to jak pan go wycenił, jeżeli uznał, że jest kradziony?

Wyceniałem tak, jakby ktoś chciał ten zegarek sprzedać na bazarze, no, na rynku wtórnym. Moja wycena to najbardziej prawdopodobna cena, jaką można uzyskać przy sprzedaży tego towaru na otwartym rynku.

Na ile pan wycenił ten zegarek?

Na 9660 zł. Przyjąłem, że nowy kosztuje 21 tys. zł, i uznałem, że od razu po zakupie zegarek traci na wartości 30 proc. Zużycie przyjąłem na 7 proc. rocznie. Dodatkowo obniżyłem cenę o 10 proc., bo myślałem, że jest z kradzieży, że nie ma gwarancji, pudełka.

Dlaczego właśnie pana wybrał prokurator do wyceny?

Jestem na oficjalnej liście zarejestrowanych biegłych sądowych.

W uzasadnieniu wniosku o odebranie Nowakowi immunitetu jest napisane, że pana wycena nie została uwzględniona, bo nie miał pan wiadomości specjalnych do wyceny tego zegarka. Co to znaczy?

Po prostu nie jestem specjalistą od zegarków.

Cezary Bielakowski, Michał Majewski

sport

Mecze w waginie

Podobno jego projekt ma odzwierciedlać kształt tradycyjnej katarskiej łodzi używanej przez poławiaczy pereł. Tak twierdzą inwestorzy. Jednak oglądany z góry katarski stadion Al-Wakrah, który ma być jedną z najważniejszych aren FIFA 2022, jako żywo przypomina najbardziej intymną część kobiecego ciała. Szczególnie gdy przez jego półprzejrzysty dach przenika różowawy blask świateł. Niedopatrzenie szejków finansujących monumentalną budowlę? A może feministyczny żart architektki Zahy Hadid, która projektując taką właśnie formę stadionu, zagrała na nosie fundamentalistycznie nastawionym muzułmanom? MB

telewizja

Oszust wszech czasów

Mawia o sobie, że nie jest złodziejem ani bandytą, lecz wyłącznie zwykłym oszustem. To nie jest prawda. Andrzej Pastwa, 62-letni recydywista, jest oszustem niezwykłym. Z takim darem przychodzi się na świat, tego nie da się wyuczyć. Jego najsłynniejszym numerem było stworzenie fikcyjnego komitetu wyborczego Lecha Wałęsy. Wyłudzał pieniądze od biznesmenów na rzekomą kampanię prezydencką. Kręcił się wśród gangsterów, oszukiwał ich i oszukiwał dla nich. Od kilkunastu lat za kratami. Zarzeka się, że już czas na emeryturę. Jego historię zobaczymy w programie „Tajemnice polskiej mafii”.

„Tajemnice polskiej mafii”, środa godz. 21:30, Polsat Play

MEDIA

YouTube wyprze telewizję

Już wkrótce YouTube przejmie funkcję telewizji i tradycyjnych mediów. To już się dzieje, bo to najbardziej demokratyczne medium w historii. Nie potrzebujesz pieniędzy i wielkich organizacji żeby zdobyć popularność. Wystarczy pomysł i kamera – mówi w rozmowie z „Wprost” Michael Stevens, autor słynnego kanału Vsauce na YouTube, w którym w żartobliwy i przystępny sposób opowiada o naukowych ciekawostkach. Amerykanin przyjechał do Polski na warsztaty zorganizowane przez YouTube dla najlepszych polskich twórców internetowych filmów. – Polacy robią świetne rzeczy, chociaż wciąż za mało z sobą współpracują. Tym różni się internet od tradycyjnych mediów. W telewizji, jeśli oglądasz jeden program, nie oglądasz wszystkich innych. Ale jeśli ja zaproszę do współpracy na YouTube innego twórcę, to w ciągu kilku godzin przybywa mi kilkaset tysięcy fanów. Możemy dzielić się fanami i nawzajem promować– przekonuje Stevens. Zanim został światową gwiazdą sieci, robił krótkie filmiki o grach, ale szybko zaczęło go to nudzić. Zrobił na próbę kilka odcinków z odpowiedzią na codzienne pytania i od razu zyskał za oceanem wielką popularność. – Jeśli żyłbym sto lat i każdego dnia poznawał dziesięciu z nich, byłaby to zaledwie cząstka tych, którzy subskrybują mój kanał. Ogląda mnie tyle ludzi, a jestem zwykłym gościem. Ta perspektywa pokazuje, jak wielki i potężny jest dziś YouTube – mówi Stevens. Bartosz Janiszewski

trzy szybkie

Znowu będę Stuhrem

Rozmowa z Marcinem Mastalerkiem, nowym wicerzecznikiem PiS

Co to za dziwaczne stanowisko: „wicerzecznik”?

To dowód profesjonalizacji PiS. Może w latach 90. taka funkcja mogłaby dziwić. Dziś, podobnie jak wielkie korporacje, partie muszą rozbudowywać pewne funkcje. Nowy rzecznik Andrzej Duda mieszka z rodziną w Krakowie, ja jestem częściej w Warszawie. Podzielimy się obowiązkami, jako dziennikarze będą państwo zadowoleni.

Jest pan najmłodszym posłem PiS. Chce pan przyciągać młodych ludzi?

Zależy nam na wyborcach we wszystkich przedziałach wiekowych, cieszę się, że w grupie młodych wyborców od dawna wygrywamy w sondażach. Młode pokolenie chcemy do siebie przekonać programem, a nie głupawymi happeningami w stylu pewnego winiarza z Biłgoraja, właściciela ruchu swojego imienia. Oczywiście nowoczesne formy komunikacji nadal będziemy rozwijać. Będę dalej aktywnie prowadzić blog, bo bardzo to lubię.

Może wykorzysta pan swój wygląd? Podobno mylą pana z Maciejem Stuhrem…

Tak się zdarzało, ale to już przeszłość. Tak było jakieś dziesięć kilogramów temu! Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do tamtej wagi.

Rozmawiała Joanna Apelska

media

Ssssssukcessss „Kobry”

Pokazane na żywo na głównej antenie telewizji publicznej „Dawne grzechy” w reżyserii Krzysztofa Langa zgromadziły przed 1,58 mln widzów. To był powrót „Kobry”, czyli kultowego teatru sensacji, który od 1956 r. aż do lat 80. był sztandarową pozycją w ramówce TVP. Szefowie stacji zapowiadali, że jeżeli reaktywacja tego formatu się uda, będą kolejne spektakle. Na razie jednak decyzji o kontynuacji teatru sensacji nie podjęli. MB

SPROSTOWANIE

W związku z artykułem pt. „Taki (para)bank, jakie państwo” autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego („Wprost” nr 34 z dnia 20-26 sierpnia 2012 r., s. 12-17), oświadczam, iż nigdy nie poznałem osobiście Marcina Plichty. Znam go wyłącznie z przekazów medialnych dotyczących sprawy Amber Gold. Nigdy nie prowadziłem z nim żadnych interesów. Nie doszło do spotkania z udziałem Marcina Plichty i poprzedniego właściciela linii lotniczych OLT w moim domu. Zaprzeczam, że byłem w jakikolwiek sposób osobiście lub finansowo powiązany z Marcinem Plichtą. Wyjaśniam, iż moja znajomość z Janem P. dotyczy okresu szkoły podstawowej (uczęszczaliśmy do tej samej szkoły). Nieprawdziwa jest również informacja o „plajcie” Baltic Banku, który został zlikwidowany. Marius Olech

TOP 7 „WPROST”: Najbardziej wzruszające sceny z kreskówek

Mąż płacze, oglądając „Króla Lwa” – wyznała w „Kropce nad i” Małgorzata Tusk. Wytwórnia Walta Disneya włada dziecięcą (i nie tylko) wyobraźnią od dekad. Oto siedem spośród dziesiątek wzruszających scen, które sprawiają, że w oczach widzów pojawiają się łzy. kk

1. Król Lew

Największy animowany przebój lat 90. Ale też najbardziej przejmujący. „Podnieś się, tato” - krzyczy Simba nad ciałem zamordowanego ojca.

2. Bambi

„Twoja mama już do ciebie nie wróci” - tłumaczy jelonkowi Wielki Książę Lasu.

3. Zakochany kundel

Romantyczna kolacja, dźwięki akordeonu, spaghetti i wielkie uczucie.

4. „Dumbo”

Uwięziona w cyrkowym wagonie matka wystawia zza krat trąbę, aby pogłaskać samotnego Dumbo.

5. „Wall-E”

Bliskość w świecie robotów jest możliwa. Mimo że model Wall-E dzielą lata świetlne od nowoczesnej Eve.

6. „Tarzan”

Moment pojednania, w którym goryl w pełni zaakceptuje człowieka jako swego przybranego syna.

7. „Księga dżungli”

Elegia po Baloo, dzielnym niedźwiedziu, który dla przyjaciela gotów był poświęcić życie.

Okładka tygodnika WPROST: 49/2013
Więcej możesz przeczytać w 49/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0