Nic śmiesznego

Nic śmiesznego

Cezary Pazura opowiedział „Wprost”, dlaczego ZAPŁACIŁ PRZESTĘPCY szantażującemu go ujawnieniem kompromitujących materiałów. A potem się przestraszył własnej szczerości.

Zdjęcia: MAKSYMILIAN RIGAMONTI

To ma być pierwszy wywiad Cezarego Pazury na temat szantażu, któremu aktor uległ, płacąc przestępcom. Mamy też rozmawiać o rzekomych kompromitujących go nagraniach, o policyjnym śledztwie, o samym Pazurze, o jego rodzinie i załamaniu kariery. Na rozmowę umawiamy się już w sierpniu 2013 r. Aktor dochodzi jednak do wniosku, że wywiadu udzieli wtedy, kiedy sąd ogłosi wyrok w jego sprawie. Czekam do grudnia. Spotykamy się na pokazie animacji „Skubani”. Jest w świetnym nastroju, udzielił głosu głównej postaci kreskówki, bohaterskiemu indykowi, który cofa się w czasie i dzięki niemu indyki nie stanowią już głównego dania Święta Dziękczynienia. Na wstępie zdradza mi, że zmienił mu się głos, bo przeszedł operację wycinania polipów, że uwielbia animacje i proponuje, byśmy spotkali się w pijalni czekolady za dwa dni.


W umówionym czasie w wyznaczonym miejscu zjawiam się punktualnie. Pazura chwilę się spóźnia. Zamawiamy gorącą czekoladę. On z chili. Wychodzi jeszcze na zewnątrz zapalić papierosa przed rozmową. Siadamy, gadamy o świętach, o przygotowaniach do nich, o dzieciach, bo mamy córki w podobnym wieku. Mówi o tym, że potrzebuje spokoju. Sprawdza coś na iPadzie. Mówi, że jego mecenas przygotował oświadczenie. Czyta je po cichu. Potem głośniej zdanie: „Materiały, które posłużyły do szantażu, nie są związane z moją osobą”. Najwyraźniej możemy już przejść do najważniejszej z mojego punktu widzenia części wywiadu. Akcja rozpoczyna się ponad dwa lata temu, a kończy... Na razie nie wiadomo kiedy. Prześledźmy główne wątki, poznajmy bohaterów.

W rolach głównych: Słynny aktor – Cezary Pazura Słynny detektyw bez licencji – Krzysztof Rutkowski Szantażysta – Tomasz J.

W rolach drugoplanowych: żona słynnego aktora agent słynnego aktora tajemniczy mężczyzna ze Szwajcarii

WARSZAWA, 2011 ROK

Słynny aktor, mąż, ojciec, porządny obywatel dowiaduje się, że ktoś chce sprzedać „materiały go kompromitujące”. My, widzowie, nie wiemy, czy takie materiały rzeczywiście istnieją, czy też są wymysłem szantażysty. W tym czasie w jednej z bulwarówek pojawiają się zdjęcia młodej żony aktora zrobione z ukrycia, przez okno, przez firankę. Kobieta jest w bieliźnie. Aktor na początku sprawę „kompromitujących materiałów” bagatelizuje, decyduje się jednak wysłać na spotkanie z szantażystą swojego agenta, by ten sprawdził, o co chodzi. Tomasz J. żąda pieniędzy. Za pokazanie materiałów (jeszcze nie wiadomo, czy chodzi o film, czy o zdjęcia) żąda 8 tys. zł, za ich oddanie 35 tys. Agent spotyka się z szantażystą i... daje mu 8 tys. Dostaje coś w zamian, ale my nie wiemy, co to jest. Znika. Aktor Cezary Pazura oddycha z ulgą.

SZWAJCARIA, 2013 ROK

Mężczyzna w sile wieku siedzi przy komputerze. Podobno pisze coś na jednym z internetowych forów. Dostaje informacje, że ktoś chce sprzedać film kompromitujący sławnego aktora. Wyszukuje w sieci numer telefonu do agenta Pazury. Dzwoni, informuje o swoim znalezisku. Przekazuje, że jest gotów pomóc w ujęciu przestępcy i że następnego dnia może być w Warszawie. Agent o całej sytuacji informuje aktora. Pazura akurat jest w Poznaniu. Łapie za telefon i dzwoni do słynnego prywatnego detektywa, który, niestety, nie ma licencji. Umawiają się w domu Rutkowskiego, następnego dnia wyruszają do Warszawy. Cel: schwytanie szantażysty.

WARSZAWA, SIERPIEŃ 2013 ROKU

Współpracownik detektywa umawia się z szantażystą w restauracji w jednym z centrów handlowych. Dochodzi do spotkania. Po chwili pojawia się detektyw, który rzuca Tomasza J. na ziemię, zakłada mu kajdanki i krzyczy: „Leż, kur…o. Na ziemię, kur…o”. W tym samym czasie na dole czeka wspólnik szantażysty i pilnuje, czy nie wchodzi policja. Nie wie, że na górze jest detektyw, jego ekipa i słynny aktor. Całą akcję filmuje pracujący dla detektywa kamerzysta. Pojawia się też fotograf z bulwarówki, a po kilkunastu minutach w mediach jest już informacja, że słynny aktor z pomocą słynnego detektywa zatrzymał przestępcę. Słynny aktor wydaje oświadczenie, w którym pisze m.in., że przedmiotem oskarżenia jest szantaż, a nie prywatne zdjęcia oskarżonego. I wyjeżdża do Barcelony.

WARSZAWA, 3 GRUDNIA 2013 ROKU

Sąd ogłasza wyrok. Sędziowie ustalają, że materiały, które posłużyły do szantażu aktora, nie są związane z jego osobą. Szantażysta jednak pozostaje na wolności. Ma tylko dozór policyjny, zakaz zbliżania się i kontaktowania ze słynnym aktorem. Pytam Pazurę, czy nie zechciałby szerzej opowiedzieć, o co chodziło z tym szantażem. I dlaczego, skoro jest niewinny, zapłacił szantażyście 8 tys zł. Czuję, że nie podoba mu się to pytanie. W końcu złapał przestępcę i zamiast stać się bohaterem, jest podejrzany o jakieś niecne czyny.

Czytam e-maila, którego szantażysta wysłał w lipcu 2013 r. do jednego z dziennikarzy (pisownia oryginalna):

Filmik jest niepublikowany. Główną rolę gra w nim Czarek pazura, w towarzystwie 2 dziewczyn i 1 chłopaka. Ile możesz mi zaproponować za taki filmik? Konkretnie proszę.

Czytam następnego: moja propozycja to 10000zl, filmik trwa ok 15 minut, widać na nim wszystko co trzeba.

Od Pazury słyszę pytanie, czy widziałam cokolwiek niecnego z jego udziałem. Uczciwie odpowiadam, że nie. On, prawie krzycząc, mówi, że czegoś takiego po prostu nie ma. Że filmik może zmontować każdy, i to tak, żeby ludzie myśleli, że to Pazura albo inna popularna osoba. Nie mam powodów, żeby nie wierzyć, tym bardziej że sąd ustalił, że na dostępnych mu materiałach nie ma Pazury. Dopytuję tylko, dlaczego, skoro nie miał nic na sumieniu, przekazał szantażyście 8 tys. zł. Tłumaczę, że żelazna zasada negocjatorów mówi, żeby pod żadnym pozorem szantażystom nie płacić.

Pazura przytakuje i wyjaśnia, że chciał sprawdzić, czym jest szantażowany, co jest w tych materiałach, jakie fotomontaże. Kiedy mówi, że teraz Angelina Jolie może mieć cztery nogi, które jej wystają spod kiecki, a głowy aktorek mogą być poprzyklejane do gołych ciał w pornograficznych pozach, przyznaję mu rację. Ale nadal nie mogę zrozumieć, jak facet, który dostał 8 tys. od Pazury i jego agenta, mógł po prostu wziąć kasę i zniknąć. – Jak to było? Niech mi pan opowie krok po kroku – proszę aktora. Ten się wykręca, że już opowiadał policji i drugi raz nie będzie. I że już chce się pozbyć tego całego gówna, zapomnieć o nim. Dodaje enigmatycznie, że wtedy, dwa lata temu, coś jednak od szantażysty dostał, ale nie było tam niczego, co by go obciążało.

I najważniejsze: nie „zapłacił” szantażyście, tylko tamten od Pazury wyłudził pieniądze. Po czym nastąpiły dwa lata spokoju. Aktor powtarza, że jego największym błędem było to, że od razu nie poszedł na policję. Myślał, że policjanci to nieudacznicy, że nic nie pomogą, a za taki wizerunek policji wini media.

SIERPIEŃ 2013 ROKU

Po tym jak Tomasz J., 33-letni szantażysta Cezarego Pazury, został ujęty, dzwonię do Krzysztofa Rutkowskiego. Pytam, czy w szantażach zawsze chodzi o seks. Słyszę, że zwykle tak. Zdjęcia, taśmy, pendrive’y, płytki, czasem nawet jeszcze dyskietki ze zdjęciami, filmami, których bohaterowie robią rzeczy, jakich nie chcieliby pokazywać publicznie, bo się ich wstydzą, boją się, że mogłyby one ich skompromitować, ośmieszyć, zniszczyć ich autorytet. – Z Czarkiem znamy się od wielu lat. On kiedyś zagrał mnie w austriacko-niemieckim filmie „Miejsce zdarzenia”. To była połowa lat 90. Austriacka telewizja wyśmiewała się z polskiej policji. Od tamtej pory jesteśmy kolegami i teraz, kiedy potrzebował pomocy, zadzwonił i powiedział: „Jest problem. Musimy się spotkać”. Spotkaliśmy się u mnie w Łodzi. To nie jest moja pierwsza akcja dotycząca szantażu – opowiada Rutkowski, który podstawił agenta, a ten umówił się następnego dnia w Warszawie na przekazanie materiałów i pieniędzy. Nastąpiło tzw. zatrzymanie obywatelskie, bo Rutkowski nie ma licencji detektywa. Dlatego, żeby wszystko pokazać policji, całą akcję nagrywał człowiek Rutkowskiego.

Jak się okazało, nie tylko policji. Filmik szybko trafił do mediów. Pazura twierdzi, że nie wiedział o medialnych planach Rutkowskiego. Patrzy na mnie ze zdziwieniem, kiedy mówię, że słynny detektyw tak właśnie działa, że bez mediów nie istnieje.

KOMPROMITUJĄCY MATERIAŁ

Na filmie z akcji widać, jak Pazura nachyla się nad Tomaszem J. Rozmawiają. Podobno facet tłumaczy, że potrzebował pieniędzy na wyjazd za granicę. Czy Rutkowskiemu udało się przechwycić od szantażysty przedmiot szantażu? – Został zabezpieczony, jest w prokuraturze Warszawa Wola. Chcę być pewien, że szantażysta nie zrobił innej kopii. Jeśli pyta mnie pani, czy już wszyscy przedmiot szantażu w prokuraturze obejrzeli, to nie wiem. Wiem natomiast, że zwykle tak jest. Pamiętam, jak przy innych tego typu sprawach kamerę sobie wyrywali. Siedzieliśmy przy stole, było sześciu funkcjonariuszy. „Pokaż. Pokaż mi. Teraz ja. Ja”. I zaręczam pani, że to nie była analiza pod względem kryminalnym – mówi.

Policjanci, którzy rozmawiali z Pazurą i widzieli film służący do szantażowania, mówili mu ze śmiechem: „Panie, każdy może być na tym filmie”. Telefon Cezarego Pazury w pijalni czekolady pika. Aktor zaczyna czytać SMS od żony: „Może będzie ci potrzebne do wywiadu. Ogłoszono właśnie, że senator Piesiewicz został uniewinniony, że chciano go skompromitować i szantażować”. Patrzy na mnie i wspomina o paranoi. O strachu, o rujnowaniu spokoju, depresji. Mówi, że go głowa rozbolała od tej rozmowy, że wszystko, co powie, i tak zostanie przeinaczone przez media...

Jeszcze raz mu mówię, że niepotrzebnie zapłacił szantażyście, ale każe mi się zastanowić, co bym zrobiła, gdybym miała sobowtórkę, małe dzieci i ktoś by mnie udawał. Gdyby mi sugerowano, że gram w pornograficznych filmach, że robię jakieś niecne rzeczy. Na koniec słyszę, że to, co jego spotkało, może spotkać każdego człowieka. Teraz już wie, że jeśli ktoś grozi, szantażuje, od razu trzeba dzwonić na policję. A nie negocjować. Krzysztof Rutkowski, gdy z nim rozmawiałam, był bardziej zdecydowany: – Najpierw tym wszystkim gwiazdom i gwiazdeczkom trzeba nawkładać do głowy: zakaz wstępu do głupoty, zakaz wstępu do kurewstwa, zakaz wstępu do narkotyków, imprez, niepohamowanych żądz. Zakaz wstępu na orgie. I jeszcze jedno: porządnie żyj, człowieku, to nikt cię nie będzie szantażował. Ja w tym świecie nie żyję, ale widzę go z boku i tam pokus jest sporo. Ludzie, uważajcie, co robicie i z kim. Pytam, czy mówi to do Cezarego Pazury. – Nie. Mówię ogólnie: drogi celebryto, uważaj!

SCENARIUSZ: CEZARY PAZURA

Wróćmy jednak do pijalni czekolady. Mój rozmówca ma 51 lat, jest wybitnym aktorem, gra prawie od 30 lat. Jednak od dawna nie zagrał w żadnym głośnym filmie, żaden reżyser, który kiedyś chętnie go obsadzał, nie dzwoni z propozycjami. Ostatnio jest Michaelem w „Bogu mordu” na deskach Teatru 6. Piętro i indykiem Frankiem. Pytam, czy Machulski, Pasikowski, Koterski zapomnieli o swoim aktorze, ale słyszę tylko, że 8 stycznia na widowni Teatru 6. Piętro ma zasiąść Juliusz Machulski. Może przyjdzie też Wojtek Smarzowski. Może jeszcze ktoś. Pazura chce się pochwalić swoją rolą w „Bogu mordu”. Recenzje są świetne, krytycy piszą, że aktor jest w doskonałej formie. On sam też jest z roli bardzo dumny. Przyznaje jednak, że wypadł z obiegu, bo w tym zawodzie trzeba pracować do upadłego. Dlatego nie wstydzi się mówić kolegom reżyserom: tu jestem, żyję, gram.

Zagaduję, że może kolegom przeszkadza to, że gra po pokazach garnków. Jeździ z darmowymi występami kabaretowymi po całej Polsce, a tuż po nim handlowcy za duże pieniądze wciskają ludziom kuchenne naczynia. Zapewnia, że sam ma takie drogie garnki w domu i że zdarza się, że daje dwa występy dziennie. Czasem nawet trzy. Nie reklamuje garnków, tylko swój popis estradowy. Dla niego najważniejsze jest, żeby grać. Ma plany. Chce wyprodukować kolejny film, zagrać w serialu „Ojciec Mateusz” i wielu innych produkcjach. Wie, że historia – szantaż Pazury – jest jak z filmu.

Chcę mu powiedzieć, że nad scenariuszem tego filmu musi jeszcze popracować: doprecyzować, przemyśleć, bo momentami kupy się nie trzyma. Tym bardziej że w znacznej mierze to on jest jego autorem. Mam wrażenie, że mój rozmówca popełnia błąd innego znanego scenarzysty – Krzysztofa Piesiewicza, który zamiast od razu ujawnić swych szantażystów, razem z nimi układał fabułę swego dramatu. Ale mu tego nie mówię, bo i tak widzę, że z rozmowy jest niezadowolony. Nazajutrz Cezary Pazura pisze mi w e-mailu, że wywiad, którego mi udzielił, nie może się ukazać. ■

Okładka tygodnika WPROST: 1/2014
Więcej możesz przeczytać w 1/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0