Program Kołodki = pogrom kieszeni

Program Kołodki = pogrom kieszeni

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kołodko dymisję złożył, bo jak sam twierdził "nie mógł realizować swojego programu". I bardzo dobrze, bo plan uzdrowienia polskiej gospodarki Kołodko widział tylko w jednym: w zwiększeniu naszych obciążeń.
"Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść, niepokonanym" - śpiewa w jednej ze swoich piosenek zespół "Perfekt". Ta sztuka nie udała się Grzegorzowi W. Kołodko. Zszedł ze sceny polityk pokonany, pobity i ośmieszony. Do historii przejdą jego happeningi z chlebem, nożyczkami czy marchewką. Do historii przejdą tony sprostowań (nieuzasadnionych) wysyłane po redakcjach i brak elementarnego wyczucia taktu w kontaktach z prasą. Do historii przejdzie kompromitacja Grzegorza W. Kołodko związana z próbą wprowadzenia tzw. "deklaracji majątkowych", które wprowadzały w naszym państwie obowiązek spowiedzi obywatelskiej rodem z powieści Orwella.

Kołodko dymisję złożył, bo jak sam twierdził "nie mógł realizować swojego programu". I bardzo dobrze, bo plan uzdrowienia polskiej gospodarki Kołodko widział tylko w jednym: w zwiększeniu naszych obciążeń. Chciał to zrobić na dwa sposoby. Pierwszym była prosta podwyżka podatków. Drugim dodrukowanie pieniędzy (nazwane eufemistycznie "wykorzystaniem rezerwy rewaluacyjnej NBP"), czyli wprowadzenie najbardziej niegodziwego podatku ze wszystkich istniejących. Ukrytego pod nazwą inflacja. Nasze pieniądze straciłyby na wartości, bo rząd zwiększyłby ich ilość, a my nic nie moglibyśmy zrobić.

Kołodko odchodzi, bo nie akceptuje zwrotu w polityce rządu. Leszek Miller po ponad 1,5 roku rządów, zdobył się na odwagę zaproponowania zmian. Sam podatek liniowy, którego propozycja wprowadzenia rozjuszyła Kołodkę, oczywiście nie wystarczy. Trzeba jeszcze zredukować wydatki budżetu i odbiurokratyzować gospodarkę. Bez Kołodki może to się udać. Jan Piński