Kołodko dymisję złożył, bo jak sam twierdził "nie mógł realizować swojego programu". I bardzo dobrze, bo plan uzdrowienia polskiej gospodarki Kołodko widział tylko w jednym: w zwiększeniu naszych obciążeń. Chciał to zrobić na dwa sposoby. Pierwszym była prosta podwyżka podatków. Drugim dodrukowanie pieniędzy (nazwane eufemistycznie "wykorzystaniem rezerwy rewaluacyjnej NBP"), czyli wprowadzenie najbardziej niegodziwego podatku ze wszystkich istniejących. Ukrytego pod nazwą inflacja. Nasze pieniądze straciłyby na wartości, bo rząd zwiększyłby ich ilość, a my nic nie moglibyśmy zrobić.
Kołodko odchodzi, bo nie akceptuje zwrotu w polityce rządu. Leszek Miller po ponad 1,5 roku rządów, zdobył się na odwagę zaproponowania zmian. Sam podatek liniowy, którego propozycja wprowadzenia rozjuszyła Kołodkę, oczywiście nie wystarczy. Trzeba jeszcze zredukować wydatki budżetu i odbiurokratyzować gospodarkę. Bez Kołodki może to się udać. Jan Piński