Zapiski z tygodnia

Zapiski z tygodnia

Dodano:   /  Zmieniono: 
25 sierpnia poniedziałek

Detektyw Rutkowski kontra Tusk

Tygodnik „Do Rzeczy” twierdzi, że wśród nagranych na taśmach są również Donald Tusk oraz jego syn, a jedna z ich rozmów dotyczy afery Amber Gold. Wkrótce wskazano, kto miałby mieć nagranie – prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski. Miał je kupić za 60 tys. zł. Dzwonię do Krzysztofa Rutkowskiego i pytam, czy ma nagranie rozmowy Donalda Tuska z synem o Amber Gold. Rutkowski zdumiony: – Co ty gadasz?! Nie mam żadnych nagrań. K…wa, jeszcze mi na chatę wjadą.

26 sierpnia wtorek

Premier nie kontroluje służb

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że „obecnie obowiązujące przepisy ograniczają możliwość sprawowania skutecznego nadzoru nad służbami specjalnymi przez Prezesa Rady Ministrów. Premier pozbawiony jest ważnych instrumentów nadzoru, m.in. pełnej wiedzy na temat procedur wewnętrznych obowiązujących w służbach specjalnych albo kontroli poprawności działań operacyjno-rozpoznawczych w konkretnych sprawach […]. Taki stan prawny powoduje, że w wielu obszarach służby specjalne, pozbawione zewnętrznego cywilnego nadzoru, kontrolują same siebie”. Szczegółowe wyniki kontroli objęte są tajemnicą państwową. Aby ratować premiera przed zarzutami, że jest ślepy na działania służb, uaktywnił się medialnie Paweł Graś. W „Polityce przy kawie” (TVP 1) bez mrugnięcia okiem stwierdził: „Kontroli nad służbami nie powinni pełnić politycy, ale niezawisłe sądy – i tak jest”. Może warto przypomnieć zaufanemu człowiekowi Donalda Tuska, że na przykład billingi są poza kontrolą sądów. Nikt także nie kontroluje funkcjonariuszy służb i nie wnika, czy na przykład niszczą stenogramy z podsłuchów.

27 sierpnia środa

36 złotych od Tuska

Exposé premiera Donalda Tuska. Najlepszym komentarzem są słowa Margaret Thatcher, byłej premier Wielkiej Brytanii: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”.

Kubeł zimnej wody na szefa CBA

Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik odpowiedział na nominację szefa KGP w wyzwaniu Ice Bucket Challenge. Niewtajemniczonym wyjaśnię: akcja rozprzestrzeniła się za pośrednictwem internetu na portalach społecznościowych. Polega na tym, że wyzwany ma się oblać lodowatą wodą i uwiecznić to na filmiku, który następnie wrzuca do sieci. Według amerykańskich mediów zapoczątkował ją 29-letni Peter Frates, kapitan drużyny baseballowej Boston College. Kiedy wykryto u niego ALS, chorobę neurologiczną prowadzącą do paraliżu i śmierci, postanowił wraz z rodziną zebrać w ten sposób fundusze na leczenie. Z USA akcja przywędrowała do nas. Wojtunik postanowił wyjść przed gmach centrali CBA i poprosił, by jego rzecznik prasowy wylał na niego kubeł zimnej wody. Przyznam, że widząc to, zdębiałem. Wkrótce szef CBA trafił na zwolnienie lekarskie.

Nietykalni z ABW i prokuratury

Łódzka prokuratura wszczęła dwa śledztwa związane z wtargnięciem ABW do redakcji „Wprost”. – Jedno z tych postępowań dotyczy w szczególności stosowania przemocy w celu zmuszenia funkcjonariuszy publicznych do zaniechania czynności przeszukania i zabezpieczenia dowodów przestępstwa oraz ewentualnego naruszenia ich nietykalności cielesnej – poinformował Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury. Naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy ABW we „Wprost”?! Oświadczam, że to nie ja wykręcałem ręce i nie ja przyduszałem.

28 sierpnia czwartek

Falenta górą

Prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie afery taśmowej działała tak szybko, przynajmniej na początku, że zapominała o dochowywaniu staranności, szła na skróty. Byle uzyskać swoje. Jak? Nieważne. Miało to miejsce m.in. podczas akcji w redakcji „Wprost”. Prokuratura nie była przygotowana do skopiowania zawartości z komputerów marki Apple. Nie powiadomiła sądu, że będzie potrzebna kancelaria tajna (ta nie dyżuruje 24 godziny na dobę), aby tam złożyć nośniki zawierające informacje objęte tajemnicą dziennikarską itd. Dotyczyć to także miało zatrzymania jednego z bohaterów afery podsłuchowej Marka Falenty. Prokurator generalny Andrzej Seremet w piśmie do wicepremiera Janusza Piechocińskiego przyznaje, że prokuratura, zatrzymując biznesmena, działała błędnie i dokonała uchybień formalnych (za Niezależna.pl). Warto zwrócić uwagę na czas zatrzymania Falenty – dzień przed wystąpieniem Tuska w sprawie afery podsłuchowej. Wypuszczono go krótko po głosowaniu. Czy to przypadkowa zbieżność? Czy przy zatrzymaniu był fotoreporter PAP? A może premier musiał się pochwalić sukcesem?

Z taśm „Wprost”

Pisząc z Michałem Majewskim książkę „Afera podsłuchowa. Taśmy Wprost”, odsłuchujemy własne nagrania z akcji ABW. Nie pomogły teczki zagłuszające przyniesione przez funkcjonariuszy ABW. Mamy dowody, jak rozmija się z prawdą prokurator generalny Andrzej Seremet. Zapewniał, że komputery i nośniki zabrane z „Wprost” miały trafić do tajnej kancelarii w sądzie. Od razu mieliśmy być o tym poinformowani. Jak rzeczywiście to wyglądało? Kiedy funkcjonariusze przyszli po raz pierwszy do redakcji, szef grupy ABW mówił mi: „Ja panu powiem tak: nie mam zamiaru zaglądać do zawartości tego, co mi pan wyda. Jedyne, co zrobię, to sporządzę protokół i napiszę, że zabezpieczyłem płytę CD/DVD, cokolwiek. Włożę to w bezpieczną kopertę i zalepię, zawiozę do prokuratury”. Ani słowa o tajnej kancelarii sądowej. Inną sprawą jest to, jak mieliśmy przekazać im „internetową chmurę” i co ustalono w Ministerstwie Sprawiedliwości – żaden stołeczny sąd nie był poinformowany, aby wieczorem była czynna tajna kancelaria. Te pracują w zwykłych godzinach.

Marek Falenta

Więcej możesz przeczytać w 36/2014 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także