Premier z Wrocławia

Premier z Wrocławia

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz jest wymieniany wśród osób, które mogłyby zająć fotel premiera, gdyby Donald Tusk zdecydował się na wyjazd do Brukseli.

Witamy nowego premiera! Codziennie czytamy o kolejnych nominacjach – powitał Paweł Graś Rafała Dutkiewicza w progach kancelarii Donalda Tuska. Był lipiec, w gazetach właśnie pojawiła się fala spekulacji, jakoby Dutkiewicz miał zastąpić Tuska w fotelu premiera, a może w fotelu szefa partii. – To chyba nie najgorsze nominacje – odparował prezydent Wrocławia. – Rafał nawet nie jest członkiem Platformy, robienie z niego kandydata na szefa partii to przesada. Ale kariera w ogólnopolskiej polityce jeszcze przed nim, zwłaszcza jeśli kierownik wyjedzie do Brukseli – przewiduje współpracownik Tuska. – Rafał pojechał kiedyś do Warszawy, żeby porozmawiać o Europejskiej Stolicy Kultury. Zaczepił Tuska: „Idziesz do tej Brukseli?”. Tusk ironicznie odpowiedział: „Następny na moje miejsce” – opowiada bliski współpracownik Rafała Dutkiewicza.

W relacjach między politykami wciąż obowiązuje dystans. – Kiedyś byliśmy bardzo blisko, potem się rozeszliśmy, teraz trzeba odczekać, aż wszystko wróci do normy – mówi Dutkiewicz. Dobrze zna Tuska. Od lat są po imieniu. – Kierownik jest maksymalnie nieufny. Zwłaszcza gdy Dutkiewicz zaczął przejawiać ambicje prezydenckie. A w kancelarii premiera obowiązuje święta zasada: albo jesteś w naszej bandzie, albo jesteś wrogiem. Takie zaszłości są trudne do naprawienia – mówi współpracownik szefa rządu.

TUSK LEPSZY NIŻ KACZYŃSKI

Po Wrocławiu krąży plotka, jakoby premier obiecał prezydentowi miasta co najmniej tekę ministra spraw zagranicznych albo wicepremiera. Oczywiście jeśli w koalicji z PO wygra na Dolnym Śląsku wybory samorządowe. Sam Dutkiewicz pytany o plany odpowiada zawsze tak samo: „Nie przeprowadzam się do Warszawy, zostaję we Wrocławiu”.

Po co mu porozumienie z Platformą, która dołuje w sondażach? Przede wszystkim zrozumiał, że jego inicjatywa Obywatelski Dolny Śląsk, która przyniosła sukces w mieście, nie ma szans na powodzenie w regionie. – Albo robimy partię, albo zbliżamy się do jakiejś istniejącej – uważa Dutkiewicz. Do Platformy jest mu bliżej niż do PiS, głównie, jak tłumaczy, z powodu polityki zagranicznej. Donald Tusk jest lepszy na europejskich salonach niż Jarosław Kaczyński, a Radosław Sikorski o niebo lepszy niż Anna Fotyga. Zbliżenie z Platformą to jednak przede wszystkim posunięcie pragmatyczne, bo w regionie PO ma szanse na lepszy wynik niż PiS. – Wrocław jest bardzo zadłużony, a za chwilę będą kolejne pieniądze unijne. Miasto będzie musiało wyłożyć wkład własny. Bez przyjaciół w Warszawie Rafałowi może być ciężko dokończyć rozgrzebane monumentalne inwestycje – mówi o intencjach prezydenta jego współpracownik. Dutkiewicz z zapałem przekonuje, że chodzi mu o zmienianie Polski na lepsze. – Miasto, region, państwo nigdy nie są doskonałe. Jestem zwolennikiem nieustającego wysiłku w budowaniu państwa. To nigdy się nie kończy – opowiada Dutkiewicz. Podaje przykłady słabości. Ot, choćby korki na autostradach, rzecz załatwiona doraźnie, a nie docelowo. – Nie da się budować cywilizacji bez przewagi politycznej – podsumowuje prezydent.

ALBO PIERWSZY, ALBO WCALE

Poseł PO Stanisław Huskowski, obecnie wiceminister administracji i cyfryzacji, już w 2010 r. przekonywał działaczy lokalnej Platformy, że trzeba zakopać topór wojenny z Dutkiewiczem i namówić go na wejście do partii. – Czy ty zwariowałeś? Nie znasz Rafała? On może być tylko pierwszy albo w ogóle – powiedział mu wówczas Grzegorz Schetyna, pukając się w głowę. – Nie tylko on – odparował Huskowski. – Ty też możesz być albo pierwszy, albo w ogóle. Tak jak Zdrojewski. W tym towarzystwie Dutkiewicz by się zmieścił.

Zamiast do współpracy doszło wtedy do walki i w wyborach samorządowych Dutkiewicz odebrał Platformie sporo głosów. PO zdołała sklecić koalicję w sejmiku wojewódzkim, ale straty były ogromne. W nadchodzących wyborach PO zamierza iść razem z prezydentem. Do rady miasta politycy partii Donalda Tuska wystartują z listy firmowanej przez Dutkiewicza. Do sejmiku odwrotnie, współpracownicy Dutkiewicza wystąpią na listach PO.

– Przy okazji ktoś rozbudził uśpione ambicje Rafała, że w końcu trafi do upragnionej od zawsze wielkiej polityki. Tu już nie ma ścieżek rozwoju dla niego – mówi lokalny działacz PO, niechętny porozumieniu z prezydentem. Koniecznie chce zachować anonimowość. – Zdrojewski krytykował Dutkiewicza i dostał zakaz od samego Tuska. Po co narażać się kierownikowi wszechświata – ironizuje. Rzeczywiście na niedawnym spotkaniu z samorządowcami z Dolnego Śląska premier apelował do Barbary Zdrojewskiej, przewodniczącej sejmiku i żony europosła. – Przekonaj Bogdana, proszę, aby kontynuował to, co robił przez ostatnie lata, czyli łagodził wewnętrzne napięcia, a nie je podsycał – mówił szef rządu. Zdrojewski najwyraźniej posłuchał. Zniknął. Nie wypowiada się. Nie odbiera telefonów. Nie odpowiada na SMS-y. Podobnie jak wielu innych niechętnych Dutkiewiczowi polityków.

WILK BRAT

W środku nocy koledzy wyciągają z namiotu zaspanego 17-latka. Prowadzą przez las do ogniska. Tam czekają inni. To tak zwany krąg puszczański, czyli grono najbardziej wtajemniczonych harcerzy. Najważniejszy w kręgu pyta przyprowadzonego właśnie chłopaka: – Czy przysięgasz być wierny ideałom? – Przysięgam – brzmi odpowiedź. – Zatem nadaję ci imię Wilk Brat. To wspomnienie z obozu harcerskiego z lat 70. Wilk Brat, czyli Rafał Dutkiewicz, zapamięta na zawsze. – Wychowałem się w harcerstwie niepokornym. Wzorem były Szare Szeregi, mieliśmy tajne msze organizowane dla nas w lesie i oczywiście nienawidziliśmy komuny – opowiada.

Nawiązał kontakty z podziemiem, przywoził z Warszawy do Wrocławia książki. Pisał na murach „Precz z komuną”. W stanie wojennym najpierw blisko współpracował z Kornelem Morawieckim, razem zorganizowali drukarnię. Potem przeniósł się do frakcji Władysława Frasyniuka i Barbary Labudy. Był łącznikiem Frasyniuka ze światem. Pseudonim Borys wybrała mu Barbara Labuda, zafascynowana rosyjską literaturą. – Z tym imieniem wiąże się anegdota – opowiada Dutkiewicz. Z absolutnie tajnej narady regionalnego komitetu strajkowego ktoś sporządził notatkę: „Za kontakty z Kościołem odpowiada Borys Dutkiewicz”. Po aresztowaniu Frasyniuka i Labudy obecny prezydent Wrocławia schował się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. SB w tamtych czasach miała dobre rozpoznanie lokalne, ale gdy ktoś znikał w innym mieście, to tak jakby zniknął na dobre.

Po okrągłym stole do Dutkiewicza przyszła Barbara Labuda: – Robimy komitet, będziesz sekretarzem. W 1990 r. Komitet Obywatelski uzyskał prawie 100 proc. głosów do Rady Miejskiej Wrocławia. Dutkiewicz otrzymał propozycję, by został prezydentem miasta, wybieranym jeszcze wtedy przez radę. Odmówił, wskazując na Bogdana Zdrojewskiego. – Uznałem, że komuna została wykończona i każdy ma teraz prawo zająć się innymi rzeczami. Chciałem oddać się swojej miłości, czyli matematyce i logice – tłumaczy dziś. Wyjechał na stypendium do Niemiec. Wytrzymał rok. Próbował swoich sił w pierwszych całkowicie wolnych wyborach parlamentarnych w październiku 1991 r. jako kandydat Unii Demokratycznej. Po porażce związał się z Kongresem Liberalno-Demokratycznym, którego jednym z liderów był jego przyjaciel Grzegorz Schetyna. Wcześniej dzięki wstawiennictwu Dutkiewicza Schetyna, działacz NZS, został najmłodszym w Polsce wicewojewodą.

JA GO ZNAM

Dutkiewicz zniknął na dziesięć lat z życia publicznego. Zajmował się firmą. W 2002 r. pojawił się u niego Schetyna i daremnie namawiał na start w wyborach na prezydenta Wrocławia. Potem namawiał go Zdrojewski, wreszcie przyszli razem. Po kilku tygodniach takich pielgrzymek Dutkiewicz się zgodził. Mało kto go znał i wielu działaczy chciało, aby kandydował Stanisław Huskowski. – Gdyby nie upór Scheta, Dutkiewicz nie byłby dziś tym, kim jest. Większości Platformy nie podobał się nieznany kandydat. Jąkał się, nie potrafił przemawiać, nie wyglądał poważnie. Nikt już nie pamiętał jego zasług z dawnych lat. Na pierwsze spotkanie przyszedł zarośnięty. Byliśmy załamani – opowiada dolnośląski polityk. Relacja innego sztabowca jest jednak zupełnie inna. – Schetyna nigdy nie przyszedłby do niepoważnego zawodnika. Poszedł do niego, bo wiedział, jakie są możliwości Rafała.

Dutkiewicz dużo nad sobą pracował, uczył się angielskiego. Wcześniej poznał niemiecki. Cały Urząd Miejski Wrocławia przekształcił się w sztab wyborczy. O zwycięstwie w drugiej turze zdecydowało poparcie i Platformy, i PiS. Oraz świetna reklamówka: do taksówki wsiada znany i kochany we Wrocławiu Bogdan Zdrojewski. Taksówkarz pyta, na kogo ma zagłosować, bo słyszał o jakimś Dutkiewiczu, ale go nie zna. Zdrojewski odpowiada: „Głosuj na Dutkiewicza, ja go znam. Będzie lepszym prezydentem ode mnie”. Pierwsza kadencja okazała się pasmem sukcesów. Biznesowe podejście Dutkiewicza do zarządzania miastem pozwoliło ściągnąć do Wrocławia wielkie inwestycje. Prezydent ma w kieszeni drugą kadencję. Jest chwalony i popularny. – Przez swoje otoczenie, bo on sam jest na to za mądry, uwierzył, że może zostać prezydentem Polski. Kaczyński był wtedy głową państwa, a Rafał uważał, że jest dużo bardziej sprawny i inteligentny niż Leszek – opowiada współpracownik prezydenta. Podwładni widzieli narastającą frustrację szefa w tamtym czasie. – Jego kumple, tacy jak Grzesiek Schetyna, zostają wicepremierami, ministrami, a on musi się użerać z dziurami w drogach, z bezdomnymi – opowiada lokalny polityk.

PREZYDENT NA PREZYDENTA

Wspólne ścieżki ze Schetyną zaczynają się rozchodzić właśnie w tym czasie. Nikt nie wie, o co dokładnie poszło. Dutkiewicz chciał zorganizować we Wrocławiu Expo. – Prosił chłopaków o pomoc. Grześka, Donalda, Zdroja, żeby lobbowali w Paryżu. A chłopaki go olali. I Rafał uznał, że został zdradzony – mówi współpracownik prezydenta. Kontakty z PO jeszcze się pogorszyły, gdy Dutkiewicz zaangażował się w nowy polityczny projekt. Wiosną 2008 r. wraz z Janem Rokitą, wyrzuconym poza nawias w PO, i byłym wiceprezesem PiS Kazimierzem Michałem Ujazdowskim zaczął tworzyć Ruch Polska XXI. Cel: Dutkiewicz na prezydenta Polski. Inicjatywa skończyła się fiaskiem. – Był niedojrzały, cierpiał na całkowity brak chęci walki, choć miał przekonanie o swojej wielkości. Pragnienie a wola to zupełnie inne rzeczy. On miał pragnienie bycia prezydentem, ale nie miał woli. Nie zrobił nic w tym kierunku – zgodnie mówią współpracownicy z tamtych czasów. I równie zgodnie dodają, że Dutkiewicz jest politykiem do wynajęcia. – Nigdy nie dojdzie do polityki samodzielnej, podmiotowej – podsumowują.

Tyle że Dutkiewicz dojrzał przez ostatnie lata. – Tamten projekt to okres uprawiania polityki naiwnej, publicystycznej. Ja myślałem, że coś powiem, coś napiszę i to się zadzieje, ktoś to zrobi – przyznaje dziś prezydent Wrocławia. Już wie, że do wejścia na krajową scenę potrzebny jest dobry moment. Ten moment jeszcze nie nadszedł. Dutkiewicz cierpliwie czeka. Na razie ma lokalne problemy. Kryzys dotknął Wrocław. Przedłużają się budowy wielkich projektów. Coraz częściej słychać, że niektóre są niepotrzebne, choćby Narodowe Forum Muzyki. – Po co nam sala na 1800 osób i kilka mniejszych za 400 mln zł? Jak my je wypełnimy ludźmi, skoro tam mogą być grane wyłącznie koncerty? Na przedstawienia teatralne się nie nadają – narzeka były urzędnik. Sala jest niezwykła, wzorowana na najlepszych filharmoniach świata. – Rafał ma ciągoty do monumentalnych projektów. Śmiejemy się, że stawia sobie pomniki – przyznaje współpracownik Dutkiewicza.

SPOTKANIE Z TRAMWAJEM

Takie oceny odbijają się na wynikach sondaży. Prezydent stracił w ostatnich latach sporo poparcia. Przyczyniły się do tego również afery w ratuszu. Najpoważniejsza z asystentem Dutkiewicza, którego prokuratura oskarżyła o wyniesienie z urzędu adresów e-mailowych użytkowników karty miejskiej Urbancard. Ich dane zostały wykorzystane do wysyłania nielegalnego przedwyborczego spamu. Mimo to asystentowi załatwiono miękkie lądowanie w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, gdzie miasto ma niemal 100 proc. udziałów. Inny urzędnik, dyrektor wydziału organizacyjnego, dostał zarzuty za nielegalne finansowanie kampanii wyborczej, po czym w nagrodę rozpoczął pracę we Wrocławskich Mieszkaniach. To również spółka ze stuprocentowym udziałem miasta. Dutkiewiczowi nie pomógł wypadek, który spowodował wiosną tego roku. Motorniczy tramwaju, z którym zderzyło się auto prezydenta, półtora miesiąca przebywał na zwolnieniu lekarskim. Opinię publiczną zdziwiło więc orzeczenie biegłych, którzy uznali, że motorniczy nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Dzięki temu Dutkiewicz ma uniknąć zarzutów prokuratorskich. Śledztwo przeniesiono do prokuratury w Opolu, która ma w najbliższym czasie zdecydować o dalszym ciągu tej sprawy. Motorniczy unika mediów, chce, by ta sprawa jak najszybciej się zakończyła. – Jest przerażony skalą zainteresowania. Wrócił do pracy. Jeździ tramwajem – mówi Malwina Gadawa z „Gazety Wrocławskiej”.

Wokół sprawy pojawiło się mnóstwo plotek. Sensacyjne doniesienia, że Dutkiewicz nie jechał sam, że była z nim kobieta, która uciekła po zderzeniu, że był pijany, nie znajdują potwierdzenia w dokumentach policji, prokuratury ani na monitoringu pokazanym dziennikarzom. Faktem jest, że prezydent dmuchał w alkomat dopiero o 9 rano, choć wypadek miał miejsce po 6. Ale motorniczy został przebadany alkomatem jeszcze później. Sam Dutkiewicz twierdzi, że jechał przez Ostrów Tumski (gdzie nie można jeździć) do pracy i przyszła mu do głowy myśl, aby odwiedzić kard. Gulbinowicza. Przyszła i szybko uleciała, bo zdał sobie sprawę, że jest za wcześnie. Postanowił pojechać do urzędu. Wtedy zdarzył się wypadek. Wielu urzędników potwierdza, że prezydent ma zwyczaj przyjeżdżania do pracy o świcie.

GABINET NA MIARĘ AMBICJI

Mimo tych kłopotów wszystko wskazuje na to, że Dutkiewicz ma w kieszeni czwartą kadencję. Nie ma mocnych konkurentów. Choć część jego dotychczasowych zwolenników zbuntowała się i tworzy własne listy. – Jedzie pani do Donbasu? – pyta mnie współpracownik prezydenta. – Dokąd? – odpowiadam ze zdziwieniem. – No, do Lubina. Do naszego dolnośląskiego Donbasu. Siedziby separatystów – słyszę.

Buntownicy z prezydentem Lubina na czele nie chcą rozmawiać ani o polityce, ani o Dutkiewiczu. – Koncentrują siły, ale Rafała do spółki z PO nie pokonają. Mogą tylko wnieść odrobinę smrodu do kampanii – śmieje się lokalny polityk. Dutkiewicz może być więc spokojny o wynik wyborów samorządowych. A co potem? Potem może Warszawa. – Dutkiewicz jest już znudzony miejską dziurą budżetową. Coraz częściej podnosi głos. On woli spotkanie z Dalajlamą, dyplomację, dyskusje o geopolityce niż zarządzanie miastem. Widziała pani jego gabinet? Czy tak wygląda gabinet gościa, którego ambicje kończą się na ratuszu miejskim? – pyta mnie działacz PO. Wersji o znudzeniu nie potwierdzają inne osoby z otoczenia prezydenta, twierdząc, że gdyby miał dosyć, toby nie kandydował.

Ale wielki gabinet rzeczywiście wypełniony jest obrazami, karykaturami i zdjęciami Rafała Dutkiewicza z najważniejszymi postaciami wielkiej polityki: Dalajlamą, Bushem seniorem, Václavem Klausem. Na tym pomieszczeniu ambicje obecnego prezydenta Wrocławia na pewno się nie kończą. �

Okładka tygodnika WPROST: 36/2014
Więcej możesz przeczytać w 36/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0