Śląski gigant świętuje

Śląski gigant świętuje

ZDJĘCIA: MATERIAŁY PRASOWE
Rafako SA zna niezawodny przepis na biznesowy sukces: nie zmieniać branży przez 65 lat, dywersyfikować przychody, z podwykonawcy stać się samodzielnym wykonawcą dużych kontraktów.
Ile czasu zajmuje jednej firmie pokonanie drogi dzielącej szczere pole na Śląsku od parkietu giełdowego w Warszawie? Dokładnie 44 lata i jedną zmianę ustroju gospodarczego, jeśli nazwa firmy brzmi Rafako SA. Na rynku firma istnieje nieprzerwanie już 65. rok. – W wolnej Polsce nie znajdziemy ani jednego wielkiego projektu energetycznego, który powstałby bez udziału ich inżynierów, ekspertów czy projektantów. Mało jest firm, które tak dobrze zniosły transformację jak Rafako i mądrze przeszły drogę od państwowych zakładów do prężnej, prywatnej, polskiej firmy – przekonuje prof. dr hab. inż. Jerzy Buzek, były premier, europoseł PO i przewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii w Parlamencie Europejskim (ITRE).

OD ZERA DO SUKCESU

Szczere pole w Raciborzu to nie metafora, tylko adres ulokowania nowego zakładu w 1949 r. Ale za to było blisko do dużego węzła kolejowego, śląskich zakładów metalurgicznych, złóż surowców, a także do przyszłych pracowników mieszkających na Śląsku i patrzących z nadzieją na rozwój nowego zakładu. Nie bez znaczenia był też projekt budowy kanału Odra-Dunaj, który miał pomóc w transporcie elementów wytworzonych w nowej fabryce, noszącej wówczas nieco za długą, ale za to precyzyjną nazwę: Zakład Budowy Urządzeń Kotlarsko-Mechanicznych, Przedsiębiorstwo Państwowe Wyodrębnione, Zakład nr 11 w Raciborzu. Kanał do dziś nie powstał. Na szczęście budujący wówczas zakład robotnicy o tym wiedzieć nie mogli. Zgodnie z planem zbroili plac budowy, budowali drogi dojazdowe i bocznice kolejowe, a dla dyrekcji zakładu wyszykowali XIX-wieczny Dom Strzelecki, należący przed wojną do Strzeleckiego Bractwa Kurkowego. Dyrekcja przyszłego giganta skapitulowała i przeniosła się z Krakowa do Raciborza, gdzie do dziś urzęduje.

Zaledwie dwa lata później Związek Radziecki przysłał pierwsze transporty z maszynami, które trzeba było zamontowaćw nowych halach produkcyjnych, i szybko przeszkolić załogę do ich obsługi. Dziś fabryka zatrudnia około 2 tys. osób i jest największym pracodawcą w regionie. Często pracują w niej całe rodziny. Nawet podwykonawcy energetycznego giganta to przeważnie małe firmy z okolic Raciborza. Zdaniem szefów firmy jest duża szansa, że kolejne projekty Rafako zatrzymają na Śląsku młodych inżynierów i absolwentów śląskich uczelni, którzy wbrew rodzinnym tradycjom nie wyjadą w poszukiwaniu pracy do Niemiec, tylko zostaną w kraju. Rafako ma bowiem długą historię kooperacji z uczelniami. – Współpraca Politechniki Śląskiej z Rafako polega na prowadzeniu prac badawczo-rozwojowych, doraźnych konsultacji i ekspertyz, specjalistycznych szkoleń kadry Rafako oraz na kształceniu studentów dla spółki – wyjaśnia prof. dr hab. inż. Ryszard Białecki, prorektor do spraw współpracy międzynarodowej Politechniki Śląskiej.

Pierwsze kotły opuściły fabrykę w 1953 r. Były to kotły wodne PLM 1.25 i WLM 2.5 oraz niewielkie OR-y, czyli kotły rusztowe. Zmieniła się też nazwa zakładu na mniej skomplikowaną: Fabryka Urządzeń w Budowie. Raciborscy pracownicy nigdy nie zasypiali gruszek w popiele. Pierwszy kocioł o wydajności 230 t pary na godzinę nosi jeszcze wyraźne ślady myśli technicznej radzieckich konstruktorów, ale na początku lat 60. załoga produkowała już wyłącznie wyroby swojego pomysłu o tej samej wydajności. Pierwsze zagraniczne zamówienie trafia do Fabryki Urządzeń Technicznych w Raciborzu z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, ale raciborska fabryka produkuje także na rynek krajowy. Śląskie kotły montowano w papierni w Ostrołęce, elektrowni w Koninie, Turoszowie, Łagiszy, Łaziskach i Adamowie, a także w elektrociepłowni na Żeraniu. Pojawia się szansa na budowę elektrowni z dużymi blokami o mocy nawet do 500 MW, będą więc potrzebne kotły przepływowe. Dyrekcja się nie zastanawia, tylko kupuje licencję w Szwajcarii, ale jednocześnie fabryka nadal prowadzi badania nad własnymi, oryginalnymi projektami. W biurze konstrukcyjnym pracuje wtedy aż 200 osób. Tak powstają kotły wodne WP-70 i WP-120, a także pierwszy kocioł olejowy ze szczelnymi ścianami membranowymi. Po kolejnej zmianie nazwy Fabryka Kotłów w Raciborzu wysyła swoje produkty do Wietnamu, Chin, na Cejlon, do Turcji, Indii, Jugosławii, Bułgarii, Czech, NRD i na Węgry. Lata 70. to także produkcja podze społów dla elektrowni jądrowych. Kontrola produktów jest tak szczegółowa, że zajmuje tyle samo czasu co ich produkcja. Raciborskie stabilizatory ciśnienia i wytwornice pary trafiają do elektrowni jądrowych w ówczesnej Czecho słowacji oraz do NRD. Sukces jest tak duży, że wszystkie fabryki z branży kotłowej w granicach województwa katowickiego zostają podporządkowane Rafako: Centralne Biuro Produkcji Kotłów z Tarnowskich Gór, Fabryka Palenisk Mechanicznych z Mikołowa, Fabryka Kotłów Przemysłowych z Sosnowca, Zakłady Budowy Kotłów z Katowic-Ochojca i Gliwicka Fabryka Konstrukcji Stalowych. Wtedy fabryczny gigant dostaje poważny cios – w Związku Radzieckim brakuje stali szlachetnej, a w kasie fabryki dewiz na jej kupno za granicą. Zaczynają się strajki. Stan wojenny tylko pogłębia te problemy. Brak łączności i utrata kontaktu z podległymi zakładami mocno utrudniają zakończenie prac nad nowym rodzajem kotła.

Koniec stanu wojennego to również kolejna zmiana nazwy fabryki – na Raciborską Fabrykę Kotłów Rafako. W tym samym czasie w Warszawie zapada jednak decyzja o połączeniu wszystkich zakładów energetycznych w jedno zjednoczenie. Rafako długo się opiera, bo dyrekcja fabryki obawia się marginalizacji dotychczasowych osiągnięć i w konsekwencji upadku produkcji, ale wstąpić do zjednoczenia Megat musi.

W PRYWATNE RĘCE

Ze zjednoczenia firma wychodzi jednak po kilku latach obronną ręką i z nową nazwą Spółka Pracownicza Rafako Sp. z o.o. wkracza w kapitalistyczną rzeczywistość lat 90. Nie ma mowy o kontynuowaniu produkcji podzespołów dla energetyki jądrowej. Czas na produkcję technologii proekologicznych oraz na zdobycie uprawnień towarzystw kwalifikacyjnych i dozorów kotłowych: amerykańskich, francuskich, holenderskich, niemieckich i rosyjskich. W 1993 r. fabryka decyduje się na prywatyzację i rejestrację pod znaną już nazwą Fabryka Kotłów Rafako SA. W myśl umowy prywatyzacyjnej ze Skarbem Państwa Rafako dostaje 50 proc. akcji, 20 proc. trafia do pracowników, 5 proc. do kadry kierowniczej, a 25 proc. – do sprzedaży publicznej. Niestety, cztery lata później dwumetrowa fala powodziowa zalewa park maszynowy Rafako. Usunięcie skutków powodzi w 1997 r. zajmie firmie wiele miesięcy i przyniesie duże straty. W XXI w. Rafako wchodzi, pozostając na skraju utraty płynności finansowej. Od upadku zakład ratuje produkcja instalacji odsiarczania spalin, sprzedaż dużej części produkcji do Chin oraz wdrożenie procesu zarządzania przez jakość. To się opłaca tak bardzo, że trzy lata temu Rafako wchodzi w skład Grupy PBG.

– Ta inwestycja była moim przemyślanym krokiem na drodze do budowy grupy, która będzie mogła realizować projekty w różnych segmentach związanych z rynkiem energii – tłumaczy Jerzy Wiśniewski, założyciel i główny akcjonariusz Grupy PBG. W 2014 r. Rafako podpisuje dwie znaczące umowy na realizacje inwestycji pod klucz. Mowa o budowie dwóch bloków energetycznych o mocy 900 MW każdy w PGE Elektrowni Opole SA i bloku energetycznego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno. – Rafako wywalczyło sobie pozycję jednego z liderów w branży energetycznej. Historyczne zaplecze spółki, obszerna wiedza i imponujące doświadczenie profesjonalnej kadry są źródłem tego, co nazywamy reputacją i siłą marki. Zaangażowanie, sumienność, kupiecka rzetelność i otwartość na potrzeby klienta sprawiły, że Rafako jest dzisiaj jednym z najistotniejszych partnerów biznesowych PGE Polskiej Grupy Energetycznej, realizując projekty o łącznej wartości 10 mld zł – podsumowuje Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Rafako ma także w planach pozyskanie grantów unijnych na innowacje. Spółka ma największą grupę projektową w Europie. Ambicją firmy jest produkt o randze światowej z potencjałem na kilkanaście lat. Nie zapadła jeszcze decyzja, czy działalność innowacyjna pójdzie w kierunku paliw alternatywnych dla węgla kamiennego lub brunatnego, czy nowych komponentów do produkcji produktów firmy. Kto wie, czy Rafako nie wybuduje także wkrótce nowego zakładu. W końcu Rafako SA jest dziś największym w Europie producentem kotłów oraz urządzeń ochrony środowiska dla energetyki.

W ostatnich dniach konkurs na prezesa zarządu wygrała po raz pierwszy w 65-letniej historii Rafako kobieta – Agnieszka Wasilewska-Semail. Rada nadzorcza wysoko oceniła jej ogromne doświadczenie na krajowym i zagranicznym rynku bankowym. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i podyplomowych studiów na Uniwersytecie Leuven w Belgii swą karierę w sektorze finansowym zaczynała od pracy w jednym z największych belgijskich banków. Od 2007 r. pracowała w PKO BP, gdzie jako dyrektor pionu sprzedaży korporacyjnej i pionu relacji z klientami strategicznymi zajmowała się dużymi projektami restrukturyzacyjnymi oraz strukturyzacją finansowania i realizacji największych projektów energetycznych. – Rafako to dla mnie ogromne wyzwanie i odpowiedzialność – ale ja nie boję się ani wyzwań, ani odpowiedzialności – mówi nowa prezes zarządu Rafako Grupa PBG. Gwarancją przyszłości tej spółki są z jednej strony lata doświadczeń i potwierdzona licznymi realizacjami jakość prac, z drugiej potencjał rynku zamówień. Żebyśmy jednak mogli wygrywać kolejne przetargi i zdobywać zamówienia, czeka nas reorganizacja finansowania spółki, która pozwoli na skonsumowanie jej ogromnego potencjału. Chciałabym także zbudować zupełnie nowy dialog z akcjonariuszami i instytucjami finansowymi, dialog oparty na przewidywalności wyników i strategii stałego, stabilnego wzrostu – zapowiada Agnieszka Wasilewska-Semail.

Już wkrótce akcjonariusze mają poznać nową strategię firmy, może nie od razu na kolejne 65 lat, ale na pewno na kolejne dobre lata...

Jowita Flankowska

Czytaj także

 0