Lawinowy wzrost liczby rozwodów. Winni nadopiekuńczy rodzice?

Lawinowy wzrost liczby rozwodów. Winni nadopiekuńczy rodzice?

(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
W Polsce lawinowo rośnie liczba rozwodów wśród małżeństw z krótkim stażem. Zdaniem specjalistów to efekt nadopiekuńczości rodziców i bezstresowego wychowania.
Suknia była piękna. Biała, z prawdziwą koronką. Sprowadzona prosto z Paryża. Na zdjęciu wykonanym przed jednym z warszawskich kościołów roześmiana para 26-latków. Potem było huczne wesele na 150 osób. Bufet polski, chiński, tajski i włoski – do wyboru. I pierwszy taniec młodej pary, który wciąż można jeszcze obejrzeć na YouTubie. Tyle że dziś to już obrazek nieaktualny. Sylwia i Marek nie są już małżeństwem. Pozew o rozwód został złożony równo 13 miesięcy po pięknym i romantycznym ślubie. Co się stało? Sylwia rozmawia o tym bardzo niechętnie. – Po prostu nie wyszło. Nie potrafiliśmy się porozumieć. Trochę nas to wszystko przerosło, więc uznaliśmy, że nie będziemy ciągnąć tego dalej – odpowiada lakonicznie. Przyznaje, że przed ślubem nie znali się długo, ale „wydawało się jej, że dość dobrze”.

O tym, że w Polsce wzrasta liczba rozwodów, mówi się od dawna. Jeszcze 14 lat temu w ciągu 12 miesięcy rozwiodło się nieco ponad 42 tys. par. W ubiegłym roku fiaskiem skończyło się już 66 tys. małżeństw. Tym, na co jednak zwracają uwagę eksperci, jest fakt, że coraz częściej rozwodzą się osoby, których staż małżeński wynosi mniej niż cztery lata. Kilkanaście lat temu liczba takich rozstań nie przekraczała 10 tys. W 2012 r. wyniosła już ponad 15,5 tys. Kiedyś najczęściej rozwodziły się pary, które przeżyły z sobą od pięciu do dziewięciu lat. Teraz dane pokazują, że prym w tej dziedzinie wiodą właśnie ci, którzy są z sobą najkrócej. Wśród nich jest też coraz więcej takich osób, które – jak Sylwia i Marek – rozstają się po około roku. A bywa, że i szybciej. Najczęściej jako powód podawana jest niezgodność charakterów.

Dlaczego spora część małżeństw tak szybko się rozpada? Psychologowie wskazują między innymi na pewną tendencję do podejmowania nieprzemyślanych decyzji o ślubie i kierowanie się emocjami. Pewnego rodzaju pomylenie zauroczenia z miłością i dojrzałym uczuciem. Mamy z tym do czynienia częściej niż kiedyś. Magdzie zazdrościły wszystkie koleżanki. Taka szalona miłość! Biznesmen i do tego przystojny. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy znajomości, a on już się oświadczył. I to podczas wypadu niespodzianki na Malediwy. Z szampanem i przy świetle księżyca. A potem drugi raz, już przy świetle dziennym, na plaży, tak żeby wszyscy widzieli. Zdjęcia na Facebooku dłoni Magdy z zaręczynowym pierścionkiem na palcu pobiły rekordy polubień. Zaledwie półtora roku po ślubie pozew o rozwód był już w sądzie. Kto zawinił? Właściwie trudno powiedzieć. On stwierdził, że oświadczył się, bo myślał, że ona tego chce i właśnie takiego kroku od niego oczekuje. Ona, że czuje się rozczarowana i nieszczęśliwa. Fiasko, a przecież miało być tak pięknie… – „Jest wspaniale, weźmiemy ślub i zobaczymy, co dalej, bo przecież na pewno będzie dobrze”. To częsty sposób myślenia u par decydujących się na małżeństwo. A że nie zawsze bywa dobrze, okazuje się czasem zaskakująco szybko – mówi specjalizująca się w psychoterapii par psycholog Małgorzata Remlein. Dodaje, że ostatnio zgłosiło się do niej małżeństwo, które wzięło ślub zaledwie dwa miesiące temu i już mówiło o porażce.

Pochopność w podejmowaniu decyzji to jedno. Jednak to, na co jeszcze zwracają uwagę eksperci, to inne niż kiedyś podejście do związku osób, które decydują się na wspólną życiową drogę. – Można zaobserwować wielką niecierpliwość w podejściu do wspólnych relacji. Takie uprzedmiotowienie związku. Sprowadzenie go do poziomu rzeczy, która się zepsuła i której nie warto naprawiać. Postępowanie trochę jak z telefonem komórkowym – mówi prof. Tomasz Szlendak, dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ekspert w dziedzinie socjologii rodziny. – Kiedyś, jak się coś zepsuło, to się to naprawiało. Dziś żyjemy w czasach, kiedy zepsutą rzecz się wyrzuca lub wymienia na nowszy model. To brutalne, ale podobnie zaczynamy postępować w związkach – dodaje Remlein.

Dotyczy to zresztą zarówno par, które znają się krótko przed ślubem, jak i tych, które są z sobą dłużej i wydaje się im, że poznali się jak łyse konie. Te ostatnie często traktują ślub jako kolejny etap do odhaczenia. Towarzyszy temu zazwyczaj myślenie w stylu: jak nam się nie uda, to przecież zawsze można się rozwieść. Często bywa też tak, że nawet gdy zauważamy u partnera jakieś mankamenty, to podświadomie liczymy, że ślub go zmieni. Ale nie zmienia. I zaczyna się problem. A problemy, jak się okazuje, nie są mocną stroną młodych małżonków.

PIERWSZE LEKARSTWO

Tym, na co szczególnie zwraca uwagę Remlein podczas pracy z parami, jest fakt, że rozwód coraz częściej staje się dla nich pierwszym rozpatrywanym rozwiązaniem. Bywa, że pierwsze niepowodzenia i różnice zdań już stają się powodem do złożenia pozwu w sądzie. – Rozwód wydaje się najprostszym lekarstwem, bo ludzie dziś nie najlepiej radzą sobie ze stawianiem czoła problemom. Często jest to efekt nadopiekuńczości rodziców, bezstresowego wychowania i odsuwania od dzieci, a potem już młodych ludzi, problemów. Do tego dochodzi podawanie wszystkiego na tacy. Jak potem takie osoby mają sobie radzić, gdy natrafią na pierwsze przeszkody? Mało tego, one często wręcz za problem uznają to, co tak naprawdę problemem nie jest – mówi Remlein. Bo, jak zauważają psychologowie, młode pokolenie często dostaje od rodziców wszystko – oprócz umiejętności rozwiązywania problemów. Tomasz i Zuzanna na początek swojej wspólnej drogi dostali mieszkanie po babci, zero kredytów oraz podróż poślubną ufundowaną wspólnie przez rodziców. Rozwiedli się po trzech latach od ślubu. Rok po urodzeniu Marysi. – On najzwyczajniej uciekał z domu. Wolał pub i kolegów. Ja siedziałam z dzieckiem. Teraz tak sobie myślę, że zawsze był takim niebieskim ptakiem. Dziecko tego nie zmieniło. Była kłótnia za kłótnią. Pomyślałam: „Po co mi to?” – opowiada Zuzanna. A przecież, jak podkreślają specjaliści, związek to zazwyczaj cała paleta konfliktów, z którymi trzeba się zmagać. One są we wspólne życie po prostu wpisane. A tej świadomości wiele osób dziś często nie ma.

POLKA NIEZALEŻNA

Zdecydowaną większość pozwów o rozwód składają kobiety. To efekt tego, że Polki bardzo się zmieniły. Nie są już tak jak kiedyś uzależnione od męża. Nie potrzebują finansowego wsparcia i doskonale radzą sobie same. Jednocześnie wzrosły ich wymagania wobec mężczyzn. – Dla współczesnej kobiety powiedzenie nawet po roku mężczyźnie, który nie spełnia jej oczekiwań, „do widzenia”, nie stanowi problemu – podkreśla prof. Szlendak. – Poza tym kiedyś rozwód był traktowany jak życiowa porażka. Dziś już nie. Uważa się go za naturalny etap: był ślub, więc może być i rozwód – dodaje.

Faktem jest, że przyzwolenie społeczne na rozpad małżeństw jest dziś zdecydowanie większe niż kiedyś. Z ubiegłorocznego sondażu CBOS wynika, że zdecydowani zwolennicy rozwodów stanowią grupę dwukrotnie większą niż ich zagorzali przeciwnicy. Obecnie jedynie co ósmy ankietowany (13 proc., od 2008 r. spadek o 2 pkt) twierdzi, iż bezwzględnie nie aprobuje rozwodów, co czwarty zaś (26 proc., wzrost o 6 pkt) wychodzi z założenia, że jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na rozwiązanie małżeństwa, nie powinni mieć ku temu żadnych przeszkód. Największą grupę badanych (56 proc., spadek o 6 pkt) stanowią umiarkowani zwolennicy rozwodów, którzy, chociaż generalnie ich nie popierają, w pewnych sytuacjach uznają je za dopuszczalne. Tylko nieliczni respondenci nie potrafili zająć stanowiska w tej kwestii (3 proc.). Ważnym czynnikiem wpływającym na stosunek Polaków do rozwodów jest posiadanie dzieci oraz ich liczba. Im więcej dzieci mają respondenci, tym częściej wyrażają sprzeciw wobec rozwiązywania małżeństw.

– Gonimy świat i takiego obrotu sprawy można się było spodziewać. W Stanach Zjednoczonych rozpada się połowa małżeństw i w żadnym razie nie wywołuje to społecznego zgorszenia – mówi dr Wojciech Kulesza, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Podkreśla, że i w Polsce odium z osób, które się rozwodzą, zostało już dawno zdjęte. – Proszę zwrócić uwagę chociażby na słownictwo. Kiedyś o ludziach po rozpadzie związku mówiło się „rozwodnik” lub „osoba samotna”. Dziś mówi się „singiel”. A to brzmi już przecież zupełnie inaczej i wpływa na percepcję – podkreśla. Nie bez znaczenia jest też to, co dzieje się w świecie celebrytów. – Tu często związki trwają krótko. Ludzie to obserwują i to także ma wpływ na sposób ich myślenia i działania – mówi Remlein. Plotkarska praca rozpisywała się o rozwodzie Patrycji Krogulskiej i Mateusza Damięckiego, który nastąpił osiem miesięcy po ślubie. Szeroko informowano także m.in. o krótkich małżeństwach Agaty Passent z Wojciechem Kuczokiem i Piotra Adamczyka z Kate Rozz.

Z jednej strony to dobrze, że osoby decydujące się na rozwód nie spotykają się już ze społecznym potępieniem. To może ułatwić decyzję tym, u których sytuacja w związku jest naprawdę patowa i nie ma już żadnego światełka w tunelu. Z drugiej strony taka atmosfera sprawia, że łatwiej podjąć pochopną decyzję o odejściu i rezygnacji z walki o związek. Aż trzy czwarte Polaków jest zdania, iż decyzję o rozwodzie podejmujemy często zbyt pochopnie. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych .

Sylwia przyznaje, że decyzji jej i Marka o szybkim rozwodzie nikt z bliskich nie krytykował. Ich znajomi przecierali co prawda oczy ze zdumienia, bo takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał. „Dobrze, że jeszcze nie było dzieci” – rzuciła jedynie ciotka Sylwii. A matka zapytała: „Córcia, to właściwie po co był ci ten ślub?”. Sylwia nie potrafi jej na to pytanie precyzyjnie odpowiedzieć. Po ślubie zostały jej zdjęcia i obrączka, która znalazła swoje miejsce w szufladzie z drobiazgami. Rodzicom – kredyt, który wciąż spłacają. Wzięli go, by opłacić wesele. I koronkową suknię z Paryża.

Tekst ukazał się w numerze 33 /2014 tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore  GooglePlay

Czytaj także

 19
  • psycholog IP
    Tu we wszystkim chyba chodzi, żeby się pokazać w stroju ślubnym, a potem hulać na hucznym weselu. A co będzie potem, to już wszystko jedno. Najlepiej rozwód. Ludzie są teraz nieodpowiedzialni. I ci co borą śluby i ci z  kocie łapki też. Ludzie są wychowywani do brania, a nie do dawania. Nie potrafią dogadać się, nie potrafią być ze sobą. Nie potrafią być wierni, nie potrafią kochać. Chcą tylko pokazać się na ślubie i pozbierać jak najwięcej drogich prezentów. Ze wzruszeniem patrzę na małżeństwa obchodzące złote gody. W życiu też mieli różnie. Przeżyli różne chwile. Radosne i smutne, bo takie jest życie. A pajace co teraz biorą śluby myślą, że życie jest romansem. Owszem jest, ale romans może być rożny. Ci ludzie nie są przygotowani do życia. Są wychowani bezstresowo. Co będzie, jak zacznie się balanga, czyli różne choroby, rożne inne kłopoty. A tu wychowanie bezstresowe.
    • analityk IP
      Przyczyną są: brak pracy, niski poziom życia,brak perspektyw na mieszkanie itd.
      • ajwaj aleluja i do przodu niewolnicy egipscy IP
        takich przypadków jak powyżej jest może z 10 % w skali kraju on biznesmen ona żona biznesmena a po roku okazało się "niezgodność charakterów" a prawda może być zgoła inna np ONA zobaczyła w NIM RYCERZA na białym koniu i ten oto "rycerz" może okazał się zakutym łbem i koń między nogami potrzebował wiadro viagry może też wolał drugiego rycerza lub ON zobaczył w NIEJ księżniczkę która okazała się być jędzą ze skłonnością do drugiej jędzy i zamiłowaniem do elektrycznych wibrujących mioteł i tak socjologicznie gdybać se mozna śmiać mi się chce jak jest prawdziwe uczucie to nie trzeba tego legalizować nabijajac kase wszelkiej masci pasożytom bo taka tradycja
        • ajwaj i do przodu IP
          przyczyną jest brak pieniędzy i bylejaka praca oraz perspektywa zasiłku z MOPR
          • Obserwatorka IP
            Szkoda, że nie został tu poruszony problem młodych osób (ok 20-24lata), które na skalę masową biorą śluby ze względu na np nieplanowaną ciążę. Z tej grupy również spory odsetek się rozwodzi bardzo szybko.

            Czytaj także