Jak pisarz, to na poważnie

Jak pisarz, to na poważnie

Skandale jako strategia promocyjna u nas się nie sprawdzają. Doświadczył tego ostatnio pisarz Michał Witkowski. Polacy cenią tradycyjne wartości, a czytelnicy nie chcą autorów rodem z tabloidów.

Po tym jak publicznie pojawił się w kapelusiku z symbolami SS, kariera Witkowskiego wydaje się skończona. Choć jeszcze kilka tygodni temu nic tego nie zapowiadało. Cenione Wydawnictwo Znak wyznaczyło premierę jego nowej powieści na 6 maja, rozesłało egzemplarze recenzentom czołowych mediów. Witkowski to przecież pisarz ceniony za artystyczny poziom tworzonej prozy i popularny. Potrafi pisać tak, by przykuć uwagę czytelnika, a na dodatek często zahacza o tematy ryzykowne obyczajowo. Szykował się przebój, tym bardziej że zapowiadana powieść rozgrywa się w środowisku gejowskim. I wprost nawiązuje do najlepszego artystycznie bestsellera Witkowskiego „Lubiewa” (nazywanego ciotowskim dekameronem). A tu nagle, 20 kwietnia, biuro prasowe Znaku rozesłało tajemnicze oświadczenie, że wydawca zawiesza prace nad książką „Fynf und cwancyś” i że nie ukaże się ona w planowanym terminie.

SZLAKIEM GWIAZDEK Z TV


Nic nie wskazuje na to, że chodzi o wywołanie dodatkowego zainteresowania powieścią. Witkowski stał się ofiarą swojej pogoni za popularnością. Uznał kiedyś, że sława literacka to za mało, i postanowił zostać celebrytą. Ogłosił, że nie interesują go literackie zaszczyty i że jego Noblem staje się raport sprzedaży. Postanowił powalczyć o niego w ryzykowny sposób. Pozornie jego myślenie było logiczne: skoro książki telewizyjnych gwiazdek specjalizujących się w gotowaniu, sprzątaniu i gimnastyce wyprzedzają na listach sprzedaży jego powieści, to trzeba wymyślić coś, co przebije ich popularność. Zmienił się w modową blogerkę o pseudonimie Michaśka i zaczął pojawiać się na celebryckich imprezach, gdzie w wyzywającym makijażu wdzięczy się do fotoreporterów na tzw. ściankach wystrojony w kiczowate kiecki, boa i temu podobne akcesoria. Z zabawą w celebrytę jest jak z nałogiem: potrzebna jest coraz większa dawka. Dlatego gwiazdki, które chcą być na topie, prowokują i gadają byle co – patrz casus Dody. Ten kontekst jest o tyle sensowny, że Witkowski skończył jak popularna piosenkarka. Wpadł w pułapkę celebrytyzmu. Już nikt nie mówi o jego książkach, a wszyscy o nim. Tak jak kiedyś o Dodzie, której ostatnie płyty sprzedały się w śmiesznych kilku tysięcznych nakładach.

Ponieważ wyfiokowana blogerka, odgrywana przez Witkowskiego, już nieco się opatrzyła, uznał, że konieczne jest bardziej efektowne „wejście”. Pojawił się w programie kulinarnym w TVN z biało-czerwoną opaską ze znakiem Polski Walczącej. Zbulwersował tym wiele osób, został nawet publicznie przywołany do porządku przez Filipa Chajzera, ale cel został osiągnięty: o pisarzu było głośno w internecie. Tyle że przez chwilę, a przecież chodzi o to, żeby było głośno przez cały czas. Teraz Witkowski zrobił kolejny krok: 18 kwietnia przyszedł na imprezę w kapelusiku z symbolem SS. W internecie natychmiast pojawiły się negatywne komentarze, i to bynajmniej nie anonimowych hejterów. Pisarz Jacek Dehnel nie przebierał w słowach: „Jest czas powagi i czas zgrywy. Jest czas bycia pisarzem i czas bycia szafiarką. Czas zwykłej żenady i czas bycia kompletnym, szkodliwym, nadętym idiotą”. Aktor Łukasz Garlicki: „Po trupach ofiar SS-manów do celu, czyli na pierwszą stronę »Faktu«. Cyniczny fiut”. Dorota Wróblewska, ekspert ds. wizerunku, wypowiedziała się w sposób bardziej wyważony, ale też ostro: „Jak widać, Witkowski poczuł się pewnie i za wszelką cenę szuka skandalu. Od pewnego czasu przekracza granice dobrego smaku, a tym razem także granice prawa” i jakby w odpowiedzi na jej słowa prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające, czy strój pisarza propagował treści faszystowskie. Jeśli do tego dodamy decyzję wydawcy, wygląda na to, że zabawa się skończyła. Co zrozumiał sam pisarz, który w oświadczeniu zrzucał winę na stylistę i przepraszał wszystkich urażonych. Ba, twierdził nawet, że symbol SS nie jest symbolem SS. Cóż, trudno uwierzyć, że ktoś grający modową blogerkę nie wie, co ma na sobie. Zapewne Witkowski myślał, że narobi szumu, ale ujdzie mu to na sucho, jak przed laty Brianowi Jonesowi z The Rolling Stones czy, niedawno, księciu Harry’emu, którzy fotografowali się w hitlerowskich mundurach. Nie u nas, nasze traumy są bardziej bolesne niż angielskie i nawet młodzieży nie śmieszy SS.

DWIE ŁECHTACZKI I MĘŻCZYZNA Z „DŹWIGNIĄ”

Owszem, mamy takie czasy, że obyczajowe prowokacje są na porządku dziennym. Ba, stosują je też inni pisarze, choć nie przekraczają granic w tak drastyczny sposób. Dla przykładu Manuela Gretkowska szerokiej publiczności kojarzy się jako ta, która opisała kobietę z dwoma łechtaczkami, ale raczej był ten jej pomysł tematem żartów i nie miał wpływu na (zaledwie kilkutysięczną) sprzedaż powieści „Kabaret metafizyczny”. Używała publicznie słów uznanych za obelżywe (nazwa żeńskiego organu na „p…”) oraz efektownych porównań odwołujących się do seksu („mężczyzna to proste urządzenie, ma tylko jedną dźwignię”). Jednak sprzedaż jej książek wzrosła dopiero wtedy, gdy została jedną z liderek Partii Kobiet, a więc nadała sygnał: jestem osobą poważnie myślącą o losie kraju.

Wojciech Kuczok wziął udział w łóżkowej sesji fotograficznej z żoną Agatą Passent w „Vivie”, ale nie pomogło to promocji jego książki „Obscenariusz”, a zaszkodziło wizerunkowi. Andrzej Żuławski, bardzo płodny jako pisarz, obsmarował w niewybredny sposób w jednej ze swoich powieści aktorkę Weronikę Rosati, z którą był związany (tak przynajmniej uznał sąd, on sam twierdzi, że to nieprawda). Efekt? Nie wydał od tego czasu żadnej książki, a inkryminowany „Nocnik” (nomen omen) wycofano z księgarń. Jesienią głośno było o internetowej pyskówce między feministką Kingą Dunin i pisarzem Ignacym Karpowiczem, uważanym za jedną z nadziei polskiej literatury. Była mowa o niezwróconym długu, molestowaniu seksualnym i gejowskim związku twórcy z sekretarzem Nagrody Nike. Pisarz, uważany za faworyta do tego wyróżnienia, rzecz jasna go nie otrzymał, a stracił też opinię poważnego autora i wiele lat upłynie, zanim uda mu się ją odbudować. Następna szansa na Nike zapewne nadejdzie nie wcześniej niż za 10 lat.

POMIESZANE STRATEGIE, TRADYCYJNY POLAK

Skandal, jak z tego wynika, nie jest w Polsce dobrą strategią lansowania się dla pisarzy. Po pierwsze z powodów ekonomicznych. Nasz rynek książki nie generuje takich zysków, jakie wchodzą w grę na obszarze literatur angielsko- czy hiszpańskojęzycznej. Polska powieść sprzedana w 30 tys. egzemplarzy to bestseller, ryzyko niezbyt się zatem opłaca. Wszyscy starają się więc unikać problemów, co jest przyczyną sytuacji kuriozalnych (np. przeprosiny Świata Książki wobec rodziny Ryszarda Kapuścińskiego po publikacji „Kapuściński non-fiction”). Ale jest i powód ważniejszy. Czytelnicy książek nie chcą prowokacji w stylu Witkowskiego, nimi interesuje się inna publiczność, ta, która czyta tabloidy i plotkarskie portale. U nas literatura, nawet rozrywkowa, to nadal poważna sprawa. Oczekuje się, że pisarz będzie zachowywał się jak pisarz. Polacy są dość konserwatywni, cenią tradycyjne wartości (na pierwszym miejscu hierarchii w sondażach jest rodzina) i w miarę tradycyjny podział ról. Dlatego większość jest przeciw małżeństwom czy adopcjom gejowskim, a feminizm to głośny, ale jednak, margines.

I tak też traktowani są artyści. Nikt nie chce, by Jarosław Marek Rymkiewicz czy Wiesław Myśliwski chodzili po bankietach, ludzie oczekują od nich powagi i wypowiedzi w najważniejszych sprawach. Oczywiście czasy Henryka Sienkiewicza piszącego ku pokrzepieniu serc już dawno minęły, ale etos pisarski został. W końcu jesteśmy krajem, gdzie świadomość narodowa przetrwała również dzięki książkom. Szkoła nauczyła nas i uczy nadal, że literatura dotyka tematów istotnych, dotyczących losów człowieka, że jeśli nawet bawi, to inaczej niż programy telewizyjne, głębiej, mądrzej. Że zawsze ukryte jest w niej jakieś poważne przesłanie. Publiczność ma głęboko wpojone przeświadczenie, że pisarz to ktoś, kogo się szanuje. I czytelnicy nie lubią, by ten porządek był burzony – stąd pytanie, które pojawiło się na Twitterze: kim Witkowski właściwie jest? ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 18/2015
Więcej możesz przeczytać w 18/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także