Kuglarze kontra mężowie stanu

Kuglarze kontra mężowie stanu

Dodano:   /  Zmieniono: 

Wylało nam się tyle antysystemowych inicjatyw, że nie wiadomo, którą się bardziej zachwycić. Już kandydatka na prezydenta głosiła, że trzeba napisać całe prawo od początku. Obok niej wzeszły kwiaty antysystemowych idei, wedle których należy zaorać stare i stworzyć nowe.

Ja jednak nie jestem antysystemowy. Wręcz przeciwnie. Jestem całkiem systemowy. Bliski mi jest system demokratyczny, system praw człowieka, system służący ochronie jednostki przed zakusami władzy. Chciałbym, by istniało państwo wraz z systemem, który działa w moim interesie. By nie był on szarpany kolejnymi wykwitami myśli demagogów. Aby pozwalał obywatelom zmierzać w kierunku możliwych do osiągnięcia celów, powinien wyznaczać takie, które wynikają raczej z przesłanek obiektywnych niż z omamów. Ale jak to zrobić? Wszak realizacja danej polityki zależy od tego, kto wygra wybory, a wygrywa się je nie tym, że głosi się tezy stojące na twardych fundamentach, tylko grą na emocjach, rozdawaniem obietnic i ułudą spełnienia oczekiwań co głośniej krzyczących.

W państwie gromadzi się wiele danych, informacji, faktów. Robi to wiele agend rządowych, pozarządowych i samorządowych. Gromadzą je sądy, urzędy skarbowe czy inne organy. Państwo ponoć działa tylko teoretycznie. Być może dlatego, że gromadzonych danych nie wykorzystuje dla dobra wspólnego. Służą one przecież temu, by zdobyć i utrzymać władzę. Bo władzę ma ten, kto ma informację. Nie można dopuścić, by obywatele do takich informacji dotarli, bo będą podnosili wyżej poprzeczkę przedstawicielom. A przecież RP jest – jak czytam w art. 1 konstytucji – dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Powinni oni mieć zatem dostęp do tych samych danych (i w tym samym momencie), co przedstawiciele piastujący w ich imieniu władzę. Wszystko po to, by mogli powiedzieć: sprawdzam. By bardziej rzetelnie, odpowiedzialnie mogli dokonywać wyborów. Nie tylko przedstawicieli, ale też i oczekiwań wobec nich.

Sęk w tym, że danie obywatelom dostępu do wskaźników będzie niczym wyjaśnienie rozedrganej politycznym dyskursem tłuszczy, że to nie zdenerwowani brakiem wiary w umiejętności kapłana bogowie zasłonili chwilowo Słońce Księżycem. To utrudnia sprawowanie władzy przez wybranych. Tworzenie prawa i podejmowanie decyzji „opartych na dowodach” ogranicza zakusy polityków. Mają mniejsze pole manewru. Nie muszą kreować polityki w oparciu o rzetelne analizy. Wołają raczej: „Tu ptaszek leci” – i liczą, że nikt się nie zorientuje, że to ściema.

Ale, tak sobie myślę, siła społeczna, która zechce opierać swoje działania na przesłankach obiektywnych i w sferze owych przesłanek edukować obywateli, zyska miejsce w historii. Uznamy, że to mężowie (i żony?) stanu. Resztę zapamięta się jako kuglarzy i manipulatorów. Bo dziś nie tylko zwycięzcy piszą historię. ■

* Prawnik, autor serwisu VaGla.pl – Prawo i Internet

Więcej możesz przeczytać w 24/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także