Design to nie sztuka dla sztuki

Design to nie sztuka dla sztuki

Rynek polskiego designu rośnie powoli, bo wielu zamożnych nadal preferuje raczej kiczowate produkty z barokowymi zdobieniami – mówi Piotr Voelkel, twórca marki meblowej VOX, znawca sztuki.

Co to jest design? Jak dziś możemy zdefiniować to słowo? Czy to wyłącznie estetyka, czy może bardziej chęć realizowania potrzeb ludzi?

Wokół tego słowa narosło dużo nieporozumień. Design przez każdego interpretowany jest inaczej. Dla mnie design to projektowanie. Każdy produkt, każda usługa, by dobrze służyć klientom, powinny być dobrze zaprojektowane. W przeciwnym razie są przypadkowe, brzydkie, źle działają. Optymalne jest, by design łączył potrzeby użytkownika, funkcjonalność, możliwości technologiczne producenta i oczywiście estetykę. Jeśli produkt jest tylko estetyczny lub tylko funkcjonalny, to w pewnym sensie jest kaleki. Proszę spojrzeć na sprzęt dla osób z niepełnosprawnościami – większość tych urządzeń jest po prostu brzydkich, ponieważ projektant skupił się tylko na ich elementarnej funkcjonalności.

To może powinniśmy lepiej uczyć projektowania? Co jest dziś robione źle?

Edukacja projektantów jest potrzebna i możliwa. Jeśli uświadomimy sobie, że wszystko, co nas otacza, ktoś kiedyś zaprojektował, a jednocześnie przypomnimy sobie, że tylko nieliczne firmy zatrudniają zawodowych projektantów, to łatwo zdamy sobie sprawę, jak wiele produktów zaprojektowanych jest przez osoby przypadkowe, przez amatorów, technologów, samozwańców. Polski przemysł bardzo potrzebuje dobrze wykształconych projektantów. Wiedziałem, że ta edukacja musi być inna niż do tej pory. Dwudziestowieczne szkolnictwo zakładało, że projektantem powinien być artysta, w wielu przypadkach do projektowania zatrudniano grafików, rzeźbiarzy. Moim zdaniem ten model przestał być skuteczny. Tworząc z Lidewij Edelkoort School of Form, byliśmy przekonani, że projektant musi rozumieć ludzkie potrzeby i mieć narzędzia do tego, by odkrywać ludzkie marzenia, umieć zinterpretować obserwacje zmieniających się warunków życia i dopiero z tą wiedzą przystąpić do tworzenia dobrych projektów. W SoF uczymy także pracy w zespole, co jest kluczowe dla skuteczności projektantów. Pamiętamy o najnowszych technologiach, gdyż to właśnie na styku high-tech i human touch powstają rzeczy genialne.

Prowadzi pan szkoły designu na zasadach komercyjnych i w pewnym sensie wyręczając państwo. Oczekiwałby pan większego wsparcia ze strony państwa?

Musimy sobie otwarcie powiedzieć: nasze państwo nierówno traktuje studentów szkół publicznych i niepublicznych, i jest to jawna niesprawiedliwość. Znaczna część maturzystów z różnych przyczyn musi płacić za swoją naukę na wyższych uczelniach. Ten system krzywdzi przede wszystkim młodych ludzi. Państwo dyskryminuje szkoły niepubliczne również w innych obszarach. To trudne do zaakceptowania zwłaszcza w kraju, w którym sukces gospodarczy zawdzięczamy prywatnym przedsiębiorstwom. W imię elementarnej uczciwości sugeruję, żeby student, który finansuje swoją naukę w szkole wyższej, mógł poniesione nakłady po zakończeniu studiów rozliczyć jako ulgę podatkową.

Czy możemy dziś mówić o polskim designie? Mamy projektantów, którymi możemy się pochwalić?

Współczesne projektowanie wymaga niezwykłego talentu, gdyż poza umiejętnością poznawania i podglądania ludzi, znajomością technologii, kompetencjami estetycznymi, umiejętnościami komunikowania innowacyjnych projektów designer musi też umieć pracować w zespole i być jego liderem. To wszystko powoduje, że o dobrym projektancie myślę i mówię z ogromnym szacunkiem. Ale z całą pewnością produktów i usług nie powinien projektować artysta, którego sensem życia jest sztuka dla sztuki. Jeśli chodzi o polski design, proszę zauważyć, że Polacy są narodem zaradnym i utalentowanym, w efekcie – odnoszą sukcesy na tym trudnym polu.

Czy w kraju jest coś takiego jak rynek na polski design? Da się na tym zarobić?

Ważne jest, by doprecyzować pojęcie polskiego designu. Jeżeli mamy na myśli produkty elitarne, wytwarzane w krótkich seriach, w efekcie drogie, ale prestiżowe, tzw. ikony designu, to ten rynek rośnie powoli, gdyż wielu zamożnych ludzi preferuje raczej kiczowate produkty z barokowymi zdobieniami. Jednak jeśli przyjmiemy, że polski design to dobrze zaprojektowane produkty w długich seriach, a ich cechą przewodnią jest to, że są ładne, funkcjonalne i użyteczne, to z całą pewnością mamy tu więcej sukcesów. Widać to między innymi w Ikei, dla której coraz częściej projektują polscy projektanci. Jakość polskich designerów może pan także podziwiać na przykładzie polskich jachtów, pociągów, autobusów, sprzętu medycznego.

Czemu tacy artyści jak Oskar Zięta, Marek Cecuła, Bartek Mejor, Tomek Augustyniak są bardziej znani za granicą niż w Polsce?

Po pierwsze to nie artyści, a dobrzy projektanci. Nie jestem pewien, czy są bardziej znani na świecie. Ale przeciętna świadomość wagi designu w Europie jest większa niż w Polsce i stąd dobra znajomość także polskich projektów.

W Berlinie działa butik No Wódka, gdzie sprzedawane są prace wyłącznie polskich designerów. W Polsce trudno szukać takich sklepów?

Jesteśmy na początku tej drogi. Berlin z wielu powodów jest dziś miastem wyjątkowo nowoczesnym, stawiającym na inteligencję, kreatywność, innowację. W dziedzinie designu, który wymaga większych kompetencji, wyrobienia, znajomości rzeczy, gustu, trudniej jest nam dorównać Berlińczykom niż np. w dziedzinie RTV. Zdecydowanie łatwiej nam wymienić telewizory, niż pokochać dobrze zaprojektowane rzeczy użytkowe. To wymaga czasu i edukacji odbiorców. Żyjemy też w zdewa- stowanym estetycznie świecie bloków, pokracznych reklam, braku dbałości o estetykę przestrzeni publicznej. Ładne Polki i piękna przyroda nie wystarczą, żeby stać się miłośnikiem dobrze zaprojektowanych nowoczesnych przedmiotów.

Furorę zrobił niedawno projekt fotelu RM 58 nieżyjącego już prof. Modzelewskiego. Czy wracamy w jakiś sposób do lat 60., dobrych lat polskiego designu czasu modernizmu?

Obecnie w meblarstwie w świecie jest moda na produkty z tego okresu, widać to w wielu firmach. Solidne wykonanie, proste bryły, estetyczne kolory sprawiają, że są one ponadczasowe i uniwersalne. Cieszę się, że przy okazji ponownie na rynku pojawiły się meble Modzelewskiego. To bardzo dobry projekt.

Jak się projektuje coś nieprzeciętnego, co zostanie zaakceptowane przez przeciętnego odbiorcę?

Źródłem sukcesu jest proces projektowy. To żmudna droga, w której zespół projektowy złożony z ekspertów z różnych dziedzin szuka wspólnej inspiracji do tego, żeby stworzyć coś unikalnego, coś, czego jeszcze nie było. Na różnych etapach tego procesu wciąga się do niego również przyszłych użytkowników, a następnie prototypuje i testuje nowe produkty. Po zsumowaniu kompetencji dobrego zespołu może się okazać, że dorównują one geniuszowi, jakim był np. Leonardo da Vinci. Innymi słowy: jednostkowy geniusz trafia się niezwykle rzadko, ale jego możliwości możemy osiągnąć, dobrze dobierając ekspertów do pracy zespołowej. Aby wejść na tę drogę, trzeba zmienić strategię firmy i mentalność wielu kluczowych pracowników. Wszyscy muszą uwierzyć, że można odejść od produkcji na cudze zamówienie i że stać ich na własne projekty.

Jaki jest polski rynek? Hermetyczny czy też trendy się u nas przenikają?

Generalnie jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym i tradycyjnym. Ale żeby temu zaprzeczyć, czasami zachowujemy się spontanicznie i łatwo akceptujemy nowości. Zaakceptowaliśmy sushi i telewizory plazmowe, ale nadal mamy kłopot z odważniejszymi kolorami – w naszych wnętrzach od lat dominuje pasteloza albo bezpieczne biel i szarości.

Czy jest szansa, że Polska pojawi się na mapie światowego designu? Mamy design skandynawski, włoski, holenderski...

Za Tomkiem Rygalikiem mogę powiedzieć, że polski design to design zaradny. To też chyba najważniejsza cecha naszego społeczeństwa, która może spowodować, że nasze produkty będą rozpoznawane na świecie. Kiedy pojawia się jakiś trudny problem dnia codziennego, polscy projektanci potrafią odnaleźć nowe rozwiązanie.

Często zarzuca się polskiemu designowi, że jest odcięty od produkcji, że mało rodzimych firm go produkuje. Mówi się, że nie jest użytkowy – trafia tylko na wystawy, a do mieszkań już nie.

Ta sytuacja powoli ulega zmianie, m.in. dlatego że coraz lepiej rozumiemy, iż projektantem nie może być artysta, którego główną ambicją będzie zaprojektowanie ikony designu i wystawienie jej w muzeum. Projektant dzięki wykorzystaniu wiedzy psychologicznej, socjologicznej, antropologicznej i filozoficznej ma lepiej rozumieć ludzi i ich potrzeby oraz projektować dla nich dobre produkty. Jeśli będziemy mieć takich projektantów, to dobrze zaprojektowanych produktów będzie więcej w zwykłych sklepach. A kupować będą je ludzie, których nie stać na prestiżowe, ale wydumane gadżety. SoF stworzyłem m.in. po to, żeby pokazać, że jest lepsza droga do kształcenia projektantów niż ta, która wiedzie przez sztukę. Design jest dla każdego.

Co by pan poradził młodemu człowiekowi, który chciałby wejść w biznes związany z wzornictwem i z tego żyć?

Radziłbym mu po prostu to zrobić (śmiech). Kluczowe jest to, żeby chciał projektować produkty dla innych, a nie realizować własne ambicje. Gdy zrozumie, że jego wysiłek ma służyć klientom, odnajdzie w życiu wiele satysfakcji. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 41/2015
Więcej możesz przeczytać w 41/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także