Łabędzi śpiew Sojuszu

Łabędzi śpiew Sojuszu

Gdy wali się III RP, a na jej gruzach PiS buduje nowe państwo, Włodzimierz Czarzasty z SLD sięga po pomysły z politycznego muzeum – chce zwołać kongres lewicy, powołać gabinet cieni. To ma być recepta na powrót Sojuszu do parlamentu.

Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości, czy czas SLD ostatecznie się skończył, to pozbyłby się ich po pierwszej turze wyborów na szefa tej partii. Wygrał ją Włodzimierz Czarzasty, który nigdy nie został wybrany w wyborach powszechnych, a drugie miejsce zajął Jerzy Wenderlich, polityk popularny w swoim regionie, który jednak zbliża się do wieku emerytalnego. To pokazuje, jak dalece członkowie SLD oderwani są od rzeczywistości, w której maszeruje się do przodu albo ginie. Lewica woli wspominać czasy dawnej świetności i mówić: to jest nasza partia i nikomu jej nie oddamy, nawet wtedy gdy nikt już o nas nie będzie pamiętał.


PARTIA SIĘ KURCZY I STARZEJE

Dlaczego Sojusz wbrew logice dzisiejszych czasów postanowił zostać polityczną skamieliną? Odpowiedzią może być np. średnia wieku osób głosujących na nowego lidera. – Siedemdziesiąt plus – ironizuje jeden z młodszych działaczy. Ocena przesadzona, ale na zdjęciach z głosowań na oficjalnej stronie SLD na Facebooku faktycznie nie widać nie tylko młodych, ale nawet czterdziestolatków. Partia się zestarzała. Odpłynęli działacze, którzy kiedyś byli młodą nadzieją SLD, jak Wojciech Olejniczak czy Grzegorz Napieralski. A młodzieżówka tkwi w hibernacji.

Szyld Sojuszu stał się obciążeniem w walce o głosy wyborców. Zauważyli to już samorządowcy, którzy w 2014 r. zabiegali o mandaty radnych. Dlatego na wyścigi zaczęli zakładać stowarzyszenia, aby w kolejnych wyborach startować pod własnym sztandarem. Odpływ działaczy z SLD postępował od dawna, a ostatnio przyspieszył. – Kampania na szefa partii była brudna, pełna personalnych ataków, zaatakowano nawet rodzinę Krzysztofa Gawkowskiego, który też kandydował na szefa. Ludzie, widząc to, zaczęli się wypisywać z Sojuszu – mówi Grzegorz Pietruczuk, warszawski samorządowiec SLD. Młodsi działacze po ogłoszeniu wyników zaczęli się zastanawiać nad założeniem nowej formacji. Bo jak się i tak jest w opozycji pozaparlamentarnej, to wszystko jedno, czy należy się do SLD, czy do jakiejś innej organizacji. – Trwać w SLD po to, żeby trwać, nie ma żadnego sensu – mówi Gawkowski. – Chcemy znać najbliższe miesiące, wiedzieć, z czym wychodzimy na zewnątrz.

PRESJA NA ZMIANY NA LEWICY

W Sojuszu nie jest tajemnicą, że Gawkowski spotyka się z Barbarą Nowacką i rozmawiają o kontynuacji projektu Zjednoczonej Lewicy z kampanii parlamentarnej. Projektu, w którym nie ma miejsca na samodzielny SLD. W ostatnich wyborach na listy Zjednoczonej Lewicy padło 1 mln 150 tys. głosów. Czarzasty uważa, że SLD może zagospodarować ten elektorat. Ale konia z rzędem temu, kto odpowie, czy ten ponad milion wyborców głosował na ZL, bo jej główny trzon stanowił Sojusz, czy też raczej uwiodła ich sympatyczna twarz Nowackiej i przymknęli oczy na główną rolę SLD w tej koalicji.

Bardziej prawdopodobne wydaje się to drugie, bo ciśnienie na zmianę na lewicy jest ogromne. Świadczy o tym błyskotliwa kariera Partii Razem, założonej przez młodych ludzi o skrajnie lewicowych poglądach. Nikt ich nie znał do czasu kampanii wyborczej, nie mieli pieniędzy budżetowych na działalność, a mimo to zarejestrowali listy kandydatów we wszystkich okręgach. Na dodatek wystarczyło, że Adrian Zandberg raz pojawił się w telewizyjnej debacie liderów partyjnych i formacja zdobyła ponad 500 tys. głosów, odbierając Zjednoczonej Lewicy miejsce w Sejmie. Z tego zresztą Partia Razem bardziej się ucieszyła niż z własnego sukcesu, co dowodzi, że mentalnie jej działacze znajdują się jeszcze na poziomie piaskownicy.

SLD został jeden atut – dotacja budżetowa: 4 mln zł rocznie. To pozwoli na utrzymanie struktur terenowych. A nawet – przy oszczędnym gospodarowaniu – można coś odłożyć na następne wybory. Ale pieniądze to nie wszystko. Mając największą pulę pieniędzy na kampanię, SLD przegrał sromotnie wybory w 2005 r. I już nigdy się nie podniósł, mimo kolejnych lat w parlamencie i kolejnych dotacji. A partie bez pieniędzy budżetowych, a nawet struktur terenowych wchodziły do Sejmu, bo potrafiły przekonać wyborców. Ostatni atut SLD to Leszek Miller, ciągle zapraszany do mediów i cytowany. Wie, co powiedzieć, by się przebić do opinii publicznej. Dlatego nie ma większego znaczenia, kto pokieruje SLD. I tak twarzą i głosem tej formacji pozostanie Miller. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

WŁODZIMIERZ CZARZASTY

rocznik 1960

1. W połowie lat 80. zapisał się do PZPR, do której należał do 1990 r. 2. Ma udziały w wydawnictwach Muza i Wilga oraz w czterogwiazdkowym hotelu w Spale. 3. Dwukrotnie bez powodzenia kandydował do Sejmu – w 1997 r., gdy jego partia zdobyła 27 proc. głosów, i w 2015 r., gdy cała formacja nie przekroczyła progu wyborczego. 4. Jest twórcą i przewodniczącym Stowarzyszenia Ordynacka. 5. Prezydent Aleksander Kwaśniewski w 1999 r. powołał go do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Czarzasty został jej sekretarzem, choć takiej funkcji nie przewidywała ani konstytucja, ani ustawa o radiofonii i telewizji. 6. Był jedną z twarzy afery Rywina, ale nie postawiono mu żadnych zarzutów. 7. W związku z aferą Rywina w 2003 r. Kwaśniewski zaapelował do KRRiT, by podała się do dymisji. Rezygnację złożyli: Danuta Waniek i Waldemar Dubaniowski, powołani przez prezydenta, Czarzasty – nie. 8. W 2007 r. policja wtargnęła do jego domu pod pretekstem kontaktów jego syna z przestępcami. Okazało się to nieprawdą.

JERZY WENDERLICH

rocznik 1954

1. Jako licealista grał na mszach w zespole bigbitowym prowadzonym przez o. Tadeusza Rydzyka. 2. Wstąpił do PZPR w 1980 r., kiedy większość Polaków zapisywała się do Solidarności. 3. Od 1993 r. był posłem nieprzerwanie do 2015 r. W 2004 r. bez powodzenia ubiegał się o mandat europosła. 4. Zeznawał jako świadek w sejmowej komisji śledczej powołanej do wyjaśnienia afery Rywina. 5. Gdy w czerwcu 2015 r. Radosław Sikorski z PO przestał być marszałkiem Sejmu, pracami izby kierował Wenderlich jako najstarszy wiekiem wicemarszałek. 6. Mógł ten urząd sprawować do końca kadencji, bo miał cztery miesiące na wyznaczenie daty wyboru nowego marszałka. Zdecydował jednak o szybkich wyborach i władza nad Sejmem ponownie wróciła w ręce PO.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2016
Więcej możesz przeczytać w 4/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także