Kocioł bałkański

Kocioł bałkański

Historia uczy, że kiedy kłopoty ma Bośnia, mają je całe Bałkany. A tymczasem reakcja na wyroki ogłaszane w Hadze pokazuje, że ponad 20 lat po wojnie animozje między Serbami, Chorwatami i Bośniakami wcale nie przemijają.

Proces Karadžicia to z punktu widzenia prawa międzynarodowego jedno z najważniejszych postępowań od czasu prac trybunału norymberskiego. Bardziej złośliwi posługują się tym samym porównaniem, zwracając uwagę, że procesy norymberskie, w trakcie których osądzono sprawców hitlerowskiego terroru, trwały znacznie krócej. Ciekawsze są jednak reperkusje społeczne dla samej Serbii. Czy aby na pewno wyroki znalazły zrozumienie i wywołały skruchę rodaków Karadžicia. Proces się ciągnie od 2008 r. i miał wiele nieoczekiwanych zwrotów. W 2012 r. Karadžicia uniewinniono od jednego z dwóch zarzutów ludobójstwa. Ostatecznie zarzut przywrócono po wysłuchaniu kolejnych argumentów prokuratury. Stąd też wyrok 40 lat więzienia. Wyroku nie doczekał inny architekt bałkańskiej zbrodni, Slobodan Milošević, który w 2006 r. zmarł w swojej celi. Goran Hadžić, przywódca Serbów chorwackich, oskarżany o zbrodnie wojenne, oraz Ratko Mladić, serbski przywódca, który za wojenne „dokonania” otrzymał przydomek „rzeźnika Bałkanów”, wciąż czekają.


POLITYKA „RÓWNOWAŻENIA WIN”

W zeszłym roku haski trybunał utrzymał wyroki dożywotniego więzienia dla 57-letniego Vujadina Popovicia i 75-letniego Ljubišy Beary – katów ze Srebrenicy. Ale już w zeszły czwartek uniewinnił Vojislava Šešelja, jednego z najbardziej radykalnych serbskich nacjonalistów. Wyroki dla Karadžicia i Šešelja przywracają tragiczne wspomnienia w i tak niespokojnym już regionie. Emocje w tej sprawie rosły w ostatnich dniach bardzo mocno. Dla serbskich narodowców decyzja trybunału to polityczna zemsta. O tym, jaką przychylnością wśród Serbów cieszą się główni aktorzy bośniackiej wojny, świadczy to, jak skutecznie wymykali się sprawiedliwości. Mladić czuł się tak pewnie, że nawet się nie przebierał ani nie zapuścił brody, jak uczynił to Karadžić. O niemałym zuchwalstwie świadczy również to, że w przeddzień wyroku w sprawie Karadžicia jeden z akademików na terenie Republiki Serbskiej otrzymał jego imię. Sarajewski dziennik „Oslobođenje” opublikował listę nazwisk 892 współwinnych zbrodni, którzy do dziś pracują w instytucjach Republiki Serbskiej w Bośni. A to przecież tylko ułamek ogromnej liczby tych, którzy dopuścili się zbrodni wojennych i kryminalnych na ponad 100 tys. śmiertelnych ofiar wojny w byłej Jugosławii. Zdecydowana większość winowajców nigdy nie stanie przed sądem. Według danych serbskiego rządu w zdobyciu Srebrenicy wzięło udział 25 083 żołnierzy i ochotników.

Ustalono nazwiska 17 074 spośród nich, ale większość pozostaje tajna. Sądzi się tylko oficerów, bo to metoda bardziej spektakularna i łatwiej za jej pomocą manipulować opinią publiczną. Nie ma dziś mowy o przyznaniu się do winy czy prośbie o wybaczenie. Serbski rząd przy wsparciu wielu europejskich dyplomatów prowadzi politykę „równoważenia win”, twierdząc, iż w czasie działań wojennych z lat 1992-1995 obie strony były tak samo winne, obie dokonywały mordów, zatem ponoszą równą odpowiedzialność. Ed Vulliamy, autor książki „Wojna umarła, niech żyje wojna” i naoczny świadek okrucieństw, jakie rozegrały się na Bałkanach w latach 90., ze smutkiem obserwuje, jak kraj nie poradził sobie z historyczną tragedią. Zrezygnowany dochodzi do wniosku, że „pojednanie jest w Bośni słowem używanym i nadużywanym równie często jak slogany reklamowe.

ETNICZNA MOZAIKA

Porozumienie pokojowe z Dayton (1995 r.), choć zakończyło działania wojenne, nie zasypało podziałów politycznych, społecznych i historycznych między Bośniakami, Chorwatami i Serbami. Choć wszystkie trzy narody żyją w jednym kraju, każdy z nich posiada większą lub mniejszą autonomię. Utworzono instytucje centralne z równo rozdzielonymi wpływami w każdym z ministerstw. Autonomiczne regiony dostały własne mniejsze parlamenty. Nawet szkoły przedzielone są często murami, gdzie w jednym skrzydle uczą się bośniackie dzieci, a w drugim serbskie. Bośnia ma też urząd prezydenta, choć ten pełnią na zmianę w ramach jednej kadencji przedstawiciele trzech narodów. Chorwaci głosują tylko na Chorwatów, Serbowie na Serbów, a Bośniacy na Bośniaków.

Złośliwie twierdzą, że to cud, że ten kraj w ogóle istnieje.Animozje wykorzystują Rosjanie, którzy rozszerzają swoje wpływy, jak się tylko da. W lutym Milorad Dodik, serbski polityk, oświadczył, że jednostki specjalne policji Republiki Serbskiej zostaną przeszkolone w Rosji i tam zaopatrzą się w broń. Zainteresowaniu Moskwy nie można się dziwić. Bośnia i Hercegowina, podobnie jak Serbia nie jest członkiem NATO. Jest zatem okazja do poszerzania wpływów na Bałkanach. Jakby mało tego, eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają, że dżihadyści z Państwa Islamskiego będą próbowali stworzyć przyczółek do dalszych zamachów terrorystycznych w Europie. Radykalizacja Bośniaków nie jest nowym fenomenem. Nikt znający bałkańskie realia nie zadeklaruje, że za kolejną dekadę Bośnia będzie istniała w kształcie, jaki znamy dziś. Wystarczy przypomnieć przykład Serbii, Czarnogóry i Kosowa. Pytanie tylko, jak Europa zniesie kolejne ognisko destabilizacji. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 14/2016
Więcej możesz przeczytać w 14/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także