Terror w imię pokoju?

Terror w imię pokoju?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zabójstwo politycznego i religijnego przywódcy Hamasu rodzi zupełnie nową sytuację na Bliskim Wschodzie. Znikną wszystkie mechanizmy hamulcowe, a obie strony wejdą w bezprecedensową fazę ślepej przemocy.
Likwidacja szejka Jasina stanowi wyraźną eskalację w walce z terrorem. W ciągu wielu lat Izrael powstrzymywał się przed zabijaniem palestyńskich przywódców politycznych. Wprawdzie kilka lat temu agenci Mosadu dokonali zamachu, nieudanego zresztą, na szefa pionu politycznego Hamasu, Chaleda Meszala, ale był to odosobniony przypadek. Sam szejk Jasin spędził wiele lat w izraelskim więzieniu - kraj, w którym nie ma kary śmierci, wówczas starannie chronił życie człowieka odpowiedzialnego za śmierć co najmniej dziesiątków ludzi.

Obowiązywała zasada, że nawet w walce z najbardziej okrutnym wrogiem istnieją granice, których nie należy przekraczać. Nie ulega wątpliwości, że islamiści zrobią teraz wszystko aby pomścić śmierć swojego przywódcy. Jednak w Izraelu nikt nie roni łez. Fanatyczny szejk zasłużył sobie na najwyższą karę, choć nie brakuje tych, którzy ostro krytykują rząd za podjęcie decyzji o likwidacji szefa Hamasu - samobójcy ze szkoły szejka nigdy nie potrzebowali żadnych pretekstów, aby wybuchać w autobusach i na ulicach izraelskich miast, tym niemniej "impet terroru" może obecnie przybrać nieznane dotychczas formy.

Pomijając wątpliwą efektywność "działań likwidacyjnych", sprawa Jasina rodzi problemy natury moralno – etycznej. Czy walcząc o życie i przetrwanie Izrael nie zacznie upodabniać się do swoich wrogów? Czy w dobie totalnej walki z terrorem cel uświęca środki? I czy po Jasinie nie przyjdzie kolej na innych?

Jaser Arafat w czasie żałobnego wystąpienia ku czci Jasina modlił się, żeby również zginąć męczeńską śmiercią szahida. Jego słowa zostały skrzętnie odnotowane w Tel Awiwie i Jerozolimie.

Henryk Szafir, Jerozolima