Abaszydze musi odejść! (aktl.)

Abaszydze musi odejść! (aktl.)

Prezydent Gruzji ogłosił wprowadzenie bezpośrednich rządów w Adżarii do czasu przeprowadzenia wyborów, a tym samym odsunięcie od władzy jej lidera Asłana Abaszydzego.
"Ogłaszam wprowadzenie bezpośrednich rządów prezydenckich w Adżarii do czasu przeprowadzenia w autonomicznej republice wyborów" - powiedział Saakaszwili występując na żywo z krótkim orędziem.

"Gotów jestem dać gwarancje bezpieczeństwa Abaszydzemu i jego bliskim na terytorium Gruzji, lub też umożliwić mu wyjazd do któregokolwiek kraju, jeżeli dobrowolnie i bez żadnych ekscesów poda się do dymisji" - dodał gruziński lider. Twierdził przy tym, że proponował Rosji i Stanom Zjednoczonym udzielenie azylu adżarskiemu przywódcy. Odpowiedzi - jak mówił - nie dostał, zapewnił jednak, że ani od jednego, ani od drugiego kraju Tbilisi nie będzie żądać ekstradycji Abaszydzego.

Nieco później gruzińska telewizja Rustavi-2 poinformowała, powołując się na źródła, do których dotarł jej korespondent w adżarskiej stolicy, Batumi, że w ciągu najbliższych godzin Abaszydze ma ustąpić i tym samym położyć kres kryzysowi. Podała też, że w czasie rozmowy telefonicznej Saakaszwilego z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, gospodarz Kremla zaoferował, że Rosja może udzielić Abaszydzemu azylu. Telewizja nie podała źródła tych informacji, zaś oficjalny portal Kremla nie podaje żadnych szczegółów rozmów.

"Nie zamierzam opuszczać Adżarii" - powiedział tymczasem w wieczornym wystąpieniu telewizyjnym Abaszydze w niespełna kilkadziesiąt minut po ogłoszeniu przez gruzińskiego prezydenta Michaiła Saakaszwilego przejęcia władzy nad Adżarią i wprowadzenia w niej tymczasowo rządów prezydenckich. Nie sprecyzował jednak, czy oznacza to, że wbrew pogłoskom nie poda się do dymisji.

Powiedział tylko, że czeka na przyjazd do Batumi rosyjskiego sekretarza Rady Bezpieczeństwa Igora Iwanowa, z którym chce omówić sposoby "wyjścia z sytuacji kryzysowej". "Należy poczekać na to spotkanie, jednak nie do zniesienia jest sytuacja, w której trwa przemoc" - oświadczył Abaszydze. Wcześniej gruzińskie media twierdziły, że wykorzysta wystąpienie w telewizji by podać się do dymisji.

Opozycyjny ruch "Nasza Adżaria" twierdzi nawet, że na lotnisku w Batumi, na Abaszydzego czeka samolot, którym przywódca w wypadku przegranej zamierza opuścić republikę.

Z doniesień gruzińskich mediów wynika tymczasem, że sytuacja na ulicach Batumi jest już niemal całkowicie pod kontrolą przeciwników Abaszydzego, których tłum urósł do kilku tysięcy i na których stronę przejść miała policja. Już drugi dzień z rzędu domagają się oni ustąpienia autokratycznego Abaszydzego i skandują nazwisko prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego, a także powiewają gruzińskimi flagami. Wielu demonstrantów spędziło noc na placu, gdzie we wtorek rano policja wraz ze stronnikami Abaszydzego rozpędziła protestujących przy użyciu pałek i armatek wodnych. Kilka osób odniosło wtedy rany.

"Ludność Adżarii dokonała już wyboru. Teraz mówimy jedynie o dymisji Asłana Abaszydzego i pokojowym uregulowaniu kryzysu" - skomentował sytuację w Adżarii kilka godzin wcześniej premier Gruzji Zurab Żwanija, przekraczając granicę administracyjną Adżarii, by rozpocząć rozmowy z szefem adżarskiego MSW Dżemalem Gogitidze. Wówczas - jak powiedział sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Gruzji, Wano Merabiszwili, Abaszydze, dostał od gruzińskich władz dwie do trzech godzin "na uniknięcie rozlewu krwi i "podporządkowanie się" prezydentowi Gruzji. Według Merabiszwilego, bezpośrednie rozmowy z Abaszydzem, choć nie wiadomo w jakiej formie, miał prowadzić sam prezydent Michaił Saakaszwili.

"Asłan Abaszydze ma jeszcze czas na dokonanie wyboru i decyzję w sprawie własnego losu. Może wybrać los Eduarda Szewardnadzego i los Nicolae Ceausescu" - mówił wówczas w telewizji sytuację gruziński prokurator generalny Irakli Okruaszwili.

Szewardnadze - prezydent Gruzji w latach 1992-2003 - ustąpił w  czasie bezkrwawej "rewolucji róż" w listopadzie ubiegłego roku, natomiast Ceausescu, komunistyczny dyktator Rumunii, został rozstrzelany w grudniu 1989, gdy siłą odsunięto go od władzy.

Adżarski lider, oskarżany o autorytaryzm i separatyzm, sprawował niepodzielną władzę nad Adżarią, w latach 1991-2003, gdy republika w czasie rządów prezydenta Eduarda Szewardnadze była w praktyce niezależna od Tbilisi.

Kłopoty Abaszydzego rozpoczęły się w listopadzie zeszłego roku wraz z gruzińską "rewolucją róż", kiedy to nowe prozachodnie władze prezydenta Michaiła Saakaszwilego zapowiedziały położenie kresu separatyzmom, a rządy w Batumi określały mianem "feudalnego jarzma".

Początkowo lider autonomii, licząc na poparcie wspierającej go do tej pory Rosji, zareagował wprowadzeniem stanu wyjątkowego, później przez kilka miesięcy trwał kryzys, w którym co jakiś czas dochodziło do przesilenia. W marcu np. prezydentowi Gruzji uniemożliwiono wjazd do Adżarii; wówczas starcie zbrojne wisiało na włosku. Przyczyną ostatniego kryzysu było natomiast wysadzenie w niedzielę mostów między republiką, a resztą Gruzji, czym Abaszydze - jak twierdzi - bronił się przed ewentualną interwencją zbrojną Tbilisi. Wówczas władze Gruzji postawiły mu ultimatum - w ciągu dziesięciu dni miał odbudować mosty i podporządkować się Tbilisi - rozwiązać adżarskie formacje paramilitarne i zaprzestać represjonowania przeciwników politycznych. Saakaszwili zadeklarował, że w razie niespełnienia warunków jego ultimatum, zarządzi na terytorium Adżarii nowe wybory. W odpowiedzi adżarski lider oznajmił, że nie zdąży w tym czasie odbudować mostów i że liczy się z wojną. Nacisk Tbilisi wzmógł się we wtorek, gdy w telewizyjnym przemówieniu Saakaszwili rozkazał formacjom zbrojnym i policji w Adżarii, by przestały wykonywać polecenia Abaszydzego. Zastrzegł również, że ogłoszony przez adżarskiego przywódcę stan wyjątkowy jest w świetle gruzińskiej konstytucji nielegalny. Abaszydze z kolei polecił odbudowę mostów.

oj, em, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także