Cywilizowanie Dzikiego Wschodu

Cywilizowanie Dzikiego Wschodu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szeryfi Juszczenko i Tymoszenko czyszczą Ukrainę. Chcą skończyć z mafijnymi układami, podawanymi pod stołem kopertami prywatyzacyjnymi i z pospolitym bandytyzmem. Pokazują, że nie zamierzają się przy tym z nikim patyczkować, nie chronić żadnych dawnych elit rodzin i zięciów. Dla Ukraińców zbliża się czas normalności. Dla wszystkich będących do tej pory u ukraińskich sterów naszedł czas sztormów.
Prawdziwym chłodem powiało, kiedy po zapowiedziach Juszczenki o ponownym zbadaniu kilku największych prywatyzacji drobna Julia Juszczenko przytaszczyła na konferencję prasową w tej sprawie kilkukilogramowy plik dokumentów, zapowiadając, że "ona zbada wszystkie prywatyzacje". Niektórym "zięciom" musiały wtedy poważnie zadrżeć kolana.

Jeszcze cieplej musiało być wtedy, gdy na polecenie Tymoszenki rząd pozbawił Kuczmę hojnej "odprawy", obejmującej m.in. emeryturę, dwa samochody i luksusowy dom.

Teraz nadszedł czas na wyjaśnienie sprawy brutalnego morderstwa Giorgija Gongadze. Ten niezależny dziennikarz zabity cztery lata temu jest - jak teraz wiadomo - ofiarą bezpośredniej decyzji Kuczmy.

Z perspektywy historii ukraińskich zrywów to nowa jakość. Wszystkie dotychczasowe rewolucje - ta w 1918 i 1991 r. - były tylko wiatrem, który zmieniał stare generacje władzy pozostawiając - przynajmniej jakościowo - ten sam sposób rządzenia, czy podobną filozofię polityczną. "Pomarańczowa rewolucja" była w tym sensie podobna - Juszczenko i Tymoszenko to politycy współpracujący z poprzednią ekipą. Zmiana polega na tym, że nie zostawiają, jak było wcześniej, parasola ochronnego, tylko szybko realizują obietnice wyborcze. Obiecywali, że przejrzą prywatyzację; że wyjaśnią sprawę Gongadze; że pozbawią elity przywilejów. Tak robią i chwała im za to.

Jednak poprzedni reżim zapuścił głębokie korzenie w strukturze władzy i wpływów. Szeryfi Juszczenko i Tymoszenko będą mieli na - patrząc z perspektywy sposobów działania poprzedniej władzy - dzikim wschodzie jeszcze sporo brudnej roboty.

Grzegorz Sadowski