Jednym ze sposobów atakowania Amerykanów jest wjechanie rozpędzonym samochodem wyładowanym trotylem i pociskami w patrol wojskowy. Żołnierz widzący taki samochód ma kilka sekund na podjęcie decyzji. Często w ten sposób ratuje życie swoje i kolegów. Zdarza się, że podejmuje niewłaściwą decyzję i giną niewinni ludzie. Dlatego w wojskowych statystykach od dawne istnieje określenie "friendly fire", czyli ostrzelanie omyłkowe. Choć to nie przywróci nikomu życia, każdy taki przypadek jest potem badany i robi się wszystko, by w przyszłości temu zapobiec. Tak będzie i teraz o czym zapewnił w rozmowie telefonicznej z włoskim premierem George W. Bush.
Giuliana Sgrena zanim oskarży Amerykanów o to, że USA nadal na nią poluje powinna się zastanowić na ile jej wojenna eskapada przyczyniła się do wystawienia na ryzyko włoskich służb specjalnych. Z drugiej strony włoski rząd powinien sobie przemyśleć ilu kolejnych dziennikarzy pojedzie na front licząc, że w razie kłopotów może liczyć państwowy budżet. Powinien się też zastanowić ile karabinów i amunicji moSheridan stwierdził, że jedyna prawda o wojnie to taka, że giną na niej ludzie. Sgrena powinna o tym pamiętać jadąc do Iraku. Powinna też wiedzieć, że iraccy terroryści nie zapewnią jej nietykalności tylko dlatego, że reprezentuje pismo komunistyczne o pacyfistycznym nastawieniu. W Iraku - niezależnie od tego co mówią Amerykanie - trwa wojna, a byłym poplecznikom Husajna nie zależy na ideologicznych dywagacjach ale na tym, by zabić jak najwięcej "niewiernych psów". I są nimi Amerykanie i Włosi i Polacy. Gdyby Sgrena nie wpakowała się kłopoty, nikt nie musiałby negocjować z porywaczami, rząd nie musiałby płacić, a oficer, który ją uratował żył by nadal. Podejrzewam - być może to nieprawda - że włoska dziennikarka po cichu liczyła, nie bez racji, że w razie kłopotów rząd sięgnie do kieszeni i zapłaci.
Jednym ze sposobów atakowania Amerykanów jest wjechanie rozpędzonym samochodem wyładowanym trotylem i pociskami w patrol wojskowy. Żołnierz widzący taki samochód ma kilka sekund na podjęcie decyzji, ułamki, które decydują o życiu jego i jego kolegów. Czy w takiej sytuacji, można się dziwić, że czasem podejmuje niewłaściwą decyzję i giną niewinni ludzie?Dlatego w wojskowych statystykach od dawne istnieje określenie "friendly fire", czyli ostrzelanie omyłkowe. Choć to nie przywróci nikomu życia, każdy taki przypadek jest potem badany i robi się wszystko, by w przyszłości temu zapobiec. Tak będzie i teraz o czym zapewnił w rozmowie telefonicznej z włoskim premierem George W. Bush.
A Giuliana Sgrena, zanim oskarży Amerykanów o polowanie na jej życie, powinna się poważnie zastanowić i uczciwie sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile jej wojenna eskapada przyczyniła się do wystawienia na ryzyko włoskich służb specjalnych. Również włoski rząd powinien rozważyć, czy jego postępowanie, skądinąd szlachetne, nie ośmieli do podobnych wycieczek na front kolejnych dziennikarzy czy wolontariuszy, którzy w razie kłopotów mogą przecież liczyć na miłosierdzie państwowego budżetu. A także ile karabinów i amunicji mogą kupić za ten milion dolarów terroryści.
Grzegorz Sadowski