No cóż, Polacy zawsze mieli słabość do takich terrorystów, wręcz czcząc ich jako bojowników świętej sprawy wolności i niepodległości. Ale czegóż można się spodziewać po narodzie, który nieustannie wypacza historię, nie przyjmując na przykład do wiadomości tak oczywistych faktów jak ten, że oto dzięki jałtańsko-poczdamskim uregulowaniom "Polska zyskała istotne powiększenie terytorium na północy i zachodzie" i nazywa Jałtę zdradą? Moskwie zaś odpłaca czarną niewdzięcznością za przepędzenie wojsk hitlerowskich, nazywając to nową okupacją?
Bo jeśli Jałta nie była - jak twierdzą Rosjanie - jedną z najciemniejszych kart w powojennej historii, a wymordowanie kilkunastu tysięcy polskich oficerów ludobójstwem, to tym samym sposobem i Dudajewowi czy Maschadowowi można śmiało przyczepić etykietkę terrorysty.
Elżbieta Majewska