My Polacy lubim "terrorystów"

My Polacy lubim "terrorystów"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nazwanie warszawskiego ronda imieniem Dudajewa to kolejny wybryk mieszkańców "priwislańskiego kraju", którzy nie chcą uznać, że był to krwawy terrorysta, zasługujący na jeden los: likwidację.
W likwidacji terrorystów i wszelkiej maści buntowników - trzeba przyznać - Rosja zarówno carska, jak i sowiecka oraz ta Putina, ma wieloletnie, by nie rzec wielowiekowe doświadczenie i spore, sądząc po liczbie trupów, osiągnięcia. Kilka tysięcy wyjątkowo niebezpiecznych terrorystów leży choćby w katyńskim lesie.

No cóż, Polacy zawsze mieli słabość do takich terrorystów, wręcz czcząc ich jako bojowników świętej sprawy wolności i niepodległości. Ale czegóż można się spodziewać po narodzie, który nieustannie wypacza historię, nie przyjmując na przykład do wiadomości tak oczywistych faktów jak ten, że oto dzięki jałtańsko-poczdamskim uregulowaniom "Polska zyskała istotne powiększenie terytorium na północy i zachodzie" i nazywa Jałtę zdradą? Moskwie zaś odpłaca czarną niewdzięcznością za przepędzenie wojsk hitlerowskich, nazywając to nową okupacją?

Bo jeśli Jałta nie była - jak twierdzą Rosjanie - jedną z najciemniejszych kart w powojennej historii, a wymordowanie kilkunastu tysięcy polskich oficerów ludobójstwem, to tym samym sposobem i Dudajewowi czy Maschadowowi można śmiało przyczepić etykietkę terrorysty.

Elżbieta Majewska