Wydawało się to niemożliwe, a jednak. Lew Rywin idzie do więzienia. Człowiek możny, słynny, wpływowy zamieszka w zwyczajnej celi, przeznaczonej dla zwyczajnych ludzi, którzy popełniają zwyczajne przestępstwa.
Nieprzyjemnie radować się z czyjegoś nieszczęścia - bo tym jest zapewne dla Lwa Rywina szczęk zamykanych za nim więziennych drzwi. Ale nieszczęście byłego producenta filmowego to nadzieja dla Polski. Obywatele dowiadują się, że równość wobec prawa nie jest jedynie propagandowym ornamentem konstytucji. Elity przekonują się, że nie są odpowiedzialne jedynie przed Bogiem oraz historią i ta świadomość musi być dla nich bardzo niemiła. Wreszcie my wszyscy przekonujemy się, że państwo i jego wymiar sprawiedliwości - choć kulawe i chore - potrafi wykonać swoją pracę.
Sprawa Rywina jest delikatnym powiewem optymizmu. Może być momentem przełomowym dla III RP. Dzięki niej przekonaliśmy się, że z chorobami toczącymi nasze państwo można wygrać. Że system da się - jeśli nie uzdrowić - to chociaż poprawić.
Ale najważniejsze jest to zwycięstwo nas wszystkich. Nie Rokity czy posła Ziobro, lecz tych milionów Polaków, którzy coraz dosadniej wyrażali niezadowolenie ze swego państwa i coraz mocniej domagali się zmian. Bez nich, czy może bez nas, Rokita byłby bezsilny, Rywin na wolności a Polska gniłaby dalej.
Igor Zalewski