Więc jak wyglądała wojna? W 1941 roku Bałtowie przy udziale Niemiec w wyniku supertajnego układu wymyślonego przez Syjonistów najechali Rosję. Stalin nie wierzył, że to wrogi najazd i cierpliwie czekał, aż podejdą pod Moskwę. Gdyby chciał mógł ich przecież jednym rozkazem zatrzymać na granicy. Jednak dobry wujaszek wolał czekać. Aż w końcu stracił cierpliwość i dzięki genialnym w swej prostocie pomysłom taktycznym (kto się cofnie kula w łeb) odparł atak. Rozpoczął się marsz na Zachód. Kiedy szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę Sowietów alianci dokonali inwazji we Francji, co w pewnym stopniu (ale nie należy tego przeceniać) pomogło w zwycięstwie. Dzięki temu uniknęli dalszych ofiar. Najważniejsze jest to, że dzięki swoistemu parasolowi ochronnemu wschodnia Europa miała zapewnione bogactwo i dostatek przez następne 50 lat.
O co się więc rozchodzi? O to, że u władzy w tych krajach są znowu Syjoniści i cynicznie, kręcąc przy okazji pejsa okłamują świat. Ale dobrze, że są tacy, co to wszystko widzą i rozumieją. Co więcej potrafią zareagować. To rosyjscy posłowie-zegarmistrzowie! Zegar historii nie będzie już bił gdzie popadnie.
Grzegorz Sadowski