7 tys. euro na eurodeputowanego

7 tys. euro na eurodeputowanego

Parlament Europejski przyjął statut eurodeputowanego, który przewiduje, że od 2009 roku zarobki eurodeputowanych w całej UE zostaną zrównane do 7 tys. euro miesięcznie, a warunki rozliczania kosztów podróży będą zaostrzone.
Za przyjęciem statutu głosowało 403 posłów, przeciw było 89, a 92 wstrzymało się od głosu.

"Pamiętajmy, że statut posła nie wejdzie w tej kadencji. Nie  głosujemy za +apanażem i korzyściami+ dla siebie", ale dla posłów, którzy zostaną wybrani do PE za cztery lata - powiedziała eurodeputowana Genowefa Grabowska (SdPl). Grabowska głosowała za  statutem, bowiem uważa, że za tę samą pracę eurodeputowani z  różnych krajów UE powinni być wynagradzani jednakowo.

Za statutem głosowali też posłowie PO, PSL i PD, przeciw PiS, LPR i Samoobrona.

Aktualnie zarobki eurodeputowanych bardzo się różnią. Posłowie PE zarabiają bowiem tyle, ile ich koledzy w parlamentach narodowych - od 800 euro na Litwie czy około 2,5 tys. euro w  Polsce do prawie 12 tys. euro we Włoszech. Te pensje są wypłacane z budżetów narodowych.

Zgodnie z decyzją rządów państw UE z początku czerwca, potwierdzoną w czwartek przez eurodeputowanych, nowy statut posła, mający obowiązywać od następnej kadencji, czyli od 2009 roku, ujednolici miesięczne zarobki eurodeputowanych na poziomie 38,5 proc. podstawowego wynagrodzenia sędziego Trybunału Sprawiedliwości, co stanowi 7 tys. euro. Pieniądze będą pochodziły z budżetu UE.

"Eurodeputowani powinni być opłacani jak posłowie w krajach, w  których są wybierani, bo reprezentują te kraje w UE" - powiedział Michał Kamiński (PiS). "Powinien nam płacić kraj, który deleguje nas tutaj do pracy" - tłumaczył Maciej Giertych. Obaj głosowali przeciwko zrównaniu zarobków eurodeputowanych.

Inny powód głosowania przeciw wskazał Ryszard Czarnecki (Samoobrona). "UE jest w kryzysie, wali się budżet, nie wiadomo, co z konstytucją. Tymczasem PE zajmuje się własnymi zarobkami. To  żenujące" - powiedział Czarnecki.

Zgodnie z przyjętym statutem, każdy kraj będzie miał prawo przez dziesięć lat, czyli do 2019 roku, stosować okresy przejściowe i  płacić swoim eurodeputowanym tak jak obecnie. Zapowiedziały to  m.in. Włochy.

W zamian za unijną pensję eurodeputowani zgodzili się, aby  zreformować budzący wiele kontrowersji system rozliczania podróży. Zgodnie z obecnie obowiązującymi zasadami, eurodeputowani mogą domagać się zwrotu kosztów za drogie bilety klasą biznes na  przeloty do Brukseli czy Strasburga, nawet jeśli faktycznie odbywają podróż tanimi liniami lotniczymi za ułamek tej ceny.

Reforma kosztów podróży skłoniła do poparcia statutu Janusza Onyszkiewicz (PD). "Może wszystko będzie bardziej przejrzyste i  eurodeputowani uwolnią się od ciągłych podejrzeń" - powiedział Onyszkiewicz.

Statut przewiduje też, że eurodeputowani będą płacić podatki do  budżetu UE, które są stosunkowo niskie. Każdy kraj mógłby jednak zażądać, by jego eurodeputowani płacili dodatkowo własnemu fiskusowi różnicę pomiędzy podatkiem krajowym a unijnym.

Prace nad stworzeniem statutu eurodeputowanego i ujednoliceniem zarobków trwają w UE od lat. W ubiegłym roku rządy Niemiec, Francji i Austrii udaremniły próbę ujednolicenia wynagrodzeń eurodeputowanych na poziomie około 8,5 tys. euro miesięcznie.

ss, pap

Czytaj także

 0