"Największy cud w dziejach lotnictwa" (aktl.)

"Największy cud w dziejach lotnictwa" (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dopiero piętnaście minut po wryciu się w grunt Airbusa A340 towarzystwa Air France, samolot stanął w płomieniach. Do tego czasu wszystkich 309 pasażerów i członków załogi zdołało się ewakuować przez wyjścia awaryjne.
Ten pomyślny finał niektórzy skłonni są nazywać największym cudem w dziejach lotnictwa cywilnego. Na razie nie wiadomo, co bezpośrednio spowodowało wypadek.

Katastrofa nastąpiła około godziny 15.50, gdy lecący z Paryża Airbus po raz drugi podchodził do lądowania w międzynarodowym porcie lotniczym im. Pearsona. Przyczyną powtórzenia manewru była burza z piorunami, której towarzyszył silny wiatr.

Mniej więcej na minutę przed wylądowaniem w kabinie samolotu zgasło światło. Gdy maszyna osiadła na pasie, odprężeni pasażerowie zareagowali oklaskami, ale w około 10 sekund później Airbus zaczął drgać i rozpadać się.

"Ogień pojawił się w tylnej części samolotu" - powiedział pasażer Corey Marx. Jednak większość podróżnych zdążyła się wcześniej bezpiecznie ewakuować. Doniesienia niektórych środków masowego przekazu, iż ewakuację podjęto dopiero wtedy, gdy samolot stanął w  płomieniach, nie odpowiadają prawdzie.

"Pożar nastąpił dopiero po mniej więcej 15 minutach. Najgorsze po  huku i wstrząsach przymusowego lądowania było to, że nie mogłem już widzieć kabiny pilotów. Ułamała się ona ku dołowi" -  relacjonował Marx.

Szczęśliwy finał katastrofy zaskoczył wszystkich, oglądających ją bezpośrednio lub dzięki transmisji telewizyjnej. "To, co tu przeżyliśmy, to nic innego, jak jeden wielki cud" - oświadczył szef pogotowia ratunkowego w Toronto Bruce Farr.

Podkreśla się, że cud ten jest w znacznej mierze zasługą załogi Airbusa. "Gdy tylko maszyna zatrzymała się, otworzyli wszystkie wyjścia. Nie widzieliśmy dużo, ale kazali nam skakać i biec" -  powiedział pasażer Olivier Dubois. Według Air France, 22 osoby doznały w trakcie ewakuacji drobnych obrażeń. Natomiast wiceprezes zarządu międzynarodowego portu lotniczego w Toronto Steve Shaw poinformował o 43 poszkodowanych.

Niektóre przytaczane przez agencję Associated Press relacje pasażerów nie są zbyt korzystne dla załogi. 19-letni student college'u z RPA Eddie Ho, powiedział, iż steward kazał mu wyskoczyć przez drzwi, przy których nie otworzyła się zjeżdżalnia, co oznaczałoby upadek z wysokości prawie czterech metrów. Ho pobiegł do innych drzwi i mimo nie całkiem rozwiniętej zjeżdżalni skorzystał z nich. "Wyskoczyłem i spadłem na kilku ludzi. Niektórzy ludzie połamali sobie ręce albo nogi" - powiedział.

Natomiast według 15-letniej Lauren Langille, załoga stanęła na  wysokości zadania. "Kazali się nam ewakuować. Było dużo paniki, ale stewardzi i stewardesy byli naprawdę dobrzy w uspokajaniu" -  zaznaczyła.

Wtorkowa katastrofa w Toronto to dopiero trzeci przypadek całkowitej utraty Airbusa A340 - europejskiego konkurenta Boeinga 747 "jumbo-jet". W 1994 roku maszyna Air France spłonęła na  zapleczu technicznym portu lotniczego im. de Gaulle'a w Paryżu w  rezultacie usterki pompy hydraulicznej, a w 2001 roku samolot linii lotniczych SriLankan padł ofiarą ataku rebeliantów na  lotnisku w Kolombo. W obu tych samolotach nikt nie zginął.

Airbus 340 odbył pierwszy lot w 1991 roku, do tej pory wyprodukowano około 300 egzemplarzy. Samolot może zabierać do 440 pasażerów.

ika, ks, pap