Promy do lamusa!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szczęśliwe lądowanie Discovery oznacza tylko jedno - im wcześniej wysłużone promy kosmiczne trafią na złom, tym lepiej dla NASA, astronautów i całego świata.
"Jestem szczęśliwa, że wróciłam" - powiedziała komandor Eileen Collins chwilę po wylądowaniu na pasie lotniska w bazie Edwards. W myślach zapewne dodała "w jednym kawałku" - tak jak i praktycznie wszyscy zaangażowani w przedsięwzięcie. Ostatnia misja Discovery udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że wiekowa technologia promów kosmicznych nadaje się już wyłącznie do muzeum. Próby zachowania twarzy przez NASA o mały włos nie kosztowały Amerykanów kolejnej tragedii, która przyhamowałaby program badań kosmicznych na lata.

W tej dziedzinie NASA ma mnóstwo do zrobienia, zważywszy na dynamicznie rosnącą światową konkurencję - do podboju kosmosu szykują się już Chińczycy i Hindusi. Tymczasem amerykańska agencja jest w dużym stopniu reliktem epoki zimnej wojny - przerośniętym, zbiurokratyzowanym, opanowanym przez układy. Robert Zubrin, amerykański inżynier, działacz społeczny i biznesmen pisze w książce "Narodziny cywilizacji kosmicznej", że projekty nowych pojazdów kosmicznych - tańszych i bezpieczniejszych niż promy - były blokowane przez lobby wielkich koncernów lotniczych, zarabiających krocie na rządowych kontraktach. Dlatego wyniesienie na orbitę jednego kilograma ładunku kosztuje w NASA aż 10 tys. dolarów.

Szansę na tańszą eksplorację kosmosu tworzy dopiero wejście do gry firm prywatnych, które są w stanie zaoferować oszczędniejsze i szybsze rozwiązania niż zasilany z federalnej kasy moloch. Udowodnił to już Burt Rutan, twórca turystycznej rakiety SpaceShipOne, której pierwsze komercyjne wersje mają już niedługo latać w kosmos w barwach linii Virgin Galactic. Stworzenie tego pojazdu kosztowało jego firmę mniej więcej tyle, ile NASA wydaje na wstępny projekt pojazdu nie wykraczający poza kartki papierowych opracowań. Miejmy nadzieję, że urzędujący od niedawna nowy szef agencji wyciągnie z tych lekcji odpowiednie wnioski.

Jan Stradowski

Czytaj też w tygodniku "Wprost":
Przesiadka na Marsa (Amerykanie chcą podbić Czerwoną Planetę),
Kosmoloty (Wakacje na orbicie okołoziemskiej za 100 000 dolarów?).