Wrocław i Dolny Śląsk w intensywnym dwudniowym objeździe. Nawiasem, koledze Maciejowi Łuczakowi, autorowi monografii o „Misiu”, przywiozłem kamyk z Jeleniej Góry – on wie, kto po nim stąpał.
Od kiedy go pamiętam, Dolny Śląsk pokrywał się liszajami i zapadał w ziemie, kryjąc resztki poniemieckiej świetności. I zarastał nigdy nie plewionym zielskiem. Teraz lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Za unijne dotacje – co domek, to agroturystyka. Co miasteczko to pomysł na turystykę. A to skrzykują się miłośnicy fortów w Srebrnej Górze, a to poszukiwacze złota w Złotym stoku. Tu zresztą, jeżeli kot na środku jezdni oblizuje akurat łapę, kierowca, grzecznie czeka aż zwierzak skończy.
Tylko – jak proszę o hot-doga w Carfourze w Jeleniej, to przygotowują go aż dwie panienki, a i to zapomną doprawić. Na kawę z menu w „Pożegnaniu z Afryką” o rzut kijem od rynku czekam pół godziny.
Tempo tylko w monopolowych. W Lądku Zdroju (jest takie miasto – Lądek!) reklama na rynku: „Piwo, alkohol, napoje”. Przy wjeździe do Wrocławia ogromny bilbord: „Wrocław. Wiele twarzy – jedno piwo. Piast”. A kawa z dodatkiem rumu w „Pożegnaniu z Afryką” nazywa się „faryzeusz”.
Od kiedy go pamiętam, Dolny Śląsk pokrywał się liszajami i zapadał w ziemie, kryjąc resztki poniemieckiej świetności. I zarastał nigdy nie plewionym zielskiem. Teraz lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Za unijne dotacje – co domek, to agroturystyka. Co miasteczko to pomysł na turystykę. A to skrzykują się miłośnicy fortów w Srebrnej Górze, a to poszukiwacze złota w Złotym stoku. Tu zresztą, jeżeli kot na środku jezdni oblizuje akurat łapę, kierowca, grzecznie czeka aż zwierzak skończy.
Tylko – jak proszę o hot-doga w Carfourze w Jeleniej, to przygotowują go aż dwie panienki, a i to zapomną doprawić. Na kawę z menu w „Pożegnaniu z Afryką” o rzut kijem od rynku czekam pół godziny.
Tempo tylko w monopolowych. W Lądku Zdroju (jest takie miasto – Lądek!) reklama na rynku: „Piwo, alkohol, napoje”. Przy wjeździe do Wrocławia ogromny bilbord: „Wrocław. Wiele twarzy – jedno piwo. Piast”. A kawa z dodatkiem rumu w „Pożegnaniu z Afryką” nazywa się „faryzeusz”.