25 października 2007

25 października 2007

Dodano:   /  Zmieniono: 
Napis w salonie menedżera, przed którym otwiera się kariera: „Z każdym dniem rośnie liczba osób, które mogą mnie pocałować w dupę”.


Zostało po Władysławie Kopalińskim: „Wielbłąd? Koń wydyskutowany przez komitet”.


Zasłyszane: „Nie zawsze być znaczy mać” ; „Na sam widok muzeum nogi czują się zmęczone.”


Z nowszych „Lektur nadobowiązkowych” Szymborskiej: „Nawet dziedzina mody wydyma się jak gacie na sznurku”. Przytacza mówkę Hitchcocka do jakiegoś wyfraczonego towarzystwa: „Mówiono mi, że morderstwo popełnia się co minutę, więc nie chcę już marnować waszego cennego czasu. Wiem, że chcecie się zabrać do roboty. Dziękuję”. I planowany przez reżysera napis na własnym nagrobku: „Oto co się stanie z małymi niegrzecznymi chłopcami”. I proszę: bez poezji, a jak smacznie.

Czytaj także