- Musi pani mieć strażaka! - powiedział kominiarz po oględzinach dachu.
Myślałam, że wystarczy w domu jeden! (ja :-)
- Inaczej kawki będę częściej wpadać w odwiedziny - dodał.
- W takim razie poproszę strażaka! - powiedziałam.
- Właściwie potrzebuje pani dwóch. Są dwie rury kominowe - doprecyzował kominiarz.
- Dobra, poproszę dwóch strażaków!
- Trzeba wybrać model? Jest duży wybór. Najlepszy z kwasówki. Na łożyskach
ślizgowych, tocznych lub na tulei z brązu.
Może być z ozdobnym zakończeniem albo z miedzi? - rozkręcał się kominiarz.
- Błagam, niech pan nie wymienia wszystkich opcji! Chcę najlepszego za rozsądną
cenę! - poprosiłam.
- Musi być porządny, inaczej zacznie skrzypieć za kilka miesięcy - wyjaśnił fachowiec.
- Wystarczy mi jeden chrapiący mąż! Mój strażak musi być idealny! - westchnęłam z
rozbawieniem.
Tu kominiarz odpłynął w świat łożysk, tulei i ślizgów. Opowiadał o różnicach,
zależnościach, pisku w kominie i przydymieniu, gdyby rolki źle chodziły.
- Dość! - pomyślałam.
Chciałam poprosić, żeby zadecydował za mnie skoro wszystko wie ale zadzwonił domofon:
- Przywiozłem zakupy. Proszę otworzyć bramę - poprosił kurier.
Cholerka. Jeszcze nie skończyłam ze strażakiem!
Zaraz zaczną się następne pytania z cyklu: gdzie postawić 300 kilogramów zakupów?!
- Nie chcę strażaka z miedzi, poproszę najbardziej odpornego i najmniej widocznego -
sprecyzowałam moje potrzeby.
- Ozdobny czy zwykły? - drążył kominiarz.
Cholerka! Myślami byłam już przy pięćdziesięciu litrach mleka!
- Ozdobny? Strażak?
- Nie chce pani z kogutem?! - dziwił się kominiarz.
Uwielbiam koguty w Kazimierzu Dolnym. Zwłaszcza te jadalne :-)
- Wystarczą mi koguty sąsiadów, które budzą mnie każdego ranka! - podziękowałam
grzecznie.
Kominiarz obiecał, że podeśle mi wieczorem wzory sms-em, żebym mogła wybrać model.
Błagam tylko nie to! Mam dość codziennych wyborów! Nie znam się na strażakach!
W drzwiach pojawił się Maciek. Bardzo wcześnie, jak na niego!
- Boli mnie gardło? Idę się położyć - wymamrotał pod nosem.
Gdybym ja się kładła przy każdym bólu gardła miałabym sporo czasu na książki!
- Nie idziesz do lekarza?! - zapytałam.
- Nie. Masz jakiś antybiotyk?
- Nie mam.
Antek (7) i Maciuś (5) wciąż chorzy. Jasiek (11) w niedzielę idzie do szpitala na
operację nogi. Kiedy skończy się ten chory listopad!
Maciek był jedną nogą na łóżku, kiedy zapytałam:
- Strażak na dachu lepszy z kogutem czy bez?
- Sama zdecyduj. Nie znam się na strażakach - powiedział.
A kto się zna?!
:-)
- Inaczej kawki będę częściej wpadać w odwiedziny - dodał.
- W takim razie poproszę strażaka! - powiedziałam.
- Właściwie potrzebuje pani dwóch. Są dwie rury kominowe - doprecyzował kominiarz.
- Dobra, poproszę dwóch strażaków!
- Trzeba wybrać model? Jest duży wybór. Najlepszy z kwasówki. Na łożyskach
ślizgowych, tocznych lub na tulei z brązu.
Może być z ozdobnym zakończeniem albo z miedzi? - rozkręcał się kominiarz.
- Błagam, niech pan nie wymienia wszystkich opcji! Chcę najlepszego za rozsądną
cenę! - poprosiłam.
- Musi być porządny, inaczej zacznie skrzypieć za kilka miesięcy - wyjaśnił fachowiec.
- Wystarczy mi jeden chrapiący mąż! Mój strażak musi być idealny! - westchnęłam z
rozbawieniem.
Tu kominiarz odpłynął w świat łożysk, tulei i ślizgów. Opowiadał o różnicach,
zależnościach, pisku w kominie i przydymieniu, gdyby rolki źle chodziły.
- Dość! - pomyślałam.
Chciałam poprosić, żeby zadecydował za mnie skoro wszystko wie ale zadzwonił domofon:
- Przywiozłem zakupy. Proszę otworzyć bramę - poprosił kurier.
Cholerka. Jeszcze nie skończyłam ze strażakiem!
Zaraz zaczną się następne pytania z cyklu: gdzie postawić 300 kilogramów zakupów?!
- Nie chcę strażaka z miedzi, poproszę najbardziej odpornego i najmniej widocznego -
sprecyzowałam moje potrzeby.
- Ozdobny czy zwykły? - drążył kominiarz.
Cholerka! Myślami byłam już przy pięćdziesięciu litrach mleka!
- Ozdobny? Strażak?
- Nie chce pani z kogutem?! - dziwił się kominiarz.
Uwielbiam koguty w Kazimierzu Dolnym. Zwłaszcza te jadalne :-)
- Wystarczą mi koguty sąsiadów, które budzą mnie każdego ranka! - podziękowałam
grzecznie.
Kominiarz obiecał, że podeśle mi wieczorem wzory sms-em, żebym mogła wybrać model.
Błagam tylko nie to! Mam dość codziennych wyborów! Nie znam się na strażakach!
W drzwiach pojawił się Maciek. Bardzo wcześnie, jak na niego!
- Boli mnie gardło? Idę się położyć - wymamrotał pod nosem.
Gdybym ja się kładła przy każdym bólu gardła miałabym sporo czasu na książki!
- Nie idziesz do lekarza?! - zapytałam.
- Nie. Masz jakiś antybiotyk?
- Nie mam.
Antek (7) i Maciuś (5) wciąż chorzy. Jasiek (11) w niedzielę idzie do szpitala na
operację nogi. Kiedy skończy się ten chory listopad!
Maciek był jedną nogą na łóżku, kiedy zapytałam:
- Strażak na dachu lepszy z kogutem czy bez?
- Sama zdecyduj. Nie znam się na strażakach - powiedział.
A kto się zna?!
:-)