Wielokrotnie w swoich wyrokach dotyczących zabużan Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu a nawet Sąd Najwyższy (tyle, że w innym składzie) potwierdzali, że państwo polskie uniemożliwiło zabużanom uzyskanie rekompensaty za nieruchomości pozostawione za granicą kraju po II wojnie światowej. Formalnie mogli oni w każdej chwili brać udział w przetargach na mienie Skarbu Państwa. W praktyce jak tylko próbowali to robić, natychmiast były one unieważniane bez podania powodu. Rekordziści mają po 300-400 pism od różnych starostw z odmową prawa do wzięcia udziału w przetargu.
Wymagania od każdego z 80 tys. zabużan by powtarzali tę "drogę przez mękę", jeździli po Polsce i zbierali dokumenty świadczące o tym, że nie ma możliwości zrealizowania ich roszczeń jest absurdem. Pamiętajmy, że Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dwa tygodnie temu zasądził na rzecz jednego z zabużan ok. 250 tys. zł odszkodowania. Zrobił to pomimo tego, że nie próbował on brać udziału w przetargach na mienie Skarbu Państwa. Trybunał uznał, że próby taki nie są konieczne, ponieważ zostało udowodnione, że zabużanie nie mają szans na wzięcie udziału w takich przetargach i uzyskanie odszkodowania. Szkoda, że Sąd Najwyższy nie posiłkował się tym wyrokiem, inaczej oszczędziłby Polsce kompromitacji, kiedy za kilka lat Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zasądzi odszkodowanie na rzecz także tych czterech przesiedleńców ze wschodu..
Aleksander Piński