Windowanie leków

Windowanie leków

Prawie 2 mld zł wydają na lobbing w Polsce firmy farmaceutyczne
Ceny nowych leków muszą na całym świecie rosnąć, bo gwałtownie rosną koszty ich opracowania - twierdzi Joseph DiMasi, główny autor pierwszego od ponad 12 lat raportu dotyczącego kosztów badań nad farmaceutykami. Z jego wyliczeń wynika, że firmy farmaceutyczne muszą przeznaczyć na opracowanie jednego środka średnio aż 802 mln dolarów - tyle ile kosztuje czterdzieści zakupionych przez Polskę samolotów wojskowych F-16. Amerykański farmakolog zapomniał tylko dodać, że prace badawcze nad nowymi lekami pochłaniają jedynie 10-15 proc. kosztów, w dodatku wiele prac wykonywanych jest w uczelniach za pieniądze z budżetu. Kilkakrotnie więcej przeznacza się za to na lobbing i marketing, coraz bardziej windujące cenę leków.
Najnowszy raport amerykański mówi o 128 mld USD wydanych w ubiegłym roku przez amerykański przemysł farmaceutyczny na lobbing - to rekordowa suma, najwyższa wśród wszystkich branż przemysłowych! To właśnie te astronomiczne wydatki są jednym z głównych powodów wzrostu cen leków w ostatnich latach. Podobnie jest w Polsce. Z obliczeń Studium Farmakoekonomiki Politechniki Warszawskiej wynika, że firmy farmaceutyczne wydają w Polsce na lobbing około 2 mld zł rocznie. Cześć tych pieniędzy jest przeznaczana na pozyskanie przychylności lekarzy wypisujących recepty i zalecających stosowanie farmaceutyków. Przedstawiciele handlowi chwalą się, że na promocję jednego leku mają nawet 3 mln zł rocznie. Coraz większe kwoty pochłania też utrzymanie organizacji pacjentów, takich jak Polskie Stowarzyszenie Diabetyków. Andrzej Bauman z Bydgoszczy, prezes tej największej w Polsce, liczącej 110 tys. członków organizacji chorych, zarabia ponad 12 tys. zł, mimo że ze składek do kasy stowarzyszenia wpływa co roku jedynie około 20 tys. zł. Większość pieniędzy, w tym roku aż 3 mln zł, w postaci darowizn wpłacają do kasy stowarzyszenia firmy farmaceutyczne. Leki na cukrzycę są jednymi z najbardziej dochodowych, jedynie na insuliny co roku przeznacza się około 600 mln zł.

Kartel medyczny
- Stowarzyszenia pacjentów rzadko powstają spontanicznie, z potrzeby samych chorych - mówi dr Grzegorz Luboiński, onkolog, ekspert Fundacji Batorego. Najczęściej z inicjatywą ich powołania występują firmy farmaceutyczne i związani z nimi lekarze. - Stowarzyszenia to najlepsza inwestycja firmy, na złotówce włożonej w stowarzyszenie można zarobić 10 zł, szczególnie gdy wymusi się w ten sposób refundację leku - mówi kardiolog doc. Tomasz Pasierski, ekspert Fundacji Batorego. Zainteresowanie organizacjami pacjentów jest coraz większe, bo coraz więcej przeznaczamy na leczenie. W zeszłym roku NFZ wydał około 6 mld zł na refundację leków, w tym roku ta suma wzrośnie o 22 proc.
Dzięki lobbingowi firm farmaceutycznych wzrost cen leków refundowanych jest w Polsce wyższy niż leków OTC (sprzedawanych bez recepty), których ceny są regulowane przez rynek i konkurencję. Z badań IMS Health wynika, że tylko w pierwszym półroczu 2005 r. ceny leków wzrosły o 8,7 proc. w stosunku do roku 2004 r. Co piąta złotówka z budżetu NFZ jest przeznaczana na refundację leków, ale i tak pokrywa to tylko 65 proc. wydatków. Pozostałe 35 proc., czyli jak wyliczają eksperci ze Studium Farmakoekonomiki, około 2 mld zł, płacimy my sami, a nasze wydatki na leki rosną o 10 proc. rocznie. Zdaniem ministra zdrowia Marka Balickiego, wynikiem lobbingu firm był na przykład upór, jaki przedstawiciele NFZ wykazywali, by na liście leków refundowanych pozostawić tylko jeden kardiologiczny preparat firmy Sevier, co podwyższyłoby koszt refundacji.
- O udziale w rynku leków decyduje nie tyle ich cena, ile pieniądze wydane na promocję - mówi prof. Tomasz Hermanowski, szef Studium Farmakoekonomiki. Tezę tę potwierdzają analizy NFZ, z których wynika, że najszybciej rosną koszty refundacji leków stosowanych w chorobach przewlekłych, takich jak cukrzyca. "British Medical Journal" ujawnił poufny program szkoleniowy dla firm na temat tego, jak utrwalić w świadomości pacjentów skojarzenia leków z odpowiednimi schorzeniami - na przykład to, że depresję należy leczyć prozakiem, a impotencję viagrą. Firmy farmaceutyczne próbują nas przekonać, że na wszystkie dolegliwości są leki, a nawet naturalny stan organizmu nazywają schorzeniem. Jak twierdzą Kurt Langbein i Bert Ehgartner w "Kartelu Medycznym", przemysł farmaceutyczny jest na najlepszej drodze, by z nas wszystkich zrobić pacjentów.

Farmakologia korupcji
W Polsce sterowane przez firmy farmaceutyczne stowarzyszenia chorych skutecznie wpływają na urzędników odpowiedzialnych za budżet ochrony zdrowia. Częstą praktyką jest finansowanie niektórym chorym kuracji nowoczesnym, nie refundowanym jeszcze lekiem. Po kilku miesiącach, gdy pacjenci widzą poprawę, firma twierdzi, że już jej nie stać na taki wydatek i sugeruje, by pacjenci próbowali wymusić refundację w NFZ. Gdy resort zdrowia zaniechał podwyższenia ceny pasków do mierzenia poziomu insuliny, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, oświadczył, że "nawet minister zdrowia nie jest wszechwładny i musi się z nim liczyć". W tym roku Bauman przekonywał, że nie należy refundować polskiej insuliny, lecz tylko tę droższą, zachodnią.
Stowarzyszenia, by wzmocnić swą wiarygodność i niezależność, powinny korzystać ze wsparcia lekarzy jako konsultantów, tak aby to oni brali odpowiedzialność za lobbowanie na rzecz standardu leczenia.
- Niedopuszczalne jest, by pacjenci oświadczali publicznie, jaki lek jest dla nich najlepszy. Można wtedy przypuszczać, że działają pod dyktando producenta - mówi dr Grzegorz Luboiński. Zasada ta bezwzględnie powinna dotyczyć leków refundowanych, a więc finansowanych z naszych składek. Także dr Krzysztof Owczarek z warszawskiej kliniki AM, specjalista w dziedzinie farmakoekonomiki, uważa, że ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ nie powinny ulegać pacjentom, lecz słuchać lekarzy i kierować się względami ekonomicznymi. Kłopot polega na tym, że firmy farmaceutyczne opłacają też niektórych lekarzy.
Jak wynika z opublikowanego kilka dni temu w "Nature" raportu, aż 35 proc. ekspertów przygotowujących oceny leków i zasady ich stosowania otrzymywało od firm farmaceutycznych granty na badania lub wynagrodzenie za konsultacje i wykłady. We Włoszech toczy się dochodzenie przeciw 4400 lekarzom, którzy zostali przekupieni przez koncerny. W ciągu trzech lat dostali 228 mln euro. W USA ponad 18 proc. ekspertów FDA przyznało, iż przy procedurze zatwierdzania leków ulegało naciskom firm, a 58 proc. nie miało czasu, by dokładnie przeanalizować dokumentację dotyczącą bezpieczeństwa leku. Tak silny lobbing jest w stanie sprawić, że w aptekach sprzedawane są leki, które dawno powinny być wycofane lub w ogóle nie należało ich wprowadzać do użycia. Przykładem jest vioxx, o którym już w trakcie rejestracji było wiadomo, że może zwiększać ryzyko zawału serca.

Polityka absurdów
Stowarzyszeniami chorych w Polsce można łatwo manipulować, bo z powodu niedostatku funduszy na leczenie i pełnej absurdów polityki zdrowotnej zdesperowani pacjenci mogą liczyć tylko na firmę farmaceutyczną lub producenta sprzętu medycznego. - NFZ może doprowadzić do śmierci wielu osób - mówi Urszula Wacławczyk, przewodnicząca Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową. NFZ w marcu podjął uchwałę o refundacji leczenia białaczki skutecznym i drogim (10 tys. zł miesięcznie) preparatem. Niestety, w wypadku osób, które zachorowały w 2004 r. i w większości zostały zgłoszone w 2005 r., wnioski o refundację rozpatrywane są odmownie. Niezgodna z konstytucją jest dyrektywa NFZ, według której nowoczesny preparat onkologiczny przysługuje tylko chorym przed 50. rokiem życia, a dzieciom z chorobą Turnera można z dnia na dzień podnieść granicę wieku i zmniejszyć dawki hormonu wzrostu. Na pomoc państwa nie mogą liczyć takie organizacje, jak Stowarzyszenie na rzecz Osób z Chorobą Huntingtona (objawiającą się drgawkami i zaburzeniami mimiki). Nie chcą w ich imieniu lobbować nawet firmy farmaceutyczne, bo zrzeszają tak mało chorych, że darowizny nie pokryłyby kosztów promocji przeznaczonych dla nich leków.
W Szwecji i Irlandii stowarzyszenia pacjentów są dofinansowywane z budżetu państwa, bo w wielu działaniach odciążają pomoc społeczną. W Polsce niezależność tym organizacjom mogłoby zagwarantować wprowadzenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych, w którym byłoby miejsce dla prywatnych ubezpieczycieli. To z kolei wymusiłoby przygotowanie koszyka usług gwarantowanych. Ceny leków zależałyby nie tylko od list refundacyjnych, ale również od firm ubezpieczeniowych pokrywających koszty leczenia. No i mniejsze byłoby ryzyko korupcji.
Okładka tygodnika WPROST: 43/2005
Więcej możesz przeczytać w 43/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • [email protected] IP
    Wypowiedz P.Kopacz że jej dążenia prowadzą do obniżenia cen lekarstw refundowanych są NIEPRAWDZIWE
    Za insulinę MIX-25 płaciłem dotychczas 21 zł teraz 41 zł
    WZROST o prawie 100 % WSTYD P.MINISTER
    Przenosicie koszty na najbiedniejszych zmuszonych do pobierania insuliny.