Bez bąków, ale z wilkołakiem

Bez bąków, ale z wilkołakiem

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Przeklęta" nie jest klasycznym horrorem, którego głównym zadaniem jest straszeniu widzów. To raczej autorski hołd złożony czarno-białym filmom o Wilkołaku z  Lonem Chaneyem Juniorem.
I tak jak w klasycznej wersji George'a Wagnera z 1941 roku, tak i we współczesnej realizacji tego pomysłu zrealizowanej przez słynnego Wesa Cravena, twórcy "Krzyków" i koszmarów z Freddym Krugerem, mamy spotkanie w wróżką, pentagramy na rękach i słynną srebrną laskę z głową wilka, którą można wilkołaka zabić. Zresztą w obu filmach ginie on przy jej użyciu.

Craven podchodzi do starszego arcydzieła z uśmiechem, proponując zamiast przerażających lasów, bagien i powozów, współczesną amerykańską szkołę, samochody i jak to coraz częściej mamy u tego reżysera - hollywoodzkie studia filmowe.

Autor "Krzyku" opowiada historię dwóch współczesnych nastolatków Jimmiego (Scott Baio) i jego siostry Ellie (Christina Ricci), którzy mają wypadek samochodowy i w lesie zostają pokąsani przez wilkołaka. Dzięki temu stają się silniejsi, zaczynają się też powoli przemieniać w bestie. Reżyser nakręcił bardzo słaby horror i miejscami śmieszną komedię o nastolatkach - udało mu się pokazać parę zabawnych scen bez epatowania kawałami o puszczaniu bąków, czy tanimi dowcipami o seksie.

Choć nie jest to dobry film, to z pewnością zadowoli wszystkich fanów klasycznych dzieł o potworach wyprodukowanych swego czasu przez wytwórnię Universal. Szkoda tylko, iż  reżyser nie wnosi niczego nowego do znanej historii poprzestając jedynie na ironicznym stwierdzeniu, iż w Hollywood ataki różnych nieprzewidywalnych bestii, takich jak np. wilkołaki są normalnością.

O czym zresztą i tak wiedzieliśmy przed obejrzeniem "Przeklętej".

Marta Sawicka