Nie dla euro

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bruksela niepokoi się, że Polska jako jedyny z nowych krajów unijnych nie wyznaczyła daty wprowadzenia euro. Polska natomiast, obserwując skutki wprowadzenia wspólnej waluty w innych krajach czy fakt, że prawie dwie trzecie obywateli państw strefy euro chce powrotu walut narodowych, ma obawy przed rezygnacją ze złotego. Obawy te są jak najbardziej uzasadnione.
Zwolennicy wprowadzenia wspólnej waluty wyolbrzymiają korzyści płynące z euroizacji, czyli eliminację ryzyka kursowego oraz obniżenie kosztów transakcyjnych. Jeśli się weźmie pod uwagę, że zabezpieczenie przed zmianami kursów jest elementarnym działaniem każdego przedsiębiorcy, okazuje się, że korzyści są niewielkie. A cena za nie wysoka: rezygnacja z własnej polityki monetarnej czy płacenie za brak dyscypliny budżetowej Francji i Niemiec.

Także skutki powstania strefy euro nie są tak zadawalające jak przewidywano. Wprowadzając wspólną walutę nie udało się doprowadzić ani do zwiększenia wydajności pracy ani do przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Europie. Według raportu niemieckiego Ministerstwa Finansów wprowadzenie euro wręcz dobiło kulejącą tamtejszą gospodarkę wysokimi stopami procentowymi. Także Włosi obwiniają wprowadzenie euro za obecne problemy gospodarcze. Wizja dołączenia do tego grona nie jest więc kusząca.

Obserwując nasilające się ryzyko rozpadu strefy euro (według szacunków analityków banków komercyjnych prawdopodobieństwo, do niedawna wykluczanego scenariusza, rozpadu strefy euro i powrotu do walut narodowych wynosi 1:4) możliwe, że Polacy w ogóle nie będą musieli podejmować decyzji o wprowadzeniu wspólnej waluty, bo już jej nie będzie.

Małgorzata Zdziechowska