Slalom pomarańczowych

Slalom pomarańczowych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rok po pomarańczowej rewolucji Ukraina jest na ostrym zakręcie. Wybuchową mieszankę w ukraińskiej polityce tworzy rosyjski gaz. To na tym gazie na salony ponownie wejść może niebieski Wiktor Janukowycz.
Obecność Janukowycza, byłego pretentendenta do władzy pokonanego przez pomarańczową rewolucję już jest odczuwalna. To on gwarantuje stabilność rządu Jurija Jechanurowa. To podwójna porażka obozu pomarańczowych. Rozpadł się on w fatalnym stylu, w atmosferze oskarżeń o korupcję. By ratować twarz, Juszczenko był zmuszony zwrócić się do znienawidzonego Janukowycza, który rok temu grzmiał, że go rozdepcze. Z drugiej strony, dobrze, że Ukraina ma już to za sobą. Na świecie rządy zgody narodowej, złożone z ugrupowań, reprezentujących bardzo różne, skrajne interesy nie mają miejsca. Każda partia i grupa polityczna działa w celu samodzielnego rządzenia i umocnienia swoich wpływów. Oczywiście w granicach demokracji.

I to jest największe osiągnięcie naszego wschodniego sąsiada. Bowiem niezależnie od wyników - a sondaże wskazują na zwycięstwo partii Janukowycza - kolejne wybory będą demokratyczne. Na Ukrainie panuje wolność słowa i zgromadzeń. Ponowna prywatyzacja rozdanych przez Kuczmę firm była wielkim sukcesem i przyniosła budżetowi państwa pokaźne zyski. Tyle, że rok po rewolucji społeczeństwo ukraińskie jest bardzo apatyczne.

Jan Malicki, szef Studium Europy Wschodniej UW przeprowadził na Ukrainie badania z których wynika, że "motor" rewolucji czyli zachodnia część Ukrainy jest dziś z osiągniętych przemian najmniej zadowolona. To bardzo źle. Według Malickiego sytuacja ta podobna jest do tej, jaka w Polsce nastała tuż po stanie wojennym. Społeczeństwo jest zmęczone, apatyczne i nieufne - brakuje jakiegokolwiek bodźca, który wywołałby choć odrobinę dawnej euforii.

W tym dość smutnym środowisku doskonale czuje się Rosja, która nie przepuszcza okazji, by pokazać Ukrainie rachunek za zeszłoroczną niesubordynację. Z braku innych, typowym rosyjskim argumentem jest gaz. I porozumienia z Moskwą rzeczywiście nie będzie dopóki do władzy nie wróci Wiktor Janukowycz.

Grzegorz Sadowski