I to jest największe osiągnięcie naszego wschodniego sąsiada. Bowiem niezależnie od wyników - a sondaże wskazują na zwycięstwo partii Janukowycza - kolejne wybory będą demokratyczne. Na Ukrainie panuje wolność słowa i zgromadzeń. Ponowna prywatyzacja rozdanych przez Kuczmę firm była wielkim sukcesem i przyniosła budżetowi państwa pokaźne zyski. Tyle, że rok po rewolucji społeczeństwo ukraińskie jest bardzo apatyczne.
Jan Malicki, szef Studium Europy Wschodniej UW przeprowadził na Ukrainie badania z których wynika, że "motor" rewolucji czyli zachodnia część Ukrainy jest dziś z osiągniętych przemian najmniej zadowolona. To bardzo źle. Według Malickiego sytuacja ta podobna jest do tej, jaka w Polsce nastała tuż po stanie wojennym. Społeczeństwo jest zmęczone, apatyczne i nieufne - brakuje jakiegokolwiek bodźca, który wywołałby choć odrobinę dawnej euforii.
W tym dość smutnym środowisku doskonale czuje się Rosja, która nie przepuszcza okazji, by pokazać Ukrainie rachunek za zeszłoroczną niesubordynację. Z braku innych, typowym rosyjskim argumentem jest gaz. I porozumienia z Moskwą rzeczywiście nie będzie dopóki do władzy nie wróci Wiktor Janukowycz.
Grzegorz Sadowski