Urzędokracja

Dodano:   /  Zmieniono: 
O 500 proc. wzrosły wydatki na biurokracje w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat.
"Klasa urzędników jest rodzajem raka społecznego, który rozrasta się kosztem zdrowego organizmu i - jak rak - zabije go, jeśli się nie położy tamy jego rozwojowi" - pisał Józef Maria Bocheński w książeczce "Sto zabobonów". Nie bez powodu. W Polsce pracuje 66 tys. urzędników skarbowych, w USA gdzie jest siedmiokrotnie więcej ludności tylko 112 tys. To oznacza, że co najmniej połowę z polskich urzędników "skarbówki" można od razu zwolnić. Nic dziwnego, że związki zawodowe bronią swoich członków. Ich zadaniem jest dbanie o ich kieszeń a nie o kieszeń polskich podatników.

Jeszcze w 1993 r. wydawaliśmy na administracje państwową 1,9 mld, w 2004 r. już 9,4 mld zł. Rak biurokracji toczy polskie państwo jeszcze od zaborów. Wszechwładni, skorumpowani i bezkarni rosyjscy urzędnicy kierowali administracją w Polsce zaszczepiając te niedobre cechy w swoich polskich odpowiednikach. Dzisiaj podobnie jak wtedy administracja nie jest służbą, której zadaniem jest możliwie tanie i sprawne kierowanie państwem tylko miejscem "pracy" dla znajomych i rodziny polityków aktualnie znajdujących się u władzy. Jak szacowaliśmy w tekście "Biurotwór złośliwy" biurokracja kosztuje nas 32 mld zł rocznie, czyli więcej niż wynosi polski deficyt budżetowy. A ponieważ wydatki te nie przekładają się na jakość pracy (70 proc. Polaków źle ocenia pracę urzędników) to jest gdzie szukać oszczędności.

Aleksander Piński