Dzięki internetowym przetargom instytucje publiczne mogłyby zaoszczędzić miliardy złotych. Nowe prawo nareszcie daje im taką szansę. Małą szansę
Ochrona imprezy sylwestrowej w 2002 roku kosztowała władze Opola 10 tys. zł. Tyle zażyczył sobie zwycięzca tradycyjnego przetargu za pilnowanie bezpieczeństwa 4 tys. osób. Rok później za ochronę imprezy na 6 tys. osób Opole zapłaciło zaledwie 6 tys. zł. Dlaczego? - Przetarg na tę usługę odbył się w internecie - tłumaczy Sławomir Brzeziński, asystent prezydenta Opola. - Ta metoda zrobi furorę, nareszcie wolno z niej normalnie korzystać - dodaje.
Skąd się biorą oszczędności? Przetarg elektroniczny to odwrócona licytacja - dostawcy w odpowiedzi na proponowaną cenę wyjściową przedstawiają kolejne, coraz niższe oferty. Na ekranie komputera obserwują, czyja oferta jest aktualnie najlepsza, i starają się ją przebić. Obniżają ceny, bo elektroniczny sposób zdobywania zleceń kosztuje ich dużo mniej niż przygotowanie się do tradycyjnego przetargu: koniec negocjacji, papierkowej roboty i podejrzeń o rozliczanie pod stołem.
Przetarg na ochronę opolskiego sylwestra w 2003 r. wygrała firma Scorpio, która pokonała spółkę świadczącą takie usługi rok wcześniej. - Jakim cudem udało mi się obniżyć cenę tak bardzo? Uważam, że małą łyżeczką też można się najeść - mówi tajemniczo szef Scorpio Paweł Pawłowski. - Moi ludzie ochraniali imprezę w ramach swoich normalnych, etatowych obowiązków. Po prostu przesunąłem ich do ochrony tej konkretnej imprezy. Od kwoty 14 tys. zł nie miałem już konkurentów, ale obniżyłem ofertę jeszcze bardziej, by nie było wątpliwości. I tak mam 6 tys. zysku.
Dlaczego przegrał rok wcześniej? - Proszę sobie przypomnieć, co się działo w urzędzie - mówi Pawłowski. Nawiązuje do sprawy byłego szefa wydziału zamówień publicznych UM w Opolu Remigiusza P. Zatrzymano go na początku lutego br. pod zarzutem korupcji. Sławomir Brzeziński mówi otwarcie: - Przetargi internetowe mają być sposobem również na takie patologie.
Dziesięć razy więcej
Opole zorganizowało swój przetarg na platformie internetowej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. To jedna z trzech najważniejszych firm na rynku pośrednictwa w e-przetargach. - Nasze usługi zaproponowaliśmy samorządom jeszcze pod rządami starej ustawy, choć o internetowych przetargach w ogóle nie było w niej mowy - mówi rzecznik PWPW Krzysztof Rak.
- Zainteresowanie było olbrzymie, zawsze jednak pojawiało się pytanie, czy takie rozwiązanie jest zgodne z prawem. Musieliśmy tłumaczyć, że jest obok prawa, bo ustawa w ogóle nie dotyczyła przetargów o wartości do 6 tys. euro. W Opolu samorządowcy dali się przekonać.
2 marca takie tłumaczenie przestało być potrzebne. W życie weszła znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych, w której nie tylko zdefiniowano pojęcia aukcji i przetargów internetowych, ale - co najważniejsze - umożliwiono instytucjom sektora finansów publicznych organizowanie e-przetargów o wartości dziesięciokrotnie większej niż dotychczas (60 tys. euro). Takie zmiany oznaczają nie tylko spore oszczędności, ograniczenie korupcji i przyspieszenie pracy urzędów. Dają również szansę na normalniejsze funkcjonowanie np. publicznym teatrom. Dyrektor warszawskiej Romy Wojciech Kępczyński od lat narzeka, że prawo zamówień publicznych nijak się ma do specyfiki teatru. - Czasami na tydzień przed premierą okazuje się, że muszę zbudować dodatkową dekorację za 8 tys. euro. A procedura przetargowa ciągnie się miesiącami! Szybkie przetargi w internecie dają szansę na poradzenie sobie z takim absurdem.
Kto na tym zarobi
Na nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych skorzystają m.in. operatorzy internetowych platform, którzy do tej pory skazani byli wyłącznie na obsługę prywatnych firm. Najważniejszym graczem na rynku jest Marketplanet, spółka-córka Telekomunikacji Polskiej, która przez pierwsze lata swego istnienia zajmowała się wyłącznie organizowaniem przetargów dla swej spółki-matki. Gdy było już pewne, że prawo o zamówieniach zostanie znowelizowane i powiększy się grono potencjalnych klientów, Marketplanet wszedł ze swą ofertą na rynek zamówień publicznych. Na tyle agresywnie, że w ostatniej chwili zdołał wyprzedzić PWPW i Opole w wyścigu o palmę pierwszeństwa we wdrażaniu e-przetargów.
W grudniu, jeszcze pod rządami starej ustawy, wraz z Marketplanet zorganizowaliśmy przetarg na dostawę tonerów dla MPO - mówi szef biura zamówień publicznych w warszawskim ratuszu Mirosław Kochalski.
- Chcieliśmy być pierwsi i się udało. Korzyści były ogromne: liczyliśmy na obniżenie ceny, ale wyniki przeszły moje oczekiwania: udało się kupić aż o 20 proc. taniej. Zmniejszyła się też ilość papierkowej roboty. Wciąż spotykam się z zarzutami, że przetargi rozstrzygane są zbyt wolno, tymczasem każdy z nich to ogromna biurokratyczna robota.
Na wzrost obrotów dzięki e-przetargom dla samorządów liczy także spółka Xtrade. To trzeci ważny gracz na rynku, założony przez Optimusa, BRE Bank, Commerce One i GPW. Prezes firmy Jerzy Drozdowski przyznaje, że do tej pory nie współpracował z samorządami, zapewnia jednak, że w ciągu dwóch miesięcy dojdzie do pierwszych transakcji.
Prowizja pobierana przez operatorów platform internetowych waha się w granicach od 0,75 do 3 proc. - Im wyższa wartość przetargu, tym mniejsza prowizja - tłumaczy Krzysztof Zalewski, szef pionu przetargów elektronicznych w PWPW. - Po nowelizacji liczymy na znaczący wzrost obrotów, ale na zyski z tej działalności trzeba Będzie poczekać co najmniej 2-3 lata. Tyle czasu minie, zanim zwrócą się wydatki związane z zakupem oprogramowania.
Ten krok jest za mały
Chętnych do oszczędzania dzięki e-przetargom nie brakuje. Sławomir Brzeziński deklaruje, że Opole wszystkie możliwe zamówienia realizować Będzie elektronicznie. Do grona miast, które połknęły bakcyla e-przetargów, 12 lutego dołączył Szczecin. Wystarczyło 85 minut przetargu na platformie Marketplanet, by za kopiarkę i taśmy do streamera urząd miejski wynegocjował ceny aż o 35 proc. niższe od wcześniejszych. Krzysztof Zalewski z PWPW chwali się, że już dziś jego firma przygotowuje przetargi m.in. dla Katowic, Wrocławia, Warszawy i Poznania.
Mimo ogólnego optymizmu dyskusyjna pozostaje kwestia, czy krok poczyniony przez Polskę nie jest za mały. W krajach piętnastki przepisy dają instytucjom publicznym dużo większą swobodę. - W Unii Europejskiej można organizować przetargi na dostawy, usługi i roboty budowlane. U nas, niestety, tylko na dostawy, choć 70 proc. zamówień dotyczy prac budowlanych - mówi Krzysztof Zalewski. - Mało tego: zamówienia do kwoty 162 tys. euro w ogóle nie podlegają regulacjom, natomiast powyżej tej kwoty wszystkie przetargi mogą być realizowane drogą elektroniczną.
Zgodnie z założeniami programu e-Europe 2005 od 1 stycznia 2006 r. państwa członkowskie UE Będą zobowiązane do wprowadzenia przetargów elektronicznych dla wszystkich sparametryzowanych zamówień publicznych, czyli wszystkich tych, w których decyduje kryterium ceny. - Więcej przetargów w internecie to większe oszczędności - komentuje Krzysztof Zalewski.
Choć trudno to zrozumieć, za takim, a nie innym kształtem ustawy opowiadał się przede wszystkim Krzysztof Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych powołanego do dbania o przejrzystość przetargów i maksymalizowania oszczędności. Szef UZP tłumaczył, że publiczne instytucje dopiero uczą się efektywnego korzystania z przetargów i nie są w pełni świadome mechanizmów i zasad, które nimi rządzą. Czajkowski postulował więc, by e-przetargi wprowadzać stopniowo. Czy rzeczywiście chodziło o dobro samorządowców, czy może o strach przed możliwą marginalizacją UZP?
Co ciekawe, Czajkowski potrafił przekonać do swoich racji szefa Xtrade Jerzego Drozdowskiego. - Rzeczywiście wprowadzenie przetargów na większą skalę grozi wylaniem dziecka z kąpielą - mówi Drozdowski, choć nie potrafi wyjaśnić, dlaczego martwi się o samorządowców, a nie o własny zysk. Dopiero przyparty do muru przyznaje: - Oczywiście chciałbym jak najwięcej zarabiać na obsługiwaniu tych aukcji. Dlaczego ograniczamy do 60 tys. euro? Dlaczego nie do miliona?
W 2002 r. rynek zamówień publicznych w Polsce wyniósł ok. 42 mld zł. Trudno ocenić, ile z nich wartych było mniej niż 60 tys. euro, ale specjaliści z branży szacują, że gdyby przeprowadzono je w internecie, zaoszczędzono by nawet miliard złotych. W sytuacji gdy wicepremier Jerzy Hausner gwałtownie szuka oszczędności, to kwota nie do pogardzenia.
Przetarg internetowy w Opolu
*uśrednidona cena rynkowa.
Skąd się biorą oszczędności? Przetarg elektroniczny to odwrócona licytacja - dostawcy w odpowiedzi na proponowaną cenę wyjściową przedstawiają kolejne, coraz niższe oferty. Na ekranie komputera obserwują, czyja oferta jest aktualnie najlepsza, i starają się ją przebić. Obniżają ceny, bo elektroniczny sposób zdobywania zleceń kosztuje ich dużo mniej niż przygotowanie się do tradycyjnego przetargu: koniec negocjacji, papierkowej roboty i podejrzeń o rozliczanie pod stołem.
Przetarg na ochronę opolskiego sylwestra w 2003 r. wygrała firma Scorpio, która pokonała spółkę świadczącą takie usługi rok wcześniej. - Jakim cudem udało mi się obniżyć cenę tak bardzo? Uważam, że małą łyżeczką też można się najeść - mówi tajemniczo szef Scorpio Paweł Pawłowski. - Moi ludzie ochraniali imprezę w ramach swoich normalnych, etatowych obowiązków. Po prostu przesunąłem ich do ochrony tej konkretnej imprezy. Od kwoty 14 tys. zł nie miałem już konkurentów, ale obniżyłem ofertę jeszcze bardziej, by nie było wątpliwości. I tak mam 6 tys. zysku.
Dlaczego przegrał rok wcześniej? - Proszę sobie przypomnieć, co się działo w urzędzie - mówi Pawłowski. Nawiązuje do sprawy byłego szefa wydziału zamówień publicznych UM w Opolu Remigiusza P. Zatrzymano go na początku lutego br. pod zarzutem korupcji. Sławomir Brzeziński mówi otwarcie: - Przetargi internetowe mają być sposobem również na takie patologie.
Dziesięć razy więcej
Opole zorganizowało swój przetarg na platformie internetowej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. To jedna z trzech najważniejszych firm na rynku pośrednictwa w e-przetargach. - Nasze usługi zaproponowaliśmy samorządom jeszcze pod rządami starej ustawy, choć o internetowych przetargach w ogóle nie było w niej mowy - mówi rzecznik PWPW Krzysztof Rak.
- Zainteresowanie było olbrzymie, zawsze jednak pojawiało się pytanie, czy takie rozwiązanie jest zgodne z prawem. Musieliśmy tłumaczyć, że jest obok prawa, bo ustawa w ogóle nie dotyczyła przetargów o wartości do 6 tys. euro. W Opolu samorządowcy dali się przekonać.
2 marca takie tłumaczenie przestało być potrzebne. W życie weszła znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych, w której nie tylko zdefiniowano pojęcia aukcji i przetargów internetowych, ale - co najważniejsze - umożliwiono instytucjom sektora finansów publicznych organizowanie e-przetargów o wartości dziesięciokrotnie większej niż dotychczas (60 tys. euro). Takie zmiany oznaczają nie tylko spore oszczędności, ograniczenie korupcji i przyspieszenie pracy urzędów. Dają również szansę na normalniejsze funkcjonowanie np. publicznym teatrom. Dyrektor warszawskiej Romy Wojciech Kępczyński od lat narzeka, że prawo zamówień publicznych nijak się ma do specyfiki teatru. - Czasami na tydzień przed premierą okazuje się, że muszę zbudować dodatkową dekorację za 8 tys. euro. A procedura przetargowa ciągnie się miesiącami! Szybkie przetargi w internecie dają szansę na poradzenie sobie z takim absurdem.
Kto na tym zarobi
Na nowelizacji ustawy o zamówieniach publicznych skorzystają m.in. operatorzy internetowych platform, którzy do tej pory skazani byli wyłącznie na obsługę prywatnych firm. Najważniejszym graczem na rynku jest Marketplanet, spółka-córka Telekomunikacji Polskiej, która przez pierwsze lata swego istnienia zajmowała się wyłącznie organizowaniem przetargów dla swej spółki-matki. Gdy było już pewne, że prawo o zamówieniach zostanie znowelizowane i powiększy się grono potencjalnych klientów, Marketplanet wszedł ze swą ofertą na rynek zamówień publicznych. Na tyle agresywnie, że w ostatniej chwili zdołał wyprzedzić PWPW i Opole w wyścigu o palmę pierwszeństwa we wdrażaniu e-przetargów.
W grudniu, jeszcze pod rządami starej ustawy, wraz z Marketplanet zorganizowaliśmy przetarg na dostawę tonerów dla MPO - mówi szef biura zamówień publicznych w warszawskim ratuszu Mirosław Kochalski.
- Chcieliśmy być pierwsi i się udało. Korzyści były ogromne: liczyliśmy na obniżenie ceny, ale wyniki przeszły moje oczekiwania: udało się kupić aż o 20 proc. taniej. Zmniejszyła się też ilość papierkowej roboty. Wciąż spotykam się z zarzutami, że przetargi rozstrzygane są zbyt wolno, tymczasem każdy z nich to ogromna biurokratyczna robota.
Na wzrost obrotów dzięki e-przetargom dla samorządów liczy także spółka Xtrade. To trzeci ważny gracz na rynku, założony przez Optimusa, BRE Bank, Commerce One i GPW. Prezes firmy Jerzy Drozdowski przyznaje, że do tej pory nie współpracował z samorządami, zapewnia jednak, że w ciągu dwóch miesięcy dojdzie do pierwszych transakcji.
Prowizja pobierana przez operatorów platform internetowych waha się w granicach od 0,75 do 3 proc. - Im wyższa wartość przetargu, tym mniejsza prowizja - tłumaczy Krzysztof Zalewski, szef pionu przetargów elektronicznych w PWPW. - Po nowelizacji liczymy na znaczący wzrost obrotów, ale na zyski z tej działalności trzeba Będzie poczekać co najmniej 2-3 lata. Tyle czasu minie, zanim zwrócą się wydatki związane z zakupem oprogramowania.
Ten krok jest za mały
Chętnych do oszczędzania dzięki e-przetargom nie brakuje. Sławomir Brzeziński deklaruje, że Opole wszystkie możliwe zamówienia realizować Będzie elektronicznie. Do grona miast, które połknęły bakcyla e-przetargów, 12 lutego dołączył Szczecin. Wystarczyło 85 minut przetargu na platformie Marketplanet, by za kopiarkę i taśmy do streamera urząd miejski wynegocjował ceny aż o 35 proc. niższe od wcześniejszych. Krzysztof Zalewski z PWPW chwali się, że już dziś jego firma przygotowuje przetargi m.in. dla Katowic, Wrocławia, Warszawy i Poznania.
Mimo ogólnego optymizmu dyskusyjna pozostaje kwestia, czy krok poczyniony przez Polskę nie jest za mały. W krajach piętnastki przepisy dają instytucjom publicznym dużo większą swobodę. - W Unii Europejskiej można organizować przetargi na dostawy, usługi i roboty budowlane. U nas, niestety, tylko na dostawy, choć 70 proc. zamówień dotyczy prac budowlanych - mówi Krzysztof Zalewski. - Mało tego: zamówienia do kwoty 162 tys. euro w ogóle nie podlegają regulacjom, natomiast powyżej tej kwoty wszystkie przetargi mogą być realizowane drogą elektroniczną.
Zgodnie z założeniami programu e-Europe 2005 od 1 stycznia 2006 r. państwa członkowskie UE Będą zobowiązane do wprowadzenia przetargów elektronicznych dla wszystkich sparametryzowanych zamówień publicznych, czyli wszystkich tych, w których decyduje kryterium ceny. - Więcej przetargów w internecie to większe oszczędności - komentuje Krzysztof Zalewski.
Choć trudno to zrozumieć, za takim, a nie innym kształtem ustawy opowiadał się przede wszystkim Krzysztof Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych powołanego do dbania o przejrzystość przetargów i maksymalizowania oszczędności. Szef UZP tłumaczył, że publiczne instytucje dopiero uczą się efektywnego korzystania z przetargów i nie są w pełni świadome mechanizmów i zasad, które nimi rządzą. Czajkowski postulował więc, by e-przetargi wprowadzać stopniowo. Czy rzeczywiście chodziło o dobro samorządowców, czy może o strach przed możliwą marginalizacją UZP?
Co ciekawe, Czajkowski potrafił przekonać do swoich racji szefa Xtrade Jerzego Drozdowskiego. - Rzeczywiście wprowadzenie przetargów na większą skalę grozi wylaniem dziecka z kąpielą - mówi Drozdowski, choć nie potrafi wyjaśnić, dlaczego martwi się o samorządowców, a nie o własny zysk. Dopiero przyparty do muru przyznaje: - Oczywiście chciałbym jak najwięcej zarabiać na obsługiwaniu tych aukcji. Dlaczego ograniczamy do 60 tys. euro? Dlaczego nie do miliona?
W 2002 r. rynek zamówień publicznych w Polsce wyniósł ok. 42 mld zł. Trudno ocenić, ile z nich wartych było mniej niż 60 tys. euro, ale specjaliści z branży szacują, że gdyby przeprowadzono je w internecie, zaoszczędzono by nawet miliard złotych. W sytuacji gdy wicepremier Jerzy Hausner gwałtownie szuka oszczędności, to kwota nie do pogardzenia.
Przetarg internetowy w Opolu
| *cena wywoławcza w zł | cena wylicytowana | oszczędności | |
| zakup kopiarki cyfrowej | 10000 | 5500 | 45 proc. |
| zakup zestawu komputerowego | 5000 | 4150 | 17 proc. |
| usługa ochrony imprezy sylwestrowej | 17000 | 6000 | 65 proc. |
| zakup środków czystości | 120 | 80 | 33 proc. |
*uśrednidona cena rynkowa.