Przykra historia pani Urszuli Kozub zaczęła się w sierpniu 2021 roku. Emerytka wynajęła swoje dwupokojowe mieszkanie młodej parze z dwójką dzieci. Na początku wszystko wyglądało tak, jak powinno – była umowa, czynsz i opłaty za media (czyli opłaty za wodę i ogrzewanie) trafiały do wspólnoty mieszkaniowej, a właścicielka dostawała 600 złotych odstępnego. Łącznie miesięczne zobowiązania najemców przekraczały 1,6 tysiąca złotych.
Z czasem pojawiły się zaległości. Dług wobec wspólnoty mieszkaniowej rósł, a pani Urszula – obawiając się egzekucji komorniczej i licytacji mieszkania – spłaciła za najemców 3 tysiące złotych. Pieniędzy nigdy nie odzyskała, mimo że matka najemcy podpisała weksel z zobowiązaniem zwrotu.
W międzyczasie rodzina się powiększyła. Dziś 26-letnia kobieta wychowuje pięcioro dzieci w wieku od 7 lat do 7 miesięcy. – Nie mogę legalnie ich usunąć, a sama reguluję należności, bo inaczej komornik zabierze mi mieszkanie – mówi dziennikarzom Faktu pani Urszula.
Wyrok jest, eksmisji nie ma. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Sosnowcu
Gdy wezwania do zapłaty nie przyniosły efektu, właścicielka wypowiedziała umowę. W styczniu 2024 roku złożyła w Sądzie Rejonowym w Jaworznie pozew o eksmisję. W październiku zapadł wyrok korzystny dla niej, jednak wykonanie eksmisji wstrzymano z powodu okresu ochronnego oraz obecności małoletnich dzieci.
W maju bieżącego roku sąd nakazał eksmisję do lokalu zastępczego, który gmina ma obowiązek zapewnić samotnej matce z dziećmi. 26-latka odwołała się jednak od wyroku i sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Sosnowcu. – Pytałam w sądzie, kiedy mogę liczyć na rozwiązanie sprawy; powiedziano mi, że mogę czekać nawet dwa lata. Czy mam dalej płacić? – pyta załamana właścicielka.
Kobieta twierdzi, że zajmuje lokal zgodnie z prawem. W wiadomości do dziennikarzy napisała: „Lokal zajmuję prawnie, wyrokiem sądu mam do tego prawo do momentu przyznania mi lokalu zastępczego. Więc to chyba nie jest bezprawnie, prawda? Proszę się więcej nie kontaktować”.
Jej partner przekonywał, że od dawna tam nie mieszka, choć – według sąsiadów – bywa widywany w mieszkaniu regularnie.
Interwencje policji i dramat za ścianą
Sąsiedzi mówią o częstych awanturach. Z ustaleń wynika, że w 2024 roku policja interweniowała w mieszkaniu ponad 30 razy, a w tym roku już 17. Zgłoszenia dotyczyły agresywnego zachowania 28-latka wobec partnerki. Podczas jednej z wizyt funkcjonariusze znaleźli narkotyki. Do pani Urszuli docierały niepokojące sygnały o tym, co może dziać się w najmowanym mieszkaniu – sąsiedzi opowiadali jej bowiem o częstym płaczu dzieci dobiegającym z mieszkania, ale także o dźwiękach rzucanych garnków i krzykach oraz zastraszaniu lokatorki. Jak uważają mieszkańcy bloku, kobieta została zastraszona i sterroryzowana przez swojego partnera.
Nie było jednak formalnego zawiadomienia o przemocy ze strony kobiety, dlatego sprawy kończyły się sporządzeniem notatek służbowych.
Pani Urszula zgłosiła również naruszenie miru domowego. Postępowanie zostało jednak umorzone – policja uznała, że skoro właścicielka podpisała umowę najmu, lokatorzy nie są traktowani jako osoby, które wtargnęły bezprawnie.
Dziś zadłużenie wobec wspólnoty wynosi około 4 tysięcy złotych. Emerytka wciąż reguluje opłaty, by nie stracić mieszkania. – Mogę dochodzić zwrotu moich kosztów na drodze cywilnej, ale co z tego, skoro świadczenia socjalne są zwolnione z zajęć komorniczych – mówi rozgoryczona.
Mieszkanie jest w złym stanie: uszkodzone drzwi, wybita szyba balkonowa zaklejona folią. – Jestem załamana – przyznaje wprost właścicielka lokalu.
Czytaj też:
Ostre cięcie po prawach lokatorów. Eksmisja po 60 dniach za długi!Czytaj też:
Dług czynszowy jak podatkowy. Wkrótce skuteczniejsze narzędzia dla gmin
