Kolekcjonerzy doceniają starodruki i autografy
Hitem najbliższych lat będą stare dokumenty. Na ubiegłorocznych aukcjach można było kupić listy Napoleona i Kościuszki. Ich cena była wprawdzie wysoka, ale rękopisy, jak przekonują antykwariusze, w dalszym ciągu będą zyskiwać na wartości. Listy Napoleona na ostatniej aukcji antykwariatu Lamus zostały wycenione na 7,5 tys. zł. Taniej można kupić listy z autografami Jana III Sobieskiego i Zygmunta III Wazy. To również pewna inwestycja, mimo że ich wycena rynkowa w ciągu ostatnich lat już wzrosła niemal trzykrotnie. Dokumentów jednak nie przybędzie, ceny więc będą rosły, zwłaszcza że rośnie również zainteresowanie nimi wśród kolekcjonerów zachodnich.
- Wszystko, co zostało zapisane na papierze, jest nietrwałe, ulotne, coraz mniej rzeczy jest w dobrym stanie, więc ceny rosną. Drożeją nie tylko wszystkie starodruki, nie tylko mapy i autografy, ale również dokumenty regionalne. Obserwujemy zwrot ku tzw. małej ojczyźnie. Rośnie grono kolekcjonerów starych widokówek miast sprzed 1900 roku. Ich ceny sięgają nawet 300-400 zł, mimo że jeszcze kilka lat temu można było je kupować po 10 zł. I to na pewno nie koniec wzrostów - twierdzi Wojciech Lizak ze szczecińskiego antykwariatu Wu-eL. - Wzrosty nie będą wprawdzie tak spektakularne, ale wciąż warto wykorzystywać okazję do ich kupna. Warto w tym celu śledzić np. aukcje na portalu Allegro.
Kolejnym hitem będą monety. W grudniu ubiegłego roku rubel familijny o nominale 1,5 rubla (10 zł na odwrocie) z 1831 roku, wyceniony na 45 tys. zł, został sprzedany na aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego za 144 tys. zł.
- Tylko po 2000 roku wzrost cen monet związanych z okresem zaborowym sięga 500 proc. W 2001 roku sprzedałem na organizowanej przez siebie aukcji rubla Piotra I wycenianego na 2,5 tys. zł za 10,8 tys. zł. Potem został on sprzedany na terenie Rosji za równowartość 30 tys. zł. W tym roku monetę tę sprzedałbym jeszcze o 50 proc. drożej, a w przyszłym być może o 70 proc. To najlepiej obrazuje wzrost cen - tłumaczy Wojciech Lizak, który wzmożone zainteresowanie rynkiem tłumaczy wprowadzeniem podatku Belki i wejściem na rynek kolekcjonerów rosyjskich. - Ludzie wciąż wycofują pieniądze z banków i szukają pewniejszych lokat. Jeszcze niedawno na aukcjach organizowanych w Niemczech prym wiedli Polacy mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Teraz o monety z okresów zaborów walczą również Rosjanie. - Dobrą inwestycją jest także polskie rzemiosło. - Polski rynek jest niedowartościowany w stosunku do europejskiego. Ceny pójdą więc w górę. Ale jeżeli kupować szkło czy porcelanę XIX-wieczną, to tylko markową - radzi Małgorzata Lalowicz z krakowskiego Domu Aukcyjnego "Desa". Według niej, wzrosną też ceny sztuki obcej. - Nowymi klientami będą kolekcjonerzy niemieccy. Koncesjonowani antykwariusze nie będą mogli wywozić dzieł, ale prywatni zbieracze będą wywozić na własny użytek. Kupno obcej sztuki można więc traktować czysto spekulacyjnie.
Właściciele galerii uważają, że wzrośnie również popyt na polskie malarstwo drugiej połowy XX w. - Inwestowanie
w sztukę powinno się traktować tak jak inwestowanie w nieruchomości - długo-terminowo. Ostatnio warto było kupować klasyków awangardy, ale ich ceny są już wysokie i nie będą szły w górę. Teraz nadchodzi czas na pokolenie pięćdziesięciolatków - przewiduje Małgorzata Lalowicz. Według niej, słabo się jeszcze sprzedają rzeźby, mimo że ich ceny są niskie w porównaniu z europejskimi.
Zdaniem antykwariuszy, zainteresowanie sztuką współczesną stanie się koniecznością, ponieważ większość obrazów ze starszych okresów została już zgromadzona w rękach kolekcjonerów.
- Wszystko, co zostało zapisane na papierze, jest nietrwałe, ulotne, coraz mniej rzeczy jest w dobrym stanie, więc ceny rosną. Drożeją nie tylko wszystkie starodruki, nie tylko mapy i autografy, ale również dokumenty regionalne. Obserwujemy zwrot ku tzw. małej ojczyźnie. Rośnie grono kolekcjonerów starych widokówek miast sprzed 1900 roku. Ich ceny sięgają nawet 300-400 zł, mimo że jeszcze kilka lat temu można było je kupować po 10 zł. I to na pewno nie koniec wzrostów - twierdzi Wojciech Lizak ze szczecińskiego antykwariatu Wu-eL. - Wzrosty nie będą wprawdzie tak spektakularne, ale wciąż warto wykorzystywać okazję do ich kupna. Warto w tym celu śledzić np. aukcje na portalu Allegro.
Kolejnym hitem będą monety. W grudniu ubiegłego roku rubel familijny o nominale 1,5 rubla (10 zł na odwrocie) z 1831 roku, wyceniony na 45 tys. zł, został sprzedany na aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego za 144 tys. zł.
- Tylko po 2000 roku wzrost cen monet związanych z okresem zaborowym sięga 500 proc. W 2001 roku sprzedałem na organizowanej przez siebie aukcji rubla Piotra I wycenianego na 2,5 tys. zł za 10,8 tys. zł. Potem został on sprzedany na terenie Rosji za równowartość 30 tys. zł. W tym roku monetę tę sprzedałbym jeszcze o 50 proc. drożej, a w przyszłym być może o 70 proc. To najlepiej obrazuje wzrost cen - tłumaczy Wojciech Lizak, który wzmożone zainteresowanie rynkiem tłumaczy wprowadzeniem podatku Belki i wejściem na rynek kolekcjonerów rosyjskich. - Ludzie wciąż wycofują pieniądze z banków i szukają pewniejszych lokat. Jeszcze niedawno na aukcjach organizowanych w Niemczech prym wiedli Polacy mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Teraz o monety z okresów zaborów walczą również Rosjanie. - Dobrą inwestycją jest także polskie rzemiosło. - Polski rynek jest niedowartościowany w stosunku do europejskiego. Ceny pójdą więc w górę. Ale jeżeli kupować szkło czy porcelanę XIX-wieczną, to tylko markową - radzi Małgorzata Lalowicz z krakowskiego Domu Aukcyjnego "Desa". Według niej, wzrosną też ceny sztuki obcej. - Nowymi klientami będą kolekcjonerzy niemieccy. Koncesjonowani antykwariusze nie będą mogli wywozić dzieł, ale prywatni zbieracze będą wywozić na własny użytek. Kupno obcej sztuki można więc traktować czysto spekulacyjnie.
Właściciele galerii uważają, że wzrośnie również popyt na polskie malarstwo drugiej połowy XX w. - Inwestowanie
w sztukę powinno się traktować tak jak inwestowanie w nieruchomości - długo-terminowo. Ostatnio warto było kupować klasyków awangardy, ale ich ceny są już wysokie i nie będą szły w górę. Teraz nadchodzi czas na pokolenie pięćdziesięciolatków - przewiduje Małgorzata Lalowicz. Według niej, słabo się jeszcze sprzedają rzeźby, mimo że ich ceny są niskie w porównaniu z europejskimi.
Zdaniem antykwariuszy, zainteresowanie sztuką współczesną stanie się koniecznością, ponieważ większość obrazów ze starszych okresów została już zgromadzona w rękach kolekcjonerów.