Marek Kossowski, prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa w wywiadzie dla BusinessWeeka opowiada o tym, jak spółka poradzi sobie, gdy straci urzędowy monopol.
Wywiad z prezesem PGNiG Markiem Kossowskim
Łatwo rynku nie oddamy
Kiedy dotarliśmy do ceglanej siedziby Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa na terenie zabytkowej warszawskiej gazowni, prezes Marek Kossowski właśnie wysiadał z samochodu.
Szef gazowego monopolu jest ostatnio mocno zabiegany - z powodu braku wolnego czasu w tygodniu biuro prasowe proponowało nawet weekendowy termin spotkania. Swoją pracę prezes Kossowski określa jako misję. Niewykluczone, że dzięki temu nie widać po nim rosnącej liczby nadgodzin i efektów gęstniejącej atmosfery wokół spółki. Na pytania BusinessWeeka prezes odpowiadał treściwie, a liczby cytował z pamięci. Widać było, że zdaje sobie sprawę, że jest człowiekiem z nadania i zmiana rządu będzie dla niego oznaczać koniec przygody z PGNiG
Kieruje Pan firmą, która nie działa w warunkach rynkowych. Nie ma konkurencji, nie musi dbać o efektywność, ceny gazu są regulowane. Jest Pan szefem korporacji czy urzędu do spraw gazownictwa?
Kierowanie urzędem na pewno byłoby łatwiejsze, ale PGNiG jest normalną firmą. Działamy na tych samych zasadach co podobne firmy w całej Europie. Finansujemy się ze środków zewnętrznych, oceniają nas agencje ratingowe, musimy więc dbać o efektywność, kontrolować koszty, zarządzać przychodami i osiągać dobre wyniki. Po pięciu miesiącach 2004 roku mamy 400 mln zł zysku netto. To jeden z najlepszych wyników w kraju.
Ale skąd taki wynik? Gaz z importu drożeje, w pierwszej połowie roku kurs dolara rósł, a mimo to PGNiG zwiększa zysk o 250 proc.
Dobre wyniki w dużym stopniu zawdzięczamy ograniczeniu kosztów finansowych. Po zakupach gazu są one drugą pozycją kosztową w firmie. Oprócz tego w tym roku udało nam się utrzymać sprzedaż na poziomie z 2003 roku. Wtedy wzrosła z 11 do 12,3 mld metrów sześc., czyli o 11 proc. Na razie w ciągu pięciu miesięcy osiągnęliśmy ok. 3 proc. wzrostu sprzedaży w stosunku do zeszłego roku.
Z czego w takim razie wynikał spadek przychodów w 2003 roku, który sięgnął 14 proc.?
To nieprawda. Przychody Grupy Kapitałowej PGNiG SA w 2003 r. wyniosły ok. 10 mld zł. To wynik podobny do tego z 2002 roku.
A jakie są prognozy na 2004 rok?
Planujemy, że zysk netto samego PGNiG SA wyniesie ok. 400 mln zł.
Tyle to firma zarobiła już po pięciu miesiącach...
Tak, dlatego zapewne przekroczymy tegoroczną prognozę. Jednak z drugiej strony wielkie ryzyko - wahania kursów walut i wzrost ceny gazu z importu. Przewidujemy, że w IV kwartale cena gazu z Rosji wzrośnie o 10 proc.
1 lipca rynek gazowy miał zostać zliberalizowany, ale to czysta teoria...
Po pierwsze, 1 lipca to nie data magiczna. Proces otwierania rynku rozpoczął się już dawno - od 1 stycznia 2003 roku najwięksi odbiorcy (kupujący powyżej
15 mln m sześc. gazu rocznie) mają prawo zaopatrywać się u dowolnego dostawcy z wykorzystaniem naszej linii przesyłowej.
Od 1 lipca 2004 r. prawo wyboru dostawcy dotyczy wszystkich odbiorców oprócz gospodarstw domowych. Zgodnie z zapisami dyrektywy unijnej wydzieliliśmy spółkę PGNiG Przesył, która od 1 lipca zarządza siecią gazociągów przesyłowych.
Orlen już się rozglądał za alternatywnym dostawcą...
Już rok temu poinformowaliśmy naszych największych klientów, że jeżeli będą chcieli kupować gaz od innego dostawcy, udostępnimy im naszą sieć.
Jakie Pan otrzymał odpowiedzi?
Na razie nikt nie zrezygnował z naszych usług.
To znaczy, że w praktyce nie ma innych dostawców.
Nie, chodzi o coś innego. Od dwóch lat dla największych odbiorców utrzymujemy stabilne ceny gazu, z lekką tendencją zniżkową. Tymczasem w Europie gaz stale drożeje. Między innymi dlatego polskie zakłady chemiczne bez problemów konkurują na zagranicznych rynkach.
Sprzedając im gaz po stabilnej cenie,
po prostu utrzymuje Pan przy życiu
tzw. ciężką chemię. Gdzie tu podejście biznesowe?
Nie do końca tak jest. Mamy w tej grupie różnych odbiorców - zarówno tak solidnych jak Orlen czy Anwil, jak i takich, którzy mają problemy z regularnymi płatnościami - jak Zakłady Azotowe w Tarnowie czy Kędzierzynie-Koźlu. Z kolei zakłady w Puławach i Policach mają jeszcze przeterminowane należności, ale wychodzą na prostą. Kilka dni temu Puławy zapłaciły nam, zgodnie z podpisanym porozumieniem o spłacie należności, zaległe
30 mln zł.
Ile wynosi łączne zadłużenie branży chemicznej w PGNiG?
To nie są małe kwoty. Suma wierzytelności przeterminowanych sięga 1 mld zł, z czego 520 mln zł przypada na odbiorców z sektora chemicznego.
Wróćmy do spółki PGNiG Przesył i jej gotowości do działania...
PGNiG Przesył jest przygotowany do działania dokładnie tak samo jak PGNiG. Spółka zarządza tym samym majątkiem, w oparciu o który nasza firma przesyłała gaz. Każdy wniosek złożony do PGNiG Przesył o udzielenie dostępu do sieci będzie rozpatrywany bardzo szczegółowo i jeśli będzie taka możliwość techniczna i spełnione zostaną wszystkie warunki prawne i ekonomiczne, to moce przesyłowe z pewnością zostaną udostępnione.
Przedstawiciele PGNiG Przesył przyznają, że stan sieci tylko na niektórych odcinkach pozwoliłby na zwiększenie przepustowości o 10 proc. A są odcinki, które już teraz pękają w szwach.
Polski system przesyłowy był budowany bez całościowej koncepcji i jest niedoskonały. Przy tej ilości gazu, którą obecnie rozprowadzamy, nie ma problemu, ale zwiększenie przepustowości wymaga sporych inwestycji. Dlatego właśnie tak bardzo potrzebna jest prywatyzacja PGNiG, która umożliwi pozyskanie środków na niezbędne inwestycje, m.in. w rozbudowę systemu.
Macie wygodne usprawiedliwienie - będziecie się mogli powoływać na warunki techniczne i odmawiać potencjalnym kontrahentom dostępu do sieci?
Panowie zakładają w tym pytaniu złą wolę firmy - to, że będziemy szukali pretekstów do zachowania pozycji monopolisty
To przecież leży w interesie PGNiG!
Ja inaczej rozumiem interes naszej grupy. Chcemy działać uczciwie, w sposób przejrzysty. Taka jest filozofia zarządu. Poza tym jesteśmy dość skrupulatnie kontrolowani przez URE. Każda odmowa dostępu do sieci musi być zgłoszona do urzędu, a następnie w Brukseli. W tym wypadku nie ma mowy o nieuzasadnionych odmowach.
Doświadczenia konkurentów, takich jak np. Telekomunikacja Polska, wskazują, że firma z taką pozycją będzie jej bronić za wszelką cenę.
Tak naprawdę nie mamy w tym interesu. Konkurenci, którzy zechcą wejść na rynek, będą musieli zmierzyć się z nami. Łatwo rynku nie oddamy, ale jeśli inny dostawca okaże się lepszy, to wykorzystując polskie i unijne prawo, będzie w stanie wyegzekwować dostęp do linii przesyłowych.
Moim zdaniem, PGNiG nie opłaci się budowanie konstrukcji, które w sztuczny sposób utrzymywałyby jego pozycję. W zamian myślimy o zbudowaniu nowych segmentów rynku, które pozwolą nam utrzymać obecny poziom sprzedaży, a w przyszłości ją zwiększyć.
Spółka operatorska należy do monopolisty. Jak będzie z jej niezależnością?
PGNiG Przesył spełnia wszystkie kryteria niezależności zawarte w unijnej dyrektywie gazowej.
A jaka będzie struktura kosztów spółki przesyłowej? Nie ma ryzyka, że przy małej liczbie obsługiwanych kontraktów będzie trwale nierentowna?
Jej przychody trudno na razie oszacować, ale moim zdaniem, będzie to jedna z bardziej rentownych firm w kraju.
A ile PGNiG Przesył zapłaci Wam za dzierżawę sieci?
To są nasze wzajemne rozliczenia i nie chciałbym o tym mówić.
Ale będzie płacić?
Tak, będzie. Projekt tych rozliczeń będzie analizowany przez URE.
A co z kontraktami długoterminowymi? Czy to istotna pozycja w przychodach PGNiG?
Z Elektrociepłownią Zielona Góra czy KGHM wiążą nas niedawno zawarte 15-20-letnie umowy. To jest korzystne dla obu stron. Klienci mają ustaloną, stałą cenę, dzięki czemu mogli sobie policzyć stopę zwrotu z inwestycji, do których my doprowadzamy gaz. My także zyskujemy, bo oba kontrakty są obsługiwane ze złóż krajowych, w które musieliśmy sporo zainwestować. Na potrzeby KGHM i EC ZG wybudowaliśmy rurociągi o długości po blisko 100 km do każdego klienta.
Do końca 2007 roku PGNiG zamierza łącznie zainwestować ponad 7 mld zł.
Na co zostaną wydane te pieniądze?
Ta kwota obejmuje nie tylko system przesyłowy, ale także budowę magazynów gazu oraz finansowanie projektów dywersyfikujących dostawy - takich jak np. budowa terminalu do odbioru gazu na polskim wybrzeżu. Ta inwestycja to wydatek 200-250 mln USD. Do tego trzeba doliczyć co najmniej 100 mln USD na rozbudowę sieci przesyłowej.
Ile osób zatrudnia PGNiG?
W grupie pracuje ponad 30 tys., a w samej spółce 7 tys. osób. Część pracowników PGNiG wkrótce przejdzie do spółki przesyłowej.
Czy to optymalny poziom zatrudnienia? PGNiG trzeba przecież porównywać z innymi firmami gazowymi.
Biorąc pod uwagę rentowność na pracownika, w porównaniu z Gaz de France czy Ruhrgasem z pewnością jest wiele do zrobienia. Załogę można zredukować i taki plan, w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi, jest realizowany. Z drugiej strony pracowników można utrzymać, powierzając im nowe obowiązki.
Jak Pan chce zapewnić ludziom inną pracę?
Na przykład przez rozwój usług, takich jak autoryzacje domowych instalacji gazowych. Możliwe jest też wprowadzenie nowych produktów. Właśnie budujemy zupełnie nowy rynek sprężonego gazu ziemnego jako paliwa do samochodów (CNG).
Czy nie jest za późno na inwestowanie w gaz sprężony? Taką usługę PGNiG powinno wprowadzić pięć lat temu, kiedy nie było jeszcze rozbudowanej sieci stacji z gazem płynnym LPG.
LPG to są ciężkie węglowodory, a nasz gaz jest zdecydowanie bardziej przyjazny środowisku. W dodatku nie jest obłożony akcyzą, więc wygrywa cenowo.
Ile takich stacji, w perspektywie 5-10 lat, może powstać?
Co najmniej kilkaset. Zamierzamy w nie zainwestować sami, ale już mamy pytania od inwestorów, którzy chcieliby współpracować z nami na zasadzie franszyzy.
Pomówmy o największej, ale deficytowej grupie odbiorców gazu.
Ile kosztuje PGNiG utrzymanie największej grupy klientów - tych, którzy korzystają z gazu głównie do gotowania?
Trudno powiedzieć. Utrzymanie sieci dystrybucyjnej i jej obsługa są drogie. Będziemy dążyć do tego, aby cena gazu dla klientów indywidualnych pokrywała koszty jego zakupu i obsługi. Z pewnością nie nastąpi to jednak w sposób radykalny.
A zatem o ile w tym roku wzrosną ceny dla drobnych odbiorców?
W tym roku ceny gazu nie powinny wzrosnąć. Zresztą nie chciałbym mówić o stawkach przed zatwierdzeniem przez URE wniosku taryfowego. Wiele zależy od cen hurtowych, poziomu płac itd.
Na Zachodzie mało kto używa gazu do gotowania, bo to się po prostu nie opłaca.
Energia elektryczna będzie dominować także w Polsce. Dla nas ważniejsze jest, aby była ona w coraz większym stopniu wytwarzana z gazu. Teraz w 97 proc. pochodzi ona z węgla brunatnego i kamiennego. W naszych prognozach zakładamy, że za 15 lat udział gazu w produkcji energii elektrycznej wzrośnie co najmniej do 15 proc.
W jaki sposób chcecie brać udział w tym procesie?
Jesteśmy udziałowcem spółki Polskie Elektrownie Gazowe, której współwłaścicielem są Elektrownie Szczytowo-Pompowe, spółka-córka PSE. Rozważamy włączenie do tego projektu trzeciego partnera - funduszu inwestycyjnego, który zainwestowałby w budowę nowych elektrociepłowni gazowych lub też w `przestawianie` istniejących na paliwo gazowe.
Jaką utratę rynku PGNiG byłoby w stanie zaakceptować?
Posłużyłbym się przykładem Francji
...ale to specyficzny przypadek, bo tam związkowcy Gaz de France protestują na ulicach przeciw prywatyzacji.
Rzeczywiście to nas różni, bo związkowcy PGNiG protestują przeciw opóźnieniom w prywatyzacji. Natomiast według francuskich analiz, Gaz de France na początku może utracić 5 proc. rynku, a w kolejnych latach jego udział będzie się zmniejszał bardzo powoli. Oczywiście my też przyjęliśmy w planach strategicznych pewne założenia, ale nie chciałbym ich ujawniać.
Nie obawia się Pan utraty dużych klientów?
Liczymy się z tym, ale żaden duży odbiorca nie zdecyduje się na całkowitą rezygnację z dostaw PGNiG. Jest grupa, która zakłada dywersyfikację dostawców gazu i to jest całkiem logiczne. Poza tym nie jest łatwo negocjować z wielkimi koncernami gazowymi, jeśli chce się kupić niewielką, uzupełniającą ilość gazu.
PGNiG w imieniu branży chemicznej miało wystąpić o odszkodowania od Rosjan z tytułu obcięcia dostaw gazu w lutym tego roku. I cisza
Niestety, żadna z firm nie mogła udowodnić, że ograniczenia w dostawach gazu spowodowały wymierne straty.
Przejdźmy do Waszej częściowej prywatyzacji, która jakoś nie może się doczekać startu. Dlaczego?
Dla naszego właściciela kluczową kwestią jest zapewnienie kontroli skarbu państwa nad spółką przesyłową po wejściu PGNiG na giełdę. Pracujemy nad takim rozwiązaniem.
Do końca czerwca PGNiG miał wybrać doradcę do spraw maksymalizacji wartości firmy?
Przetarg jeszcze nie został rozstrzygnięty.
Dlaczego?
To ma bezpośredni związek z pracami rządu nad korektą programu restrukturyzacji i prywatyzacji PGNiG.
Czego dotyczy ta korekta?
Chodzi o wprowadzenie zapisów dotyczących wydzielenia operatora systemu przesyłowego oraz przesunięcia w czasie wydzielenia z PGNiG spółki wydobywczej.
Z czego wynika to opóźnienie?
Wydzielenie tej spółki w obecnej chwili na tyle zmieniłoby przepływy finansowe w grupie, że PGNiG mogłoby odnotować znaczną stratę oraz zaburzenia płynności finansowej.
Inwestycje mają kosztować 7 mld zł.
Na ile szacujecie wpływy z nowej emisji, która - jak rozumiemy - mogłaby zostać przeprowadzona jednocześnie z ofertą publiczną akcji skarbu państwa?
Jeżeli przyjmiemy szacunek, że PGNiG jest warte 16-17 mld zł, a nowa emisja podniosłaby kapitał o 15 proc., to wychodzi całkiem przyzwoita suma.
A jaka kwota jest Wam potrzebna?
Mamy ponad 5 mld zł długu. Jego struktura poprawia się, ale wciąż mamy garb w postaci 670 mln euro wysokooprocentowanych euroobligacji.
Kiedy może dojść do oferty publicznej PGNiG?
Jeżeli decyzje rządu zapadłyby szybko, to nasz prospekt trafi do KPWiG jeszcze w tym roku. Sama oferta mogłaby nastąpić więc wiosną 2005 roku.
Na koniec pomówmy o ekspansji zagranicznej firmy. Czy wejście do konsorcjum zarządzającego gazociągami przesyłowymi na Ukrainie to wstęp
do większego otwarcia PGNiG na sąsiednie rynki?
Ekspansja to zdecydowanie zbyt szumne określenie. Ze względów strategicznych wejście do tego konsorcjum, nawet z niewielkim pakietem, byłoby dla nas bardzo korzystne.
Interesują Was inne rynki?
Prowadzimy rozmowy z partnerami z Niemiec, Czech i Słowacji. To też uważam za sukces zarządu - że zaczęliśmy funkcjonować poza terenem Polski.
Prezes Wróbel z Orlenu też zaczął działać za granicą i jak to się dla niego skończyło?
To, co Orlen zrobił na rynku czeskim i niemieckim, to poważne osiągnięcia. Nie sądzę, aby te posunięcia przysłużyły się jego odejściu.
A Pan wie, jak długo będzie prezesem PGNiG?
Nie zastanawiam się nad tym. Myślę projektami. Przyszedłem do PGNiG, żeby przyspieszyć restrukturyzację i przygotować prywatyzację. Dla mnie moja misja może wygasnąć po wprowadzeniu spółki na giełdę. Nie mogę jednak wykluczyć, że skończy się ona wraz z wyborem nowego parlamentu.
Łatwo rynku nie oddamy
Kiedy dotarliśmy do ceglanej siedziby Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa na terenie zabytkowej warszawskiej gazowni, prezes Marek Kossowski właśnie wysiadał z samochodu.
Szef gazowego monopolu jest ostatnio mocno zabiegany - z powodu braku wolnego czasu w tygodniu biuro prasowe proponowało nawet weekendowy termin spotkania. Swoją pracę prezes Kossowski określa jako misję. Niewykluczone, że dzięki temu nie widać po nim rosnącej liczby nadgodzin i efektów gęstniejącej atmosfery wokół spółki. Na pytania BusinessWeeka prezes odpowiadał treściwie, a liczby cytował z pamięci. Widać było, że zdaje sobie sprawę, że jest człowiekiem z nadania i zmiana rządu będzie dla niego oznaczać koniec przygody z PGNiG
Kieruje Pan firmą, która nie działa w warunkach rynkowych. Nie ma konkurencji, nie musi dbać o efektywność, ceny gazu są regulowane. Jest Pan szefem korporacji czy urzędu do spraw gazownictwa?
Kierowanie urzędem na pewno byłoby łatwiejsze, ale PGNiG jest normalną firmą. Działamy na tych samych zasadach co podobne firmy w całej Europie. Finansujemy się ze środków zewnętrznych, oceniają nas agencje ratingowe, musimy więc dbać o efektywność, kontrolować koszty, zarządzać przychodami i osiągać dobre wyniki. Po pięciu miesiącach 2004 roku mamy 400 mln zł zysku netto. To jeden z najlepszych wyników w kraju.
Ale skąd taki wynik? Gaz z importu drożeje, w pierwszej połowie roku kurs dolara rósł, a mimo to PGNiG zwiększa zysk o 250 proc.
Dobre wyniki w dużym stopniu zawdzięczamy ograniczeniu kosztów finansowych. Po zakupach gazu są one drugą pozycją kosztową w firmie. Oprócz tego w tym roku udało nam się utrzymać sprzedaż na poziomie z 2003 roku. Wtedy wzrosła z 11 do 12,3 mld metrów sześc., czyli o 11 proc. Na razie w ciągu pięciu miesięcy osiągnęliśmy ok. 3 proc. wzrostu sprzedaży w stosunku do zeszłego roku.
Z czego w takim razie wynikał spadek przychodów w 2003 roku, który sięgnął 14 proc.?
To nieprawda. Przychody Grupy Kapitałowej PGNiG SA w 2003 r. wyniosły ok. 10 mld zł. To wynik podobny do tego z 2002 roku.
A jakie są prognozy na 2004 rok?
Planujemy, że zysk netto samego PGNiG SA wyniesie ok. 400 mln zł.
Tyle to firma zarobiła już po pięciu miesiącach...
Tak, dlatego zapewne przekroczymy tegoroczną prognozę. Jednak z drugiej strony wielkie ryzyko - wahania kursów walut i wzrost ceny gazu z importu. Przewidujemy, że w IV kwartale cena gazu z Rosji wzrośnie o 10 proc.
1 lipca rynek gazowy miał zostać zliberalizowany, ale to czysta teoria...
Po pierwsze, 1 lipca to nie data magiczna. Proces otwierania rynku rozpoczął się już dawno - od 1 stycznia 2003 roku najwięksi odbiorcy (kupujący powyżej
15 mln m sześc. gazu rocznie) mają prawo zaopatrywać się u dowolnego dostawcy z wykorzystaniem naszej linii przesyłowej.
Od 1 lipca 2004 r. prawo wyboru dostawcy dotyczy wszystkich odbiorców oprócz gospodarstw domowych. Zgodnie z zapisami dyrektywy unijnej wydzieliliśmy spółkę PGNiG Przesył, która od 1 lipca zarządza siecią gazociągów przesyłowych.
Orlen już się rozglądał za alternatywnym dostawcą...
Już rok temu poinformowaliśmy naszych największych klientów, że jeżeli będą chcieli kupować gaz od innego dostawcy, udostępnimy im naszą sieć.
Jakie Pan otrzymał odpowiedzi?
Na razie nikt nie zrezygnował z naszych usług.
To znaczy, że w praktyce nie ma innych dostawców.
Nie, chodzi o coś innego. Od dwóch lat dla największych odbiorców utrzymujemy stabilne ceny gazu, z lekką tendencją zniżkową. Tymczasem w Europie gaz stale drożeje. Między innymi dlatego polskie zakłady chemiczne bez problemów konkurują na zagranicznych rynkach.
Sprzedając im gaz po stabilnej cenie,
po prostu utrzymuje Pan przy życiu
tzw. ciężką chemię. Gdzie tu podejście biznesowe?
Nie do końca tak jest. Mamy w tej grupie różnych odbiorców - zarówno tak solidnych jak Orlen czy Anwil, jak i takich, którzy mają problemy z regularnymi płatnościami - jak Zakłady Azotowe w Tarnowie czy Kędzierzynie-Koźlu. Z kolei zakłady w Puławach i Policach mają jeszcze przeterminowane należności, ale wychodzą na prostą. Kilka dni temu Puławy zapłaciły nam, zgodnie z podpisanym porozumieniem o spłacie należności, zaległe
30 mln zł.
Ile wynosi łączne zadłużenie branży chemicznej w PGNiG?
To nie są małe kwoty. Suma wierzytelności przeterminowanych sięga 1 mld zł, z czego 520 mln zł przypada na odbiorców z sektora chemicznego.
Wróćmy do spółki PGNiG Przesył i jej gotowości do działania...
PGNiG Przesył jest przygotowany do działania dokładnie tak samo jak PGNiG. Spółka zarządza tym samym majątkiem, w oparciu o który nasza firma przesyłała gaz. Każdy wniosek złożony do PGNiG Przesył o udzielenie dostępu do sieci będzie rozpatrywany bardzo szczegółowo i jeśli będzie taka możliwość techniczna i spełnione zostaną wszystkie warunki prawne i ekonomiczne, to moce przesyłowe z pewnością zostaną udostępnione.
Przedstawiciele PGNiG Przesył przyznają, że stan sieci tylko na niektórych odcinkach pozwoliłby na zwiększenie przepustowości o 10 proc. A są odcinki, które już teraz pękają w szwach.
Polski system przesyłowy był budowany bez całościowej koncepcji i jest niedoskonały. Przy tej ilości gazu, którą obecnie rozprowadzamy, nie ma problemu, ale zwiększenie przepustowości wymaga sporych inwestycji. Dlatego właśnie tak bardzo potrzebna jest prywatyzacja PGNiG, która umożliwi pozyskanie środków na niezbędne inwestycje, m.in. w rozbudowę systemu.
Macie wygodne usprawiedliwienie - będziecie się mogli powoływać na warunki techniczne i odmawiać potencjalnym kontrahentom dostępu do sieci?
Panowie zakładają w tym pytaniu złą wolę firmy - to, że będziemy szukali pretekstów do zachowania pozycji monopolisty
To przecież leży w interesie PGNiG!
Ja inaczej rozumiem interes naszej grupy. Chcemy działać uczciwie, w sposób przejrzysty. Taka jest filozofia zarządu. Poza tym jesteśmy dość skrupulatnie kontrolowani przez URE. Każda odmowa dostępu do sieci musi być zgłoszona do urzędu, a następnie w Brukseli. W tym wypadku nie ma mowy o nieuzasadnionych odmowach.
Doświadczenia konkurentów, takich jak np. Telekomunikacja Polska, wskazują, że firma z taką pozycją będzie jej bronić za wszelką cenę.
Tak naprawdę nie mamy w tym interesu. Konkurenci, którzy zechcą wejść na rynek, będą musieli zmierzyć się z nami. Łatwo rynku nie oddamy, ale jeśli inny dostawca okaże się lepszy, to wykorzystując polskie i unijne prawo, będzie w stanie wyegzekwować dostęp do linii przesyłowych.
Moim zdaniem, PGNiG nie opłaci się budowanie konstrukcji, które w sztuczny sposób utrzymywałyby jego pozycję. W zamian myślimy o zbudowaniu nowych segmentów rynku, które pozwolą nam utrzymać obecny poziom sprzedaży, a w przyszłości ją zwiększyć.
Spółka operatorska należy do monopolisty. Jak będzie z jej niezależnością?
PGNiG Przesył spełnia wszystkie kryteria niezależności zawarte w unijnej dyrektywie gazowej.
A jaka będzie struktura kosztów spółki przesyłowej? Nie ma ryzyka, że przy małej liczbie obsługiwanych kontraktów będzie trwale nierentowna?
Jej przychody trudno na razie oszacować, ale moim zdaniem, będzie to jedna z bardziej rentownych firm w kraju.
A ile PGNiG Przesył zapłaci Wam za dzierżawę sieci?
To są nasze wzajemne rozliczenia i nie chciałbym o tym mówić.
Ale będzie płacić?
Tak, będzie. Projekt tych rozliczeń będzie analizowany przez URE.
A co z kontraktami długoterminowymi? Czy to istotna pozycja w przychodach PGNiG?
Z Elektrociepłownią Zielona Góra czy KGHM wiążą nas niedawno zawarte 15-20-letnie umowy. To jest korzystne dla obu stron. Klienci mają ustaloną, stałą cenę, dzięki czemu mogli sobie policzyć stopę zwrotu z inwestycji, do których my doprowadzamy gaz. My także zyskujemy, bo oba kontrakty są obsługiwane ze złóż krajowych, w które musieliśmy sporo zainwestować. Na potrzeby KGHM i EC ZG wybudowaliśmy rurociągi o długości po blisko 100 km do każdego klienta.
Do końca 2007 roku PGNiG zamierza łącznie zainwestować ponad 7 mld zł.
Na co zostaną wydane te pieniądze?
Ta kwota obejmuje nie tylko system przesyłowy, ale także budowę magazynów gazu oraz finansowanie projektów dywersyfikujących dostawy - takich jak np. budowa terminalu do odbioru gazu na polskim wybrzeżu. Ta inwestycja to wydatek 200-250 mln USD. Do tego trzeba doliczyć co najmniej 100 mln USD na rozbudowę sieci przesyłowej.
Ile osób zatrudnia PGNiG?
W grupie pracuje ponad 30 tys., a w samej spółce 7 tys. osób. Część pracowników PGNiG wkrótce przejdzie do spółki przesyłowej.
Czy to optymalny poziom zatrudnienia? PGNiG trzeba przecież porównywać z innymi firmami gazowymi.
Biorąc pod uwagę rentowność na pracownika, w porównaniu z Gaz de France czy Ruhrgasem z pewnością jest wiele do zrobienia. Załogę można zredukować i taki plan, w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi, jest realizowany. Z drugiej strony pracowników można utrzymać, powierzając im nowe obowiązki.
Jak Pan chce zapewnić ludziom inną pracę?
Na przykład przez rozwój usług, takich jak autoryzacje domowych instalacji gazowych. Możliwe jest też wprowadzenie nowych produktów. Właśnie budujemy zupełnie nowy rynek sprężonego gazu ziemnego jako paliwa do samochodów (CNG).
Czy nie jest za późno na inwestowanie w gaz sprężony? Taką usługę PGNiG powinno wprowadzić pięć lat temu, kiedy nie było jeszcze rozbudowanej sieci stacji z gazem płynnym LPG.
LPG to są ciężkie węglowodory, a nasz gaz jest zdecydowanie bardziej przyjazny środowisku. W dodatku nie jest obłożony akcyzą, więc wygrywa cenowo.
Ile takich stacji, w perspektywie 5-10 lat, może powstać?
Co najmniej kilkaset. Zamierzamy w nie zainwestować sami, ale już mamy pytania od inwestorów, którzy chcieliby współpracować z nami na zasadzie franszyzy.
Pomówmy o największej, ale deficytowej grupie odbiorców gazu.
Ile kosztuje PGNiG utrzymanie największej grupy klientów - tych, którzy korzystają z gazu głównie do gotowania?
Trudno powiedzieć. Utrzymanie sieci dystrybucyjnej i jej obsługa są drogie. Będziemy dążyć do tego, aby cena gazu dla klientów indywidualnych pokrywała koszty jego zakupu i obsługi. Z pewnością nie nastąpi to jednak w sposób radykalny.
A zatem o ile w tym roku wzrosną ceny dla drobnych odbiorców?
W tym roku ceny gazu nie powinny wzrosnąć. Zresztą nie chciałbym mówić o stawkach przed zatwierdzeniem przez URE wniosku taryfowego. Wiele zależy od cen hurtowych, poziomu płac itd.
Na Zachodzie mało kto używa gazu do gotowania, bo to się po prostu nie opłaca.
Energia elektryczna będzie dominować także w Polsce. Dla nas ważniejsze jest, aby była ona w coraz większym stopniu wytwarzana z gazu. Teraz w 97 proc. pochodzi ona z węgla brunatnego i kamiennego. W naszych prognozach zakładamy, że za 15 lat udział gazu w produkcji energii elektrycznej wzrośnie co najmniej do 15 proc.
W jaki sposób chcecie brać udział w tym procesie?
Jesteśmy udziałowcem spółki Polskie Elektrownie Gazowe, której współwłaścicielem są Elektrownie Szczytowo-Pompowe, spółka-córka PSE. Rozważamy włączenie do tego projektu trzeciego partnera - funduszu inwestycyjnego, który zainwestowałby w budowę nowych elektrociepłowni gazowych lub też w `przestawianie` istniejących na paliwo gazowe.
Jaką utratę rynku PGNiG byłoby w stanie zaakceptować?
Posłużyłbym się przykładem Francji
...ale to specyficzny przypadek, bo tam związkowcy Gaz de France protestują na ulicach przeciw prywatyzacji.
Rzeczywiście to nas różni, bo związkowcy PGNiG protestują przeciw opóźnieniom w prywatyzacji. Natomiast według francuskich analiz, Gaz de France na początku może utracić 5 proc. rynku, a w kolejnych latach jego udział będzie się zmniejszał bardzo powoli. Oczywiście my też przyjęliśmy w planach strategicznych pewne założenia, ale nie chciałbym ich ujawniać.
Nie obawia się Pan utraty dużych klientów?
Liczymy się z tym, ale żaden duży odbiorca nie zdecyduje się na całkowitą rezygnację z dostaw PGNiG. Jest grupa, która zakłada dywersyfikację dostawców gazu i to jest całkiem logiczne. Poza tym nie jest łatwo negocjować z wielkimi koncernami gazowymi, jeśli chce się kupić niewielką, uzupełniającą ilość gazu.
PGNiG w imieniu branży chemicznej miało wystąpić o odszkodowania od Rosjan z tytułu obcięcia dostaw gazu w lutym tego roku. I cisza
Niestety, żadna z firm nie mogła udowodnić, że ograniczenia w dostawach gazu spowodowały wymierne straty.
Przejdźmy do Waszej częściowej prywatyzacji, która jakoś nie może się doczekać startu. Dlaczego?
Dla naszego właściciela kluczową kwestią jest zapewnienie kontroli skarbu państwa nad spółką przesyłową po wejściu PGNiG na giełdę. Pracujemy nad takim rozwiązaniem.
Do końca czerwca PGNiG miał wybrać doradcę do spraw maksymalizacji wartości firmy?
Przetarg jeszcze nie został rozstrzygnięty.
Dlaczego?
To ma bezpośredni związek z pracami rządu nad korektą programu restrukturyzacji i prywatyzacji PGNiG.
Czego dotyczy ta korekta?
Chodzi o wprowadzenie zapisów dotyczących wydzielenia operatora systemu przesyłowego oraz przesunięcia w czasie wydzielenia z PGNiG spółki wydobywczej.
Z czego wynika to opóźnienie?
Wydzielenie tej spółki w obecnej chwili na tyle zmieniłoby przepływy finansowe w grupie, że PGNiG mogłoby odnotować znaczną stratę oraz zaburzenia płynności finansowej.
Inwestycje mają kosztować 7 mld zł.
Na ile szacujecie wpływy z nowej emisji, która - jak rozumiemy - mogłaby zostać przeprowadzona jednocześnie z ofertą publiczną akcji skarbu państwa?
Jeżeli przyjmiemy szacunek, że PGNiG jest warte 16-17 mld zł, a nowa emisja podniosłaby kapitał o 15 proc., to wychodzi całkiem przyzwoita suma.
A jaka kwota jest Wam potrzebna?
Mamy ponad 5 mld zł długu. Jego struktura poprawia się, ale wciąż mamy garb w postaci 670 mln euro wysokooprocentowanych euroobligacji.
Kiedy może dojść do oferty publicznej PGNiG?
Jeżeli decyzje rządu zapadłyby szybko, to nasz prospekt trafi do KPWiG jeszcze w tym roku. Sama oferta mogłaby nastąpić więc wiosną 2005 roku.
Na koniec pomówmy o ekspansji zagranicznej firmy. Czy wejście do konsorcjum zarządzającego gazociągami przesyłowymi na Ukrainie to wstęp
do większego otwarcia PGNiG na sąsiednie rynki?
Ekspansja to zdecydowanie zbyt szumne określenie. Ze względów strategicznych wejście do tego konsorcjum, nawet z niewielkim pakietem, byłoby dla nas bardzo korzystne.
Interesują Was inne rynki?
Prowadzimy rozmowy z partnerami z Niemiec, Czech i Słowacji. To też uważam za sukces zarządu - że zaczęliśmy funkcjonować poza terenem Polski.
Prezes Wróbel z Orlenu też zaczął działać za granicą i jak to się dla niego skończyło?
To, co Orlen zrobił na rynku czeskim i niemieckim, to poważne osiągnięcia. Nie sądzę, aby te posunięcia przysłużyły się jego odejściu.
A Pan wie, jak długo będzie prezesem PGNiG?
Nie zastanawiam się nad tym. Myślę projektami. Przyszedłem do PGNiG, żeby przyspieszyć restrukturyzację i przygotować prywatyzację. Dla mnie moja misja może wygasnąć po wprowadzeniu spółki na giełdę. Nie mogę jednak wykluczyć, że skończy się ona wraz z wyborem nowego parlamentu.