Tragedia na Dolnym Śląsku. Na karetkę czekali godzinami, 30-latka zmarła

Tragedia na Dolnym Śląsku. Na karetkę czekali godzinami, 30-latka zmarła

SOR
SOR Źródło: Shutterstock / FotoDax
W takich sytuacjach liczą się minuty. 30-letnia Patrycja z Piławy Górnej zmarła po tym, jak przez kilka godzin czekała na transport do specjalistycznego szpitala. Kiedy pomoc w końcu nadeszła, było już za późno. NFZ nałożył na placówkę karę przekraczającą pół miliona złotych, a sprawę badają śledczy i RPP.

Do tragedii doszło 27 marca 2025 roku w Piławie Górnej (Dolnośląskie). 30-letnia Patrycja nagle źle się poczuła i zemdlała w domu. Jej narzeczony natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy 112. Po około 20 minutach na miejsce przyjechał zespół ratownictwa medycznego i przetransportował kobietę na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Świdnicy.

– Córce wykonano tomografię komputerową. Okazało się, że omdlenie było spowodowane udarem krwotocznym. Trzeba było szybko przewieźć córkę do innego szpitala – relacjonował w rozmowie z tvn24.pl pan Albert, ojciec Patrycji.

Tomografia komputerowa wykazała udar krwotoczny. Konieczny był pilny transport do placówki, w której wykonuje się trombektomię – zabieg usunięcia skrzepliny z naczynia mózgowego. Takie procedury realizowane są między innymi w szpitalu w Wałbrzychu.

Problemem okazał się jednak brak dostępnej karetki.

Sześć godzin oczekiwania. „Byłem w szoku”

Rodzina twierdzi, że od momentu zasłabnięcia do udzielenia specjalistycznej pomocy minęło ponad sześć godzin.

– Poinformowali nas, że tak nie powinno być, ale nie znaleźli transportu dla mojej córki, odmówiono też śmigłowca – mówił pan Albert dodając, że rodzinie zasugerowano, że jeden z lekarzy może zabrać kobietę autem do Wałbrzycha. Mężczyzna zaproponował, że zawiezie Patrycję swoim samochodem, ale lekarze się na to nie zgodzili. – Usłyszałem za drzwiami, jak dwóch lekarzy rozmawia między sobą i wymieniają pomysł zamówienia taksówki. Byłem w szoku – mówił.

Gdy pacjentka w końcu dotarła do Wałbrzycha, okazało się, że zespół specjalistów przeprowadza w tym czasie pilny zabieg u innego chorego. Zapadła decyzja o przewiezieniu jej do szpitala we Wrocławiu.

Było już za późno. 30-latki nie udało się uratować.

– Została dawczynią organów. Dzięki niej żyje kilka osób – przyznał jej ojciec.

Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył karę na szpital w Świdnicy

Sprawą zajęła się prokuratura, do której pan Albert złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Własne postępowanie wszczął także Rzecznik Praw Pacjenta.

Kontrolę przeprowadził również dolnośląski oddział NFZ. Rzeczniczka tej instytucji, Anna Szewczuk-Łebska, poinformowała o nałożeniu na szpital w Świdnicy kary finansowej w wysokości 537 470 złotych

W komunikacie przekazano, że stwierdzono „nieprawidłową organizację i realizację transportu międzyszpitalnego pacjentki znajdującej się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wymagającej pilnego leczenia na oddziale neurochirurgicznym”.

Dodano, że nieprawidłowe było również formalne przeniesienie Patrycji z SOR-u na oddział neurologiczny i rozliczenie świadczeń na tym oddziale, a nie na SOR-ze, na którym wówczas przebywała.

Szpital „Latawiec” nie zgadza się z decyzją

Dyrekcja Regionalnego Szpitala Specjalistycznego „Latawiec” w Świdnicy nie zgadza się z wynikami kontroli i kwestionuje jej ustalenia. Taką informację otrzymała Gazeta Wyborcza.

– Od początku było też dla nas niezrozumiałym, dlaczego pacjentka z podejrzeniem udaru krwotocznego oraz podejrzeniem pęknięcia tętniaka została przywieziona przez ZRM do szpitala, w którym nie ma oddziału neurochirurgicznego. To znacznie opóźniło adekwatne do stanu zdrowia leczenie – mówił dyrektor placówki, Grzegorz Kloc.

Zaznaczył też, że kluczowe jest rozróżnienie między transportem medycznym a sanitarnym.

– Ten pierwszy – przeznaczony dla pacjentów w stanie nagłego zagrożenia życia i realizowany między szpitalami – powinien być zapewniony przez NFZ. W czasie zdarzenia jedyna karetka medyczna kontraktowana była zajęta. Z kolei transport sanitarny, za który odpowiadał sam szpital, również posiadał własną specjalistyczną karetkę, ale w tamtym momencie wykonywała inny pilny przewóz – wyjaśniał w rozmowie z dziennikarzami GW.

Śledztwo w sprawie śmierci Patrycji trwa.

Czytaj też:
To miał być rutynowy zabieg. Zwykła wizyta w szpitalu skończyła się śmiercią
Czytaj też:
Tak medycy łamią prawa pacjentów. Ekspert: Pacjent w Polsce jest w stanie dużo znieść

Opracowała:
Źródło: Fakt / PAP, Gazeta Wyborcza, tvn24.pl