Różne branże, różny kapitał, różne pomysły na biznes. Ale w każdym przypadku świetny efekt końcowy. Gdyby twórcy listy najszybciej rozwijających się spółek w Europie wzięli pod uwagę również polski rynek, nie mielibyśmy się czego wstydzić. Choć w naszym kraju niestabilne prawo, korupcja i wszechwładza urzędów skarbowych powodują, że klimat do biznesu jest gorszy niż w Europie Zachodniej, nie mówiąc już o USA, firmy, które trafiły na polską wersję listy najprężniejszych, pokazują, że sukces jest możliwy
PPH Bomi SA
W ciągu roku 200 nowych miejsc pracy? W Bomi taki wyczyn nie robi wrażenia. Ta polska sieć supermarketów zwiększa zatrudnienie systematycznie od wielu lat. W tej chwili zarządza 12 supermarketami w Gdyni, Gdańsku, Słupsku, Malborku i Warszawie. W 2002 roku przychody firmy wyniosły prawie 187 mln zł, w 2003 roku wzrosły o ponad 30 proc. Na koniec września 2004 roku przychody przekroczyły już 200 mln zł. W tym roku spółka zatrudni kolejne 250 osób.
Elżbieta Dąbrowska, dyrektor ds. handlowych w Bomi, pytana o źródło sukcesu twierdzi, że najważniejsze było wpasowanie się w niszę rynkową. - Firma stara się zaspokajać potrzeby nawet najbardziej wymagających klientów. Nasze supermarkety wyróżnia różnorodność asortymentu. Oferujemy 37 tysięcy rodzajów towarów, zarówno niezbędnych, codziennych, jak i wyszukanych i egzotycznych, których trudno byłoby szukać w innych supermarketach - zachwala. Na półkach w Bomi można znaleźć konfiturę z kasztanów, kaktusy w zalewie, bambusowe maty, przygotowane do faszerowania liście winogron, świeże mięso strusia, rekina czy orkę w sosie pomidorowym.
Dużą wagę spółka przykłada do lokalizacji supermarketów. - Dokładnie analizujemy propozycje i wybieramy tylko najkorzystniejsze punkty, w odróżnieniu od sieci, które zainteresowane są umieszczaniem jak największej liczby chorągiewek na mapie Polski - mówi Dąbrowska.
Bomi z optymizmem patrzy w przyszłość. Jeszcze w tym roku planowane jest otwarcie dwóch sklepów w Warszawie i Gdyni, które dadzą pracę 140 osobom. W przyszłym roku powstaną kolejne cztery supermarkety. Spółka odważnie przymierza się również do zagranicznej ekspansji. - Planujemy otwarcie pierwszego sklepu w Niemczech - zdradza Elżbieta Dąbrowska. Spółka zaoferuje zagranicznym konsumentom głównie polskie produkty.
D.S.
Adriana
Zaczęło się w 1989 roku. Mieszkający w Kijewie Królewskim Marek Karwan odziedziczył po dziadku stado owiec. Zbyt na mięso znalazł się szybko, pozostał tylko problem pozostałej po strzyżeniu wełny. Wpadł na pomysł, by produkować z niej kołdry i poduszki. Zaprosił do współpracy pięć osób. Całą produkcję udało się sprzedać odbiorcy zagranicznemu, który zaproponował Karwanowi, by spróbował swoich sił w produkcji mebli. Przedsiębiorca podchwycił myśl i po 15 latach trudno uwierzyć w te skromne początki. Spółka Adriana - nazwana imieniem córki Marka Karwana - to dziś spora grupa kapitałowa, o rocznych przychodach sięgających 450 milionów złotych. Poduszki i kołdry nie są już podstawą jej produkcji - zastąpiły je meble i tkaniny. Firma buduje także domy jednorodzinne. W sumie pracuje w niej ponad 2100 osób. Adriana zwiększa zatrudnienie, współpracując z urzędami pracy. Przykładem może być zakład w Chełmnie, gdzie 80 bezrobotnych zatrudniono w ramach prac interwencyjnych.
Większość, bo aż 92 procent, produkcji wysyłana jest za granicę. Główni partnerzy biznesowi Adriany to renomowane firmy, takie jak Ikea, Otto Versand, Scan Thor, a jej produkty trafiają na rynki Europy Zachodniej, Skandynawii, Japonii i Stanów Zjednoczonych.
J.M.
Wola Info
Ta warszawska firma informatyczna powstała, gdy komputer w Polsce był jeszcze rzadkością. Założyciele zaczynali w 1986 roku w garażu - od importu sprzętu elektronicznego z Azji. Po dziesięciu latach szybkiego rozwoju pozyskali inwestorów - Towarzystwo Inwestycyjne (TISE) i Unitrę, po czym przekształcili firmę w spółkę akcyjną.
Dziś właścicielami spółki są Witold Kaszuba przez spółkę ZPU Wola i TISE. Od 1998 roku firma regularnie generuje zysk netto. Rośnie on o 20-70 proc. rocznie - wyjątkiem był informatyczny dołek w 2002 roku. Na ten rok prezes Wola Info Piotr Majcherkiewicz zapowiada 140 mln zł przychodów i 2,5-3 mln zł zysku.
Firma koncentruje działania na czterech obszarach: bezpieczeństwie systemów IT, budowaniu call centers, centrów przetwarzania danych i zarządzania usługami IT oraz wdrażaniu CRM. W rankingu miesięcznika Computerworld firma zajmuje 5. pozycję wśród dostawców IT dla sektora telekomunikacyjnego. Z usług Woli Info korzystają m.in. TP SA i PTC Era oraz Pekao SA i PKN Orlen. - Żeby móc się rozwijać, konieczne jest zdobycie w tej branży paru strategicznych klientów, którzy przynoszą stałe przychody - tłumaczy prezes Majcherkiewicz. - O nich trzeba się troszczyć i reagować na ich zmieniające się potrzeby.
Od 2002 roku Wola Info zwiększyła zatrudnienie z 50 do 90 osób. Planuje podbić nowe rynki: chronić systemy IT w firmach i zapewniać bezpieczeństwo ruchu towarowego na granicach. By wejść na nowe pola, spółka zamierza poszukać finansowania na giełdzie lub przez inwestora finansowego.
D.S.
Kross
Producent rowerów Kross z niewielkiego powiatowego Przasnysza rozwijał się niemal według podręcznikowych reguł XIX-wiecznego kapitalizmu. Jego założyciel Zbigniew Sosnowski przygodę z rowerami rozpoczął na przełomie lat 80. i 90. od założenia sklepiku i obwoźnego handlu na okolicznych jarmarkach. Wtedy sprzedawał niemal wyłącznie pojazdy państwowej fabryki Romet. Ale klienci zaczynali już mieć dość archaicznych składaków. Szybko z dwóch sklepików wyrosła hurtownia, a w 1996 roku montownia. Wszystko finansowane było z zysków i niewielkiego kredytu z BGŻ. Osiem lat temu spółka zatrudniała około 100 pracowników i składała rocznie niespełna 200 tys. rowerów. W tym roku zatrudnia 850 osób (w sezonie zima-wiosna do 1000) i wyprodukuje 800 tys. rowerów. Tylko w ciągu ostatnich miesięcy Kross zwiększył zatrudnienie o 150 osób. A to z powodu wartych
10 mln zł inwestycji w nowe linie produkcyjne, które dopiero w przyszłym roku osiągną pełne moce. W efekcie zatrudnienie wzrośnie jeszcze o kilkadziesiąt osób, a produkcja skoczy do 850 tys. Od 1999 roku firma zainwestowała 30 mln zł.
Kross w tej chwili jest liderem - należy do niego 40 proc. krajowego rynku. Są to przede wszystkim rowery średniej klasy. Ulokowanie się w tej półce jest jednym z głównych elementów strategii spółki. Drugim elementem jest ekspansja zagraniczna w dwóch kierunkach - rosyjskim, gdzie firma szuka dobrego miejsca pod fabrykę, i niemieckim, gdzie powstaje centrum logistyczne, które ma obsługiwać sieć sprzedaży za Odrą. Przasnyska spółka chce na tych rynkach sprzedawać rowery pod własnym brandem Kross.
Dziś eksport stanowi 40 proc. całej sprzedaży (w 2001 roku 5 proc.), która w tym roku osiągnie wartość 180 mln zł (140 mln zł w 2003 roku), a zysk netto 10-11 mln zł. W przyszłym roku Kross ma zamiar wejść na giełdę. Upublicznienie 30 proc. akcji ma dać ok. 10 mln euro. Szef spółki chce przeznaczyć te pieniądze na marketing związany z marką i zagraniczną ekspansję.
D.S.
BSH
Sprzęt Gospodarstwa Domowego
Czy fabryka urządzeń dla gospodyń domowych powinna być zarządzana przez kobiety? Szefowie polskiej spółki niemieckiego koncernu
Bosch-Siemens postanowili to sprawdzić. Dlatego większość menedżerów w fabrykach należących do polskiej filii koncernu to panie.
Gdy w 1997 roku BSH otwierał w Łodzi zakład produkcyjny, była to pierwsza inwestycja w Polsce zagranicznego producenta AGD. Dziś fabryka pralek i uruchomiona przed dwoma laty fabryka zmywarek zatrudniają 700 osób. Wartość dotychczasowych inwestycji BSH wynosi ok. 263 mln złotych. Ale to nie koniec
- w przyszłym roku ruszy kolejna fabryka, tym razem suszarek. Szefowie spółki prognozują, że dzięki temu przychody w latach 2002-2004 podwoją się, a już na początku przyszłego roku w BSH pracować będzie ponad 1000 osób.
- Tworzone w Polsce miejsca pracy są stabilne - zapewnia wiceprezes BSH Konrad Pokutycki. - Koncern Boscha nie zwykł inwestować na pięć czy dziesięć lat. W dającej się przewidzieć przyszłości wykluczamy więc np. przenoszenie naszych fabryk z Polski na Daleki Wschód. Mało tego, będziemy zwiększać zatrudnienie we wszystkich trzech fabrykach.
Polskie fabryki Boscha produkują sprzęt przede wszystkim na eksport.
- Wysyłamy za granicę 80 proc. naszej produkcji. W Polsce skupiamy się na rynku pralek, zmywarek do naczyń oraz urządzeniach AGD do zabudowy - mówi szef PR w BSH Andrzej Maślak. Szefowie BSH wybrali sobie trudny rynek
- zmywarki do naczyń są zaledwie w co dwudziestym polskim domu. Firma patrzy na to inaczej. - Rynek zmywarek rośnie o 20-30 proc. rocznie
- zauważa Pokutycki. Andrzej Maślak przyznaje, że przekonanie polskich gospodyń domowych, że zmywarki są im niezbędne, będzie trudne.
Ale jeśli zabiorą się za to same kobiety...
KS
KREISEL
Technika Budowlana
Takich wyników można tylko pozazdrościć. Od 1997 roku kierowany przez Szczepana Gawłowskiego poznański producent chemii budowlanej notuje stały wzrost przychodów ze sprzedaży, przekraczający w niektórych latach nawet 100 proc. W 2002 roku przychody firmy wyniosły ponad 134 mln zł, podczas gdy rok później przekroczyły już 179 mln zł. Bieżący rok Kreisel - związany z niemiecką spółką Kreisel GmbH - planuje zamknąć kwotą 200 mln zł. Rośnie również zysk. Mimo dużych inwestycji w ubiegłym roku Kreisel odnotował najlepsze wyniki finansowe w swojej 10-letniej historii. W 2003 roku wynik finansowy zwiększył się z 8 do 13,3 mln zł, a zysk netto wyniósł 6,4 mln zł. Jednocześnie spółka stale tworzy nowe miejsca pracy. W 2002 roku zatrudniała 207 osób, w 2003 roku 269, natomiast na koniec 2004 roku planowany jest wzrost zatrudnienia do 380 osób.
Kreisel Technika Budowlana sp. z o.o. na polskim rynku działa od 1993 roku. Należy do niej ponad 16 proc. udziałów w polskim rynku chemii budowlanej.
- W planach mamy dalsze zwiększanie udziału, w 2006 roku do ponad 22 proc. - mówi Krzysztof Baran, dyrektor marketingu firmy.
M.B.
Fiat GM-Powertrain
Bielsko-Biała
- O czym chce pan rozmawiać? O naszych sukcesach? Od kilku miesięcy nie rozmawiam z dziennikarzami o niczym innym! - tak zaczyna rozmowę Tadeusz Świerczek, dyrektor Fiat GM-Powertrain w Bielsku-Białej. I nie ma się co dziwić. Jego spółka jest jednym z liderów polskiej gospodarki. Nie tylko w imponujący sposób zwiększa przychody, ale robi również to, co dla BusinessWeeka było szczególne ważne - tworzy nowe miejsca pracy.
Fiat GM-Powertrain to wspólna inwestycja dwóch światowych koncernów motoryzacyjnych - największa w Polsce w 2003 roku. Jej wartość szacuje się na 432,2 mln USD. Spółka produkuje dziennie 2 tysiące silników wysokoprężnych, ale już wkrótce montować ich będzie o 400 więcej. Popyt na małe diesle przekroczył bowiem oczekiwania szefa firmy. By mu sprostać, potrzebni są ludzie. W 2003 roku spółka przyjęła do pracy 370 osób - w sumie zatrudnia już 1370 osób. Do grudnia pracę znajdzie kolejnych 100 osób.
K.S.
Sitech
Świetna lokalizacja i korzystne warunki do inwestowania - to dlatego w Polkowickiej Podstrefie Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zadomowił się koncern Volkswagen, który w 1998 roku uruchomił spółkę Sitech - producenta siedzeń samochodowych. Jej dynamiczny rozwój robi wrażenie.
- W 2002 roku zatrudnialiśmy średnio 360 pracowników, rok później już 756. Obecnie w firmie zatrudnionych jest już 1245 osób. Planujemy dalszy wzrost załogi - docelowo do 1400 ludzi, przy podwojonej wielkości obrotów - mówi dyrektor personalny Sitech sp. z o.o. Ryszard Kaczmarek.
Specjalnością firmy są stalowe konstrukcje siedzeń samochodowych m.in. do Golfa, Skody Octavii i Seata Altei. Niewielka cześć produkcji trafia do poznańskiej fabryki, większość montowana jest w Niemczech. Warto też wspomnieć, że w siedzenia z Polkowic wyposażone są także Porsche Cayenne.
- Oczywiście trudno nam się równać pod względem zatrudnienia z takimi gigantami jak KGHM, ale uważam, że nasza obecność w tym regionie ma istotne znaczenie dla struktury zatrudnienia - mówi dyr. Kaczmarek.
J.M.
W ciągu roku 200 nowych miejsc pracy? W Bomi taki wyczyn nie robi wrażenia. Ta polska sieć supermarketów zwiększa zatrudnienie systematycznie od wielu lat. W tej chwili zarządza 12 supermarketami w Gdyni, Gdańsku, Słupsku, Malborku i Warszawie. W 2002 roku przychody firmy wyniosły prawie 187 mln zł, w 2003 roku wzrosły o ponad 30 proc. Na koniec września 2004 roku przychody przekroczyły już 200 mln zł. W tym roku spółka zatrudni kolejne 250 osób.
Elżbieta Dąbrowska, dyrektor ds. handlowych w Bomi, pytana o źródło sukcesu twierdzi, że najważniejsze było wpasowanie się w niszę rynkową. - Firma stara się zaspokajać potrzeby nawet najbardziej wymagających klientów. Nasze supermarkety wyróżnia różnorodność asortymentu. Oferujemy 37 tysięcy rodzajów towarów, zarówno niezbędnych, codziennych, jak i wyszukanych i egzotycznych, których trudno byłoby szukać w innych supermarketach - zachwala. Na półkach w Bomi można znaleźć konfiturę z kasztanów, kaktusy w zalewie, bambusowe maty, przygotowane do faszerowania liście winogron, świeże mięso strusia, rekina czy orkę w sosie pomidorowym.
Dużą wagę spółka przykłada do lokalizacji supermarketów. - Dokładnie analizujemy propozycje i wybieramy tylko najkorzystniejsze punkty, w odróżnieniu od sieci, które zainteresowane są umieszczaniem jak największej liczby chorągiewek na mapie Polski - mówi Dąbrowska.
Bomi z optymizmem patrzy w przyszłość. Jeszcze w tym roku planowane jest otwarcie dwóch sklepów w Warszawie i Gdyni, które dadzą pracę 140 osobom. W przyszłym roku powstaną kolejne cztery supermarkety. Spółka odważnie przymierza się również do zagranicznej ekspansji. - Planujemy otwarcie pierwszego sklepu w Niemczech - zdradza Elżbieta Dąbrowska. Spółka zaoferuje zagranicznym konsumentom głównie polskie produkty.
D.S.
Adriana
Zaczęło się w 1989 roku. Mieszkający w Kijewie Królewskim Marek Karwan odziedziczył po dziadku stado owiec. Zbyt na mięso znalazł się szybko, pozostał tylko problem pozostałej po strzyżeniu wełny. Wpadł na pomysł, by produkować z niej kołdry i poduszki. Zaprosił do współpracy pięć osób. Całą produkcję udało się sprzedać odbiorcy zagranicznemu, który zaproponował Karwanowi, by spróbował swoich sił w produkcji mebli. Przedsiębiorca podchwycił myśl i po 15 latach trudno uwierzyć w te skromne początki. Spółka Adriana - nazwana imieniem córki Marka Karwana - to dziś spora grupa kapitałowa, o rocznych przychodach sięgających 450 milionów złotych. Poduszki i kołdry nie są już podstawą jej produkcji - zastąpiły je meble i tkaniny. Firma buduje także domy jednorodzinne. W sumie pracuje w niej ponad 2100 osób. Adriana zwiększa zatrudnienie, współpracując z urzędami pracy. Przykładem może być zakład w Chełmnie, gdzie 80 bezrobotnych zatrudniono w ramach prac interwencyjnych.
Większość, bo aż 92 procent, produkcji wysyłana jest za granicę. Główni partnerzy biznesowi Adriany to renomowane firmy, takie jak Ikea, Otto Versand, Scan Thor, a jej produkty trafiają na rynki Europy Zachodniej, Skandynawii, Japonii i Stanów Zjednoczonych.
J.M.
Wola Info
Ta warszawska firma informatyczna powstała, gdy komputer w Polsce był jeszcze rzadkością. Założyciele zaczynali w 1986 roku w garażu - od importu sprzętu elektronicznego z Azji. Po dziesięciu latach szybkiego rozwoju pozyskali inwestorów - Towarzystwo Inwestycyjne (TISE) i Unitrę, po czym przekształcili firmę w spółkę akcyjną.
Dziś właścicielami spółki są Witold Kaszuba przez spółkę ZPU Wola i TISE. Od 1998 roku firma regularnie generuje zysk netto. Rośnie on o 20-70 proc. rocznie - wyjątkiem był informatyczny dołek w 2002 roku. Na ten rok prezes Wola Info Piotr Majcherkiewicz zapowiada 140 mln zł przychodów i 2,5-3 mln zł zysku.
Firma koncentruje działania na czterech obszarach: bezpieczeństwie systemów IT, budowaniu call centers, centrów przetwarzania danych i zarządzania usługami IT oraz wdrażaniu CRM. W rankingu miesięcznika Computerworld firma zajmuje 5. pozycję wśród dostawców IT dla sektora telekomunikacyjnego. Z usług Woli Info korzystają m.in. TP SA i PTC Era oraz Pekao SA i PKN Orlen. - Żeby móc się rozwijać, konieczne jest zdobycie w tej branży paru strategicznych klientów, którzy przynoszą stałe przychody - tłumaczy prezes Majcherkiewicz. - O nich trzeba się troszczyć i reagować na ich zmieniające się potrzeby.
Od 2002 roku Wola Info zwiększyła zatrudnienie z 50 do 90 osób. Planuje podbić nowe rynki: chronić systemy IT w firmach i zapewniać bezpieczeństwo ruchu towarowego na granicach. By wejść na nowe pola, spółka zamierza poszukać finansowania na giełdzie lub przez inwestora finansowego.
D.S.
Kross
Producent rowerów Kross z niewielkiego powiatowego Przasnysza rozwijał się niemal według podręcznikowych reguł XIX-wiecznego kapitalizmu. Jego założyciel Zbigniew Sosnowski przygodę z rowerami rozpoczął na przełomie lat 80. i 90. od założenia sklepiku i obwoźnego handlu na okolicznych jarmarkach. Wtedy sprzedawał niemal wyłącznie pojazdy państwowej fabryki Romet. Ale klienci zaczynali już mieć dość archaicznych składaków. Szybko z dwóch sklepików wyrosła hurtownia, a w 1996 roku montownia. Wszystko finansowane było z zysków i niewielkiego kredytu z BGŻ. Osiem lat temu spółka zatrudniała około 100 pracowników i składała rocznie niespełna 200 tys. rowerów. W tym roku zatrudnia 850 osób (w sezonie zima-wiosna do 1000) i wyprodukuje 800 tys. rowerów. Tylko w ciągu ostatnich miesięcy Kross zwiększył zatrudnienie o 150 osób. A to z powodu wartych
10 mln zł inwestycji w nowe linie produkcyjne, które dopiero w przyszłym roku osiągną pełne moce. W efekcie zatrudnienie wzrośnie jeszcze o kilkadziesiąt osób, a produkcja skoczy do 850 tys. Od 1999 roku firma zainwestowała 30 mln zł.
Kross w tej chwili jest liderem - należy do niego 40 proc. krajowego rynku. Są to przede wszystkim rowery średniej klasy. Ulokowanie się w tej półce jest jednym z głównych elementów strategii spółki. Drugim elementem jest ekspansja zagraniczna w dwóch kierunkach - rosyjskim, gdzie firma szuka dobrego miejsca pod fabrykę, i niemieckim, gdzie powstaje centrum logistyczne, które ma obsługiwać sieć sprzedaży za Odrą. Przasnyska spółka chce na tych rynkach sprzedawać rowery pod własnym brandem Kross.
Dziś eksport stanowi 40 proc. całej sprzedaży (w 2001 roku 5 proc.), która w tym roku osiągnie wartość 180 mln zł (140 mln zł w 2003 roku), a zysk netto 10-11 mln zł. W przyszłym roku Kross ma zamiar wejść na giełdę. Upublicznienie 30 proc. akcji ma dać ok. 10 mln euro. Szef spółki chce przeznaczyć te pieniądze na marketing związany z marką i zagraniczną ekspansję.
D.S.
BSH
Sprzęt Gospodarstwa Domowego
Czy fabryka urządzeń dla gospodyń domowych powinna być zarządzana przez kobiety? Szefowie polskiej spółki niemieckiego koncernu
Bosch-Siemens postanowili to sprawdzić. Dlatego większość menedżerów w fabrykach należących do polskiej filii koncernu to panie.
Gdy w 1997 roku BSH otwierał w Łodzi zakład produkcyjny, była to pierwsza inwestycja w Polsce zagranicznego producenta AGD. Dziś fabryka pralek i uruchomiona przed dwoma laty fabryka zmywarek zatrudniają 700 osób. Wartość dotychczasowych inwestycji BSH wynosi ok. 263 mln złotych. Ale to nie koniec
- w przyszłym roku ruszy kolejna fabryka, tym razem suszarek. Szefowie spółki prognozują, że dzięki temu przychody w latach 2002-2004 podwoją się, a już na początku przyszłego roku w BSH pracować będzie ponad 1000 osób.
- Tworzone w Polsce miejsca pracy są stabilne - zapewnia wiceprezes BSH Konrad Pokutycki. - Koncern Boscha nie zwykł inwestować na pięć czy dziesięć lat. W dającej się przewidzieć przyszłości wykluczamy więc np. przenoszenie naszych fabryk z Polski na Daleki Wschód. Mało tego, będziemy zwiększać zatrudnienie we wszystkich trzech fabrykach.
Polskie fabryki Boscha produkują sprzęt przede wszystkim na eksport.
- Wysyłamy za granicę 80 proc. naszej produkcji. W Polsce skupiamy się na rynku pralek, zmywarek do naczyń oraz urządzeniach AGD do zabudowy - mówi szef PR w BSH Andrzej Maślak. Szefowie BSH wybrali sobie trudny rynek
- zmywarki do naczyń są zaledwie w co dwudziestym polskim domu. Firma patrzy na to inaczej. - Rynek zmywarek rośnie o 20-30 proc. rocznie
- zauważa Pokutycki. Andrzej Maślak przyznaje, że przekonanie polskich gospodyń domowych, że zmywarki są im niezbędne, będzie trudne.
Ale jeśli zabiorą się za to same kobiety...
KS
KREISEL
Technika Budowlana
Takich wyników można tylko pozazdrościć. Od 1997 roku kierowany przez Szczepana Gawłowskiego poznański producent chemii budowlanej notuje stały wzrost przychodów ze sprzedaży, przekraczający w niektórych latach nawet 100 proc. W 2002 roku przychody firmy wyniosły ponad 134 mln zł, podczas gdy rok później przekroczyły już 179 mln zł. Bieżący rok Kreisel - związany z niemiecką spółką Kreisel GmbH - planuje zamknąć kwotą 200 mln zł. Rośnie również zysk. Mimo dużych inwestycji w ubiegłym roku Kreisel odnotował najlepsze wyniki finansowe w swojej 10-letniej historii. W 2003 roku wynik finansowy zwiększył się z 8 do 13,3 mln zł, a zysk netto wyniósł 6,4 mln zł. Jednocześnie spółka stale tworzy nowe miejsca pracy. W 2002 roku zatrudniała 207 osób, w 2003 roku 269, natomiast na koniec 2004 roku planowany jest wzrost zatrudnienia do 380 osób.
Kreisel Technika Budowlana sp. z o.o. na polskim rynku działa od 1993 roku. Należy do niej ponad 16 proc. udziałów w polskim rynku chemii budowlanej.
- W planach mamy dalsze zwiększanie udziału, w 2006 roku do ponad 22 proc. - mówi Krzysztof Baran, dyrektor marketingu firmy.
M.B.
Fiat GM-Powertrain
Bielsko-Biała
- O czym chce pan rozmawiać? O naszych sukcesach? Od kilku miesięcy nie rozmawiam z dziennikarzami o niczym innym! - tak zaczyna rozmowę Tadeusz Świerczek, dyrektor Fiat GM-Powertrain w Bielsku-Białej. I nie ma się co dziwić. Jego spółka jest jednym z liderów polskiej gospodarki. Nie tylko w imponujący sposób zwiększa przychody, ale robi również to, co dla BusinessWeeka było szczególne ważne - tworzy nowe miejsca pracy.
Fiat GM-Powertrain to wspólna inwestycja dwóch światowych koncernów motoryzacyjnych - największa w Polsce w 2003 roku. Jej wartość szacuje się na 432,2 mln USD. Spółka produkuje dziennie 2 tysiące silników wysokoprężnych, ale już wkrótce montować ich będzie o 400 więcej. Popyt na małe diesle przekroczył bowiem oczekiwania szefa firmy. By mu sprostać, potrzebni są ludzie. W 2003 roku spółka przyjęła do pracy 370 osób - w sumie zatrudnia już 1370 osób. Do grudnia pracę znajdzie kolejnych 100 osób.
K.S.
Sitech
Świetna lokalizacja i korzystne warunki do inwestowania - to dlatego w Polkowickiej Podstrefie Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zadomowił się koncern Volkswagen, który w 1998 roku uruchomił spółkę Sitech - producenta siedzeń samochodowych. Jej dynamiczny rozwój robi wrażenie.
- W 2002 roku zatrudnialiśmy średnio 360 pracowników, rok później już 756. Obecnie w firmie zatrudnionych jest już 1245 osób. Planujemy dalszy wzrost załogi - docelowo do 1400 ludzi, przy podwojonej wielkości obrotów - mówi dyrektor personalny Sitech sp. z o.o. Ryszard Kaczmarek.
Specjalnością firmy są stalowe konstrukcje siedzeń samochodowych m.in. do Golfa, Skody Octavii i Seata Altei. Niewielka cześć produkcji trafia do poznańskiej fabryki, większość montowana jest w Niemczech. Warto też wspomnieć, że w siedzenia z Polkowic wyposażone są także Porsche Cayenne.
- Oczywiście trudno nam się równać pod względem zatrudnienia z takimi gigantami jak KGHM, ale uważam, że nasza obecność w tym regionie ma istotne znaczenie dla struktury zatrudnienia - mówi dyr. Kaczmarek.
J.M.