Polscy producenci alkoholi, tekstyliów i części samochodowych mogą być pierwszymi ofiarami chińskiej ekspansji.
Dla jarosławskiego Jarlanu świat skończył się przed miesiącem. Bankructwo! - ogłosił sąd w Krośnie, kładąc kres istnieniu największych na Podkarpaciu zakładów dziewiarskich. - Wykończyła nas chińska konkurencja - przyznaje główny udziałowiec spółki Krzysztof Dajczak. Bez pracy zostało ponad 1100 osób. Ich zarobki nie były wysokie, ale Chińczycy pracują za ułamek tych pieniędzy.
Jarlan podzielił los Krisbutu i wielu innych polskich firm. Tekstylia, obuwie, zabawki i sprzęt elektroniczny z Państwa Środka zawładnęły polskim rynkiem - podobnie jak całym światem. Wygrywały przede wszystkim ceną. Dopiero pod koniec lat 90. polscy przedsiębiorcy nauczyli się wykorzystywać chiński potencjał dla własnych korzyści - i zaczęli traktować Chińczyków jak podwykonawców. A potencjał Chin rzeczywiście jest gigantyczny - wzrost PKB sięga 9 proc. rocznie. Wojciech Bobecki, polski tłumacz pracujący w F.A.W., największym koncernie samochodowym w Chinach, podkreśla: - W zwykłych dziurach jest więcej drapaczy chmur i luksusowych hoteli niż w Warszawie. Wszędzie coś się buduje, dzień i noc, każdy kręci jakiś własny interes.
W chińskim eksporcie do Polski największy udział mają urządzenia mechaniczne i elektroniczne. Największe spustoszenie wśród polskich producentów wciąż wywołuje jednak import tekstyliów - od firanek przez bieliznę po sportowe torby. Handel hurtowy od 10 lat koncentruje się w podwarszawskim Chińskim Centrum Handlowym, prowadzonym przez spółkę GD Poland. Kompleks zajmuje 6,5 ha i jest największą inwestycją Chin w tej części Europy. Szefowie GD Poland zapowiadają, że w ciągu najbliższych trzech lat zainwestują w Polsce kolejne 18 mln USD. Nic dziwnego - od stycznia sytuacja importerów tekstyliów będzie jeszcze łatwiejsza. Skończą się bowiem unijne kontyngenty i limity importowe, co dla takich spółek jak LPP czy Key - które zlecają szycie w Chinach - ma kapitalne znaczenie.
Obserwując dynamiczny rozwój chińskiej gospodarki, nie można mieć wątpliwości - na tekstyliach się nie skończy. Do wejścia do Polski szykują się dziesiątki nowych firm. W chińskiej ambasadzie w Warszawie na polskich importerów czekają m.in. oferty producentów materiałów biurowych, klimatyzatorów, maszyn górniczych, akcesoriów samochodowych, a nawet przedpłatowych liczników energii elektrycznej, czyli tzw. energomatów. Gdyby produkująca je spółka Shenzhen Star Instrument pozyskała do współpracy polskie zakłady energetyczne, kłopoty mógłby mieć największy producent liczników, toruński Apator.
Te oferty pokazują, że Chińczycy potrafią coraz więcej. BusinessWeek sprawdził, komu jeszcze mogą zagrozić i zmusić do sprostania trudnej konkurencji.
Alkohole
Wódka z Chin na polskim rynku? - To można sobie wyobrazić - przyznaje Bogusław Wojtach, członek zarządu Polmosu Białystok, największego rodzimego producenta. Warunek jest tylko jeden: - Musiałaby to być czysta wódka o smaku i zapachu charakterystycznym nie dla Chin, ale dla naszej części Europy. Czy Chińczycy mogą się nauczyć ją produkować? - Oni nauczą się wszystkiego, co będzie im się opłacać - mówi Wojtach. Chińskie produkty miałyby szansę podboju najniższej półki wysokoprocentowych alkoholi. - Dla odbiorców tego typu alkoholi liczy się wyłącznie cena, lojalność wobec marki nie istnieje. Chińczycy nie musieliby jej promować - mówi Wojtach.
Grzegorz Celik z Polsko-Chińskiego Centrum Współpracy zwraca uwagę na jeden warunek: - Ekspansja chińskiego alkoholu w Polsce może być wyłącznie pochodną zainteresowania Chińczyków rynkiem byłego Związku Radzieckiego.
Taka ekspansja brzmi prawdopodobnie - wszystko zależy od tego, jak mocno Rosja i inne kraje będą chciały chronić swój rynek cłami. Dziś cło na wódkę sprowadzaną z Chin do Polski wynosi 0 proc.
Akumulatory samochodowe
Na wódkę z Chin trzeba jeszcze poczekać, chińskie akumulatory już do Polski dotarły. - Są zdecydowane tańsze od polskich, mimo wysokich kosztów transportu - mówi Mariusz Dymek, szef sprzedaży w spółce Jenox. To jeden z największych w Polsce producentów akumulatorów. - Z jakością tego sprzętu też nie jest najgorzej.
Dymek nie zauważa na razie, by chiński import zagrażał jego firmie. Ale - jak przyznaje - optymistą jest dość umiarkowanym. Dariusz Szulc, dyrektor sprzedaży największego polskiego importera akumulatorów, spółki Batcar, dodaje: - Jedyną przeszkodą w ekspansji są w tym momencie wysokie ceny ołowiu utrzymujące się na światowych giełdach. Chińczycy są na nie bardziej wrażliwi.
Ceramika budowlana
Potencjalne zagrożenie ze strony chińskich producentów dostrzegają też producenci glazury i terakoty. Andrzej Goździk, dyrektor generalny grupy Ceramika Paradyż, mówi: - Na polskim rynku pojawiły się ostatnio gresy polerowane Made in China, tańsze nawet o 50 proc. od polskich wyrobów, jednak do ich jakości były spore zastrzeżenia.
Goździk podkreśla, że potencjał produkcyjny Chin jest znacznie większy niż Hiszpanii i Włoch łącznie. Rządowi w Pekinie zależy na dewizach, chętnie więc przyznaje eksporterom rozmaite ulgi. Zhaonan Wei z Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej dodaje: - Polscy producenci powinni się obawiać nie tylko bezpośredniego importu z Chin, ale i tego, że najwięksi producenci z Włoch i Hiszpanii właśnie przenoszą tam swoje fabryki. To pozwoli im obniżyć ceny.
Szkło gospodarcze
Szefowie największego producenta szkła gospodarczego w kraju, giełdowej spółki Krosno, również nie mogą spać spokojnie. Jolanta Skrzypczyk, dyrektor marketingu, przyznaje: - Istnieje niebezpieczeństwo pojawienia się chińskich producentów w ciągu 3-4 lat. Polski rynek jest niedostatecznie chroniony.
To, że ta obecność na razie jest bardzo niewielka, zdaniem przedstawicieli branży wynika z dwóch powodów: silnej pozycji polskich i unijnych producentów oraz tego, że Polska jest dla chińskich marek zbyt małym rynkiem.
Odzież markowa
Chińska konkurencja może zagrozić nawet tym, którzy zbudowali swój sukces na współpracy z Chinami. Krzysztof Śliwicki, dyrektor marketingu giełdowej spółki LPP, potwierdza, że pojawienie się chińskich marek odzieżowych na polskim rynku jest tylko kwestią czasu. Producenci z Państwa Środka już dawno bowiem zrozumieli, że największe zyski osiąga się na towarach z wyższych półek. I zechcą je zaatakować.
Zdaniem Śliwickiego, warunkiem sukcesu będzie dobre rozpoznanie rynku, a potem konsekwentne budowanie marki. - To, że będzie to marka chińska, nie ma znaczenia. By dostosować wzory do europejskiej mody, wystarczy zatrudnić miejscowych projektantów. Własne fabryki ułatwią natomiast rozwiązanie problemu szybkości reakcji na trendy rynkowe. Towar można dostarczyć nawet samolotem - i tak będzie tańszy.
Części samochodowe
Rywalizacja producentów części samochodowych z towarami chińskimi w wielu wypadkach przypomina walkę z wiatrakami. Akcesoria z Dalekiego Wschodu są o wiele tańsze. - Niektórzy zaczynają penetrować tamtejszy rynek w poszukiwaniu tanich surowców - mówi Diana Migo, współwłaścicielka krakowskiej firmy Softex, producenta akcesoriów. - My jednak specjalizujemy się w elementach metalowych, m.in. lejkach do paliwa, a blacha z Chin jest droga. Dla Chińczyków ceny blachy nie są jednak problemem, bo nadrabiają tanią siłą roboczą. To powoduje, że cały czas wisi nad nami groźba upadku.
Jarlan podzielił los Krisbutu i wielu innych polskich firm. Tekstylia, obuwie, zabawki i sprzęt elektroniczny z Państwa Środka zawładnęły polskim rynkiem - podobnie jak całym światem. Wygrywały przede wszystkim ceną. Dopiero pod koniec lat 90. polscy przedsiębiorcy nauczyli się wykorzystywać chiński potencjał dla własnych korzyści - i zaczęli traktować Chińczyków jak podwykonawców. A potencjał Chin rzeczywiście jest gigantyczny - wzrost PKB sięga 9 proc. rocznie. Wojciech Bobecki, polski tłumacz pracujący w F.A.W., największym koncernie samochodowym w Chinach, podkreśla: - W zwykłych dziurach jest więcej drapaczy chmur i luksusowych hoteli niż w Warszawie. Wszędzie coś się buduje, dzień i noc, każdy kręci jakiś własny interes.
W chińskim eksporcie do Polski największy udział mają urządzenia mechaniczne i elektroniczne. Największe spustoszenie wśród polskich producentów wciąż wywołuje jednak import tekstyliów - od firanek przez bieliznę po sportowe torby. Handel hurtowy od 10 lat koncentruje się w podwarszawskim Chińskim Centrum Handlowym, prowadzonym przez spółkę GD Poland. Kompleks zajmuje 6,5 ha i jest największą inwestycją Chin w tej części Europy. Szefowie GD Poland zapowiadają, że w ciągu najbliższych trzech lat zainwestują w Polsce kolejne 18 mln USD. Nic dziwnego - od stycznia sytuacja importerów tekstyliów będzie jeszcze łatwiejsza. Skończą się bowiem unijne kontyngenty i limity importowe, co dla takich spółek jak LPP czy Key - które zlecają szycie w Chinach - ma kapitalne znaczenie.
Obserwując dynamiczny rozwój chińskiej gospodarki, nie można mieć wątpliwości - na tekstyliach się nie skończy. Do wejścia do Polski szykują się dziesiątki nowych firm. W chińskiej ambasadzie w Warszawie na polskich importerów czekają m.in. oferty producentów materiałów biurowych, klimatyzatorów, maszyn górniczych, akcesoriów samochodowych, a nawet przedpłatowych liczników energii elektrycznej, czyli tzw. energomatów. Gdyby produkująca je spółka Shenzhen Star Instrument pozyskała do współpracy polskie zakłady energetyczne, kłopoty mógłby mieć największy producent liczników, toruński Apator.
Te oferty pokazują, że Chińczycy potrafią coraz więcej. BusinessWeek sprawdził, komu jeszcze mogą zagrozić i zmusić do sprostania trudnej konkurencji.
Alkohole
Wódka z Chin na polskim rynku? - To można sobie wyobrazić - przyznaje Bogusław Wojtach, członek zarządu Polmosu Białystok, największego rodzimego producenta. Warunek jest tylko jeden: - Musiałaby to być czysta wódka o smaku i zapachu charakterystycznym nie dla Chin, ale dla naszej części Europy. Czy Chińczycy mogą się nauczyć ją produkować? - Oni nauczą się wszystkiego, co będzie im się opłacać - mówi Wojtach. Chińskie produkty miałyby szansę podboju najniższej półki wysokoprocentowych alkoholi. - Dla odbiorców tego typu alkoholi liczy się wyłącznie cena, lojalność wobec marki nie istnieje. Chińczycy nie musieliby jej promować - mówi Wojtach.
Grzegorz Celik z Polsko-Chińskiego Centrum Współpracy zwraca uwagę na jeden warunek: - Ekspansja chińskiego alkoholu w Polsce może być wyłącznie pochodną zainteresowania Chińczyków rynkiem byłego Związku Radzieckiego.
Taka ekspansja brzmi prawdopodobnie - wszystko zależy od tego, jak mocno Rosja i inne kraje będą chciały chronić swój rynek cłami. Dziś cło na wódkę sprowadzaną z Chin do Polski wynosi 0 proc.
Akumulatory samochodowe
Na wódkę z Chin trzeba jeszcze poczekać, chińskie akumulatory już do Polski dotarły. - Są zdecydowane tańsze od polskich, mimo wysokich kosztów transportu - mówi Mariusz Dymek, szef sprzedaży w spółce Jenox. To jeden z największych w Polsce producentów akumulatorów. - Z jakością tego sprzętu też nie jest najgorzej.
Dymek nie zauważa na razie, by chiński import zagrażał jego firmie. Ale - jak przyznaje - optymistą jest dość umiarkowanym. Dariusz Szulc, dyrektor sprzedaży największego polskiego importera akumulatorów, spółki Batcar, dodaje: - Jedyną przeszkodą w ekspansji są w tym momencie wysokie ceny ołowiu utrzymujące się na światowych giełdach. Chińczycy są na nie bardziej wrażliwi.
Ceramika budowlana
Potencjalne zagrożenie ze strony chińskich producentów dostrzegają też producenci glazury i terakoty. Andrzej Goździk, dyrektor generalny grupy Ceramika Paradyż, mówi: - Na polskim rynku pojawiły się ostatnio gresy polerowane Made in China, tańsze nawet o 50 proc. od polskich wyrobów, jednak do ich jakości były spore zastrzeżenia.
Goździk podkreśla, że potencjał produkcyjny Chin jest znacznie większy niż Hiszpanii i Włoch łącznie. Rządowi w Pekinie zależy na dewizach, chętnie więc przyznaje eksporterom rozmaite ulgi. Zhaonan Wei z Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej dodaje: - Polscy producenci powinni się obawiać nie tylko bezpośredniego importu z Chin, ale i tego, że najwięksi producenci z Włoch i Hiszpanii właśnie przenoszą tam swoje fabryki. To pozwoli im obniżyć ceny.
Szkło gospodarcze
Szefowie największego producenta szkła gospodarczego w kraju, giełdowej spółki Krosno, również nie mogą spać spokojnie. Jolanta Skrzypczyk, dyrektor marketingu, przyznaje: - Istnieje niebezpieczeństwo pojawienia się chińskich producentów w ciągu 3-4 lat. Polski rynek jest niedostatecznie chroniony.
To, że ta obecność na razie jest bardzo niewielka, zdaniem przedstawicieli branży wynika z dwóch powodów: silnej pozycji polskich i unijnych producentów oraz tego, że Polska jest dla chińskich marek zbyt małym rynkiem.
Odzież markowa
Chińska konkurencja może zagrozić nawet tym, którzy zbudowali swój sukces na współpracy z Chinami. Krzysztof Śliwicki, dyrektor marketingu giełdowej spółki LPP, potwierdza, że pojawienie się chińskich marek odzieżowych na polskim rynku jest tylko kwestią czasu. Producenci z Państwa Środka już dawno bowiem zrozumieli, że największe zyski osiąga się na towarach z wyższych półek. I zechcą je zaatakować.
Zdaniem Śliwickiego, warunkiem sukcesu będzie dobre rozpoznanie rynku, a potem konsekwentne budowanie marki. - To, że będzie to marka chińska, nie ma znaczenia. By dostosować wzory do europejskiej mody, wystarczy zatrudnić miejscowych projektantów. Własne fabryki ułatwią natomiast rozwiązanie problemu szybkości reakcji na trendy rynkowe. Towar można dostarczyć nawet samolotem - i tak będzie tańszy.
Części samochodowe
Rywalizacja producentów części samochodowych z towarami chińskimi w wielu wypadkach przypomina walkę z wiatrakami. Akcesoria z Dalekiego Wschodu są o wiele tańsze. - Niektórzy zaczynają penetrować tamtejszy rynek w poszukiwaniu tanich surowców - mówi Diana Migo, współwłaścicielka krakowskiej firmy Softex, producenta akcesoriów. - My jednak specjalizujemy się w elementach metalowych, m.in. lejkach do paliwa, a blacha z Chin jest droga. Dla Chińczyków ceny blachy nie są jednak problemem, bo nadrabiają tanią siłą roboczą. To powoduje, że cały czas wisi nad nami groźba upadku.