W umowach dominuje prawo silniejszego
W McDonaldzie rozmowa jest krótka: albo godzisz się na proponowaną w całości umowę, albo nie. Nie ma pola do negocjacji - opowiada Tadeusz Staśkiewicz, od 4 lat prowadzący 300-metrową restaurację McDonald`s w Warszawie. - Tak być musi. Trudno byłoby zarządzać siecią, gdyby każdy miał inną umowę - tłumaczą przedstawiciele firmy.
Ale zanim dojdzie do podpisania umowy, franchisingobiorca musi być przygotowany na dwie kosztowne, ale niezbędne czynności. Po pierwsze, konsultację treści umowy, zwłaszcza po stronie swoich obowiązków, z radcą prawnym. I po drugie, zbadanie statusu prawnego i finansowego licencjodawcy, co też wymaga wiedzy i czasu. Czerwone światło powinno się zapalić w chwili, gdy firma odmówi okazania takich dokumentów.
Prawna strona franchisingu jest raczej okrutna dla jej biorców, a z im większą siecią chcą się wiązać, tym gorzej dla nich i ich pozycja jest słabsza. Wchodząc w światową sieć z renomowaną marką, np. z McDonald`sem, biorca musi zdawać sobie sprawę, że katalog standardów technologicznych i know-how jest grubą księgą, która nie podlega negocjacjom.
Prawnicy ostrzegają: jedynymi polami do negocjacji są warunki wypowiedzenia umowy, okres jej obowiązywania, czas poufności po jej zakończeniu, zapis, kto rozstrzyga spory - sąd arbitrażowy czy powszechny (dla biorcy lepiej, by był to arbitraż, np. przy KIG) i system finansowego udziału w kosztach marketingu sieci. Reszta punktów jest nie do ruszenia.
Ale nawet w tych miękkich elementach umowy kryją się pułapki. Ich listę otwierają warunki rozstania się z siecią. Biorcy muszą się domagać umów na czas określony, co najmniej 5-letni, inaczej zakłócenia w realizacji ich biznesplanu (np. dekoniunktura, pojawienie się konkurenta) mogą doprowadzić do wywrotki. - Niezbędne jest kalkulowanie biznesu. Trzeba się liczyć, z tym że 2-3 lata mogą być chude - ostrzega Staśkiewicz.
Poważnym problemem dla wielu przedsiębiorców może być prowadzenie podwójnej księgowości - dla fiskusa według krajowych standardów i dla właściciela sieci zgodnie z jego wymaganiami.
Bardzo często zdarza się, że biorcy nie zwracają uwagi na to, jak długi jest okres wypowiedzenia umowy i czy jest ono poprzedzone wezwaniem dawcy do naprawy uchybień. Rozstanie się z siecią z dnia na dzień pociąga za sobą olbrzymie koszty likwidacji biznesu; w przypadku sklepu mogą one sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Bolesna dla biorców jest klauzula o zakazie konkurencji po wygaśnięciu umowy. Z reguły dawcy narzucają roczną karencję w podejmowaniu pracy dla innej sieci.
Źródłem wielu sporów jest lista obowiązków biorcy dotyczących stosowanego know-how i ponoszonych opłat. Nie ma szans na ich renegocjacje w trakcie trwania umowy. Warto dopilnować zapisu, jaki sąd rozstrzyga spory, które mogą się tu pojawić: arbitraż - droższy, ale szybszy, czy sąd powszechny.
Jak do tej pory polskie regulacje dotyczące franchisingu są więcej niż skromne, co nie oznacza, że prawo uniemożliwia działanie takich systemów. Ale to ryzyka nie zmniejsza.
Po pierwsze, umowa, którą podpisują strony, jest tzw. umową nienazwaną, jej wzorów nie ma w żadnym kodeksie, ustawie czy rozporządzeniu i o wszystkim decyduje wola partnerów.
Po drugie, jedynie ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów oraz towarzyszące jej rozporządzenia wprowadzają do polskiego prawa pojęcia właściwe franchisingowi. Dotyczą one m.in. listy klauzul umownych, które są dozwolone, oraz takich, których umieszczenie jest niedopuszczalne.
Po trzecie, sporne sprawy nieuregulowane umową rozstrzygają kodeksy handlowy i cywilny oraz ustawa o ochronie konkurencji, co stawia dawców, jako z reguły silniejszego partnera, w lepszej sytuacji. W wypadku sieci międzynarodowych może się zdarzyć, że umowy zawierają zapisy o stosowaniu do nich prawa obcego lub o poddaniu sporów zagranicznemu sądowi lub arbitrażowi. Takie sytuacje mogą stwarzać biorcom ogromne trudności w dochodzeniu roszczeń lub w obronie przeciwko działaniom firmy udzielającej licencji.
Zdaniem prawników, dla osób rozpoczynających przygodę z franchisingiem najbezpieczniejsze jest wystartowanie w handlu i prostych usługach, np. fryzjerskich czy obsługi płatności. Sieci hotelarskie czy gastronomiczne to już wyższa szkoła jazdy.
W McDonaldzie rozmowa jest krótka: albo godzisz się na proponowaną w całości umowę, albo nie. Nie ma pola do negocjacji - opowiada Tadeusz Staśkiewicz, od 4 lat prowadzący 300-metrową restaurację McDonald`s w Warszawie. - Tak być musi. Trudno byłoby zarządzać siecią, gdyby każdy miał inną umowę - tłumaczą przedstawiciele firmy.
Ale zanim dojdzie do podpisania umowy, franchisingobiorca musi być przygotowany na dwie kosztowne, ale niezbędne czynności. Po pierwsze, konsultację treści umowy, zwłaszcza po stronie swoich obowiązków, z radcą prawnym. I po drugie, zbadanie statusu prawnego i finansowego licencjodawcy, co też wymaga wiedzy i czasu. Czerwone światło powinno się zapalić w chwili, gdy firma odmówi okazania takich dokumentów.
Prawna strona franchisingu jest raczej okrutna dla jej biorców, a z im większą siecią chcą się wiązać, tym gorzej dla nich i ich pozycja jest słabsza. Wchodząc w światową sieć z renomowaną marką, np. z McDonald`sem, biorca musi zdawać sobie sprawę, że katalog standardów technologicznych i know-how jest grubą księgą, która nie podlega negocjacjom.
Prawnicy ostrzegają: jedynymi polami do negocjacji są warunki wypowiedzenia umowy, okres jej obowiązywania, czas poufności po jej zakończeniu, zapis, kto rozstrzyga spory - sąd arbitrażowy czy powszechny (dla biorcy lepiej, by był to arbitraż, np. przy KIG) i system finansowego udziału w kosztach marketingu sieci. Reszta punktów jest nie do ruszenia.
Ale nawet w tych miękkich elementach umowy kryją się pułapki. Ich listę otwierają warunki rozstania się z siecią. Biorcy muszą się domagać umów na czas określony, co najmniej 5-letni, inaczej zakłócenia w realizacji ich biznesplanu (np. dekoniunktura, pojawienie się konkurenta) mogą doprowadzić do wywrotki. - Niezbędne jest kalkulowanie biznesu. Trzeba się liczyć, z tym że 2-3 lata mogą być chude - ostrzega Staśkiewicz.
Poważnym problemem dla wielu przedsiębiorców może być prowadzenie podwójnej księgowości - dla fiskusa według krajowych standardów i dla właściciela sieci zgodnie z jego wymaganiami.
Bardzo często zdarza się, że biorcy nie zwracają uwagi na to, jak długi jest okres wypowiedzenia umowy i czy jest ono poprzedzone wezwaniem dawcy do naprawy uchybień. Rozstanie się z siecią z dnia na dzień pociąga za sobą olbrzymie koszty likwidacji biznesu; w przypadku sklepu mogą one sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Bolesna dla biorców jest klauzula o zakazie konkurencji po wygaśnięciu umowy. Z reguły dawcy narzucają roczną karencję w podejmowaniu pracy dla innej sieci.
Źródłem wielu sporów jest lista obowiązków biorcy dotyczących stosowanego know-how i ponoszonych opłat. Nie ma szans na ich renegocjacje w trakcie trwania umowy. Warto dopilnować zapisu, jaki sąd rozstrzyga spory, które mogą się tu pojawić: arbitraż - droższy, ale szybszy, czy sąd powszechny.
Jak do tej pory polskie regulacje dotyczące franchisingu są więcej niż skromne, co nie oznacza, że prawo uniemożliwia działanie takich systemów. Ale to ryzyka nie zmniejsza.
Po pierwsze, umowa, którą podpisują strony, jest tzw. umową nienazwaną, jej wzorów nie ma w żadnym kodeksie, ustawie czy rozporządzeniu i o wszystkim decyduje wola partnerów.
Po drugie, jedynie ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów oraz towarzyszące jej rozporządzenia wprowadzają do polskiego prawa pojęcia właściwe franchisingowi. Dotyczą one m.in. listy klauzul umownych, które są dozwolone, oraz takich, których umieszczenie jest niedopuszczalne.
Po trzecie, sporne sprawy nieuregulowane umową rozstrzygają kodeksy handlowy i cywilny oraz ustawa o ochronie konkurencji, co stawia dawców, jako z reguły silniejszego partnera, w lepszej sytuacji. W wypadku sieci międzynarodowych może się zdarzyć, że umowy zawierają zapisy o stosowaniu do nich prawa obcego lub o poddaniu sporów zagranicznemu sądowi lub arbitrażowi. Takie sytuacje mogą stwarzać biorcom ogromne trudności w dochodzeniu roszczeń lub w obronie przeciwko działaniom firmy udzielającej licencji.
Zdaniem prawników, dla osób rozpoczynających przygodę z franchisingiem najbezpieczniejsze jest wystartowanie w handlu i prostych usługach, np. fryzjerskich czy obsługi płatności. Sieci hotelarskie czy gastronomiczne to już wyższa szkoła jazdy.