Sukces dzięki niekonwencjonalnej strategii
W trzecim kwartale najlepsze efekty przyniosło powierzenie pieniędzy Andrzejowi Kosińskiemu i Tomaszowi Tarczyńskiemu, którzy zarządzają funduszem AIG Akcji. Dzięki wypracowaniu prawie 22-procentowej stopy zwrotu zdecydowanie pobili konkurentów. Drugi w rankingu GTFI Akcji wypracował tylko 6,4 proc. zysku.
Sukces, jak sami mówią, zawdzięczają nietypowej dla funduszy inwestycyjnych strategii. - Zarządzający na ogół patrzą na skład benchmarków, czyli stóp odniesienia, i konstruują portfel na ich wzór, żeby ryzyko w stosunku do rynku było jak najmniejsze. My staramy się zapomnieć o składzie indeksów. Inwestujemy w wartość, tzn. szukamy takich spółek, które są niedowartościowane - tłumaczą Andrzej Kosiński i Tomasz Tarczyński.
- Jest ich wprawdzie coraz mniej, bo poziom cen na giełdzie jest wysoki, ale rynek jest dynamiczny, a w spółkach też ciągle się coś dzieje. Można więc znaleźć okazje do atrakcyjnych inwestycji - zapewniają. - Sztuka polega na tym, aby dojrzeć pozytywne zmiany zachodzące w firmach, zanim zobaczy je rynek, lub kupić takie akcje, których spadek cen był nieuzasadniony. Oczywiście dyskonto nie musi zniknąć od razu, może to nastąpić dopiero po kilku miesiącach - zaznacza Andrzej Kosiński. Tym razem efekty przyjętej strategii były zauważalne już w lipcu. Kolejne miesiące były równie udane.
W III kwartale w portfelu funduszu znalazło się kilkanaście spółek. Wśród nich były takie, których wartość rynkowa wzrosła ponad 100 proc. - Dobrym przykładem są papiery Mostostalu Siedlce czy Vistuli, które kupowaliśmy poniżej 20 zł. Pod koniec września były warte ponad dwa razy więcej - mówi Kosiński. - Udaną inwestycją były też akcje Wólczanki kupowane przez nas po 22-24 zł, które zdrożały do ponad 40 zł - dodaje Tarczyński. - Wólczanka nie wchodzi w skład indeksu, nie wpływa więc na wartość wskaźnika, wpłynęła za to na nasz wynik. Inne spółki również miały znaczenie, ale nie aż tak spektakularne - zdradza sposób pobicia benchmarku. Zaangażowanie funduszu w akcje może wynosić od 70 do 100 proc. Ich udział w aktywach nie jest jednak zależny od koniunktury. - Inwestujemy wtedy, gdy widzimy możliwość zysku lub mamy napływ pieniędzy od klientów. Koniunkturę giełdową trudno przewidzieć, zależy ona od zbyt wielu czynników - tłumaczą zgodnie. Nie chcą więc stawiać prognoz dla rynku na IV kwartał. - To się nikomu nie udaje, a dla nas nie jest najważniejsze.
Są spokojni. Nie sprawiają wrażenia zestresowanych odpowiedzialnością za pieniądze klientów. - W życiu nie chodzi o to, aby unikać stresu. Ważne jest, aby nad nim panować, wtedy stres jest motorem napędowym. Podobnie jest z ryzykiem. Jest ono niezbędne, ale musi być dozowane i kontrolowane - wyjaśnia Andrzej Kosiński. Nauczył się tego, inwestując na giełdzie na własne konto. - W życiu trzeba robić coś ciekawego, co wymaga twórczego myślenia, a zarządzanie jest zdecydowanie bardziej pasjonujące od mechanicznej pracy maklera - tłumaczy i z nostalgią wspomina pracę w COK Banku Handlowego. - Stworzyliśmy tam profesjonalny zespół, który robił analizy i pisał raporty dla inwestorów, teraz to norma, ale wtedy to była domena brokerów zagranicznych - opowiada z dumą. Dziś ma tytuł Charter Financial Analyst.
Autorytetami dla obu zarządzających są Warren Buffett i Peter Lynch. - To inwestorzy, którzy mieli swoją strategię
i udowodnili, że potrafią ją wdrażać z sukcesem w ciągu wielu lat. Oni - tak jak my - wierzyli w inwestowanie w wartość. Opieranie strategii na podstawie analizy technicznej, stosowanie timingu albo inwestowanie spekulacyjne w dłuższym terminie się nie sprawdza - zapewnia zgrany tandem - zarządzający funduszem AIG Akcji.
Andrzej Kosiński
urodzony: 1971 w Hajnówce
wykształcenie: Uniwersytet Warszawski
pierwsza praca: makler BM
Banku Zachodniego
pierwszy sukces: praca w Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego
hobby: literatura piękna, szachy
Tomasz Tarczyński
urodzony: 1974 w Krakowie
wykształcenie: Akademia Ekonomiczna w Krakowie
pierwsza praca: DM Penetrator
pierwszy sukces: przeprowadzenie emisji obligacji zamiennych
hobby: muzyka, góry
Sukces, jak sami mówią, zawdzięczają nietypowej dla funduszy inwestycyjnych strategii. - Zarządzający na ogół patrzą na skład benchmarków, czyli stóp odniesienia, i konstruują portfel na ich wzór, żeby ryzyko w stosunku do rynku było jak najmniejsze. My staramy się zapomnieć o składzie indeksów. Inwestujemy w wartość, tzn. szukamy takich spółek, które są niedowartościowane - tłumaczą Andrzej Kosiński i Tomasz Tarczyński.
- Jest ich wprawdzie coraz mniej, bo poziom cen na giełdzie jest wysoki, ale rynek jest dynamiczny, a w spółkach też ciągle się coś dzieje. Można więc znaleźć okazje do atrakcyjnych inwestycji - zapewniają. - Sztuka polega na tym, aby dojrzeć pozytywne zmiany zachodzące w firmach, zanim zobaczy je rynek, lub kupić takie akcje, których spadek cen był nieuzasadniony. Oczywiście dyskonto nie musi zniknąć od razu, może to nastąpić dopiero po kilku miesiącach - zaznacza Andrzej Kosiński. Tym razem efekty przyjętej strategii były zauważalne już w lipcu. Kolejne miesiące były równie udane.
W III kwartale w portfelu funduszu znalazło się kilkanaście spółek. Wśród nich były takie, których wartość rynkowa wzrosła ponad 100 proc. - Dobrym przykładem są papiery Mostostalu Siedlce czy Vistuli, które kupowaliśmy poniżej 20 zł. Pod koniec września były warte ponad dwa razy więcej - mówi Kosiński. - Udaną inwestycją były też akcje Wólczanki kupowane przez nas po 22-24 zł, które zdrożały do ponad 40 zł - dodaje Tarczyński. - Wólczanka nie wchodzi w skład indeksu, nie wpływa więc na wartość wskaźnika, wpłynęła za to na nasz wynik. Inne spółki również miały znaczenie, ale nie aż tak spektakularne - zdradza sposób pobicia benchmarku. Zaangażowanie funduszu w akcje może wynosić od 70 do 100 proc. Ich udział w aktywach nie jest jednak zależny od koniunktury. - Inwestujemy wtedy, gdy widzimy możliwość zysku lub mamy napływ pieniędzy od klientów. Koniunkturę giełdową trudno przewidzieć, zależy ona od zbyt wielu czynników - tłumaczą zgodnie. Nie chcą więc stawiać prognoz dla rynku na IV kwartał. - To się nikomu nie udaje, a dla nas nie jest najważniejsze.
Są spokojni. Nie sprawiają wrażenia zestresowanych odpowiedzialnością za pieniądze klientów. - W życiu nie chodzi o to, aby unikać stresu. Ważne jest, aby nad nim panować, wtedy stres jest motorem napędowym. Podobnie jest z ryzykiem. Jest ono niezbędne, ale musi być dozowane i kontrolowane - wyjaśnia Andrzej Kosiński. Nauczył się tego, inwestując na giełdzie na własne konto. - W życiu trzeba robić coś ciekawego, co wymaga twórczego myślenia, a zarządzanie jest zdecydowanie bardziej pasjonujące od mechanicznej pracy maklera - tłumaczy i z nostalgią wspomina pracę w COK Banku Handlowego. - Stworzyliśmy tam profesjonalny zespół, który robił analizy i pisał raporty dla inwestorów, teraz to norma, ale wtedy to była domena brokerów zagranicznych - opowiada z dumą. Dziś ma tytuł Charter Financial Analyst.
Autorytetami dla obu zarządzających są Warren Buffett i Peter Lynch. - To inwestorzy, którzy mieli swoją strategię
i udowodnili, że potrafią ją wdrażać z sukcesem w ciągu wielu lat. Oni - tak jak my - wierzyli w inwestowanie w wartość. Opieranie strategii na podstawie analizy technicznej, stosowanie timingu albo inwestowanie spekulacyjne w dłuższym terminie się nie sprawdza - zapewnia zgrany tandem - zarządzający funduszem AIG Akcji.
Andrzej Kosiński
urodzony: 1971 w Hajnówce
wykształcenie: Uniwersytet Warszawski
pierwsza praca: makler BM
Banku Zachodniego
pierwszy sukces: praca w Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego
hobby: literatura piękna, szachy
Tomasz Tarczyński
urodzony: 1974 w Krakowie
wykształcenie: Akademia Ekonomiczna w Krakowie
pierwsza praca: DM Penetrator
pierwszy sukces: przeprowadzenie emisji obligacji zamiennych
hobby: muzyka, góry