Marsz w górę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Większość sektorów gospodarki czeka wzrost przychodów, ale ich rentowności może zagrozić mocny złoty
Poprawę koniunktury odczuwa już co czwarty przedsiębiorca - wynika z badań GUS. Zadowolonych jest dwukrotnie więcej niż pesymistów, którzy utrzymują, że ich sytuacja się pogarsza. To niejedyne krzepiące dane - GUS notuje również wzrost rentowności przedsiębiorstw i szybko poprawiające się wyniki finansowe. Z największych gałęzi gospodarki tylko ochrona zdrowia pogrąża się w kryzysie, którego końca nie widać. Nawet budownictwo po oczyszczających latach zastoju wychodzi powoli na prostą - głównie za sprawą wspieranych przez UE inwestycji infrastrukturalnych. BusinessWeek sprawdził, co zdaniem przedsiębiorców wydarzy się w najbliższych 12 miesiącach w 12 najważniejszych działach gospodarki. Przeważają optymistyczne prognozy.

Handel - atak na prowincję
W ubiegłorocznej analizie sektora handlu detalicznego PricewaterhouseCoopers ocenił polski rynek jako dojrzały, ale mający jeszcze potencjał wzrostu. Analitycy tej firmy przewidują dalszą konsolidację rynku hurtowego i stopniowy wzrost siły nabywczej klientów, co będzie stymulować popyt na artykuły luksusowe. Widoczna będzie ekspansja sieci detalistów z coraz bardziej nasyconych dużych miast do mniejszych miejscowości oraz dalszy rozwój centrów handlowych połączonych z obiektami rozrywkowymi.
Zdaniem Zdzisława Potempy, dyrektora operacyjnego w Ahold Polska (sieć supermarketów Albert i Hypernova), ten rok będzie stał pod znakiem konsolidacji sieci handlowych.
- Będziemy również obserwować bardzo dynamiczny rozwój sklepów dyskontowych - mówi. Spółka Ahold Polska, która niedawno sprzedała 13 hipermarketów Hypernova (o średniej pow. ponad 6 tys. mkw.) Carrefourowi, stawia w swej strategii na rozwój mniejszych placówek - supermarketów Albert (400-2000 mkw.) w największych aglomeracjach oraz kompaktowych marketów Hypernova (2-3 tys. mkw.) w mniejszych miejscowościach. Firma zapowiada otwarcie w przyszłym roku około 20 nowych Albertów oraz 4 obiektów Hypernova.

Telekomunikacja - czas cenowych wojen
Motorami wzrostu rynku telekomunikacyjnego w Polsce w najbliższych latach będą telefonia komórkowa oraz sektor transmisji danych i szerokopasmowego internetu. Nie bez kozery więc strategia TP SA opiera się na ekspansji właśnie w tych segmentach. - Spodziewam się, że pod koniec 2005 r. będziemy mieli 70 telefonów komórkowych na 100 mieszkańców. To daje 27 mln aktywnych kart użytkowanych przez polskich klientów, czyli dobrą średnią europejską - mówi Sławomir Skrodzki, prezes należącego do grupy TP SA Centertela, operatora sieci Idea. Nie ukrywa on, że jego firma chce uszczknąć spory kawałek z tego rosnącego tortu.
Dobra wiadomość dla klientów to spodziewany wzrost konkurencyjności na rynku. Urząd Regulacji Telekomunikacji chce w tym roku rozstrzygnąć przetarg na czwartego operatora telefonii komórkowej GSM i UMTS.
Czego można się spodziewać na rynku telefonii stacjonarnej - czy i tutaj klienci mogą liczyć na spadek stawek za połączenia? Zdaniem Andrzeja Dąbrowy, wiceprezesa TelePolski, otwarcie rynku połączeń lokalnych zwiększy atrakcyjność oferty operatorów świadczących usługi poprzez prefiks. W związku z tym można przewidywać obniżenie stawek za te połączenia. Nie obędzie się jednak bez ofiar. Szef TelePolski przewiduje, że zmiany cen i obniżki taryf spowodują duże problemy finansowe i bankructwa małych operatorów.
Według analiz firmy PMR, branża telekomunikacyjna w Polsce będzie się dynamicznie rozwijać, a przeciętna stopa wzrostu w latach 2004-2007 ma wynieść 11,7 proc.

IT - dobre nastroje
Dynamiczny wzrost w tym roku powinna odnotować branża IT. W opinii analityków z firmy PMR rynek utrzyma dwucyfrową dynamikę, rosnąc o 12,1 proc. Podobnie przewidują specjaliści z IDC, którzy prognozują średnio 13-proc. wzrost branży IT w Polsce w ciągu czterech następnych lat. Jest to zarazem najbardziej dynamiczne tempo rozwoju w Europie.
Ostrożniejszy jest Paweł Piwowar, prezes Oracle Polska. Jego zdaniem, rynek będzie rósł w tempie niewiele ponad 5 proc. rocznie. Wzrost przewiduje także Michał Danielewski, dyrektor generalny ComputerLandu: - Wzrost nastąpi m.in. dzięki funduszom europejskim, które coraz częściej są przeznaczane na projekty informatyczne. Podkreśla jednocześnie, że napływ unijnych środków zwiększy konkurencję na polskim rynku. Firmy z innych krajów będą coraz intensywniej zabiegać o wygrane w polskich przetargach. ComputerLand się jednak nie boi i zapowiada powiększanie grupy. - Będziemy kupować nowe spółki, nie zwalniając tempa, czyli jedną na kwartał. Negocjujemy też ciekawe kontrakty na rynku rosyjskim - mówi Danielewski.
Optymistą jest Tomasz Bochenek, dyrektor generalny Microsoftu w Polsce. Przewiduje, że zarówno międzynarodowi, jak i polscy najwięksi producenci komputerów będą dalej zwiększali udział w rynku komputerów PC kosztem drobnych składaczy. - Wierzę też, że dzięki finansowaniu z UE znacznie podniesie się wielkość nakładów inwestycyjnych na IT w małych i średnich przedsiębiorstwach - mówi.

Surowce - wykorzystać prosperity
Miniony rok był wyjątkowo udany dla przedstawicieli branży surowcowej. Czy i w tym polskie kopalnie i huty mogą liczyć na wzrost lub utrzymanie się wysokich cen? Frantisek Chowaniec, prezes zarządu Ispat Polska Stal SA, wierzy, że w przyszłym roku utrzyma się dobra koniunktura na światowym rynku stali. - Popyt będzie nadal na wysokim poziomie, ale ceny nie będą już tak gwałtownie rosnąć i najprawdopodobniej się ustabilizują - przewiduje. Stabilizację koniunktury tłumaczy zmianami w gospodarce chińskiej, która napędzała światowy popyt na stal od początku 2004 r.
Eksperci szacują wielkość produkcji stali na świecie w tym roku na miliard ton. W 2007 będzie to już prawdopodobnie 1,07 mld ton, co jest związane z perspektywą rozwoju innych wielkich gospodarek azjatyckich, np. indyjskiej.
Ispat Polska Stal zamierza wykorzystać koniunkturę na wyroby stalowe. - Ten rok będzie dla firmy okresem przełomowym z uwagi na realizowany program inwestycyjny - mówi Chowaniec. Cztery główne inwestycje IPS - budowa nowej walcowni w oddziale krakowskim, budowa linii ciągłego odlewania stali w Dąbrowie Górniczej, modernizacja walcowni walcówki w oddziale w Sosnowcu i budowa linii powlekania blach w IPS Oddział w Świętochłowicach - pochłoną w sumie ponad 2,4 mld zł. - Realizacja inwestycji jest gwarancją silnej pozycji koncernu w okresie dekoniunktury, która może się pojawić pod koniec dekady - podkreśla prezes IPS.
Popyt na stal cieszy przedstawicieli branży górniczej, która dostarcza surowca do jej produkcji. Wierzą oni, że ceny węgla, szczególnie koksowniczego, będą się utrzymywać na wysokim poziomie jeszcze co najmniej przez dwa lata (choć swój szczyt już raczej osiągnęły). Maksymilian Klank, prezes Kompanii Węglowej, największego koncernu węglowego w Europie, podkreśla, że kopalnie muszą tę sprzyjającą koniunkturę wykorzystać na unowocześnienie, wzrost efektywności i obniżenie kosztów.
- Będziemy tak przestawiać naszą produkcję, by wydobywać jak najwięcej osiągającego najwyższe ceny węgla koksowniczego. Najpóźniej za dwa lata będzie on stanowić 40-45 procent wydobycia (obecnie ok. 12 proc. produkcji) - podkreśla Klank. Śmiała strategia Kompanii Węglowej zakłada, że w 2007 r. osiągnie ona 1 mld zł zysku netto.
W przedłużenie dobrej koniunktury wierzy też Robert Nowak, wiceprezes zarządu ds. handlu, marketingu i zabezpieczeń w KGHM. - Wysokie ceny miedzi, które od dłuższego czasu utrzymują się na poziomie około 3 tys. USD za tonę, spowodowały, że instytucje finansowe zaczęły weryfikować swe prognozy cen tego metalu, spodziewając się ich wzrostu - mówi.
Uczestnicy rynku spodziewają się jeszcze wyższej ceny miedzi ze względu na utrzymywanie się niskiego poziomu zapasów. Ów wzrost może być szczególnie gwałtowny w I kwartale tego roku. Co prawda pojawiają się sygnały o wzroście wydobycia rudy miedzi, jednak możliwości przerobowe hut są bardzo ograniczone. Dlatego dopiero w II połowie roku można się spodziewać obniżek - podkreśla Robert Nowak.

Ochrona zdrowia - wyborcza stagnacja
Ochrona zdrowia od 15 lat nie może się doczekać opartego na zdrowych zasadach systemu i prawdopodobnie w tym roku wyborczym nic się w tym zakresie nie zmieni. Mimo że wydatki na ten cel rosną w tempie około 8 proc. rocznie, sytuacja placówek zdrowotnych stale się pogarsza. - W tym roku żadnych pozytywnych zmian nie oczekujemy - mówi Wojciech Witkiewicz, dyrektor jednego z najlepszych szpitali w kraju, Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu
(2 mln zł zysku netto przy 60 mln zł przychodów). Mimo niewielkiego budżetu wrocławski szpital planuje duże inwestycje. W najbliższych miesiącach dyrektor chce kupić nowy sprzęt, wyremontować i docieplić budynki. Wszystko ma kosztować 35 mln zł. Budżet państwa i samorząd nie wyłożą na to ani złotówki. Większość (75 proc.) wydatków sfinansują fundusze unijne, resztę szpital zapłaci sam - ze zgromadzonych oszczędności.
Na wymagającą niepopularnych decyzji reformę służby zdrowia w roku wyborczym nie liczy również Adam Rozwadowski, właściciel i prezes sieci klinik Enel Med. - Jeżeli coś miałoby się zmienić na lepsze, to chyba dopiero w 2006 roku. Mimo to Rozwadowski jest optymistą. W marcu ruszy przychodnia w kolejnym centrum handlowym w Warszawie. Zatrudnienie wzrośnie z 430 do 460 osób. Przychody w 2005 roku mają być - według planów prezesa - o 25 proc. wyższe niż w 2004 roku i sięgnąć 40 mln zł. Wzrosnąć ma udział pieniędzy z NFZ w przychodach Enel Medu, który na razie nie przekracza 10 proc. NFZ na leczenie w 2005 roku planuje 32,5 mld zł (o 1 mld zł więcej niż w 2004 roku). Wzrosną wydatki na wszystko oprócz refundacji leków (spadek z 6,2 do 6,1 mld zł). Firmy farmaceutyczne jednak nie stracą, bo według prognoz, z własnej kieszeni wydamy na leki około
15 mld zł; o miliard złotych więcej niż w 2004 r.

Rolnictwo - konieczne inwestycje
Lepsze prognozy ma przed sobą rolnictwo, zwłaszcza sektory nastawione na eksport do UE. - Przed akcesją produkcją mięsa wołowego zajmowali się nieliczni - mówi Andrzej Paździor, wiceprezes grupy producenckiej Łąki Nadbużańskie z Włodawy. - Teraz wszystko się zmieniło - dodaje. Wywołana wzrostem eksportu zwyżka cen mięsa zachęciła rolników do zwiększenia produkcji. - Nastawiamy się na produkcję ekologiczną i bardziej zyskowną sprzedaż mięsa wysokiej jakości - mówi Paździor.
Mimo że rolnicy otrzymali 6,4 mld zł dopłat i korzystają nawet z 60-proc. refundacji kredytów na zakup zwierząt hodowlanych, ciągle narzekają. Według PBS, pod koniec października ubiegłego roku 80 proc. rolników utrzymywało, że produkcja rolna jest nieopłacalna. Andrzej Paździor jest jednak spokojny o rozwój rynku mięsnego. Martwią go tylko problemy rolników z uzyskaniem dotacji unijnych i ograniczenia w eksporcie mięsa do Rosji.
O rynek rosyjski obawia się także Jacek Skoneczny, współwłaściciel spółki Eco Fruits z Warszawy, zajmującej się produkcją, skupem i eksportem jabłek. 1 stycznia Rosja, jak co roku, otworzyła swe granice dla zagranicznych jabłek. Dzięki temu obroty polskich eksporterów wzrosną o kilkadziesiąt procent. - To dla nas najważniejszy rynek - szkoda byłoby go stracić - mówi Skoneczny. Nawiązuje do decyzji rosyjskich władz, które na początku grudnia z błahego powodu zablokowały import produktów rolnych z Holandii, jednego z największych eksporterów UE. - To samo może spotkać Polskę - obawia się współwłaściciel Eco Fruits.
Mimo zniesienia barier celnych w handlu z UE i wzrostu eksportu niektórych produktów nawet o 50 proc. hurraoptymizmu wśród rolników nie ma. - Na Zachodzie można więcej zarobić, ale ze względu na większe wymagania jakościowe dużo trudniej jest cokolwiek sprzedać - mówi Jacek Skoneczny. Dlatego jego firma wyda w 2005 roku 2 mln zł na przechowalnię z kontrolowanym składem atmosfery. Dzięki temu jej jabłka dłużej będą świeże. Część inwestycji sfinansuje Unia Europejska. W ostatnich miesiącach obroty Eco Fruits rosły w tempie 20-30 proc. miesięcznie. Jacek Skoneczny liczy na utrzymanie tego trendu. Podstawową przewagą konkurencyjną polskich produktów rolnych jest cena, ale eksperci już teraz ostrzegają, że utrzymanie dynamiki eksportu na dłuższą metę nie będzie możliwe bez poprawy efektywności gospodarstw. Produkcja zbóż wzrosła w 2004 roku o 27 proc., a wzrost powierzchni upraw daje nadzieję na utrzymanie tej dynamiki. O kilkanaście procent mają wzrosnąć zbiory i eksport owoców jagodowych. Produkcja jabłek i innych owoców z drzew rośnie znacznie wolniej (5 proc. rocznie). Produkcja każdego rodzaju mięsa ma wzrosnąć minimum o 15 proc. - podobnie jak eksport, nawet jeżeli kurs złotego nie spadnie.

Branża spożywcza - konsolidacje
Ożywienie widać wśród firm z branży spożywczej, która może być w tym roku najsilniejszą gałęzią gospodarki. Wzrost będą stymulować eksport do UE i rosnący popyt wewnętrzny. Najwięksi przetwórcy mleka - Mlekpol i Mlekovita - rosną jak na drożdżach. Mlekovita z Wysokiego Mazowieckiego zamierza w najbliższych miesiącach wydać 55 mln zł na nowe hale i linie technologiczne. Jeszcze w styczniu przyłączy dwa kolejne zakłady. - Dzięki inwestycjom przychody w 2005 roku powinny być o 30 proc. wyższe niż w roku poprzednim i osiągnąć 1,3 mld zł - mówi Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity. Zatrudnienie wzrośnie zaś z 1,3 tys. do 1,8 tys. osób.
Najpoważniejszy problem Mlekovity to tanie euro. - Już teraz nasze produkty przestają być na Zachodzie konkurencyjne. To dla nas istotne, dlatego że eksportujemy - głównie do Unii
- 35 proc. naszej produkcji - mówi Sapiński. Podobnie jak rolników szefa Mlekovity martwi rynek rosyjski, od trzech miesięcy zamknięty dla eksporterów produktów mlecznych.
Dla Jutrzenki, jednego z większych producentów słodyczy
(5 proc. rynku), najpoważniejszym zadaniem będzie sprawna konsolidacja kupionej niedawno Goplany, co ma zaowocować rozbudową sieci sprzedaży. Bohdan Stankiewicz, członek zarządu Jutrzenki, prognozuje, że przejęcie Goplany może być początkiem fali przejęć i fuzji na rynku spożywczym. - Zwiększy się także polaryzacja między segmentami premium i economy
- mówi Stankiewicz. Rosnąć będzie rynek produktów droższych. Cały rynek spożywczy w Polsce jest wart 100 mld zł. Inwestycje producentów szacowane w 2004 roku na 7-8 mld zł mają w tym roku zaowocować dziesięcioprocentowym wzrostem obrotów.

Media - rynek reklamy rośnie
Rynek reklamowy ma utrzymać dynamikę z 2004 roku i wzrosnąć o 10-12 proc. Według raportu CR Media Consulting, głównym beneficjentem tego trendu mają być stacje telewizyjne. Ich udział w rynku reklam powinien wzrosnąć w tym roku o kilka punktów procentowych, do 55 proc. Marek Staniszewski, szef czołowej agencji reklamowej Euro RSCG Warsaw, przewiduje, że na ożywieniu skorzystają również innowacyjne formy reklamy związane z internetem i telefonią komórkową. W mniejszym stopniu zwiększenie nakładów reklamowych odczują wydawcy prasy. Tendencja wzrostowa ma się utrzymać przez następnych 5 lat, co wyjaśnia w dużym stopniu zainteresowanie, jakim ma GPW cieszą się akcje TVN. - Sukces oferty publicznej TVN stworzył korzystny punkt odniesienia dla całej branży i dobrze wróży planom Polsatu - mówi Marek Sowa, wiceprezes UPC Polska, największego operatora telewizji kablowej. Jego zdaniem, ten rok może być dla mediów przełomowy. - Wzrost gospodarczy, pozytywne efekty wejścia Polski do UE, dobre nastroje na rynkach finansowych - to korzystne warunki dla inwestycji - dodaje Sowa. Jego firma stawia na rozwój usług dostępu do internetu. Zamierza również zwiększyć swój udział w produkcji programów dla stacji telewizyjnych i portali.

Ubezpieczenia - bezpieczny wzrost
Statystyczny mieszkaniec starej UE wydaje na ubezpieczenia równowartość około 4 tys. zł rocznie. Polak zaledwie 700 zł. Trudno więc o prognozy inne niż pozytywne dla ubezpieczycieli. Tym bardziej że rynek rośnie średnio o 9 proc. rocznie. Zyski wykazuje na razie połowa firm z tego sektora, ale ten odsetek będzie się zwiększał.
Na razie na rynku trwa wyczekiwanie na rozwój sytuacji w PZU - zakończenie sporu skarbu państwa z Eureko i prywatyzację firmy. Samo PZU nie traci czasu i - jak deklarują jego przedstawiciele - zamierza dywersyfikować swój portfel oraz wzmocnić pozycję w ubezpieczeniach innych niż komunikacyjne. PZU planuje także rozwijanie inwestycji zagranicznych. Warta liczy na utrzymanie wyników. Spółka poprawiła efektywność - po trzech kwartałach ubiegłego roku, przy sprzedaży na poziomie z analogicznego okresu roku 2003, zysk netto został podwojony do 71 mln zł.
- W tym roku będziemy kontynuować ubiegłoroczną strategię, kładąc jeszcze większy nacisk na rozwój efektywnej sieci sprzedaży - mówi Ireneusz Łukaszewicz, prezes TUiR Warta.
Zdaniem Zofii Dzik, prezes Link 4, 2005 rok upłynie na rynku ubezpieczeniowym pod znakiem przejęć i fuzji. - Spodziewam się też, że nastąpi większe zróżnicowanie pomiędzy towarzystwami poprzez koncentrację na wybranych segmentach rynku - mówi Zofia Dzik. Jej firma zadomowiła się już na rynku i w najbliższych miesiącach chce wprowadzić nowe produkty z zakresu ubezpieczeń komunikacyjnych oraz wdrożyć zaawansowany system sprzedaży ubezpieczeń przez internet.

Banki - dobrze, coraz lepiej
Banki zarobiły przez pierwsze trzy kwartały 2004 roku dwa razy więcej niż przed rokiem, niemal 6 mld zł. Mimo to zarówno analitycy, jak i prezesi banków uważają, że w 2005 roku wyniki będą jeszcze lepsze. Sławomir Sikora, prezes Citibanku Handlowego, mówi krótko:
- Banki nadal mają potencjał wzrostu.
Jednak w opinii z 17 grudnia agencja Moody`s zauważa, że przed bankami stoją "znaczące wyzwania" związane z rosnącą konkurencją - podjęcie działalności w Polsce przez banki europejskie nie wymaga już licencji nadzoru bankowego. Dlatego muszą się poprawić efektywność i jakość aktywów. Jakość portfela kredytowego jest nadal najniższa w regionie.
Moody`s przewiduje wzrost rentowności spowodowany m.in. koncentracją na działalności detalicznej, wzrostem gospodarki, poprawą efektywności. W porównaniu z wielkimi bankami detalicznymi instytucje niszowe lub te, które zbyt poźno przeszły restrukturyzację, będą w gorszej sytuacji.
Eksperci różnią się w ocenie, które banki z notowanych na giełdzie pokażą w przyszłym roku najlepsze wyniki. Zdaniem analityków BZ WBK, największy potencjał wzrostu mają BPH i ING. Zalecają sprzedanie BRE. Z kolei analitycy BRE w grudniowym raporcie proponują sprzedanie BPH, redukcję
BZ WBK i Handlowego, a akumulowanie ING. Zwracają przy tym uwagę, że wskaźniki P/E (cena do zysku) dla polskich banków giełdowych, średnio licząc, są nieco wyższe niż dla banków hiszpańskich i z regionu Europy Środkowej, ale za to wskaźniki P/BV (cena do wartości księgowej) niższe.
Nieznany pozostaje w 2005 roku zakres fuzji i przejęć. Zdaniem analityków BRE, rozwiązanie problemu PZU usuwa trudności w sprzedaży Banku Millennium. Prezes BPH Józef Wancer powiedział podczas spotkania w redakcji BusinessWeeka, że prawdopodobne jest przejęcie banku z czołowej dziesiątki, ale raczej w wyniku fuzji banków europejskich. Leszek Czarnecki sądzi, że dojdzie do sprzedaży Eurobanku, a wysokość premii pokaże gotowość graczy do inwestycji w ten sektor.

Budownictwo - na łasce Unii
Humory poprawiły się menedżerom firm budowlanych, przynajmniej tych największych. Mogą być zadowoleni, że w ogóle udało im się przetrwać kilkuletnią recesję, a nadziei na poprawę koniunktury mogą upatrywać w inwestycjach infrastrukturalnych - zwłaszcza drogowych. W tym roku ruszyć ma budowa autostrady A-1 z Gdańska pod Grudziądz. Generalnym wykonawcą będzie Skanska, trudno się więc dziwić, że Roman Wieczorek, wiceprezes polskiego oddziału szwedzkiej grupy, z optymizmem planuje najbliższe miesiące. - Liczę, że tegoroczne przychody będą o 10 proc. wyższe niż poprzednie - mówi Wieczorek. - W tym roku powinny już być widoczne pozytywne dla firm budowlanych skutki akcesji. To będzie z pewnością lepszy rok niż 2004 - dodaje Wieczorek, który oczekuje poprawy na całym rynku z wyjątkiem budownictwa mieszkaniowego.
Włodzimierz Bogiel, członek zarządu Warbudu, mówi, że jego firma już teraz ma zapewnione kontrakty o wartości 950 mln zł - to suma porównywalna z przychodami z całego 2004 roku. - Po drodze na pewno zdobędziemy kolejne umowy. Liczba zapytań ofertowych w ostatnim półroczu wzrosła o 100 proc. - dodaje. W najbliższych miesiącach Warbud zamierza wejść na rynek inwestycji drogowych (na razie należąca do francuskiej grupy Vinci firma realizuje tylko krótki odcinek autostrady A-4).

Motoryzacja - używane będą nadawać tempo
Według wstępnych szacunków, w ubiegłym roku do kraju sprowadzono ok. 800 tys. używanych wozów. - Impuls w handlu częściami zamiennymi odczujemy na wiosnę - zgodnie przyznają przedstawiciele Inter Cars i JC Auto, dwóch największych firm handlujących tymi produktami. Ich zdaniem, powinno to wywołać dodatkowo 10-15-proc. wzrost rynku, który co roku i tak rośnie o 10 proc.
Jeśli ożywienie gospodarcze nie będzie trwałe, segment aut używanych będzie nadawał tempo rynkowi jeszcze przez 3-4 lata. Większość klientów nadal będzie szukała wozów bardzo tanich.
Wzrost rynku nowych aut hamują także ciągłe zmiany przepisów - zwłaszcza tych dotyczących VAT oraz opłat rejestracyjnych, które mają zastąpić obecną akcyzę. Dopóki to się nie wyjaśni, na wzrost sprzedaży nowych wozów nie ma co liczyć, chociaż zdaniem Harumichi Uto, prezesa Suzuki Motor Poland, na wiosnę sytuacja powinna się ustabilizować, a od jesieni może dojść do stopniowego wzrostu sprzedaży. Optymizmu tego nie podzielają przedstawiciele General Motors. Ich zdaniem może być tylko gorzej. Z drugiej jednak strony, ubiegłoroczna produkcja w Gliwicach szacowana jest na 116 tys. wozów. Z kolei w 2004 roku Fiat wyprodukował w Polsce ponad 310 tys. aut, czyli o 50 proc. więcej niż rok wcześniej. To niezły wynik, zwłaszcza że większość polskiej produkcji jest eksportowana. Tylko w ciągu 11 miesięcy 2004 roku produkcja aut osobowych w naszych fabrykach wzrosła w sumie o ponad 62 proc. do ponad 482 tys. sztuk.
Biorąc pod uwagę obecne tendencje, powinno być jeszcze lepiej. Impulsem dla Opla będzie Zafira, która z taśm w Gliwicach zacznie zjeżdżać we wrześniu. Fiata z kolei napędza Panda, najlepiej sprzedające się auto tego koncernu. Wzrost produkcji w polskich fabrykach Opla, Fiata oraz Volkswagena powinien cieszyć producentów części i podzespołów, którzy w większości szykują się do zwiększenia produkcji i zatrudnienia.

Turystyka - ostrożny optymizm
Jedną z branż, którą najbardziej dotyka niepewna sytuacja geopolityczna, jest turystyka. Podkreśla to Maria Baumgartner z TUI Polska. - Nasza branża, jak chyba żadna inna, boleśnie odczuła skutki wydarzeń z 11 września 2001 r. - mówi. Jednak nawet niedawne uderzenie tsunami w Azji nie zmienia jej optymistycznych ocen rozwoju polskiego rynku turystycznego i życzyłaby sobie, aby obecny wzrostowy trend podróży wyjazdowych się utrzymał. Ten optymizm znajduje potwierdzenie w prognozach Instytutu Turystyki, który do 2007 roku przewiduje stały wzrost liczby zagranicznych podróży Polaków - z 7,3 mln w 2004 r. do 7,7 mln w 2005 i 
8,6 mln w 2007 r. Instytut przewiduje też wzrost w segmencie podróży krajowych. - Jest wiele pozytywnych czynników dla branży, np. przystąpienie Polski do Unii, silny złoty (cieszy klientów), polepszająca się sytuacja gospodarcza w Polsce - podsumowuje Maria Baumgartner. Coraz więcej turystów będzie odwiedzać nasz kraj. Według Instytutu Turystyki, w latach 2004-2007 liczba turystów przyjeżdżających do Polski będzie wzrastać o 5 proc. rocznie. Tym prognozom zdają się ufać hotelarze, których przedstawiciele zapowiedzieli w ostatnim czasie duże inwestycje w tanie hotele. Np. Orbis chce zbudować 20 jednogwiazdkowych hoteli pod marką Etap oraz pięć dwugwiazdkowych Ibisów.
Tomasz Moroz, wiceprezes internetowego biura podróży Travelplanet, przewiduje w tym roku wzrost całego rynku turystycznego na poziomie zbliżonym do PKB.

Jaki będzie 2005 rok

Usługi medyczne
- wzrost rynku o 8-10 proc. Czynniki pozytywne: zwiększenie nakładów na leczenie.
Czynniki negatywne: wzrost zadłużenia, brak perspektyw na zmiany systemowe.

Rolnictwo
- wzrost o kilka proc. (produkcja jaj), o kilkadziesiąt (mięso, pasze)
Czynniki pozytywne: rozwój eksportu do krajów Unii Europejskiej, dopłaty, tanie kredyty
Czynniki negatywne: spadek rentowności eksportu wywołany silnym złotym.

Branża spożywcza
- wzrost rynku o 10 proc.
Czynniki pozytywne: wzrost eksportu do UE, konsolidacja branży
Czynniki negatywne: spadek rentowności produkcji, wysoki kurs złotego.

Reklama
- wzrost rynku o 10-12 proc.
Czynniki pozytywne: lepsze wyniki firm to większe budżety reklamowe
Czynniki negatywne: koncentracja środków w stacjach telewizyjnych, wojna cenowa .

Ubezpieczenia
- wzrost rynku o 6-9 proc.
Czynniki pozytywne: rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami korporacyjnymi
Czynniki negatywne: spadek rentowności ubezpieczeń komunikacyjnych.

Budownictwo
- stabilizacja
Czynniki pozytywne: spodziewany wzrost inwestycji w drogi i infrastrukturę ekologiczną
Czynniki negatywne: niska rentowność.

Turystyka
- wzrost rynku o 4-5 proc.
Czynniki pozytywne: ofensywa sieci tanich (jedno- i dwugwiazdkowych) hoteli
Czynniki negatywne: niepewna sytuacja geopolityczna
i zagrożenie terroryzmem.

Telekomunikacja
- wzrost rynku o 10-12 proc.
Czynniki pozytywne: rozstrzygnięcie przetargu na czwartego operatora komórkowego, wzrost konkurencyjności
Czynniki negatywne: wzrost do 22 proc. stawki VAT za internet (choć 760 zł z tego będzie można odliczyć od dochodu).

Technologie Informatyczne
- wzrost rynku o 12-13 proc.
Czynniki pozytywne: wykorzystanie funduszy unijnych, dalsza konsolidacja (fuzje, przejęcia) na rynku
Czynniki negatywne: mała świadomość (szczególnie małych i średnich firm) możliwości efektywnego wykorzystania IT

Handel
- umiarkowany wzrost
Czynniki pozytywne: stopniowy wzrost siły nabywczej klientów, nowoczesne kanały sprzedaży opanują ok. 40 proc. rynku
Czynniki negatywne: duża wrażliwość cenowa polskich klientów.

Motoryzacja
- wzrost rynku nawet o 20 proc. w segmencie części zamiennych
Czynniki pozytywne: ożywienie na rynku usług warsztatowych o co najmniej 3 mld zł, poprawa rentowności wytwórców podzespołów, wymiana aut z tzw. bloku wschodniego na nowsze konstrukcje
Czynniki negatywne: konieczność utylizacji starych aut.

Banki
- poprawa wyniku finansowego o 10-20 proc.
Czynniki pozytywne: wzrost inwestycji w firmach, rozwój kredytu hipotecznego, konsolidacja, poprawa sytuacji majątkowej klientów
Czynniki negatywne: wzrost konkurencji zagranicznej, ustabilizowanie poziomu stóp procentowych.


Marsz w dół

Przemysł lekki - rosnąca konkurencja ze strony dalekowschodnich dostawców, spadek rentowności, słabe euro
Przemysł drzewny, papierniczy i meblarski - wzrost cen drewna o 20-30 proc., problemy z jego pozyskaniem, słabe euro
Dostawcy sprzętu dla szpitali - problemy z wyegzekwowaniem pieniędzy od placówek
Przemysł zabawkarski - trudna walka z zalewem tanich zabawek z Chin, utrudnienia prawnoadministracyjne zobowiązujące do uzyskania odpowiednich certyfikatów na zabawki