W ciągu trzech lat nieruchomości mogą zdrożeć o 30 proc.
W nieruchomości wciąż warto inwestować. Stopy zwrotu osiągnięte w 2004 roku były już wysokie, a w kolejnych latach mogą być jeszcze wyższe. - Tylko w ubiegłym roku w niektórych dzielnicach Warszawy ceny mieszkań wzrosły o 20-30 proc. (Śródmieście i Wola). Średnia dla Warszawy wyniosła około 8 proc. Przewidujemy, że w najbliższych kilku latach mieszkania w stolicy będą drożały o 10 proc. rocznie - mówi Marcin Panek, doradca finansowy Expandera. - W perspektywie dwóch-trzech lat oczekiwany jest wzrost cen w kraju o 15-25 proc. - twierdzi Roman Nowak, prezes firmy Dr Roman Nowak Nieruchomości z Poznania.
Rok 2008
Maciej Jasiński, menedżer projektu fundusz Skarbiec - Rynek Nieruchomości, jest przekonany, że mimo już widocznego wzrostu cen warto inwestować w mieszkania oraz podejmować działalność developerską. - W styczniu 2008 roku VAT na nowe mieszkania ma wzrosnąć z 7 do 22 proc. Skok o 15 punktów procentowych to bardzo dużo w wypadku inwestycji wartych jednostkowo
150-200 tys. zł. Dziś za tę kwotę można np. umeblować mieszkanie - przekonuje Maciej Jasiński. - Nie ma więc wątpliwości, że wiele osób będzie chciało kupić mieszkanie jeszcze przed podniesieniem podatku, a to spowoduje wzrost cen. Sądzę, że w ciągu trzech lat nawet o 30 proc. - szacuje Jasiński.
Według Marcina Panka, najlepszą inwestycją jest mieszkanie w centrum miasta lub w jego pobliżu, ale z dobrym dojazdem. - Lokalizacja jest najważniejsza - przekonuje.
Doradcy radzą zwracać uwagę również na technologię. - Nie warto kupować mieszkań z wielkiej płyty. Za kilka lat ich wartość może być nawet niższa niż obecnie. - Zdecydowanie lepsza jest kamienica z lat 50., 60. lub przedwojenna. Oczywiście, jeżeli nie zdecydujemy się na zakup zupełnie nowego lokalu - twierdzi Marcin Panek.
- Największym powodzeniem cieszą się mieszkania dwupokojowe w cenie 100-200 tys. zł - podkreśla Lech Gajewski, prezes NykreditBanku Hipotecznego. Jego zdaniem, nowością jest wzrost popytu na mieszkania najdroższe - luksusowe apartamenty w cenie powyżej 6 tys. zł za mkw. i całkowitej wartości przekraczającej 500 tys., a nawet 1 mln zł. Tak jest w większości dużych miast. - Jest to segment niszowy, jednak ruch w nim zaczyna być coraz większy. Popyt generują przede wszystkim inwestorzy zagraniczni. Ceny będą więc rosły i prawdopodobnie właśnie apartamenty mogą w najbliższych latach dać najwyższą stopę zwrotu - mówi Maciej Jasiński. Marcin Panek dodaje: - Mamy klientów np. z Wielkiej Brytanii, którzy kupują w Polsce od razu kilka mieszkań, bo wycofują pieniądze z przegrzanego rynku nieruchomości w swoim kraju. Jolanta Loranty, menedżer biura Ober-Haus w Krakowie, twierdzi, że wśród jej klientów najwięcej jest Irlandczyków. - Najbardziej zainteresowani są kamienicami pod wynajem, ale kupują też mieszkania, nawet po kilka naraz. To są typowe inwestycje. Jeszcze niedawno wśród cudzoziemców panowała moda na czeską Pragę, teraz przenoszą się do Krakowa. Kupują apartamenty, na których na pewno nie stracą - mówi Jolanta Loranty.
Maciej Jasiński zaznacza jednak, że inwestycja w apartament jest odpowiednia tylko dla ludzi zamożnych. - Jest to rynek mało płynny, mogą więc być problemy z szybką realizacją zysków. Zdecydowanie mniej ryzykowne jest kupno mieszkania małego - 50-80 mkw. po 3,5 do 4 tys. zł za mkw. Na pewno nie będzie problemów z jego sprzedażą za kilka lat. Zwłaszcza że - jak zaznacza Marcin Panek - podaż takich mieszkań jest zdecydowanie mniejsza od popytu.
Wynajem popłaca
Eksperci działu badań i analiz Dr Roman Nowak Nieruchomości przewidują, że w latach 2005-2006 dojdzie do największej liczby transakcji. Podkreślają, że jedną z podstawowych zalet inwestowania w Polsce są niskie koszty użytkowania nieruchomości. - Wewnętrzna stopa zwrotu z nieruchomości komercyjnych w Polsce jest bardzo atrakcyjna, bo wynosi kilkanaście procent, a w niektórych wypadkach osiąga nawet 20 proc. To gwarantuje, że umowy najmu będą w najbliższych kilku latach dawały przewidywalne, stabilne wpływy finansowe - wyjaśnia Roman Nowak.
Nieruchomość to inwestycja obłożona niewielkim ryzykiem. - Jej rentowność i wartość można kontrolować dzięki sprawnemu zarządzaniu, co nie jest możliwe w wypadku papierów wartościowych - przekonuje Peter Gage Morris, dyrektor zarządzający agencją nieruchomości Ober-Haus. - Daje też możliwość odliczeń podatkowych, np. odsetek od kredytów. Nie ma wątpliwości, że wartość mieszkań i gruntów rośnie szybciej niż inflacja.
Taką formę inwestowania polecają również doradcy finansowi. - Dzięki zastosowaniu dźwigni w postaci kredytu, dysponując niewielką kwotą, możemy partycypować w zyskach z pokaźnej inwestycji - mówi Marcin Panek. Według niego, inwestycja z użyciem kredytu daje wyższą stopę zwrotu niż przy zakupie za gotówkę. - Jest to możliwe, ponieważ nie wykładamy pieniędzy w momencie zakupu, lecz później - stopniowo. A pieniądz wydany później jest zawsze mniej wart niż ten wydany dzisiaj, więc rentowność jest wyższa - tłumaczy. Zyski też będą zadawalające.
Grunt to grunt
Warto też kupować ziemię. - Po 5-proc. spadku cen gruntów w 2003 roku nastąpił ich 9-proc. wzrost w pierwszym półroczu 2004 roku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej rynek się ustabilizował się, a popyt zmalał - podkreśla Roman Nowak. - Ale w dalszym ciągu poszukiwane są tereny o dobrej lokalizacji i pełnym uzbrojeniu, na których można szybko rozpocząć inwestycje. Według niego, największe zainteresowanie wzbudzają grunty w większych miastach, przeznaczone pod budownictwo wielorodzinne, realizowane przez developerów, i tereny przy trasach wyjazdowych z miast pod budowę obiektów magazynowych.
Zdaniem Piotra Szutowicza, autora raportu Polski rynek nieruchomości i budownictwa w latach 2005-2015, przygotowanego przez European Construction Research, najatrakcyjniejsza pod kątem inwestycyjnym jest zachodnia Polska, zwłaszcza Poznań i Wrocław. Dużo inwestorów zainteresowanych będzie też Łodzią i miastami ze specjalnymi strefami ekonomicznymi: Krakowem, Wałbrzychem, Legnicą, Katowicami. Na północnym wschodzie Szutowicz przewiduje rozkwit Suwałk, a w południowo-wschodniej Polsce okolic Mielca.
Według Romana Nowaka, szczególnie niedoszacowane są okolice Szczecina.
- W Polsce zachodniej, gdzie jest duże bezrobocie i jednocześnie stosunkowo wysoki udział funduszy strukturalnych, dojdzie do wzrostu inwestycji, a co za tym idzie do skoku cen - w ciągu 3 lat od 50 do nawet 70 proc. Peter Morris podkreśla, że grunty położone w rozwijających się miastach zyskują na wartości najszybciej, bo popyt na nie wciąż rośnie. I będzie rósł. - Populacja w Polsce maleje, ale w dużych miastach rośnie. Stopy procentowe będą malały, a niskie stopy wywołują wzrost popytu. Udział kredytów hipotecznych w PKB stanowi mniej niż 4 proc., w Unii jest to ponad 40 proc. To oznacza, że ciągle jest dużo wolnych środków, które wpłyną na rynek i spowodują wzrost popytu, a zatem i cen.
Rok 2008
Maciej Jasiński, menedżer projektu fundusz Skarbiec - Rynek Nieruchomości, jest przekonany, że mimo już widocznego wzrostu cen warto inwestować w mieszkania oraz podejmować działalność developerską. - W styczniu 2008 roku VAT na nowe mieszkania ma wzrosnąć z 7 do 22 proc. Skok o 15 punktów procentowych to bardzo dużo w wypadku inwestycji wartych jednostkowo
150-200 tys. zł. Dziś za tę kwotę można np. umeblować mieszkanie - przekonuje Maciej Jasiński. - Nie ma więc wątpliwości, że wiele osób będzie chciało kupić mieszkanie jeszcze przed podniesieniem podatku, a to spowoduje wzrost cen. Sądzę, że w ciągu trzech lat nawet o 30 proc. - szacuje Jasiński.
Według Marcina Panka, najlepszą inwestycją jest mieszkanie w centrum miasta lub w jego pobliżu, ale z dobrym dojazdem. - Lokalizacja jest najważniejsza - przekonuje.
Doradcy radzą zwracać uwagę również na technologię. - Nie warto kupować mieszkań z wielkiej płyty. Za kilka lat ich wartość może być nawet niższa niż obecnie. - Zdecydowanie lepsza jest kamienica z lat 50., 60. lub przedwojenna. Oczywiście, jeżeli nie zdecydujemy się na zakup zupełnie nowego lokalu - twierdzi Marcin Panek.
- Największym powodzeniem cieszą się mieszkania dwupokojowe w cenie 100-200 tys. zł - podkreśla Lech Gajewski, prezes NykreditBanku Hipotecznego. Jego zdaniem, nowością jest wzrost popytu na mieszkania najdroższe - luksusowe apartamenty w cenie powyżej 6 tys. zł za mkw. i całkowitej wartości przekraczającej 500 tys., a nawet 1 mln zł. Tak jest w większości dużych miast. - Jest to segment niszowy, jednak ruch w nim zaczyna być coraz większy. Popyt generują przede wszystkim inwestorzy zagraniczni. Ceny będą więc rosły i prawdopodobnie właśnie apartamenty mogą w najbliższych latach dać najwyższą stopę zwrotu - mówi Maciej Jasiński. Marcin Panek dodaje: - Mamy klientów np. z Wielkiej Brytanii, którzy kupują w Polsce od razu kilka mieszkań, bo wycofują pieniądze z przegrzanego rynku nieruchomości w swoim kraju. Jolanta Loranty, menedżer biura Ober-Haus w Krakowie, twierdzi, że wśród jej klientów najwięcej jest Irlandczyków. - Najbardziej zainteresowani są kamienicami pod wynajem, ale kupują też mieszkania, nawet po kilka naraz. To są typowe inwestycje. Jeszcze niedawno wśród cudzoziemców panowała moda na czeską Pragę, teraz przenoszą się do Krakowa. Kupują apartamenty, na których na pewno nie stracą - mówi Jolanta Loranty.
Maciej Jasiński zaznacza jednak, że inwestycja w apartament jest odpowiednia tylko dla ludzi zamożnych. - Jest to rynek mało płynny, mogą więc być problemy z szybką realizacją zysków. Zdecydowanie mniej ryzykowne jest kupno mieszkania małego - 50-80 mkw. po 3,5 do 4 tys. zł za mkw. Na pewno nie będzie problemów z jego sprzedażą za kilka lat. Zwłaszcza że - jak zaznacza Marcin Panek - podaż takich mieszkań jest zdecydowanie mniejsza od popytu.
Wynajem popłaca
Eksperci działu badań i analiz Dr Roman Nowak Nieruchomości przewidują, że w latach 2005-2006 dojdzie do największej liczby transakcji. Podkreślają, że jedną z podstawowych zalet inwestowania w Polsce są niskie koszty użytkowania nieruchomości. - Wewnętrzna stopa zwrotu z nieruchomości komercyjnych w Polsce jest bardzo atrakcyjna, bo wynosi kilkanaście procent, a w niektórych wypadkach osiąga nawet 20 proc. To gwarantuje, że umowy najmu będą w najbliższych kilku latach dawały przewidywalne, stabilne wpływy finansowe - wyjaśnia Roman Nowak.
Nieruchomość to inwestycja obłożona niewielkim ryzykiem. - Jej rentowność i wartość można kontrolować dzięki sprawnemu zarządzaniu, co nie jest możliwe w wypadku papierów wartościowych - przekonuje Peter Gage Morris, dyrektor zarządzający agencją nieruchomości Ober-Haus. - Daje też możliwość odliczeń podatkowych, np. odsetek od kredytów. Nie ma wątpliwości, że wartość mieszkań i gruntów rośnie szybciej niż inflacja.
Taką formę inwestowania polecają również doradcy finansowi. - Dzięki zastosowaniu dźwigni w postaci kredytu, dysponując niewielką kwotą, możemy partycypować w zyskach z pokaźnej inwestycji - mówi Marcin Panek. Według niego, inwestycja z użyciem kredytu daje wyższą stopę zwrotu niż przy zakupie za gotówkę. - Jest to możliwe, ponieważ nie wykładamy pieniędzy w momencie zakupu, lecz później - stopniowo. A pieniądz wydany później jest zawsze mniej wart niż ten wydany dzisiaj, więc rentowność jest wyższa - tłumaczy. Zyski też będą zadawalające.
Grunt to grunt
Warto też kupować ziemię. - Po 5-proc. spadku cen gruntów w 2003 roku nastąpił ich 9-proc. wzrost w pierwszym półroczu 2004 roku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej rynek się ustabilizował się, a popyt zmalał - podkreśla Roman Nowak. - Ale w dalszym ciągu poszukiwane są tereny o dobrej lokalizacji i pełnym uzbrojeniu, na których można szybko rozpocząć inwestycje. Według niego, największe zainteresowanie wzbudzają grunty w większych miastach, przeznaczone pod budownictwo wielorodzinne, realizowane przez developerów, i tereny przy trasach wyjazdowych z miast pod budowę obiektów magazynowych.
Zdaniem Piotra Szutowicza, autora raportu Polski rynek nieruchomości i budownictwa w latach 2005-2015, przygotowanego przez European Construction Research, najatrakcyjniejsza pod kątem inwestycyjnym jest zachodnia Polska, zwłaszcza Poznań i Wrocław. Dużo inwestorów zainteresowanych będzie też Łodzią i miastami ze specjalnymi strefami ekonomicznymi: Krakowem, Wałbrzychem, Legnicą, Katowicami. Na północnym wschodzie Szutowicz przewiduje rozkwit Suwałk, a w południowo-wschodniej Polsce okolic Mielca.
Według Romana Nowaka, szczególnie niedoszacowane są okolice Szczecina.
- W Polsce zachodniej, gdzie jest duże bezrobocie i jednocześnie stosunkowo wysoki udział funduszy strukturalnych, dojdzie do wzrostu inwestycji, a co za tym idzie do skoku cen - w ciągu 3 lat od 50 do nawet 70 proc. Peter Morris podkreśla, że grunty położone w rozwijających się miastach zyskują na wartości najszybciej, bo popyt na nie wciąż rośnie. I będzie rósł. - Populacja w Polsce maleje, ale w dużych miastach rośnie. Stopy procentowe będą malały, a niskie stopy wywołują wzrost popytu. Udział kredytów hipotecznych w PKB stanowi mniej niż 4 proc., w Unii jest to ponad 40 proc. To oznacza, że ciągle jest dużo wolnych środków, które wpłyną na rynek i spowodują wzrost popytu, a zatem i cen.