Ceny idą w górę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Artyści i klienci ze Wschodu zdominują rynek
Obraz Leonarda Straszyńskiego Posłaniec miłości siedem lat temu został kupiony w Agrze za 5 tys. zł. W grudniu jego właściciel sprzedał go za 33 tys. zł, z 560-procentowym zyskiem. Dlaczego tak drogo? Między innymi dlatego, że Straszyński urodził się na Ukrainie. To niezwykle ważne dla Rosjan, którzy - jak zauważa Jan Koszutski z Desy Unicum - stają się coraz aktywniejsi na rynku sztuki. - Wystarczy przejrzeć katalog z grudniowej aukcji Sotheby`s. Obraz Kotarbińskiego został sprzedany za 170 tys. funtów. My dwa lata temu sprzedaliśmy podobny za 100 tys. zł i wszyscy dziwili się, że tak drogo - mówi Koszutski.
Rosjanie kupują nie tylko malarzy rosyjskich, ale również tych, których uznają za rosyjskich. - Dobrym przykładem jest wykształcony i malujący w Monachium Franz Roubaud, z pochodzenia Francuz, syn emigrantów osiadłych w Odessie. Malował głównie sceny batalistyczne, Czerkiesów i Kozaków - to wystarczyło, by mieszkańcy byłego ZSRR uznali go za swojego. Za swoich uznają zresztą wszystkich, którzy studiowali w Petersburgu lub w Moskwie - dodaje Koszutski. Ich obrazy to niewątpliwie dobra inwestycja. Wprawdzie ceny prac Wilhelma Kotarbińskiego, Stanisława Żukowskiego czy Henryka Siemiradzkiego są już wysokie, ale zainteresowanie Iwanem Truszem i Ołeksą Nowakiwskim dopiero rośnie. Obaj pochodzili z Ukrainy, kształcili się jednak w Krakowie i sporo ich dzieł pozostało w Polsce.
- Niedawno mieliśmy Przeprawę Roubauda. Nasz klient zarobił na niej 100 proc. w ciągu sześciu miesięcy. Dziś wiem, że nie jest to cena ostateczna - przyznaje Zofia Szukalska, prezes Domu Aukcyjnego Agra-Art.
- Roubaud studiował w Monachium, uczył się w szkole Józefa Brandta. Mamy kolekcjonera, który twierdzi, że malarstwo monachijskie jest u nas niedoszacowane, ceny na Zachodzie są znacznie wyższe, będą więc rosły i w Polsce - dodaje. A że są wyższe, widać po ostatnich aukcjach Sotheby`s. Na jednej z nich Koncert w kawiarni Alfonsa Karpińskiego został sprzedany za 38,4 tys. funtów. - W Polsce takiej ceny bym nie uzyskała - zapewnia Zofia Szukalska. Z galerii znikają też rosyjskie srebra. - Ostatnio w ciągu dwóch godzin sprzedaliśmy parę sztućców, liczyło się nazwisko złotnika - Owczynnikow - mówi Jan Koszutski. Dodaje, że poszukiwane są również srebra Chlebnikowa i oczywiście Faberge, ale przy tych ostatnich radzi uważać - jest sporo falsyfikatów.
Poza zwiększonym zainteresowaniem Rosjanami na rynku rysują się też inne, nowe tendencje. Okazuje się, że dobrą inwestycją mogą być nie tylko najdroższe dzieła sztuki, choć to one drożeją najszybciej. - Wielu klientów interesują przedmioty, których cena wynosi 5-20 tys. zł - zauważa Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. Zainteresowanie tańszymi obrazami jest również zauważalne w Agrze. - Są kolekcjonerzy, którzy kupują dużo i w miarę tanio - to się nazywa dywersyfikacja portfela - śmieje się Rafał Krajewski z Agry. - Potem sprzedają wszystko. Na jednych zyskują, na innych nie, ale w sumie są do przodu - dodaje. Zdaniem Juliusza Windorbskiego, ceny na rynku sztuki osiągnęły dolny pułap.
- Niżej schodzić nie będą. Od dwóch miesięcy widać wyraźne ożywienie, a to dla każdego inwestora i kolekcjonera jest najlepszy moment na kupno - zapewnia.
Inny trend to wzrastające zainteresowanie sztuką współczesną. - Wspaniałą lokatą jest malarstwo lat 50. Moda na nie dopiero nastaje, można więc kupić jeszcze tanio. Oczywiście jest to ryzykowna inwestycja, bo trudno przewidzieć, które nazwisko będzie najbardziej doceniane - mówi Janusz Jędrkowiak, kolekcjoner i właściciel antykwariatu Bax w Lubinie. Sam stawia na Kiejstuta Bereźnickiego, Michała Hermana i Jerzego Dudę-Gracza. Zaznacza jednak, że to inwestycja nie dla siebie, ale dla dzieci i wnuków.
Zofia Szukalska również podkreśla, że trudno przewidzieć, które obrazy będą drożały i jak za kilka czy kilkanaście lat będą się kształtowały gusta. - Jedno jest pewne - obraz musi się podobać, dopiero potem można patrzeć na nazwisko. Nie ma to racjonalnego uzasadnienia, ale jak się nie podoba, to potem trudniej sprzedać - mówi. - Coś w tym jest - przyznaje Jan Koszutski. - Mimo że gusta są różne.