Posiadacze jednostek funduszy nie odczuli rekordów głównych indeksów giełdy
Nie wszyscy zarządzający mają powody do dumy. Dobra koniunktura na warszawskiej giełdzie znalazła odzwierciedlenie w wynikach tylko niektórych funduszy akcyjnych. Zdecydowana większość przyniosła wprawdzie zysk, jednak tylko nielicznym udało się pobić benchmark, czyli stopę odniesienia.
Najwyższe wzrosty wartości jednostek już tradycyjnie przyniosły fundusze inwestujące w polskie akcje. Wyniki były jednak bardzo zróżnicowane. Klienci najlepszego z nich - AIG Akcji - powiększyli swoje oszczędności o 7,5 proc., najgorszego - DWS Top 25 Małych Spółek - stracili natomiast 2,9 proc.
W tym czasie WIG zyskał na wartości 5,4 proc., a WIG 20 - 8,5 proc. Wynik najlepszego funduszu był więc wyższy od benchmarku. Sztuka ta udała się jeszcze zarządzającym trzech funduszy: DWS, ING i Pioneera. Pozostałym nie udało się dotrzymać kroku głównemu wskaźnikowi giełdowemu.
Pozytywnym zaskoczeniem były dobre wyniki funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu. Niektóre, jak np. Citi Zrównoważony czy AIG Stabilnego Wzrostu, osiągnęły wyniki lepsze niż większość funduszy akcyjnych.
- Na rynku akcji po debiucie PKO BP nastąpiło uspokojenie nastrojów i wymiana akcji między inwestorami indywidualnymi i instytucjonalnymi - tłumaczy Jacek Grodecki, prezes GTFI.
Ci, którzy liczyli na dwucyfrowe zyski, mogą jednak czuć się rozczarowani. - Trzeba przyznać, że pod względem wyników IV kwartał był najgorszy dla akcji - przeciętna stopa zwrotu funduszy akcyjnych była na poziomie 3 proc. Ogromna podaż papierów na rynku pierwotnym (ponad 9 mld zł) skutecznie odwracała uwagę od rynku wtórnego. W dużej części zawdzięczać to możemy megaofercie PKO BP oraz ofertom publicznym innych spółek debiutujących na warszawskim parkiecie (WSiP, TVN) - mówi Jacek Dekarz, doradca inwestycyjny Union Investment TFI.
W zdecydowanie gorszej sytuacji byli posiadacze jednostek funduszy zagranicznych, mimo że jesienią koniunktura na zagranicznych parkietach poprawiła się. W ciągu ostatniego kwartału amerykański Dow Jones zyskał na wartości 7 proc., Nasdaq aż 14,7 proc., a niemiecki DAX - 9,3 proc. Zyski te zostały jednak zniwelowane przez umacniającego się złotego. W ciągu trzech ostatnich miesięcy roku dolar potaniał o prawie 16 proc., z kolei euro niemal o 7 proc.
- Najgorzej wypadły fundusze inwestujące w obligacje dolarowe: z jednej strony pikujący dolar, z drugiej - straty w wyniku rosnących stóp procentowych dały wynik na poziomie minus 14-15 proc. - podsumowuje Jacek Dekarz.
Największymi wygranymi byli posiadacze jednostek inwestujących w polskie papiery dłużne. Wszystkie fundusze przyniosły bowiem dodatnią stopę zwrotu.
- Mała hossa na rynku obligacji zawitała w IV kwartale niepostrzeżenie. W ciągu ostatnich trzech miesięcy rentowność dla obligacji 5-letnich spadła o mniej więcej 1,5 proc., do poziomu 6-6,1 proc. Za wzrostami rynku długu stali inwestorzy zagraniczni, którzy kupowali papiery głównie z myślą o zarabianiu dzięki umacniającemu się złotemu. W tym czasie fundusze obligacyjne zarobiły ok. 3,5 proc., czyli ponad połowę zysku w całym roku - tłumaczy Jacek Dekarz. - Rynek obligacji mierzony indeksem JP Morgan GBI Broad Poland wzrósł o 5,38 proc. (27.09-27.12), co przełożyło się na wysokie stopy zwrotu funduszy obligacyjnych i stabilnego wzrostu. To ponad trzy razy więcej niż przeciętna na rynku pieniężnym, gdzie można było zarobić 1,77 proc. - dodaje Jacek Grodecki.
Perspektywy też nie są najgorsze. - Nasza waluta umacnia się. Zwiększył się poziom zaufania do Polski, co jest bardzo korzystnym zjawiskiem z punktu widzenia pozyskiwania kapitału. W dłuższym terminie tendencja ta może wpływać na obniżenie kosztów długu publicznego, a więc spadek rentowności obligacji skarbowych (wzrost ich cen), pod warunkiem że trzymany w ryzach będzie deficyt budżetowy - podsumowuje Jacek Grodecki.
Nie będzie więc źle, choć o zyski dwucyfrowe będzie znacznie trudniej.
Ryzyko pod kontrolą
Zmiana strategii dała efekty
W IV kwartale fundusze zrównoważone dotrzymały kroku akcyjnym. Najlepsze efekty przyniosło powierzenie oszczędności Maciejowi Bombolowi, zarządzającemu funduszem CitiZrównoważonym Środkowoeuropejskim. Dzięki osiągnięciu 6,2-procentowej stopy zwrotu zdecydowanie pobił on nie tylko konkurentów z grupy, ale wypracował wynik lepszy od wielu zarządzających funduszami agresywnymi.
Sukces zawdzięcza m.in. zmianie strategii funduszu. Dzięki temu może inwestować część aktywów nie tylko na warszawskiej GPW, ale również w akcje spółek notowanych na giełdach czeskiej i węgierskiej. - Liczyliśmy, że rynki Europy Środkowej i Wschodniej dadzą ponadprzeciętne zyski. Zdecydowaliśmy się na Czechy i Węgry, bo zarówno pod względem gospodarczym, jak i ryzyka inwestycyjnego kraje te są podobne do naszego, a tamtejsze spółki były atrakcyjne i dawały szanse na dodatkowe zyski - wyjaśnia Maciej Bombol, jeden z pierwszych doradców inwestycyjnych na polskim rynku (licencja nr 3) i posiadacz prestiżowego tytułu CFA (Chartered Financial Analyst).
Maciej Bombol rozpoczął pracę w Banku Handlowym w Warszawie jako makler giełdowy w 1992 r. W latach 1998-2000 był dyrektorem inwestycyjnym w Biurze Zarządzania Aktywami Banku Handlowego. Od 1999 r. jest wiceprezesem spółki Handlowy Zarządzanie Aktywami, a od października 2001 r. również wiceprezesem TFI BH. Doświadczenie zdobywane przez ponad 12 lat pracy bardzo pomaga mu w nabraniu dystansu do pracy.
- Stres jest zawsze związany z zarządzaniem, ale ja akurat lubię przypływ adrenaliny. To mnie motywuje - przyznaje Maciej Bombol. Zaznacza jednak, że wszystko musi być w granicach rozsądku i pod kontrolą. - Kiedyś bardzo przeżywałem każdą decyzję inwestycyjną i codzienne wahania rynku. Dzisiaj jestem spokojniejszy i pewniejszy. W domu staram się nie myśleć o pracy, wieczorami nie analizuję sytuacji na giełdzie, tak jak to robiłem w pierwszych latach pracy - opowiada z uśmiechem. - Odprężenie jest konieczne, żeby unikać błędów - dodaje.
Czy jest ryzykantem? - Zdecydowanie nie. Wprawdzie lubię ryzyko związane z inwestowaniem w spółki, których wartości inni jeszcze nie dostrzegli, ale jest to ryzyko kontrolowane i poparte wyceną fundamentalną spółki - mówi Maciej Bombol. Dodaje, że nigdy nie zainwestowałby w firmę, która jest niewiarygodna i której zarząd nie dotrzymał składanych obietnic.
Recepta na sukces?
- Planowanie długoterminowe. Trzeba umieć dojrzeć na rynku firmy dające szanse na ponadprzeciętne zyski w długim horyzoncie - tłumaczy. Dlatego imponuje mu Warren Buffett, który dysponując odpowiednią wiedzą, potrafił ją wykorzystać.
Życiorys
Maciej Bombol
Urodzony: 1962 rok
Wykształcenie: Politechnika Warszawska (elektronika medyczna), Podyplomowe Studium Bankowości SGH
Pierwsza praca: pracownik naukowy w Centralnym Ośrodku Techniki
Medycznej
Pierwszy sukces: zdanie z bardzo dobrym wynikiem egzaminu maklerskiego w 1991 roku, co umożliwiło mu rozpoczęcie kariery na rynku kapitałowym
Hobby: tenis, narty, pływanie i podróże, jednak to zeszło na dalszy plan pół roku temu, po narodzinach córeczki
Najwyższe wzrosty wartości jednostek już tradycyjnie przyniosły fundusze inwestujące w polskie akcje. Wyniki były jednak bardzo zróżnicowane. Klienci najlepszego z nich - AIG Akcji - powiększyli swoje oszczędności o 7,5 proc., najgorszego - DWS Top 25 Małych Spółek - stracili natomiast 2,9 proc.
W tym czasie WIG zyskał na wartości 5,4 proc., a WIG 20 - 8,5 proc. Wynik najlepszego funduszu był więc wyższy od benchmarku. Sztuka ta udała się jeszcze zarządzającym trzech funduszy: DWS, ING i Pioneera. Pozostałym nie udało się dotrzymać kroku głównemu wskaźnikowi giełdowemu.
Pozytywnym zaskoczeniem były dobre wyniki funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu. Niektóre, jak np. Citi Zrównoważony czy AIG Stabilnego Wzrostu, osiągnęły wyniki lepsze niż większość funduszy akcyjnych.
- Na rynku akcji po debiucie PKO BP nastąpiło uspokojenie nastrojów i wymiana akcji między inwestorami indywidualnymi i instytucjonalnymi - tłumaczy Jacek Grodecki, prezes GTFI.
Ci, którzy liczyli na dwucyfrowe zyski, mogą jednak czuć się rozczarowani. - Trzeba przyznać, że pod względem wyników IV kwartał był najgorszy dla akcji - przeciętna stopa zwrotu funduszy akcyjnych była na poziomie 3 proc. Ogromna podaż papierów na rynku pierwotnym (ponad 9 mld zł) skutecznie odwracała uwagę od rynku wtórnego. W dużej części zawdzięczać to możemy megaofercie PKO BP oraz ofertom publicznym innych spółek debiutujących na warszawskim parkiecie (WSiP, TVN) - mówi Jacek Dekarz, doradca inwestycyjny Union Investment TFI.
W zdecydowanie gorszej sytuacji byli posiadacze jednostek funduszy zagranicznych, mimo że jesienią koniunktura na zagranicznych parkietach poprawiła się. W ciągu ostatniego kwartału amerykański Dow Jones zyskał na wartości 7 proc., Nasdaq aż 14,7 proc., a niemiecki DAX - 9,3 proc. Zyski te zostały jednak zniwelowane przez umacniającego się złotego. W ciągu trzech ostatnich miesięcy roku dolar potaniał o prawie 16 proc., z kolei euro niemal o 7 proc.
- Najgorzej wypadły fundusze inwestujące w obligacje dolarowe: z jednej strony pikujący dolar, z drugiej - straty w wyniku rosnących stóp procentowych dały wynik na poziomie minus 14-15 proc. - podsumowuje Jacek Dekarz.
Największymi wygranymi byli posiadacze jednostek inwestujących w polskie papiery dłużne. Wszystkie fundusze przyniosły bowiem dodatnią stopę zwrotu.
- Mała hossa na rynku obligacji zawitała w IV kwartale niepostrzeżenie. W ciągu ostatnich trzech miesięcy rentowność dla obligacji 5-letnich spadła o mniej więcej 1,5 proc., do poziomu 6-6,1 proc. Za wzrostami rynku długu stali inwestorzy zagraniczni, którzy kupowali papiery głównie z myślą o zarabianiu dzięki umacniającemu się złotemu. W tym czasie fundusze obligacyjne zarobiły ok. 3,5 proc., czyli ponad połowę zysku w całym roku - tłumaczy Jacek Dekarz. - Rynek obligacji mierzony indeksem JP Morgan GBI Broad Poland wzrósł o 5,38 proc. (27.09-27.12), co przełożyło się na wysokie stopy zwrotu funduszy obligacyjnych i stabilnego wzrostu. To ponad trzy razy więcej niż przeciętna na rynku pieniężnym, gdzie można było zarobić 1,77 proc. - dodaje Jacek Grodecki.
Perspektywy też nie są najgorsze. - Nasza waluta umacnia się. Zwiększył się poziom zaufania do Polski, co jest bardzo korzystnym zjawiskiem z punktu widzenia pozyskiwania kapitału. W dłuższym terminie tendencja ta może wpływać na obniżenie kosztów długu publicznego, a więc spadek rentowności obligacji skarbowych (wzrost ich cen), pod warunkiem że trzymany w ryzach będzie deficyt budżetowy - podsumowuje Jacek Grodecki.
Nie będzie więc źle, choć o zyski dwucyfrowe będzie znacznie trudniej.
Ryzyko pod kontrolą
Zmiana strategii dała efekty
W IV kwartale fundusze zrównoważone dotrzymały kroku akcyjnym. Najlepsze efekty przyniosło powierzenie oszczędności Maciejowi Bombolowi, zarządzającemu funduszem CitiZrównoważonym Środkowoeuropejskim. Dzięki osiągnięciu 6,2-procentowej stopy zwrotu zdecydowanie pobił on nie tylko konkurentów z grupy, ale wypracował wynik lepszy od wielu zarządzających funduszami agresywnymi.
Sukces zawdzięcza m.in. zmianie strategii funduszu. Dzięki temu może inwestować część aktywów nie tylko na warszawskiej GPW, ale również w akcje spółek notowanych na giełdach czeskiej i węgierskiej. - Liczyliśmy, że rynki Europy Środkowej i Wschodniej dadzą ponadprzeciętne zyski. Zdecydowaliśmy się na Czechy i Węgry, bo zarówno pod względem gospodarczym, jak i ryzyka inwestycyjnego kraje te są podobne do naszego, a tamtejsze spółki były atrakcyjne i dawały szanse na dodatkowe zyski - wyjaśnia Maciej Bombol, jeden z pierwszych doradców inwestycyjnych na polskim rynku (licencja nr 3) i posiadacz prestiżowego tytułu CFA (Chartered Financial Analyst).
Maciej Bombol rozpoczął pracę w Banku Handlowym w Warszawie jako makler giełdowy w 1992 r. W latach 1998-2000 był dyrektorem inwestycyjnym w Biurze Zarządzania Aktywami Banku Handlowego. Od 1999 r. jest wiceprezesem spółki Handlowy Zarządzanie Aktywami, a od października 2001 r. również wiceprezesem TFI BH. Doświadczenie zdobywane przez ponad 12 lat pracy bardzo pomaga mu w nabraniu dystansu do pracy.
- Stres jest zawsze związany z zarządzaniem, ale ja akurat lubię przypływ adrenaliny. To mnie motywuje - przyznaje Maciej Bombol. Zaznacza jednak, że wszystko musi być w granicach rozsądku i pod kontrolą. - Kiedyś bardzo przeżywałem każdą decyzję inwestycyjną i codzienne wahania rynku. Dzisiaj jestem spokojniejszy i pewniejszy. W domu staram się nie myśleć o pracy, wieczorami nie analizuję sytuacji na giełdzie, tak jak to robiłem w pierwszych latach pracy - opowiada z uśmiechem. - Odprężenie jest konieczne, żeby unikać błędów - dodaje.
Czy jest ryzykantem? - Zdecydowanie nie. Wprawdzie lubię ryzyko związane z inwestowaniem w spółki, których wartości inni jeszcze nie dostrzegli, ale jest to ryzyko kontrolowane i poparte wyceną fundamentalną spółki - mówi Maciej Bombol. Dodaje, że nigdy nie zainwestowałby w firmę, która jest niewiarygodna i której zarząd nie dotrzymał składanych obietnic.
Recepta na sukces?
- Planowanie długoterminowe. Trzeba umieć dojrzeć na rynku firmy dające szanse na ponadprzeciętne zyski w długim horyzoncie - tłumaczy. Dlatego imponuje mu Warren Buffett, który dysponując odpowiednią wiedzą, potrafił ją wykorzystać.
Życiorys
Maciej Bombol
Urodzony: 1962 rok
Wykształcenie: Politechnika Warszawska (elektronika medyczna), Podyplomowe Studium Bankowości SGH
Pierwsza praca: pracownik naukowy w Centralnym Ośrodku Techniki
Medycznej
Pierwszy sukces: zdanie z bardzo dobrym wynikiem egzaminu maklerskiego w 1991 roku, co umożliwiło mu rozpoczęcie kariery na rynku kapitałowym
Hobby: tenis, narty, pływanie i podróże, jednak to zeszło na dalszy plan pół roku temu, po narodzinach córeczki