Grzegorz Bierecki, prezes Kasy Krajowej Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, z którym spotkaliśmy się w wynajętej salce w warszawskim hotelu Sheraton, nie wyglądał na człowieka, po którym przetoczył się w ostatnich tygodniach walec negatywnej kampanii prasowej. Starannie ubrany, z modnym trzydniowym zarostem, po każdej odpowiedzi lekko się uśmiechał, jakby chciał dać znać "Panowie, o co wam chodzi, ja jestem czysty i nie boję się żadnego pytania". Prezes Bierecki potrafi rozmawiać z mediami. Spokojny ton odpowiedzi i skromna gestykulacja mają sprawiać wrażenie, że panuje nad sytuacją, bądź co bądź, kryzysową
Grzegorz Bierecki, prezes Kasy Krajowej Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, z którym spotkaliśmy się w wynajętej salce w warszawskim hotelu Sheraton, nie wyglądał na człowieka, po którym przetoczył się w ostatnich tygodniach walec negatywnej kampanii prasowej. Starannie ubrany, z modnym trzydniowym zarostem, po każdej odpowiedzi lekko się uśmiechał, jakby chciał dać znać "Panowie, o co wam chodzi, ja jestem czysty i nie boję się żadnego pytania". Prezes Bierecki potrafi rozmawiać z mediami. Spokojny ton odpowiedzi i skromna gestykulacja mają sprawiać wrażenie, że panuje nad sytuacją, bądź co bądź, kryzysową
BusinessWeek: Czy jest Pan przygotowany do sytuacji, kiedy po serii negatywnych publikacji na temat SKOK-ów klienci zaczną wycofywać z nich swoje oszczędności?
Grzegorz Bierecki: Kasy są silnymi kapitałowo instytucjami i dysponują rezerwami, które są określone w ustawie. Nie ma powodu, dla którego nasi członkowie mieliby tracić swoje pieniądze, reagując na inspirowane przez konkurencję napaści. Kasy płacą odsetki od depozytów, zwracają te depozyty na czas i dlatego członkowie kas wielokrotnie odnawiają swoje lokaty. A napaści prasowe na nas są inspirowane czarnym PR.
Kogo Pan ma na myśli?
Mówi się na mieście (w Warszawie - podkreśla), że ta kampania jest zlecona przez pośredników kredytowych, którzy poczuli się zagrożeni przez SKOK-i. Wybór jest bardzo łatwy - przyjść do kasy i zapłacić za pożyczkę kilkanaście procent w skali rocznej czy pójść do Providenta i zapłacić 411 proc.
Ale u Pana też nie jest to kilkanaście procent, bo pożyczka senior to 29 proc. w skali roku.
W jakiej kasie?
Największej - Stefczyka.
Pytam, bo kasy nie mają jednolitego oprocentowania. My nie jesteśmy bankiem i każda kasa jest samodzielną spółdzielnią, każda samodzielnie ustala swój cennik i politykę kredytową. Kasy konkurują między sobą.
Czy mówiąc o atakujących Was pośrednikach, myśli Pan również o takich, jak np. Lukas?
Nie chcę, aby z moich ust padło, o kim się mówi. Proszę o to samemu spytać na mieście. Wtedy usłyszycie szczegóły, łącznie z nazwą agencji, która prowadzi czarną kampanię.
Czy jest jakaś przyczyna, że właśnie teraz pojawił się czarny PR wobec Was?
Tak, przyczyną jest tzw. ustawa antylichwiarska, która znajduje się w Sejmie. A SKOK-i są jedyną instytucją, która wspiera ten projekt. Uważamy bowiem, że lichwa powinna być w Polsce zakazana, i dlatego jesteśmy celem napaści.
Ale w Kasie im. Stefczyka większość produktów nie mieści się w tzw. progu antylichwiarskim, tzn. poniżej 18 proc.?
W projekcie sejmowym jest teraz granica 36 proc.
Podwyższono ją do poziomu, który...
...jest absolutnie akceptowalny przez wszystkie instytucje finansowe. Może niektóre banki, jak Lukas, który wycenia kredyt konsumencki na 68 proc., czy GE Capital, mogą mieć problem. Ale są na tyle duże, że jeśli wejdzie prawo antylichwiarskie, do niego się dostosują.
A jeżeli nowe prawo nie zostanie uchwalone, to co?
SKOK-i będą się dalej znakomicie rozwijać, stanowiąc alternatywę dla lichwy.
Czy te teksty, które się ukazały, skłoniły Pana do refleksji, że może jednak coś jest na rzeczy?
Wiemy, że są zamówione, i mamy świadomość, że są tendencyjne. Główny zarzut jest taki, że SKOK-i są wielką i silną organizacją. Jeśli odpierając go, mielibyśmy się stać mierną i słabą organizacją, to na to się nie zgadzamy.
Jeden z analityków bankowych powiedział nam, że w krajach, gdzie działają tego typu organizacje, prędzej czy później dopada je kryzys; z jednego powodu - nie są one w stanie zapanować nad ryzykiem.
To może się zdarzyć i w Polsce?
Ja nie znam kraju, gdzie taki kryzys miałby miejsce. Być może chodzi o banki spółdzielcze, bo często są one mylone z kasami. Średnia wysokość pożyczki w Polsce to blisko 3,5 tys. zł. To są kredyty udzielane osobom fizycznym, więc ich ściągalność jest znacznie lepsza niż przy kredytach dla korporacji.
Jednak powoli kasy wchodzą w kredyty dla przedsiębiorstw i hipoteczne, a to już nie jest takie bezpieczne.
Dla mikroprzedsiębiorców.
Są to jednak przedsiębiorcy.
Zgoda, ale ci mikroprzedsiębiorcy oczekują pożyczek porównywalnych z tymi udzielanymi osobom fizycznym. Kredyty dla nich to sumy rzędu 10 tys. złotych. My mówimy o pożyczkach dla taksówkarza czy właściciela kiosku warzywnego, jednym słowem dla tych, którzy nie posługują się sprawozdawczością finansową taką, jakiej żądają banki komercyjne. Mikrokredyt jest bardzo trudny dla banków, które nie mają informacji ze środowiska tych małych przedsiębiorców i nie znają go. My możemy to skutecznie robić, ponieważ kasy takimi informacjami dysponują. Mają bowiem zaplecze środowiskowe. Bardzo często nasze komisje kredytowe pracują społecznie i znają klientów osobiście. Ta wiedza środowiskowa jest zabezpieczeniem.
Mamy wrażenie, że kontrola nad ryzykiem nie jest jednak precyzyjna. Bo jak środowiskowo znać wszystkich klientów, skoro na jeden oddział przypada średnio około 1000 członków?
W Hucie im. Sendzimira mamy sześć tysięcy członków i tam funkcjonują wydziałowi łącznicy, którzy są źródłem informacji o członkach wnioskujących o pożyczki. To oni opiniują te wnioski.
Można być obiektywnym, opiniując kolegę z wydziału?
Można, skoro tzw. złych kredytów w kasach jest tylko 10 proc.
Do SKOK-u przychodzą często ludzie, którzy nie dostali pożyczki w banku, więc podwyższa to Wasze ryzyko.
Często banki odmawiają kredytu jedynie z powodu braku lub niedostatecznej sprawozdawczości finansowej. A przecież nie oznacza to, że będzie gorzej spłacał kredyt niż duża spółka. Zwykle spłaca lepiej.
Czy SKOK-i w USA także oferują ubezpieczenia, udziały w funduszach inwestycyjnych, karty kredytowe itp.?
Tak. Gdyby tych usług nie oferowały, ich członkowie szukaliby ich gdzie indziej.
Dziś suma bilansowa wszystkich SKOK-ów daje im pozycję pod koniec drugiej dziesiątki polskich banków. Suma bilansowa kasy im. Stefczyka znajduje się w czwartej dziesiątce. I tak duże instytucje są poza kontrolą nadzoru bankowego?
Nie można porównywać sumy bilansowej, bo to nie jest miara naszego sukcesu. Jest nią liczba członków, osób, którym kasy udzielają pomocy.
Ale my nie pytaliśmy o miarę sukcesu, lecz o to, jak zapewnić bezpieczeństwo tak dużym aktywom.
Aktywa, które systematycznie przyrastają, są właściwie zarządzane. Kasy podlegają ograniczeniom inwestycyjnym wynikającym z ustawy i norm ostrożnościowych znacznie ostrzejszych niż bankowe.
Ale w imię czego taka część systemu bankowego ma być wyłączona
spod nadzoru?
Przez 10 lat dobrze spełnialiśmy swoje funkcje, kasy się rozwinęły, żadna z kas nie upadła i nikt nie stracił pieniędzy. System jest stabilny. Jeśli Sejm uważa, że są istotne powody do tego, by tworzyć zewnętrzny nadzór nad kasami, będziemy to wspierać. Pod jednym warunkiem - że normy ostrożnościowe, które zostaną nałożone na kasy, będą zgodne z międzynarodowymi standardami. Że nie zrobi się z kas, przy pomocy innego nadzorcy, jeszcze jednego banku spółdzielczego, bo byłaby to wielka szkoda dla kraju.
Ale czy te normy bezpieczeństwa są łagodniejsze?
Nie, są inaczej liczone. Kiedy kasy powstają, nie są dokapitalizowane tak jak banki. Kasa jest organizacją ludzi, a nie kapitału, i z tego powodu kapitał wypracowywany jest z nadwyżek, które powstają w wyniku jej działalności. Stąd większość norm bezpieczeństwa odnosi się do aktywów, a nie do kapitału.
Czyli wymagania ostrożnościowe w kasach są niższe niż w bankach.
Nieprawda! Nieprawda! Kapitał musi być adekwatny do przyjmowanego przez organizację ryzyka. Jeśli ryzyko jest niskie, kapitału nie trzeba wiele. SKOK-i na całym świecie prowadzą bardzo bezpieczną działalność inwestycyjną. Zresztą w kasach te słynne 8 proc. aktywów ważonych ryzykiem również obowiązuje.
Dlaczego jest problem z uzyskaniem danych finansowych poszczególnych kas? Na przykład na stronach WWW kasy im. Stefczyka nie ma żadnych.
A powinni je zamieścić. Dobra uwaga i przekaże im ją. Ale ich wyniki są dostępne. Dane roczne są wykładane w oddziałach kas przed każdym walnym zgromadzeniem członków.
Mówi Pan w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że nie zabiegaliście o przedłużenie zwolnienia podatkowego, a w sprawozdaniu za 2003 r. czytamy, że był to rok batalii o utrzymane zwolnienia, a Kasa Krajowa zorganizowała w tej sprawie kampanię medialną? Więc zabiegaliście czy nie?
W 2003 r. zabiegaliśmy, a w 2004 nie. W 2003 roku zabiegaliśmy, bo wiedzieliśmy, że rozległa zmiana przepisów podatkowych zrównująca nas z bankami była dla nas niemożliwa do wykonania. I rząd odstąpił od opodatkowania kas, przedłużając zwolnienie o rok po to, by można było przygotować większą regulację. Ta większa regulacja nie została przygotowana i zwolnienie zostało przedłużone o dwa lata.
Źródło sukcesu kas nie leży w zwolnieniu, ponieważ wypracowują bardzo niewielkie dochody. A poza tym, jeśli państwo chciało wspierać ich rozwój, miało do tego prawo, skoro wspiera rozwój supermarketów. My jesteśmy polskimi patriotami, jeśli państwo uzna, że mamy płacić podatki, będziemy to robili w terminie.
I nie miałby Pan nic przeciwko rezerwie płaconej do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego?
Kasy utrzymują rezerwy obowiązkowe w wysokości 10 proc., z czego 5 proc. jako depozyt w Kasie Krajowej, a 5 proc. u siebie.
Co się stanie, kiedy przywileje w postaci zwolnienia podatkowego znikną, bo ustawodawca uzna, że kasy powinny działać zgodnie z ustawą bankową, jako swego rodzaju bankowość spółdzielcza?
To nie są przywileje. Rozwiązania dotyczące kas są na świecie różne. W niektórych krajach przyjmuje się większe zaangażowanie państwa we wsparcie bankowości spółdzielczej, w innych niewielkie. Ale to się wiąże z zakresem czynności, jakie kasy mogą wykonywać. Lista czynności bankowych, które wykonujemy, jest bardzo ograniczona w porównaniu z bankami. Odpowiadając wprost na pytanie - jeśli nadzór jest cięższy, to jego uciążliwość powinna być adekwatna do podejmowanego ryzyka. Kasy muszą dostać w zamian szersze możliwości działania.
Te ograniczenia w zakresie bankowości detalicznej nie są duże. Poza tym mają Państwo dużą zręczność w legalnym omijaniu tych ograniczeń.
Jeśli legalne, to na pewno nie omijanie. Nie omijamy, można jedynie powiedzieć, że jesteśmy innowacyjni.
Czy w USA kasy są ubezpieczone we własnym towarzystwie, tak jak w Polsce?
Tak. Tam są dwie możliwości ubezpieczenia: poprzez własne towarzystwo ubezpieczeniowe dla kas stanowych i przez firmę federalną dla kas federalnych.
Czy ma Pan poczucie bezpieczeństwa w instytucji, która sama siebie kontroluje i ubezpiecza depozyty we własnym towarzystwie?
Z całą pewnością tak. Nasze Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych podlega nadzorowi KNUiFE. My zbudowaliśmy system zabezpieczeń dla oszczędności członków bez obowiązku ustawowego inaczej niż banki, całkowicie na własny koszt, nie korzystając z pomocy państwa.
Gdzie Pan trzyma swoje oszczędności prywatne?
Depozyt złotówkowy trzymam w kasie im. Stefczyka. A dewizowe są minimalne.
Ile Pan zarabia jako prezes?
Chętnie bym powiedział, ale w kontrakcie mam zakaz informowania.
A z kim Pan go zawierał?
Z moją radą nadzorczą.
Dlaczego ma Pan taki zakaz?
Wszyscy pracownicy mają taki zakaz.
Ale dlaczego?
Żeby nie było porównywania zarobków między pracownikami.
Ale dlaczego prezes ma zakaz?
Tak ustaliła rada. Ja nie mam szczególnego kontraktu, mam zwykłą umowę o pracę w Kasie Krajowej, czyli etat.
Jednak coś się zmienia w jawności zarobków prezesów spółek...
Jeśli na walnym zgromadzeniu członkowie kasy zapytają o wysokość mojego wynagrodzenia, na pewno odpowiedź uzyskają.
A czy mógłby Pan złożyć oświadczenie majątkowe?
Czy ja mógłbym złożyć oświadczenie majątkowe? (konsternacja).
Takie jak posłowie.
A dlaczego nie? Mógłbym.
Zrobi to Pan?
Tak, na najbliższym walnym zgromadzeniu.
Pełny tekst rozmowy: www.businessweek.pl
BusinessWeek: Czy jest Pan przygotowany do sytuacji, kiedy po serii negatywnych publikacji na temat SKOK-ów klienci zaczną wycofywać z nich swoje oszczędności?
Grzegorz Bierecki: Kasy są silnymi kapitałowo instytucjami i dysponują rezerwami, które są określone w ustawie. Nie ma powodu, dla którego nasi członkowie mieliby tracić swoje pieniądze, reagując na inspirowane przez konkurencję napaści. Kasy płacą odsetki od depozytów, zwracają te depozyty na czas i dlatego członkowie kas wielokrotnie odnawiają swoje lokaty. A napaści prasowe na nas są inspirowane czarnym PR.
Kogo Pan ma na myśli?
Mówi się na mieście (w Warszawie - podkreśla), że ta kampania jest zlecona przez pośredników kredytowych, którzy poczuli się zagrożeni przez SKOK-i. Wybór jest bardzo łatwy - przyjść do kasy i zapłacić za pożyczkę kilkanaście procent w skali rocznej czy pójść do Providenta i zapłacić 411 proc.
Ale u Pana też nie jest to kilkanaście procent, bo pożyczka senior to 29 proc. w skali roku.
W jakiej kasie?
Największej - Stefczyka.
Pytam, bo kasy nie mają jednolitego oprocentowania. My nie jesteśmy bankiem i każda kasa jest samodzielną spółdzielnią, każda samodzielnie ustala swój cennik i politykę kredytową. Kasy konkurują między sobą.
Czy mówiąc o atakujących Was pośrednikach, myśli Pan również o takich, jak np. Lukas?
Nie chcę, aby z moich ust padło, o kim się mówi. Proszę o to samemu spytać na mieście. Wtedy usłyszycie szczegóły, łącznie z nazwą agencji, która prowadzi czarną kampanię.
Czy jest jakaś przyczyna, że właśnie teraz pojawił się czarny PR wobec Was?
Tak, przyczyną jest tzw. ustawa antylichwiarska, która znajduje się w Sejmie. A SKOK-i są jedyną instytucją, która wspiera ten projekt. Uważamy bowiem, że lichwa powinna być w Polsce zakazana, i dlatego jesteśmy celem napaści.
Ale w Kasie im. Stefczyka większość produktów nie mieści się w tzw. progu antylichwiarskim, tzn. poniżej 18 proc.?
W projekcie sejmowym jest teraz granica 36 proc.
Podwyższono ją do poziomu, który...
...jest absolutnie akceptowalny przez wszystkie instytucje finansowe. Może niektóre banki, jak Lukas, który wycenia kredyt konsumencki na 68 proc., czy GE Capital, mogą mieć problem. Ale są na tyle duże, że jeśli wejdzie prawo antylichwiarskie, do niego się dostosują.
A jeżeli nowe prawo nie zostanie uchwalone, to co?
SKOK-i będą się dalej znakomicie rozwijać, stanowiąc alternatywę dla lichwy.
Czy te teksty, które się ukazały, skłoniły Pana do refleksji, że może jednak coś jest na rzeczy?
Wiemy, że są zamówione, i mamy świadomość, że są tendencyjne. Główny zarzut jest taki, że SKOK-i są wielką i silną organizacją. Jeśli odpierając go, mielibyśmy się stać mierną i słabą organizacją, to na to się nie zgadzamy.
Jeden z analityków bankowych powiedział nam, że w krajach, gdzie działają tego typu organizacje, prędzej czy później dopada je kryzys; z jednego powodu - nie są one w stanie zapanować nad ryzykiem.
To może się zdarzyć i w Polsce?
Ja nie znam kraju, gdzie taki kryzys miałby miejsce. Być może chodzi o banki spółdzielcze, bo często są one mylone z kasami. Średnia wysokość pożyczki w Polsce to blisko 3,5 tys. zł. To są kredyty udzielane osobom fizycznym, więc ich ściągalność jest znacznie lepsza niż przy kredytach dla korporacji.
Jednak powoli kasy wchodzą w kredyty dla przedsiębiorstw i hipoteczne, a to już nie jest takie bezpieczne.
Dla mikroprzedsiębiorców.
Są to jednak przedsiębiorcy.
Zgoda, ale ci mikroprzedsiębiorcy oczekują pożyczek porównywalnych z tymi udzielanymi osobom fizycznym. Kredyty dla nich to sumy rzędu 10 tys. złotych. My mówimy o pożyczkach dla taksówkarza czy właściciela kiosku warzywnego, jednym słowem dla tych, którzy nie posługują się sprawozdawczością finansową taką, jakiej żądają banki komercyjne. Mikrokredyt jest bardzo trudny dla banków, które nie mają informacji ze środowiska tych małych przedsiębiorców i nie znają go. My możemy to skutecznie robić, ponieważ kasy takimi informacjami dysponują. Mają bowiem zaplecze środowiskowe. Bardzo często nasze komisje kredytowe pracują społecznie i znają klientów osobiście. Ta wiedza środowiskowa jest zabezpieczeniem.
Mamy wrażenie, że kontrola nad ryzykiem nie jest jednak precyzyjna. Bo jak środowiskowo znać wszystkich klientów, skoro na jeden oddział przypada średnio około 1000 członków?
W Hucie im. Sendzimira mamy sześć tysięcy członków i tam funkcjonują wydziałowi łącznicy, którzy są źródłem informacji o członkach wnioskujących o pożyczki. To oni opiniują te wnioski.
Można być obiektywnym, opiniując kolegę z wydziału?
Można, skoro tzw. złych kredytów w kasach jest tylko 10 proc.
Do SKOK-u przychodzą często ludzie, którzy nie dostali pożyczki w banku, więc podwyższa to Wasze ryzyko.
Często banki odmawiają kredytu jedynie z powodu braku lub niedostatecznej sprawozdawczości finansowej. A przecież nie oznacza to, że będzie gorzej spłacał kredyt niż duża spółka. Zwykle spłaca lepiej.
Czy SKOK-i w USA także oferują ubezpieczenia, udziały w funduszach inwestycyjnych, karty kredytowe itp.?
Tak. Gdyby tych usług nie oferowały, ich członkowie szukaliby ich gdzie indziej.
Dziś suma bilansowa wszystkich SKOK-ów daje im pozycję pod koniec drugiej dziesiątki polskich banków. Suma bilansowa kasy im. Stefczyka znajduje się w czwartej dziesiątce. I tak duże instytucje są poza kontrolą nadzoru bankowego?
Nie można porównywać sumy bilansowej, bo to nie jest miara naszego sukcesu. Jest nią liczba członków, osób, którym kasy udzielają pomocy.
Ale my nie pytaliśmy o miarę sukcesu, lecz o to, jak zapewnić bezpieczeństwo tak dużym aktywom.
Aktywa, które systematycznie przyrastają, są właściwie zarządzane. Kasy podlegają ograniczeniom inwestycyjnym wynikającym z ustawy i norm ostrożnościowych znacznie ostrzejszych niż bankowe.
Ale w imię czego taka część systemu bankowego ma być wyłączona
spod nadzoru?
Przez 10 lat dobrze spełnialiśmy swoje funkcje, kasy się rozwinęły, żadna z kas nie upadła i nikt nie stracił pieniędzy. System jest stabilny. Jeśli Sejm uważa, że są istotne powody do tego, by tworzyć zewnętrzny nadzór nad kasami, będziemy to wspierać. Pod jednym warunkiem - że normy ostrożnościowe, które zostaną nałożone na kasy, będą zgodne z międzynarodowymi standardami. Że nie zrobi się z kas, przy pomocy innego nadzorcy, jeszcze jednego banku spółdzielczego, bo byłaby to wielka szkoda dla kraju.
Ale czy te normy bezpieczeństwa są łagodniejsze?
Nie, są inaczej liczone. Kiedy kasy powstają, nie są dokapitalizowane tak jak banki. Kasa jest organizacją ludzi, a nie kapitału, i z tego powodu kapitał wypracowywany jest z nadwyżek, które powstają w wyniku jej działalności. Stąd większość norm bezpieczeństwa odnosi się do aktywów, a nie do kapitału.
Czyli wymagania ostrożnościowe w kasach są niższe niż w bankach.
Nieprawda! Nieprawda! Kapitał musi być adekwatny do przyjmowanego przez organizację ryzyka. Jeśli ryzyko jest niskie, kapitału nie trzeba wiele. SKOK-i na całym świecie prowadzą bardzo bezpieczną działalność inwestycyjną. Zresztą w kasach te słynne 8 proc. aktywów ważonych ryzykiem również obowiązuje.
Dlaczego jest problem z uzyskaniem danych finansowych poszczególnych kas? Na przykład na stronach WWW kasy im. Stefczyka nie ma żadnych.
A powinni je zamieścić. Dobra uwaga i przekaże im ją. Ale ich wyniki są dostępne. Dane roczne są wykładane w oddziałach kas przed każdym walnym zgromadzeniem członków.
Mówi Pan w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że nie zabiegaliście o przedłużenie zwolnienia podatkowego, a w sprawozdaniu za 2003 r. czytamy, że był to rok batalii o utrzymane zwolnienia, a Kasa Krajowa zorganizowała w tej sprawie kampanię medialną? Więc zabiegaliście czy nie?
W 2003 r. zabiegaliśmy, a w 2004 nie. W 2003 roku zabiegaliśmy, bo wiedzieliśmy, że rozległa zmiana przepisów podatkowych zrównująca nas z bankami była dla nas niemożliwa do wykonania. I rząd odstąpił od opodatkowania kas, przedłużając zwolnienie o rok po to, by można było przygotować większą regulację. Ta większa regulacja nie została przygotowana i zwolnienie zostało przedłużone o dwa lata.
Źródło sukcesu kas nie leży w zwolnieniu, ponieważ wypracowują bardzo niewielkie dochody. A poza tym, jeśli państwo chciało wspierać ich rozwój, miało do tego prawo, skoro wspiera rozwój supermarketów. My jesteśmy polskimi patriotami, jeśli państwo uzna, że mamy płacić podatki, będziemy to robili w terminie.
I nie miałby Pan nic przeciwko rezerwie płaconej do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego?
Kasy utrzymują rezerwy obowiązkowe w wysokości 10 proc., z czego 5 proc. jako depozyt w Kasie Krajowej, a 5 proc. u siebie.
Co się stanie, kiedy przywileje w postaci zwolnienia podatkowego znikną, bo ustawodawca uzna, że kasy powinny działać zgodnie z ustawą bankową, jako swego rodzaju bankowość spółdzielcza?
To nie są przywileje. Rozwiązania dotyczące kas są na świecie różne. W niektórych krajach przyjmuje się większe zaangażowanie państwa we wsparcie bankowości spółdzielczej, w innych niewielkie. Ale to się wiąże z zakresem czynności, jakie kasy mogą wykonywać. Lista czynności bankowych, które wykonujemy, jest bardzo ograniczona w porównaniu z bankami. Odpowiadając wprost na pytanie - jeśli nadzór jest cięższy, to jego uciążliwość powinna być adekwatna do podejmowanego ryzyka. Kasy muszą dostać w zamian szersze możliwości działania.
Te ograniczenia w zakresie bankowości detalicznej nie są duże. Poza tym mają Państwo dużą zręczność w legalnym omijaniu tych ograniczeń.
Jeśli legalne, to na pewno nie omijanie. Nie omijamy, można jedynie powiedzieć, że jesteśmy innowacyjni.
Czy w USA kasy są ubezpieczone we własnym towarzystwie, tak jak w Polsce?
Tak. Tam są dwie możliwości ubezpieczenia: poprzez własne towarzystwo ubezpieczeniowe dla kas stanowych i przez firmę federalną dla kas federalnych.
Czy ma Pan poczucie bezpieczeństwa w instytucji, która sama siebie kontroluje i ubezpiecza depozyty we własnym towarzystwie?
Z całą pewnością tak. Nasze Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych podlega nadzorowi KNUiFE. My zbudowaliśmy system zabezpieczeń dla oszczędności członków bez obowiązku ustawowego inaczej niż banki, całkowicie na własny koszt, nie korzystając z pomocy państwa.
Gdzie Pan trzyma swoje oszczędności prywatne?
Depozyt złotówkowy trzymam w kasie im. Stefczyka. A dewizowe są minimalne.
Ile Pan zarabia jako prezes?
Chętnie bym powiedział, ale w kontrakcie mam zakaz informowania.
A z kim Pan go zawierał?
Z moją radą nadzorczą.
Dlaczego ma Pan taki zakaz?
Wszyscy pracownicy mają taki zakaz.
Ale dlaczego?
Żeby nie było porównywania zarobków między pracownikami.
Ale dlaczego prezes ma zakaz?
Tak ustaliła rada. Ja nie mam szczególnego kontraktu, mam zwykłą umowę o pracę w Kasie Krajowej, czyli etat.
Jednak coś się zmienia w jawności zarobków prezesów spółek...
Jeśli na walnym zgromadzeniu członkowie kasy zapytają o wysokość mojego wynagrodzenia, na pewno odpowiedź uzyskają.
A czy mógłby Pan złożyć oświadczenie majątkowe?
Czy ja mógłbym złożyć oświadczenie majątkowe? (konsternacja).
Takie jak posłowie.
A dlaczego nie? Mógłbym.
Zrobi to Pan?
Tak, na najbliższym walnym zgromadzeniu.
Pełny tekst rozmowy: www.businessweek.pl